Polecamy witrynę https://www.youtube.com/@Conservatio .

Opuścić Polskę?

lis 11, 2025

 Polskie stacje telewizyjne emitują wywiady z emigrantami którzy opuścili Polskę i zamieszkali w innych, zazwyczaj bogatszych krajach. Ponieważ spędziłem niespełna rok wśród naszych emigrantów na Zachodzie mam kilka uwag do tych opowieści.

 Wspomniane filmowe relacje nagrywane są w pięknych słonecznych pejzażach, w ładnej scenografii, na tle dobrej architektury, a nie w zwykłych dzielnicach, w których toczy się codzienność. Sami emigranci prezentują podbarwioną postawę wyluzowanego szczęściarza. Są zachętą do pójścia w ich ślady.

 Tylko rzadko pokazywani są wraz z krajowcami z którymi się zintegrowali, polubili i w których społeczności są sobą i są cenieni. A to przecież najważniejsze, a nie plaża, orientalne jedzenie, kultura macdonaldyzacji.

 Emigranci konserwatywni opowiadając o sobie powiadają, że mają blisko do polskiego sklepu spożywczego, polskiego kościoła, polskiego domu kultury. To tak jak my w Garwolinie. Oni nie integrują się z katolikami świata w wielonarodowym kościele katolickim i nie cieszą się uniwersalizmem chrześcijaństwa. Wspólnota z nowymi sąsiadami? Ci nie zapraszają ich w gości. Szkoda, że realizatorzy wywiadów nie sygnalizują – choćby przez pytania – utraty kontaktu z czymś głębszym od all inclusive.

 Z wywiadów wynika, że znacznie lepiej dogadują się z krajowcami w pubach ludzie płochego pojmowania życia. Szybko chwytają protestanckie i modernistyczne myślenie. „Nie dziw się, że się z nim rozwiodła, przecież był od pięciu miesięcy bez pracy.” Tamci tacy są. Dopasowanie się do ich poziomu nie nobilituje.

 Emigranci opowiadają z dumą o swych zarobkach i często okazuje się, że zarabiają tyle euro lub dolarów co w Polacy w Polsce złotówek. Narrator programu natychmiast mnoży ich zarobki przez kurs złotówki i okazuje się, że emigranci zarabiają pięć razy więcej od nas w Polsce. Ale jednak płacą bardzo często pięć razy więcej za to, co kupują. Dlatego przy rozmyślaniach na temat porównania naszych światów proponowałbym stosować przelicznik 1:1. Należy przyjąć – w wielkim uproszczeniu – że euro we Francji, to tyle co złotówka w Polsce. Takie postawienie sprawy jest bardziej prawdomówne co do zarobków, niż przeliczanie pensji po kursie wymiany walut, co wyobraźnia telewidza może błędnie kwalifikować jako „dużo”.

 Zapytajcie emigrantów czy żyją od pierwszego do pierwszego, będziecie zaskoczeni, że większość właśnie tak żyje. Gadanie ekonomistów o dochodzie per capita to niemiarodajne skrzywienie zawodowe.

 Przekaz telewizyjny nie nadmienia o braku szerszej rodziny, która w Polsce i w trzech czwartych świata bardzo pomaga młodym ludziom na starcie. A przecież więź rodowa i sąsiedzka chroni przed bezbronnością wobec idolatrii państwa i banków.

 Wiem z własnego doświadczenia, że Polacy z emigracji są raczej nieszczęśliwi, ale wobec rodaków w kraju wstydzą się o tym mówić, i mówią co innego. Choć są wśród nich też i tak mali duchem, że jest im tam naprawdę dobrze, bez nostalgii po utracie kraju dzieciństwa i bez bólu po esencjonalnej rzeczywistości sensownego świata.

 AD

Portret kobiety. Roman Zakrzewski z Krakowa, 2015.

gospodarz strony Andrzej Dobrowolski