Podboje Aleksandra zaplanowano w bankach – hipoteza Szymona Modzelewskiego

Lis 30, 2020

 Ukazał się drugi tom polecanej już przez nas książki „Wieki brązu i żelaza” Szymona Modzelewskiego, który można kupić w księgarni basnjakniedzwiedz.pl . Autor opisuje wydarzenia historii starożytnej eksponując wpływ na nie międzynarodowej sieci bankierskiej, która tak sterowała wydarzeniami politycznymi, by uzyskiwać wielkie zyski: jednych zbrojąc na kredyt, drugich sabotując przez swych agentów szkodzących swym królom, i prowokując konflikt między nimi.

 Z narracji autora wynika, że wyprawa Aleksandra Macedońskiego przeciw Persom była w znaczącej części zorganizowana, rozpropagowana, realizowana i otaczana legendą cudów (tam gdzie jego zwycięstwa były szczególnie dziwne i podejrzane) przez sieć powierzchownie zhellenizowanej finansjery z Grecji  powiązanej rodowo z bankierami Persów, którzy mogli równolegle do pro-macedońskich działań kuzynów w Grecji sabotować przez swą agenturę Persję.

 AD

 

„Do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze.”

Napoleon

Modzelewski o wyprawie Aleksandra

 /…/ Z biegiem czasu takie uprzywilejowane targowiska przestały Grekom wystarczać. Coraz gwałtowniej szukali ujścia dla produkowanej przez nich masy towarowej, a kupcy pragnęli dostępu do nowych, nieograniczonych rynków. Grecy postrzegali Persów poprzez mieszaninę zazdrości, podziwu, nienawiści, i resentymentu. Uważali ich za zniewieściałych i zepsutych bogactwem.  Za tym głośno wyrażanym przekonaniem, kryła się oczywiście chęć zawładnięcia skarbami Wschodu. [Pro-perscy] Fenicjanie byli natomiast znienawidzonymi konkurentami handlowymi Hellenów oskarżanymi o najgorsze zbrodnie, handel ludźmi, piractwo i wszelkie możliwe oszustwa. Grecy zapewne pragnęli ich całkowitej likwidacji.

 W końcu V wieku przed Chrystusem Grecja była kipiący kotłem, pełnym niepokojów, wojen i rozruchów. Jednocześnie jej elity szukały nowych terenów ekspansji i ujścia dla kapitału. Coraz więcej mówiono o poszerzeniu przestrzeni życiowej i nowej kolonizacji.

 W Atenach uaktywnił się wpływowy polityk i mówca Izokrates który głosił, że Grecy powinni zakończyć wojny pomiędzy miastami, zjednoczyć się i przeciwstawić Persji. Izokrates wzywał wprost do ataku Imperium Achemenidów podkreślając, że potrzebny jest pośpiech i zdecydowane działanie. Wskazywał na klęski, jakich Grecy doznali w Italii i na Sycylii z rak miejscowych jednocześnie twierdząc, że pokonanie Persji będzie sprawą prostą. By zachęcić rodaków do walki, Izokrates powoływał się na przykład opisanej przez Homera greckie wyprawy na Troję. Wzywał Greków wprost do podboju całej Azji. Wskazywał na Filipa Macedońskiego jako wodza przyszłej wyprawy na Persów. Co ciekawe, Izokratesa najbardziej denerwowało bogactwo i dostatnie życie Persów, które przeciwstawiał względnej biedzie Greków. Uważał, że taka sytuacja jest niesprawiedliwa i należy ją zmienić siłą. Właśnie ten element przekazu Izokratesa odsłania prawdziwe motywacje autorów planu ataku na Persję. Chcieli oni po prostu zrabować jej bogactwa i wyeksportować zagrażającą im rewolucję na zewnątrz. Propaganda polityczna działała na pełnych obrotach a chwila konfrontacji z Persami zbliżała się wielkimi krokami.

 W 334 roku przed Chrystusem Aleksander Macedoński zebrał swoją armię licząca 50 tysięcy żołnierzy i ruszył na wschód. Zaplecze było zabezpieczone, bo w Grecji pozostał Antypater z silnym korpusem okupacyjnym. Rozpoczęła się jedna z najdziwniejszych wpraw wojennych w historii, pełna trudnych do wytłumaczenia zdarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Państwo perskie zaatakowane przez Aleksandra bynajmniej nie było kolosem na glinianych nogach, jak to się często przedstawia. Nowy król Dariusz III-ci najpierw zabił wpływowego eunucha Bagoasa, który wyniósł go do władzy, a potem stłumił bunt w Egipcie. Dysponował wielką i silną armią. Persja była potężna i bogata jak nigdy dotąd. Okazało się jednak, że mieszanina podstępu, zdrady i nieudolności potrafi rozłożyć na łopatki nawet najsilniejsze i największe państwo. Jeśli uświadomimy sobie, że w skarbcu Aleksandra w przeddzień wyprawy było tylko 170 talentów, to jest równowartość żołdu dla jego wojska na 2 tygodnie, to stanie się jasne, że całe przedsięwzięcie nie mogło się obyć bez kredytu. Bez stałego dopływu gotówki nie dałoby się przeprowadzić żadnej kampanii wojennej, a wiadomo, że przed samą wyprawą Aleksander rozdał wiele majątków ziemskich w Macedonii pod zastaw zaciągniętych pożyczek. Wojska Aleksandra dotarły w ciągu 20 dni z Macedonii nad Cieśninę Hellespont.

 W tym samym czasie mobilizowała się licząca 400 okrętów perska flota, a satrapowie Azji Mniejszej i najemnicy pod dowództwem Memnona z Rodos szykowali się do walki. Macedończycy zaczęli się przeprawiać statkami przez cieśninę w okolicach miasta Sestos. Co dziwne, Aleksander nie spieszył się. Urządzał uroczystości religijne, a statki w powolnym tempie przewoziły żołnierzy na drugi azjatycki brzeg Hellespontu. Jeszcze bardziej niezwykły jest fakt, że potężna perska flota wojenna w ogóle nie próbowała przeszkodzić inwazji, choć byłoby to dla niej dziecinnie proste. Trudno wyobrazić sobie inne rozwiązanie tej zagadki niż takie, że greckim i fenickim kapitanom floty perskiej po prostu zapłacono za to [łapówkę], by stali na kotwicy. Wywiad i przekazy pieniężne działały zatem bez zarzutu. Po przeprawieniu całej armii i propagandowych uroczystościach w Troi Aleksander ruszył w kierunku twierdzy-miasta Daskyleion, gdzie stacjonowała perska armia zachodniej Azji Mniejszej.

 Dowodzący nią perski satrapa zaczął działać w niezrozumiały do dziś sposób. Zamiast zamknąć się z armią w twierdzy, tym samym zatrzymać Macedończyków i zmusić ich do długotrwałego oblężenia, wyruszył z armią w pole, szukając otwartego starcia, a więc realizując pośrednio plan Aleksandra. Persowie zagrodzili mu drogę nad rzeką Granik w maju 334 roku p. Chr. W sztabie perskim odbyła się wtedy narada na której stary i doświadczony Memnon z Rodos rozsądnie zalecał perskim dowódcom stosowanie taktyki spalonej ziemi i unikanie walnej bitwy, by w końcu zaatakować Macedończyków w Europie. Wykazując bezdenną głupotę (albo po prostu zdradę), perski satrapa Arsites odrzucił sugestie Memnona i postanowił wydać Aleksandrowi bitwę. Jeszcze bardziej uderzające jest to, że Arsistes pozbawił Memnona dowództwa nad greckimi najemnikami [Persji], co w zasadzie mocno zredukowało szanse na zwycięstwo. Nie możemy być pewni, co dokładnie stało się tego majowego dnia 334 r. p. Chr. nad Granikiem, bo źródła przekazują sprzeczne szczegóły.

 Bitwa miała na pewno dramatyczny przebieg, a życie Aleksandra kilka razy znajdowało się w zagrożeniu. Greccy najemnicy [Persji] stawiali zacięty opór, a armia macedońska poniosła spore straty. Macedoński król kierował armią w sposób straceńczy i za wszelką cenę dążył do rozbicia Persów. Od niechybnej śmierci w walce wyratował go jego przyjaciel i ochroniarz, Klejstos Czarny. Młody król zajął bez walki Daskylejon i ruszył na południe. Zajął bez walki Sardes, miasto będące punktem wyjściowym Drogi Królewskiej prowadzącej do dalekiej [stołecznej] Suzy. Miejscowy satrapa Mistenes poddał Macedończykom miasto wraz z cytadelą i jego bogaty skarbiec. Zapewne znów zadziałały pożyczone przez Aleksandra pieniądze, bo kapitulacja została poprzedzona dość długimi negocjacjami. W Efezie wybuchła antyperska rewolta, dzięki czemu Macedończycy mogli zając to miasto. Niedługo potem, po negocjacjach i targach, Aleksandrowi podporządkowały się inne miasta zachodniej Anatolii.

 W helleńskich miastach zmieniono reżimy z oligarchicznych na demokratyczne, co oznaczało tak naprawdę zmianę jednej kliki rządzącej na inną, popierająca teraz macedońskiego władcę i płacącą mu trybut. Jednak nie wszyscy Grecy akceptowali tę sytuację. Dwa ważne miasta: Milet i Halikarnas nie otworzyły swoich bram przed Aleksandrem, który był zmuszony zdobyć je siłą. Dowódca garnizonu Miletu Hegesistratos postanowił się bronić, mając poparcie elity miasta. Poza tym w okolice Miletu podpłynęła perska flota. a wojska pod dowództwem Memnona zaczęły działania zaczepne. Sytuacja armii Aleksandra zaczęła się gwałtownie pogarszać. Król jednak jak zwykle działał szybko i zdecydowanie. Rozkazał zająć wojsku okolice rzeki, z której marynarze perskiej floty czerpali słodką wodę. Błyskawicznie zdobył Milet i pokonał perski garnizon.

 Zaraz potem Aleksander podjął jedną ze swoich licznych, pozornie niezrozumiałych decyzji. Nakazał flocie macedońskiej rozwiązanie się i odesłał marynarzy do domów. Aleksander podobno twierdził, że nie opłaca mu się utrzymywać floty, która i tak jest mniejsza od perskiej i nie może stawić jej czoła. Trudno dać wiarę temu zaskakującemu oświadczeniu. Prawdopodobnie król wiedział, iż flota nie będzie mu już potrzebna, gdyż nie będzie prowadził działań na morzu, a utrzymywanie tej drogiej formacji zbrojnej zwiększało tylko koszt kredytu. Ciekawe, że po tej decyzji perskie okręty wojenne w czasie kampanii nie sprawiły już Aleksandrowi większych problemów. Po zdobyciu Miletu wojska macedońskie zostały zmuszone do oblegania Halikarnasu, gdzie zamknął się Memnon wraz z oddziałami greckich najemników. Aleksander sprowadził pod miasto machiny wojenne i rozpoczął oblężenie. Konstruktorem Machin był grecki inżynier Diades, który zbudował specjalny świder do przebijania murów, wieże oblężnicze, ruchome osłony dla piechoty i tajemnicze urządzenie zwane krukiem. Wynajęcie takiego specjalisty i konstrukcja machin na pewno pochłonęły ogromne fundusze i zmusiły Aleksandra do zaciągania kolejnych pożyczek. Mimo to, atak na Halikarnas był długi, niebezpieczny i przyniósł armii macedońskiej wielkie straty. Memnon śmiało kontratakował i powstrzymywał Macedończyków, kilka razy udało mu się prawie spalić machiny oblężnicze. W końcu grecki wódz [na służbie Persów] podpalił miasto i wycofał się, pozostawiając Aleksandrowi tylko zgliszcza i dwie silnie obsadzone fortece. Walki przeciągnęły się do jesieni 334 p. Chr. W tym czasie król Dariusz już zbierał swoją armię, by odeprzeć macedoński najazd, a armia satrapów z północnej Azji Mniejszej przygotowywała się do pierwszego kontrataku. Aleksander znów musiał wydać pieniądze na nowe zaciągi w Grecji, po które wysłał swojego oficera Kleandra. Zaopatrzony w pożyczone (zapewne od bankierów) pieniądze Kleander udał się do centrum werbunku najemników, jakim był przylądek Tajnaron na Peloponezie. Dzięki temu udało się uzupełnić straty macedońskiej armii. Aleksander ruszył naprzód przez Lidię i Pamfilię, zdobywając porty, z których korzystała flota nieprzyjaciela. Kolejne miasta kapitulowały. Tylko w górskich okolicach Termessos i Sagalassos musiał toczyć walki z miejscowymi, a w Kelainai z wojskami satrapy. Aleksander zajął Gordion – stolicę Frygii, gdzie dokonał pokazowego gestu przecięcia sławnego węzła wozu króla Gordiosa. Ludność uwierzyła, że jest przeznaczony na władcę Azji. W tym samym czasie flota perska pod dowództwem Memnona wpłynęła na Morze Egejskie, obległa Mitylene na Lesbos i szykowała się do inwazji na Grecję. Jednak Memnon niespodziewanie i w tajemniczy sposób rozchorował się i zmarł. Jedyny człowiek, który mógł pokonać Aleksandra został szybko usunięty. Nie sposób przypisywać tego fundamentalnego zwrotu w kampanii przypadkowi i można przypuszczać, że ten wybitny wódz helleński został po prostu otruty. W tym właśnie momencie imperium Persów zostało wydane w ręce Aleksandra.

 Prawdopodobnie w lecie 333 roku p.Chr. odbyła się w Babilonie narada wojenna Dariusza z jego oficerami i satrapami, w której uczestniczył pochodzący z Aten wódz najemników Charidemos.

 To, co się stało podczas tej narady jest klasycznym przykładem prostej w konstrukcji, ale skutecznej w działaniu prowokacji. Perscy dostojnicy gwałtownie nastawali na króla, by osobiście poprowadził armię do walki. Charidemos przeciwstawiał się temu, proponując poprowadzenie przeciw Aleksandrowi pod własnym dowództwem armii, składającej się z greckich najemników i perskiej jazdy. Była to rozsądna i wykonalna propozycja. Ale satrapowie zarzucili Charidemosowi, że chce potajemnie zdradzić Dariusza i przyłączyć się do Macedończyków. Grek dał się podpuścić jak dziecko, wpadł we wściekłość i zarzucił Persom tchórzostwo. Król Dariusz poczuł się obrażony i skazał Ateńczyka na śmierć, usuwając przy tym ostatnią osobę, która była zdolna do zastąpienia Memnona i pokonania Macedończyków. Dariusz III-ci musiał wyruszać do walki sam i skończyło się to tragicznie.

 Aleksander zajął resztę południowej Azji Mniejszej, pozostawiając w spokoju północną część tego półwyspu, leżącą z dala od wielkich szlaków handlowych i komunikacyjnych. Wkroczył do Cylicji, gdzie satrapa Arsames usiłował stawić mu opór. Próbował zastosować taktykę spalonej ziemi, ale dywersja na tyłach pokrzyżowała mu plany. Mieszkańcy Tarsu otworzyli swoje bramy przed Aleksandrem. Próba obsadzenia przełęczy Wrót Cylicyjskich również skończyła się niepowodzeniem. W Tarsie Aleksander poważnie zachorował po kąpieli w pobliskiej rzece, ale jego osobisty lekarz zdołał go wyleczyć. Armia ruszyła w dalszą drogę i obsadziła przełęcze w górach Amanus, oddzielających Cylicję od Syrii. W tym czasie Dariusz zebrał całe swoje wojsko w Babilonie i po uzupełnieniu zapasów po letnich żniwach wielka armia, licząca może nawet 100 tysięcy żołnierzy, wraz z ogromnym taborem wymaszerowała do Syrii. Była to armia składająca się z zaprawionych w bojach greckich najemników, wyborowej królewskiej gwardii „nieśmiertelnych” i doskonałej jazdy irańskiej. Miała spore szanse zmiażdżenia macedońskiej inwazji. Podobno przeprawa perskiego wojska przez Eufrat zajęła 5 dni. Wreszcie w listopadzie 333 r. p. Chr. Dariusz znalazł się w Cylicji. Wraz z nim podróżowała jego rodzina, spora część dworu, oraz skarbiec wojenny.

 W tym momencie kampania zaczęła przekształcać się w szereg dziwnych i niewytłumaczalnych zdarzeń. Historycy podkreślają, że ludność Syrii i Cylicji popierała Persów, a Aleksandrowi brakowało rzekomo informacji o ruchach wojsk Dariusza. Aleksander nie czekał na wroga na przełęczy, jak radził mu Parmenion, ale śmiało ruszył na poszukiwanie nieprzyjacielskiej armii, pozostawiając w mieście Issos szpital polowy, tak jakby spodziewał się tu bitwy i przygotowywał zaplecze. Wiedział już o obecności głównych sił perskich w pobliskim Sochoi. Nagle jednak okazało się, że Persowie dotarli na brzeg Morza Śródziemnego i rozłożyli się obozem na tyłach wojsk macedońskich. Zadziwiające, że Aleksander wysłał zwiad, by upewnić się, czy rzeczywiście wróg pojawił się nad morzem, zamiast od razu podjąć jakieś działania, tak jak można by tego oczekiwać. Jeszcze dziwniejsze jest to, że Dariusz wszedł ze swoją armią do górzystej i pociętej strumieniami i rzekami Cylicji, gdzie nie ma już szans na rozwinięcie i pełne wykorzystanie swoich sił. Widzieliśmy już, że w otoczeniu króla byli doradcy-sabotażyści, którzy mogli mu podpowiedzieć takie posunięcie. Aleksander wprowadził go po prostu w pułapkę, by łatwo pokonać liczniejszą armię perską. Jednak to właśnie Dariuszowi wydawało się, że wymanewrował Aleksandra i postawił go w sytuacji bez wyjścia. Po kilku następujących po sobie marszach obydwie armie spotkały się nad rzeka Pinaros, niedaleko jej ujścia od Morza Śródziemnego.

 Bitwa stoczona po południu 5 listopada 333 roku p. Chr. zakończyła się pogromem wojsk Dariusza. Jej przebieg jest tak samo niezwykły, jak opisy innych wydarzeń z życia Aleksandra i jego ojca. Spora część wojsk perskich w ogóle nie podjęła walki i zbiegła z pola bitwy już na samym wstępie. Mimo to, najemna grecka piechota z powodzeniem odpierała atak macedońskiej falangi. Aleksander był naprawdę bliski klęski. W tym momencie zdecydował się na gwałtowny atak na środek perskiego szyku, tam gdzie stał Dariusz. Rozgorzała zażarta walka, w której poległo wielu kawalerzystów z obydwu stron, a obydwaj władcy odnieśli rany. Zagrożony śmiercią albo dostaniem sie do niewoli Dariusz uciekł z pola walki, a jego armia poszła w rozsypkę. W ręce macedońskiego króla dostał się obóz perski, a w nim matka, córki i żona Dariusza oraz skarbiec wojenny króla. W czasie odwrotu zginęło wielu Persów i greckich najemników. Klęska nastąpiła na skutek zdrady oddziałów, które uciekły na początku i odsłoniły skrzydła. Zdeterminowany i skupiony na wykonaniu zadania macedoński król wykorzystał sytuację i skierował siłę uderzenia na Dariusza, który dopiero teraz zdał sobie sprawę, w jakiej pułapce się znalazł. Aleksander ruszył śladem uciekającego Achemenidy.

 Zdobyte pod Issos 3000 talentów pozwoliło mu na pewien czas odetchnąć finansowo. W Tarsie zaczęto bić monety z jego wizerunkiem. Wypłacano w nich żołd armii macedońskiej i spłacano zobowiązania wobec bankierów. W tym samym czasie Dariusz wycofał się z resztą swej armii do Mezopotamii i powrócił do Babilonu, gdzie znów zaczął organizować obronę. Niestety, zamiast pójść za radą zmarłego Memnona i stosować taktykę spalonej ziemi i szarpania przeciwnika zaczął się przygotowywać do kolejnej wielkiej bitwy. Musieli mu to podpowiedzieć zdradzieccy doradcy, być może opłaceni po prostu przez mocodawców Aleksandra. Nie udała się próba przecięcia linii komunikacyjnych armii macedońskiej na terenie Azji Mniejszej. Perską armię zaczęły opuszczać eskadry fenickich miast, które wyraźnie dążyły do zmiany frontu. Wysłany przez Aleksandra przodem Parmenion zdołał zagarnąć tabory armii perskiej w okolicach Damaszku. Skarb Aleksandra (a raczej jego wierzyciele) wzbogacił się o 2600 talentów.

 Wielu zastanawiało się, dlaczego po zwycięstwie pod Issos Aleksander nie ścigał Dariusza do Babilonu, ale skierował się do Syropalestyny i Egiptu. Wskazywano, że racje to racje strategiczne i polityczne podyktowały mu taką marszrutę. Przyczyny mogły być jednak złożone. Fenicja była handlowym centrum wschodu, a jej miasta wielkimi portami i rynkami. Jednym z efektów wyprawy było właśnie podkopanie ekonomicznej pozycji miast fenickich i skierowanie handlu na inne szlaki, niż dotychczas. Kolejnym skutkiem było zdobycie niewiarygodnie bogatego kraju nad Nilem i uczynienie z niego zaplecza dla greckiej działalności gospodarczej. Armia Aleksandra przemierzała Syrię doliną rzeki Orontes, a następnie pomiędzy pasmami górskimi Libanu i Antylibanu, kierując się prosto na wybrzeże Fenicji. Orientując się w sytuacji i właściwie oceniając zagrożenie ze strony najeźdźcy, większość władców fenickich miast przeszła na stronę Macedończyków, by ratować się przed niechybnym upadkiem. Jako pierwszy powitał Aleksandra w Fenicji Straton, młody pretendent do tronu miasta Arados. W międzyczasie do Aleksandra przybył posłaniec z listem od Dariusza III-go. Król perski proponował zawarcie pokoju w zamian za wysoki okup i uwolnienie rodziny króla pozostającej w rękach Macedończyka. Tak przynajmniej głosiła oficjalna wersja, podana przez Aleksandra do wiadomości oficerom i dworowi. Jest jednak możliwe, że Aleksander przedstawił swojemu otoczeniu list sfałszowany, a prawdziwy, zawierający ofertę którą trudno byłoby odrzucić ukrył głęboko. Zadanie zniszczenia Persji musiało być wykonane i oficerowie macedońscy nie mogli w tym przeszkodzić.

 Wkrótce potem poddały się Aleksandrowi Byblos i Sydon. W Sydonie Macedończyk usunął dotychczasową dynastię i wprowadził na tron zwykłego ogrodnika Abdolonymosa [zastąpienie kompetentnej elity „człowiekiem pracy” z awansu, który będzie całkiem posłuszny Aleksandrowi]. W ten sposób mógł kontrolować w pełni to ważne fenickie miasto. Wydawało się, że opanowanie wybrzeża libańskiego pójdzie gładko, ale w lutym 332 roku p. Chr.  kiedy armia Aleksandra podeszła pod Tyr zaczęły się kłopoty.

 To największe, najbogatsze i najważniejsze miasto Fenicji początkowo wysłało do niego delegacje z darami, która złożyła mu hołd. Aleksander wyraził życzenie złożenia ofiary w świątyni Melkarta. Niespodziewanie Tyryjczycy odmówili, zasłaniając się względami religijnymi. Aleksander wpadł w straszny gniew i ponowił swoje żądania, tym razem grożąc bezpośrednim atakiem. Aleksander chciał koniecznie wejść do Tyru, i odwiedzić świątynię, ale mieszkańcy za nic nie chcieli go wpuścić. Tyryjczycy czuli się bardzo pewnie, dysponowali silną flotą, wielkimi zasobami pieniężnymi i liczyli na pomoc swojej kolonii Kartaginy. Być może spodziewali się odsieczy ze strony króla perskiego. Zdecydowali się bronić przed wojskami macedońskimi. Aleksander  z a  w s z e l k ą   c e n ę  chciał zdobyć miasto.

Rozkazał wojsku zbudować groblę, by mogło się ono dostać na wyspę, na której położone było miasto. Żołnierze osłaniani tylko przez kilka okrętów wojennych usypywali pod ciągły ostrzałem liczącą 700 metrów groblę. Rozebrano budynki w leżącym na lądzie Starym Tyrze i sprowadzono z gór Libanu pnie cedrowe, by pozyskać więcej materiału do budowy. Mieszkańcy miasta kontratakowali i zdołali nawet zniszczyć czoło grobli oraz podpalić wieże oblężnicze. W końcu po sześciu miesiącach Macedończycy połączyli tyryjską wyspę z lądem i popchnęli pod mury machiny wojenne. To ogromne przedsięwzięcie, które pochłonęło mnóstwo pieniędzy, czasu i istnień ludzkich pokazuje skalę determinacji Aleksandra. Podobno on sam uczestniczył w noszeniu koszy z ziemią i kamieniami. Walki o Tyr były bardzo ciężkie i zaangażowały się w nie zarówno wojska lądowe, jak i floty obu stron. Na początku sierpnia 332 r. p. Chr. Macedończykom wspartym przez posiłki z Cypru i innych miast fenickich, udało się wybić wyłomy w murach. Nastąpił szturm i rzeź obrońców miasta. Tyr został puszczony z dymem, a dwa tysiące jego mieszkańców Aleksander kazał ukrzyżować na brzegu morza. Większość ludności cywilnej została sprzedana w niewolę. Zdobycz z Tyru umożliwiła Aleksandrowi bicie swoich pierwszych złotych monet – staterów. Był to definitywny koniec handlowej i morskiej potęgi Fenicjan. Od tego momentu skończyła się ich dominacja na śródziemnomorskich i bliskowschodnich szlakach handlowych. Rodzima fenicka kultura zaczęła powoli znikać ze swojej ojczyzny, a pozostałe miasta na wybrzeżu uległy szybkiej hellenizacji.

 Miasto będące kierowniczym ośrodkiem fenickiego handlu i kolonizacji nigdy już nie wróciło do dawnej świetności, stając się podrzędnym portem. Jedno z głównych zadań wyprawy zostało wykonane, bo Aleksandrowi udało się sprowokować Tyryjczyków do beznadziejnego oporu.

 Zaraz po zdobyciu Tyru do Macedończyka przybył kolejny posłaniec z listem od Dariusza, który tym razem proponował oddanie ziem na zachód od Eufratu. Gdy odczytano treść listu oficerom macedońskim, stary Parmenion rzekł, że przyjąłby tę ofertę, gdyby był Aleksandrem. Sam król miał odpowiedzieć, że też by tak zrobił, gdyby był Parmenionem. Ta słynna anegdota ukazuje, jak dalece wodzowie macedońscy nie rozumieli rzeczywistych celów Aleksandra, który nie chciał się ograniczać do zaboru jakichś części państwa perskiego, ale dążył wprost do jego zniszczenia i ustanowienia nowego politycznego i ekonomicznego porządku ówczesnego świata.

 Aleksander szybko podporządkował sobie Judeę i Samarię nawiązując bardzo dobre stosunki z Żydami i ich sąsiadami.  Mieszkańcy Palestyny, zwłaszcza Galilei dostarczyli mu zboża, potrzebnego do wyżywienia armii. Warto zauważyć, że Aleksander Macedoński jest jednym z nielicznych obcych władców pozytywnie ocenianych w historii judaizmu. Układ zawarty z Judejczykami musiał być korzystny dla obydwu stron. Armia macedońska mogła dzięki temu szybko przejść drogę wzdłuż palestyńskiego wybrzeża Morza Śródziemnego. Dziwnym trafem, kolejne miasto, które nie chciało otworzyć jej swoich bram, było równie ważnym ośrodkiem gospodarczym, co Tyr. Gaza, bo o niej mowa, leżała na końcu szlaku handlowego prowadzącego z południowej Arabii na wybrzeże Morza Śródziemnego. Szlakiem tym sprowadzano karawanami kadzidło, mirrę, pachnidła i inne drogocenne towary. Ważne było zwłaszcza kadzidło, którego tysiące ton zużywano rocznie we wszystkich świątyniach ówczesnego świata. Gaza była ośrodkiem dystrybucji tego produktu w całym śródziemnomorskim świecie. Miasto bronione przez najemników arabskich walczyło dwa miesiące, zanim Macedończycy je zdobyli i urządzili straszną rzeź obrońców. Potem ruszyli do Egiptu.

 Kraj nad Nilem dostał się pod panowanie Aleksandra z zaskakująca łatwością. Szczegóły tej operacji są jeszcze bardziej szokujące. Wojsko macedońskie przeszło dystans od Gazy do Delty w ciągu 7 dni, korzystając z przygotowanych przez kogoś wcześniej na tej pustynnej trasie zapasów wody i żywności. Satrapa Egiptu Mazakes oddał Aleksandrowi swoją prowincję bez walki i przekazał mu cały skarbiec (w sumie 800 talentów), tak jakby szczegóły całej operacji zostały już poprzednio ustalone.

 Garnizon twierdzy Peluzjum, broniącej dostępu do kraju od strony wschodniej bezwarunkowo skapitulował. Mazakes i jego żołnierze rozeszli się do domów. W tym momencie wyprawy Aleksandra ujawniła się postać zupełnie kluczowa dla zrozumienia istotnego sensu wydarzeń. Był to niejaki Kleomenes, pochodzący z jedynej greckiej kolonii i faktorii handlowej, lezącego w Delcie Nilu miasta Naukratis. Ten finansista i spekulant, miał się stać jednym z najbardziej wpływowych ludzi stulecia. Kleomenes został mianowany przez Aleksandra satrapą Arabii, czyli ziem na wschód od Delty, przez które przebiegały ważne szlaki handlowe. Obrotny Grek piastował jednocześnie stanowisko szefa administracji podatkowej (dioiketesa) całego Egiptu. Kleomenes zajmował się zarządzaniem finansami Egiptu prawdopodobnie jeszcze w czasach perskich satrapów. Był on przede wszystkim bezwzględnym grabieżcą i prześladowcą. Orzekł, że świątynie w Egipcie są za drogie i jest ich za dużo, a kapłani są bezużyteczną grupą pasożytów [prekursor luterańskiej i anglikańskiej reformacji]. Ogłosił plan redukcji kasty kapłańskiej i likwidacji zbędnych przybytków. Zaczął wymuszać od kapłanów bezzwrotne pożyczki i łapówki w zamian za pozostawienie ich w spokoju. Kleomenes, jak każdy zdolny bankier, dysponował rozbudowaną siecią informatorów i posłańców, którzy donosili mu o cenach na najważniejszych rynkach ówczesnego świata. Dzięki temu mógł sprzedawać egipskie zboże po najbardziej korzystnych cenach. Jednocześnie manipulując cłami wywozowymi windował ceny w górę. Zboże, które kosztowało 10 drachm za medimnos w Egipcie, mógł sprzedawać w innych krajach za 32 drachmy. Takiemu właśnie człowiekowi powierzył macedoński król budowę Aleksandrii: nowej stolicy, wielkiego ośrodka handlu i produkcji a zarazem wielkiego portu, który miał usunąć w cień miasta fenickie. Inwestycja była bardzo ważna i musiała być ukończona  z a  w s z e l k ą  c e n ę. Kleomenes zakomunikował mieszkańcom miasta Kanopos w Delcie, że ich domy zostaną zburzone, a oni sami przeniesieni do Aleksandrii. Jednocześnie nieoficjalnie zaproponował im zostawienie ich miejscowości w spokoju w zamian za hojną łapówkę. Mieszkańcy zapłacili, ale bankier zażądał jeszcze więcej sumy.  Kanopijczycy odmówili, więc wysiedlił ich siłą. Pod nadzorem Kleomemesa działała w Memfis mennica Aleksandra, bijąca złote i srebrne monety. Był zatem jednym z pierwszych bankierów, o którym wiadomo, że miał pod kontrolą emisję pieniądza. Nie można było go usunąć ze stanowiska. Kleomenes zgromadził ogromny majątek o wartości 8000 talentów. Takich finansistów jak on można uważać za inicjatorów podboju imperium perskiego i greckiej ekspansji na wschód. Ludzie tacy jak Kleomenes zbijali fortuny na wojnie na spekulacjach handlowych i finansowych. Kleomenes był tylko jednym z wielu Greków, którzy przebywali w Egipcie przed wyprawą Aleksandra. Byli wśród nich kupcy, najemnicy, inżynierowie i zwykli awanturnicy. Ich ośrodkiem było właśnie miasto Naukratis. To dla nich faraonowie rządzący wyzwolonym na 60 lat spod panowania perskiego Egiptem, bili imitacje ateńskich srebrnych monet. Dzięki nim zaczęło się rozpowszechniać w Egipcie użycie w codziennych transakcjach monety brązowej, zamiast dawnych sztabek i porcji metalu. Musieli oni już dawno dostrzec, jakie korzyści może przynieść eksploatacja tak zamożnego kraju jak Egipt. Kleomenes stanął prawdopodobnie na czele zespołu, który kierował założeniem i budową nowego miasta przy ujściu Nilu. To on mógł wyznaczyć jego lokalizację. Do zaplanowania miasta zatrudniono słynnego (i zapewne drogiego) architekta Dejnokratesa z Rodos.

 Aleksandria stała się szybko wielkim emporium łączącym rynki Wschodu, Egiptu, Morza Śródziemnego a w przyszłości także Oceanu Indyjskiego. Grecy, którzy ściągali tu tłumnie, szybko zamienili ją w ośrodek produkcji rozmaitych poszukiwanych dóbr. Miasta fenickie przestały się liczyć w światowej gospodarce.

 Wiosną  331 roku p.Chr. Aleksander  ruszył w dalszą drogę w głąb Azji. Po krótkim odpoczynku w okolicach zburzonego Tyru armia macedońska wymaszerowała na północny wschód, by przez Syrię dotrzeć do miejscowości Tapsakos, gdzie przeprawiła się przez Eufrat. Strzegący przeprawy perski dowódca Mazajos w ogóle nie reagował na ruchy Macedończyków, co wskazuje, że mógł być zdrajcą działającym w porozumieniu z Macedończykami. Wojska Aleksandra szybko przemaszerowały przez północną Mezopotamię i przekroczyły Tygrys. Mazajos znów stał bezczynnie w bezpiecznej odległości, wyraźnie lekceważąc rozkazy swojego króla, nakazujące mu uniemożliwienie najeźdźcom przeprawy przez rzekę w pobliżu dzisiejszego Mosulu.

 Tymczasem Dariusz III-ci wyszedł z Babilonu ze zrekonstruowaną armią, teraz juz z minimalnym udziałem greckich najemników. Doszedł w okolicy Arbeli i miał zamiar wydać Macedończykowi walnć bitwę. Persowie rozłożyli się obozem w okolicy dużej wsi Gaugamela, na równinie pomiędzy Wielkim Zabem a Tygrysem. Nastroje w obozie perskim nie były najlepsze, a żołnierze pozbawieni byli snu, bo musieli czuwać oczekując na atak wroga. Aleksander zbliżył się ze swoją armią do sił perskich, ale po raz kolejny Mazajos nie wykorzystał sytuacji i nie zaatakował zdezorganizowanego marszem wroga. W obozie Dariusza znajdowali się żołnierze i oficerowie z zajętych już przez Macedończyków terenów, którzy spodziewali się odwrócenia przebiegu wojny i rychłego powrotu do domu. Ich nadzieje okazał się płonne.

 Rankiem 1 października 331 r. p. Chr. rozpoczęła się bitwa, która zadecydowała o losach Azji. Dariuszowi nie pomogły ani słonie, ani rydwany z kosami, ani kontyngenty azjatyckiej jazdy i piechoty. Aleksander znów zdołał zaatakować gwardię królewską i zagrozić ostatniemu Achamenidzie. Mimo wielkich strat macedońskich, perska armia została rozbita a Dariusz ratując życie musiał uciekać do Medii. Aleksander został ogłoszony królem Azji i szybko przemieścił się razem z armią na południe. Dzięki zdradzie Mazajosa, Aleksander mógł 20 października wkroczyć do Babilonu bez walki i opanować najbogatszą perską satrapię, najważniejszy po Egipcie region rolniczy starożytnego świata. Mazajos wyreżyserował starannie całe to wydarzenie, od tryumfalnego wjazdu Aleksandra do miasta, aż po jego koronację na króla Babilonu w świątyni Marduka. Ten perski satrapa był prawdopodobnie od samego początku przekupiony i współdziałał z najeźdźcą z zachodu. Babilon był centrum finansowym ówczesnego świata i stolicą najbogatszej satrapii perskiego imperium. W obrębie jego murów funkcjonowały banki i przedsiębiorstwa handlowe, o których wiemy ze źródeł. Kontrolowały one w dużym stopniu życie gospodarcze Babilonii, uzależniając od siebie miejscową ludność za pomocą narastającego zadłużenia. Wkroczenie Greków do Mezopotamii oznaczało szersze niż dotychczas użycie monety w gospodarce, co z pewnością było im na rękę i stwarzało perspektywę wielkich zysków. Aleksander założył w tej największej metropolii ówczesnego świata mennicę, w której bito jego monety ze złota i srebra.

 Z Babilonu Aleksander ruszył do Suzy, do której dotarł po 20-stu dniach. Administracyjna stolica imperium perskiego poddała się po krótkich – i zapewne popartych pieniędzmi – negocjacjach z jej zarządcą. W ręce Aleksandra wpadł drugi pod względem wielkości skarbiec królów perskich, zawierający 49 000 talentów złota i srebra. Aleksander spłacał kolejne zobowiązania, a do obiegu trafiały tony kruszcu, z którego wybijano monety. Ale jeszcze większy łup czekał za górami Zagros. Aleksander spieszył się, by nikt nie sprzątnął mu go sprzed nosa.  Po bitwie z siłami nieprzyjaciela na przełęczy Wrót Perskich szybko wkroczył do Persepolis, stolicy państwa perskiego i siedziby jego władców. Żołnierze macedońscy dokonali masakry mieszkańców miasta i spalili jego zabudowania (oprócz pałacu królewskiego). Perski satrapa Tiridates przekazał Macedończykowi cały, gromadzony przez ponad 200 lat główny skarbiec imperium Achemenidów. Zawierał on niewiarygodnie wielką ilość złota i srebra w postaci monet i kosztowności.

 W skarbcu leżało 120 000 talentów kruszcu. Była to ilość metali szlachetnych porównywalna z zasobami współczesnego skarbca amerykańskiego w słynnym forcie Knox. Aleksander dokonał prawdopodobnie największego rabunku w znanej nam historii. Skarby zostały wywiezione z Persepolis do Ekbatany, a następnie wpuszczone w obieg. Persepolis zostało dokładnie wyczyszczone ze złota i srebra, a Macedończycy musieli sprowadzać zwierzęta pociągowe z Babilonii, by przewieźć je w całości. Kiedy zaczęto z pozyskanego metalu bić monety, interesy greckich kupców i bankierów nabrały olbrzymiego rozpędu. Tak ogromna ilość kruszcu w obiegu zmieniła całkowicie oblicze gospodarcze starożytnego świata, powodując błyskawiczne wzbogacenie się Greków i ludów zachodu, a zubożenie i upadek starych, ugruntowanych cywilizacji Bliskiego Wschodu. Aby zatrzeć ślady tak wielkiego rozboju, król Aleksander spalił pałace Persepolis. Ludność Persydy został poddana kampanii terroru, a wierzenia zoroastryjskie i kapłanów-magów zaczęto zwalczać. Nic dziwnego, że Irańczycy do dziś uważają Aleksandra za przeklęte wcielenie Arymana.

 Po opanowaniu sytuacji wokół Persepolis, wojsko macedońskie powędrowało na północ i zajęło Medię i Partię. Dariusz chciał jeszcze formować nową armię, ale niebawem okazało się, że otaczają go już tylko sami zdrajcy. Niebawem król został pozbawiony władzy i wolności przez satrapę Bessosa, który sam ogłosił się władcą. W końcu perscy dostojnicy zamordowali swojego króla i zakończyli w ten sposób istnienie państwa Achemenidów. Przez następne kilka lat Aleksander prowadził wyczerpujące kampanie, zdobywając wschodni Iran, Afganistan i Indie. W kluczowych punktach szlaków handlowych zakładał nowe miasta. Miały sie one stać ośrodkami wymiany handlowej i wytwórczości, a także greckiego osadnictwa. Kolejne posunięcia króla były coraz mniej zrozumiałe dla jego otoczenia. Rodziły się kolejne bunty i spiski, które Aleksander bezwzględnie tłumił. Nie cofał się nawet przed zabójstwem zaufanych doradców i przyjaciół, którzy nie rozumieli jego planów i czasów które nadchodziły. Śmierć spotkała m.in. Filotasa, Parmeniona i Klejstosa Czarnego. W końcu, w czasie kampanii w dolinie Indusu wyczerpane wojska odmówiły dalszego marszu. Aleksander musiał zrezygnować z planów zdobycia bogactw Indii. Zabezpieczenie nowych szlaków handlowych, którymi indyjskie towary musiały docierać do greckich miast nie powiodło się. Żołnierze chcieli w końcu skonsumować swoje zdobycze i nie dało się ich przekupić żadnymi sumami pieniędzy. Król podjął decyzję o powrocie do Babilonu.

 Kiedy Aleksander wracał z Indii do Mezopotamii, wybuchła jedna z największych afer finansowych ówczesnych czasów. Jej sprawca był Harpalos, który w dzieciństwie wychowywał się razem z Aleksandrem. Harpalos został skarbnikiem wyprawy na Persję, ale od początku zachowywał sie podejrzanie. Bezpośrednio przed bitwą pod Issos uciekł z obozu Aleksandra, namówiony przez niejakiego Tauriskosa, zwanego powszechnie „złym człowiekiem”, zabierając sporą sumę pieniędzy. Co dziwne, po dwóch latach Harpalos wrócił, ale już bez Tauriskosa i ponownie objął stanowisko skarbnika.

To właśnie on nadzorował przewiezienie perskiego złota z Persepolis do Ekbatany i sprawował pieczę nad jego bezpieczeństwem. Harpalos był odpowiedzialny za zaopatrzenie i logistykę armii macedońskiej w czasie kampanii w dalekiej Azji. Przez jego ręce przechodziły z jednej strony transporty na wschód, z drugiej rozkazy i pisma na zachód. Bez jego udziału nie udałoby się Aleksandrowi usunięcie Parmeniona. Przebywający w Babilonie Harpalos stał się dla nowego imperium kluczową postacią. Jednocześnie okradał skarbiec Aleksandra i korzystał z życia. Jadał ryby sprowadzane z Morza Czerwonego i nosił purpurowe odzienie jak król. Sprowadził sobie z Aten dwie słynne kurtyzany Pythonike i Glykerę. Wkrótce przeniósł sie do Tarsu i wraz ze swoimi kochankami wiódł tam bardzo wystawny, królewski żywot. wynajął oddział najemników, który miał go chronić przed aresztowaniem za nadużycia finansowe. Miał ze sobą ponad 5000 talentów. Z całą swoją świtą uciekł z Tarsu do Aten, gdzie go uwięziono. Demostenes powołał komitet mający sprawować pieczę nad zarekwirowanymi od Harpalosa pieniędzmi i stanął na jego czele. Później nie mógł się wyliczyć z zawrotnej sumy 350 talentów, którą najwyraźniej ukradł. Harpalos natomiast uciekł na Kretę i został zabity przez jednego ze swych gwardzistów. Był on najwyraźniej pośrednikiem między greckimi finansistami na zachodzie, a królem Aleksandrem. Gdy był potrzebny, akceptowano wszystkie jego wybryki. Gdy przestał być użyteczny, po prostu go zabito. Jak się wydaje podobny los spotkał samego Aleksandra, kiedy tylko wykonał zadanie podboju Persji i otwarcia Azji dla greckiego handlu i penetracji gospodarczej.

 W czasie ponownego pobytu w Suzie, Aleksander usłyszał zagadkowe dla niego proroctwo hinduskiego ascety Kalanosa, który przed samobójczą śmiercią na stosie rzekł do niego : „Spotkamy się w Babilonie.” Nikt nie zrozumiał znaczenia tych słów, bo w tym czasie macedoński władca nie miał zamiaru udawać się do Babilonu. Indyjski posłaniec nie wyjawił szczegółów, bo zaraz potem spalił się dobrowolnie na przygotowanym wcześniej stosie. Nie wiemy już dziś, kto wysłał Kalanosa z taką wiadomością, ale niebawem miało się okazać, że jego proroctwo spełniło się co do joty. Aleksander powrócił drogą morską do Babilonii w 324 p. Chr.

 Miał w głowie wielkie plany ale i mętlik spowodowany odurzeniem sukcesami. Myślał o wielkiej wyprawie na Półwysep Arabski i opanowaniu źródeł wonności i poszukiwanych przypraw. Tymczasem w armii macedońskiej mnożyły się konflikty i wkrótce znalazła się ona na granicy rozpadu. Oficerowie, którzy zagarnęli łupy warte co najmniej kilkaset talentów, po prostu stracili hamulce od nadmiaru bogactwa. Wydawali pieniądze w sposób jeszcze bardziej szokujący, niż Harpalos. Podbijali swoje żołnierskie but złotymi ćwiekami, rozkładali na podłogach swych kwater purpurowe kobierce, najważniejsi wodzowie Aleksandra, Perdikkas i Krateros wozili ze sobą wielkie namioty i długie na kilka stadionów siatki do chwytania zwierząt w czasie polowania. Żołnierze wciąż domagali się nowych nagród, podwyższenia żołdu, wysokich odpraw i zwolnienia ze służby. Aleksander zwykle spełniał te postulaty. Wszyscy zajęli się konsumowaniem zdobyczy i nikt nie miał głowy do realizacji kolejnych wielkich planów. Sytuacja stawała się bardzo napięta, bo macedońscy oficerowie, wzbogaceni jak nikt przed nimi, wszczynali kłótnie o nędzne kwatery w mieście Ekbatana i sam król musiał ich godzić. Armia ulegała rozkładowi w zastraszającym tempie. Aleksander wrócił do Babilonu, gdzie przyjął poselstwa od różnych ludów ówczesnego świata, m.in od Celtów i mieszkańców Italii, w tym Rzymian.

 Od tych ostatnich król domagał się powściągnięcia działań etruskich piratów zagrażających greckiemu handlowi na Morzu Adriatyckim. Aleksander poparł Greków i rozkazał Rzymianom zlikwidować problem. Raz jeszcze zabezpieczył interesy ekonomiczne Hellenów, co było jego głównym celem. Tymczasem wokół Aleksandra mnożyły się złe omeny. Przepowiednie kapłanów i astrologów wróżyły mu rychłą śmierć. Wróżbici po prostu bili się w kolejce do króla, pragnąc mu przedstawić swoje przepowiednie. Pewnego dnia do sali tronowej pałacu w Babilonie wszedł nie niepokojony przez nikogo, skromny, ubogo ubrany człowiek. Włożył na siebie królewskie szaty i zasiadł na tronie Aleksandra. Włóczęga pochodzący nie wiadomo skąd został oczywiście złapany i skazany na śmierć, ale wrażenie, jakie ten incydent wywarł na królu było bardzo silne. Do dziś nikt nie wyjaśnił tego epizodu, ale na pewno bez udziału ludzi mających dostęp do króla, nikomu nie udałoby się ot, tak sobie zasiąść na tronie w szatach monarchy.

 Aleksander poważnie przygotowywał się do wprawy na Arabię: zbierał armię i flotę, kazał budować składy na zaopatrzenie i kopać kanały. Okazało się jednak, że nie będzie mógł doprowadzić tego zamiaru do skutku. Pod koniec maja Aleksander urządził ucztę na cześć zmarłego niedawno Hefajstiona. Kiedy mocno zakrapiana winem uroczystość się skończyła i Aleksander szedł juz do siebie, żeby się położyć spać, zastąpił mu drogę niejaki Medios, i zaprosił na następną imprezę. Tam Aleksander miał wypić dużą ilość wina i w końcu położył się spać. Następnego dnia poczuł się gorzej i pojawiła się u niego gorączka. Jego stan systematycznie się pogarszał, w końcu nie mógł ani chodzić, ani mówić. Po 10 dniach stało się jasne, że Aleksandra nie da się już uratować. 11 czerwca 323 roku p. Chr. babiloński skryba zapisał na swojej tabliczce: umarł król, chmury. Śmierć Macedończyka szybko pokazała, że jego imperium było krótkotrwałe i nie mogło się długo utrzymać. Armia także rozpadła się w błyskawicznym tempie. Uczestnicy jego kampanii i ci, którzy najbardziej skorzystali na jego zdobyczach nie chcieli realizować jego fantastycznych planów mieszania narodów i podboju Śródziemiomorza. Jego oficerowie chcieli pójść śladem Harpalosa i jak najszybciej zacząć konsumować zdobycz. Najambitniejsi i najinteligentniejsi z nich zapewne już od dawna myśleli o wykrojeniu dla siebie własnych królestw. Aleksander wykonał plan, do którego całe życie się przygotowywał, a potem musiał odejść. Dziesiątki greckich miast powstało na obszarze byłego perskiego imperium, bogactwo wschodu zostało przetransferowane na zachód, a na szlakach handlowych ruch zwiększył się do nieznanych wcześniej rozmiarów. Oficerowie Aleksandra: Ptolemeusz, Seleukos, Lizymach i Antygon szybko utworzyli własne państwa. I jak mówi I-sza Księga Machabejska dokonali wiele złego na ziemi.

Szymon Modzelewski

Anegdota grecka

Po zdobyciu Koryntu Aleksander Macedoński kazał zaprowadzić się pod świątynię Afrodyty do Diogenesa, który wygrzewał się przy beczce w której mieszkał. Cień króla padł na filozofa.

– Proś o co chcesz!

– Odsłoń mi słońce.

gospodarz strony Andrzej Dobrowolski