Imiona niedzielnych chrztów: Liliana, Julia, Michalina, Ignacy, Filip, Tymoteusz, Henryk Tadeusz, Jakub, Leon, Ksawery.

Porównanie drogi krzyżowej w Jerozolimie do przestrzeni Garwolina

kw. 16, 2022

 Kilka lat temu miałem okazję przejść drogę krzyżową Chrystusa w Jerozolimie. Dla tych, którzy nie podróżują i nie przeszli jej pozwolę sobie przedstawić porównanie przestrzeni mijanej w Jerozolimie do drogi znanej z topografii Garwolina. Ani odległości, ani kierunki i sąsiedztwa tu przedstawione nie są dla siebie wzajemnymi odpowiednikami dwóch miejsc, sens porównania nie w tym tkwi. Nie ma to być zastąpienie mapy Świętego Miasta ani video-przewodników po Nim. Ot, taka impresja pielgrzyma, która może zaciekawić istnieniem dotykalnej rzeczywistości sceny Ewangelii.

 Wyobraźmy sobie, że w miejscu gdzie dziś buduje się bloki na terenie dawnych zakładów odzieżowych Cora rośnie gaj oliwny.

 Oliwki są drzewami przypominającymi nasze wierzby – mają podobną wielkość, podobne co do wrzecionowatego kształtu i srebrno-zielonego koloru liście, tyle że oliwki mają na gałązkach kulki owoców. Ogród takich drzew, taki sad rósł w czasach Chrystusa poza murami Jerozolimy, na przedmieściu. Rósł na wapiennej skale pokrytej ubogą warstwą gleby. Skała gdzieniegdzie wznosi się ponad poziom gruntu i właśnie wokół takiego skalnego pagórka – czy raczej skalnej półki – wzniesiono kościół. Tu – jak mówi przechowana wśród jerozolimskich chrześcijan wieść – przerażony Zbawiciel modlił się zlany krwawym potem w przeddzień śmierci.

 (Była to modlitwa do Boga o odwrócenie przeznaczenia Chrystusa, modlitwa która nie została wysłuchana, z czego wniosek, że ofiara Mistrza z Nazaretu była nie-do-zastąpienia, a żaden inny pomniejszy prorok z bliska i daleka, przeszłości i przyszłości  nie wypełnił jej.)

 Nieopodal kościoła jest nieużywana od nowości,  starożytna sztuczna jaskinia – podziemna cysterna, którą dawnym zwyczajem budowano by gromadzić w niej wodę na czas suszy. Ta cysterna głęboka na jakieś 15 metrów i szeroka na 10 metrów, pękła jednak już podczas budowy, i przez szczelinę w wapiennej skale woda wyciekała podziemnymi strumieniami w głąb ziemi. Nie używano jej więc do gromadzenia wody, tylko zależnie od potrzeby do innych celów.

 Wedle tradycji – tu uwięziono Chrystusa po pojmaniu, i tu spędził noc czwartkową. Psalm „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie” przeczytany przez księdza-przewodnika na dnie cysterny, w podziemnej scenerii przeniósł wyobraźnię pielgrzymów do przedsionka śmierci Pana Naszego.

 A teraz – wyobraźmy sobie – idziemy za Chrystusem prowadzonym przez straż do środka Świętego Miasta, tak jakbyśmy szli ulicą Targową obok targowiska ku mostowi targowemu na Wildze, i niech nasza rzeka będzie odpowiednikiem murów miejskich Jerozolimy. Wchodzimy w przestrzeń miejską i zmierzamy do gmachu liceum przy ulic Długiej, która ma być odpowiednikiem pałacu prokuratora Judei. Na dziedzińcu gmachu stojącego na miejscu pałacu leży oryginalna posadzka sprzed tysięcy lat, na jednej z płyt kamiennych widnieje plansza do gry w kości z pierwszego wieku, bo w kości grało się na planszy. Nie jest to plansza z Kalwarii, na której grano o szatę Pana Jezusa, ale i ten rekwizyt jednak unaocznia konkret relacji ewangelicznej.

  Nie pamiętam, jak zorientowane wobec tego miejsca były Świątynia jerozolimska i pałace Annasza i Kajfasza.

 A potem droga krzyżowa, już po wyroku. Wąskimi jerozolimskimi uliczkami, leżącymi prawdopodobnie jak we wszystkich starych miastach metry ponad poziomem sprzed tysięcy lat, między domami takimi jak dawne domy, idziemy poza przestrzeń murów, wśród przechodniów zajętych swoją codziennością, sklepików, straganów, placyków do miejsca dawnego, opuszczonego kamieniołomu. Tak jakbyśmy szli Długą, skręcili w lewo w Młyńską, przeszli przez Polską, skręcili w prawo w Jana Pawła, skręcili w lewo w Kościuszki, i w prawo w Szkolną, a potem Żwirki i Wigury pod wzniesienie schodów kolegiaty. I tam ich szczycie byłaby Kalwaria, a 40 metrów w głąb kościoła, gdzie jest ołtarz kolegiaty, tyle że dwa piętra niżej – byłby Grób Chrystusa.

 Opowiadanie skończone.

 Co zobaczyłem w Jerozolimie?

 Dwa tysiące lat temu to co się zdarzyło, zdarzyło się w naszej czasoprzestrzeni, żywa scena jeszcze istnieje. Tysiące opowieści o Chrystusie, tysiące Jego przedstawień w sztuce zdają się przenosić Jego historię do sfery niewidzialnego ideału, świata odmiennego od pejzażu wsi i od widoków z miejskiej ulicy: ryb przełożonych lodem wyłożonych na straganie przed przechodniami; cebuli, melonów stawianych na stołach pod markizami przez sprzedawców mijających się z potokiem ludzi, aut przeciskających się z zaopatrzeniem. To tu wydarzyło się tamto Wydarzenie, a nie w sferze teo-re-tycznej, poza czasem; ani w krainie sztuk pięknych nierzeczywistości.

 Kiedy dzieją się wielkie rzeczy, trudno je dostrzec, bo są ciche, niepozorne, są jak przypadkowe szepty, jak znaki dane bohaterom filmów Kieślowskiego w rekwizytach, jak ptaki na trzecim planie widoku asystujące Przeznaczeniu. Szum życia przykrywa je potokiem realistycznej pozorności.

 AD

PS.

Polecam tygodniową pielgrzymkę do Ziemi Świętej „Caritas Travel” diecezji włocławskiej, gdzie przewodnikiem jest ksiądz Ireneusz Świątek. Ziemia Święta jest piątą Ewangelią, tutejsi chrześcijanie przechowali wiele wspomnień niekanonicznych, ale prawdopodobnych i konkretyzujących szczegóły naszej wiary.  Mijane przez nas w Jerozolimie świeckie polskie wycieczki sprawiały wrażenie surferów, których w drodze na wyspy Hula-Gula lądowanie awaryjne zmusiło przypadkowo do obejrzenia Jerozolimy. Ależ im było nudno! Ledwie żyli!

Zachowana tablica z tytułem wyroku Chrystusa: Jezus Nazareńczyk Król Żydowski. Drewno orzechowe z I wieku (sam krzyż był wykonany z sosny czarnej).

Pisarz któremu zlecono wypisanie po grecku, łacinie i hebrajsku tego napisu zapisał go od stron prawej do lewej, tak jak pisze się po hebrajsku. W napisie hebrajskim nie zawarł słów Król Żydowski.

.

gospodarz strony Andrzej Dobrowolski