O zniesieniu prawa do własności ferm zwierząt futerkowych

Paź 16, 2020

Partie magdalenkowe (przy vecie Konfederacji) uchwaliły zakaz własności hodowli zwierząt futerkowych i zakaz wolności co do stosowania wobec swoich różnorakich zwierząt uboju rytualnego. Mass-media eksponując współczucie dla zwierząt (np. wielokrotnie pokazywanej jednookiej norki z Wiadomości TVP1), krytykują postawę konfederatów przedstawiając ich jako sadystów. W ten sposób nie tylko oczerniają prawicę, ale i zaprowadzają w umysłach ludzi zamęt pojęciowy.

Zwierzęta – metafizycznie i zdroworozsądkowo rzecz biorąc – nie są przedmiotami, ale istotami żywymi; bywa, że są domownikami ludzi, a co najmniej podopiecznymi swych gospodarzy. Wielokrotnie zawstydzają ludzi swoją dobrocią i wiernością, pomocnością, troską o swe małe, a nawet sprytem.

Ale w systemie prawa – i tylko w nim, a nie w ogóle – są klasyfikowane do kategorii rzeczy. Nie należy tego demonizować, status rzeczy w prawie nie oznacza degradacji ich prawdziwej istoty, definicje systemu prawa nie są boską wyrocznią, tylko częścią regulaminu sądów. Gdyby zwierzęta gospodarskie nie miały statusu rzeczy, gospodarze nie chcieliby ich mieć, nie urodziłyby się, nie zaistniały, i nie żyły w zagrodach, na łąkach, pastwiskach, wybiegach przy założeniu, że po życiu o przeciętnej długości życia na dzikiej wolności, ich ciało służy ludziom, a nie wrogom zwierzęcym. Dobrze byłoby, gdyby życie w gospodarstwie było godne, ale to zależy od wolnego gospodarza, który jest panem dla istot podrzędnych. I tu zaczyna się „problem” lewicy. Bo czy można dać człowiekowi wolność, skoro może ona przynieść zło? I czy można znieść z pokorą świadomość naszej bezradności wobec zastanych w świecie spraw?

System prawa rzymskiego zbudowany jest na fundamencie uznania pojęć wolności, własności i sprawiedliwości indywidualnych ludzi za podstawę osądzania spraw. System jest sprawdzony i spójny – wolność i własność jednego człowieka nie szkodzi wolności i własności drugiego człowieka o ile są sprawiedliwi wobec siebie. (Tymczasem w anty-rzymskim prawie socjalistycznym „prawo do minimum socjalnego” jednego człowieka oznacza automatycznie konieczność zniewolenia innego człowieka i odebrania mu własności, żeby opłacić drugiemu to „minimum”. W socjalizmie „każdy jest każdego” – Aldous Huxley).

Jednym z aspektów logiczności i wewnętrznej spójności systemowej prawa rzymskiego jest – jak wspomniałem – status „rzeczy” dla Miśków, Mruczków, Łaciatych i Karych. Wolę panteistów czujących metafizyczną zagadkę i urok istnienia w stworzeniach bożych od zimnych deistów dla których stworzenia są drętwymi maszynami, ale chciałbym spytać panteistów – jeśli wedle prawa zwierzęta mają mieć inny status niż „rzeczy”, to jaki to miałby być status?

Każdy człowiek z osobna jest wolny i odpowiedzialny, więc jeśli pracuje to uzyskuje własność („własność jest przedłużeniem osoby” – mówi piękna metafizyczna definicja świętego Tomasza z Akwinu). Jeśli kupi zwierzę i je wychowa, to jest to jego zwierzę, a więc jego „rzecz”. Ceni je przynajmniej o tyle, ile za nie zapłacił. Kto chce lepiej zadbać o to zwierzę, niech je odkupi i zadba o nie. O właśnie – tę sprawę reguluje prawo własności, a nie wzruszenia. Tylko że respektując własność zwierząt można przegrać akcję poprawy ich życia, a uchwalenie bezapelacyjnego zakazu daje poczucie wszechmocy i ostatecznego rozwiązania problemu.

Kogo wzrusza złe traktowanie zwierząt a rozumie konieczności zachowania ładu systemu prawnego powinien zabiegać o lepsze traktowanie zwierząt w sposób inny niż prawny – apelując o niekupowanie produktów z gospodarstw źle traktujących zwierzęta z wymienieniem personaliów właścicieli, albo poprzez popularyzację hodowli we własnej familii kur, kaczek, kaczorów, alpak, owiec, nutrii, królików; itd. Zamiast wykonywania tej pracy popularyzatorskiej łatwiej uciec od odpowiedzialności osobistej i postulować wprowadzenie praw państwowych jakie za amatorów zwierząt zadziałają rzekomo na korzyść zwierząt.

Odwoływanie się do pomocy prawa, które miałoby zakazać własności i wolności gospodarzom ma w sobie heretycki rys dążenia do zaprowadzenia siłą Królestwa Bożego na Ziemi, do sytuacji niemożności wydarzenia się grzeszności gospodarzy, bezduszności konsumentów i cierpienia zwierząt, zaprowadzenie ich tym sposobem do bezgrzeszności i szczęścia. A przecież to zawsze kończy się piekłem. Zaakceptujmy to, że wolność ludzi wobec swych zwierząt może przynieść złe owoce, tak jak akceptujemy to, że państwo nie reguluje spraw sercowych, które często są bolesne. Alternatywą jest regulowanie przez państwo wszystkich aspektów życia, a to nazywa się w politologii faszyzmem.

Kto oczekuje od państwa zaprowadzenia raju na Ziemi ten traktuje je jak boga. To nazywa się statolatria i jest wiarą niewolników państwa. Często towarzyszy jej niechęć do chrześcijaństwa jako religii przeciwstawnej.

Są na świecie sprawy pewnych odmian zła a państwu nic do tego. I już. Taki jest najlepszy z możliwych światów.

                                                                                                                                                                               AD

 

Jeżeli chodzi zaledwie o zorganizowanie ziemskiego raju, księża są zbyteczni. Wystarczy sam diabeł.

                                                              Mikołaj Gomez Davila

Andrzej Dobrowolski