W niedzielę o 14.30 – msza trydencka w kolegiacie.

Problem przed-aborcyjny

lis 13, 2021

 W ferworze sporu o prawną ochronę życia ludzkiego ginie refleksja nad podstawowym zagadnieniem życiowym ludzi: dlaczego kobieta i mężczyzna którzy stali się rodzicami – czy jeśli stało się to podczas niekontrolowanego porywu serca (siła erotyki istnieje właśnie po to, żeby dzieci poczynały się w sposób niekontrolowany!), czy też nawet po zdecydowanie niechcianym zbliżeniu – nie chcą mieć dziecka. Przecież dziecko jest bogactwem! Przecież jest skarbem! Dobrze jest je mieć!

 We wszystkich starych, godnych kulturach płodność traktowana jest jako błogosławieństwo a niepłodność jako nieszczęście. Dziecko wzbogaca rodzinę (jeden wojownik więcej, jedna gospodyni więcej). Nasze dziecko daje możliwość sięgnięcia po szczęście – wraca w jego twarzy nasze dzieciństwo i młodość. Nasze dziecko przedłuża nasze życie na ziemi poza śmierć. Nasze dziecko wspomoże nas na stare lata. Nasze zwiąże nas przez ich małżeństwo z innymi miłymi ludźmi, z którymi raźniej będzie żyć i wzajemnie sobie pomagać.

 Jeśli więc dożyliśmy czasu, w którym ludzie nie chcą mieć dziecka, to znaczy że uwierzyli, że ich starość jest niezależna od dobrze wychowanych własnych dzieci, że są niezależni od sąsiadów (społeczeństwa) bo państwo da im wszystko (statolatria – traktowanie państwa jako idola), że nowoczesność da im urodę do końca życia a beztroskę zapewni aktywizm jako ucieczka od pustki i filozofia obfitości dla każdego, no i hołdowanie własnym fochom nazwane wolnością.

Kto nie chce mieć dzieci uwierzył, że jego świat bez dzieci ma trwać stabilnie. Że tak jak jest, tak już będzie. A nie będzie.

A może jednak o nic nie dba? „Po mnie choćby potop”? Na Francję, której król tak kiedyś powiedział, przyszedł „potop” – rewolucja z gilotynami.

AD

 

.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

gospodarz strony Andrzej Dobrowolski