14 listopada 2018r. Imieniny: Rogera, Serafina, Agaty
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Praca i technika nie zbawią nas

             Jako dziecko poznałem trzy domy poza swym rodzinnym: dom dziadków na wsi, dom dziadków w Mieście, i dom znajomych rodziców na nowym osiedlu.

             W gospodarstwie na wsi rozmowy istotne - kiedy do nich dochodziło po zwykłych ploteczkach  - toczyły się wokół zdumiewających wydarzeń życia. Językiem anegdoty, baśni, fantastycznego opowiadania przekazywano sobie wiedzę o przygodach losu, o zdumiewającym zaczarowanym świecie, o rzeczach, o których nie śniło się filozofom.

             Podczas dużych spotkań rodzinnych w domu garwolińskiej babci, zaraz po przepowiadaniu sobie pokrewieństw rodowych, nastawała polityka. Dorośli przepowiadali sobie powszechną wiedzę o kłamstwie komunistycznych mediów, o zdradzie Zachodu, o utraconym ładzie polskości, zatrutej atmosferze nowego społeczeństwa.

              No a w domu znajomych rodziców, podczas spotkań młodej inteligencji po kieliszku trunku mówiło się najczęściej o silnikach aut, plastikowych jachtach, magnetofonie z Pewexu i sklepowych okazjach.

             Skąd ten stopniowy  u p a d e k  poziomu przeżywania życia?

             Od dwustu lat - w opozycji do wiedzy klasycznej - popularyzowana jest poprzez szkolną edukację pozytywistyczna teza, że istotą człowieczeństwa jest praca, wynalazczość i przekształcanie świata. Dlatego na miejsce nazwy homo sapiens [człowiek myślący] czy homo spiritualis [człowiek duchowy] zaproponowano zmianę nazwy człeka na homo faber - człowiek pracy, majster, inżynier. To on miał się stać wzorcem i stał się nim wśród szerokich mas. Tematem ludzkich myśli w znacznej mierze stały się technika i postęp materialny, którego osiągnięcie zdaje się przesądzać o spełnieniu życiu jednostki i osiągnięcia spełnienia przez "ludzki ród".

              Reakcjonista Mikołaj Davila sprzeciwił się takiej zmianie pokazując hierarchię ważności aspektów człowieczeństwa.

       "Każda jednostka uczestniczy, lecz uczestniczy w różnym stopniu, w trzech rodzajach ludzkich.
    
    Homo faber, który żyje poza ciągłością czasu, w trwałości kapryśnie seryjnych procesów technicznych.
        Homo civilis, który żyje w zagęszczeniu czasu, w otoczeniu jarów i wąwozów możliwości i determinizmów dziejów.
       Homo spiritualis, który żyje w pozaczasowym czasie wartości, jakie wyłoniły się na przestrzeni tysiącleci."

 http://www.czasgarwolina.pl        No właśnie, w pozaczasie, w  wieczności, w tym co nieprzemijające człowiek żyje przygodą duchową. to ona rządzi spełnieniem lub niespełnieniem dobrego życia. Przykładem potwierdzającym najlepiej tę zależność są losy najlepszych w świecie wynalazców, inżynierów, przedsiębiorców XX wieku - Niemców. Dzięki ich pracy powstały samoloty odrzutowe, latające spodki, rakiety, a jednocześnie przemysłowe superwydajne rzeźnie ludzi. Dlaczego? Bo Niemcami rządzili technicy tacy jak oni sami, ludzie bez wiedzy humanistycznej (metafizycznej) nadrzędnej wobec nauk przyrodniczych bo znającej "od góry" teorię i założenia przyrodoznawstwa, socjo-technicy tacy jak fuhrer-krzykacz. Jeśli pojawiała się tam jakaś nadrzędna idea, to była to krwawa, diaboliczna idea pogańska, dociskająca machinę zła homo-zoo-techniki.

 http://www.czasgarwolina.pl           Serwowanie nam idei mówiącej że "ludzki ród sam się zbawi po prometejsku dzięki inżynierskiej przebudowie świata" popsuło życie wielu ludziom, zwodząc ich jak błędne ogniki na bezdrożach.

            Czas Garwolina przedstawia dziś rozdział książki Feliksa Konecznego przeczący tezie, że całość kultury jest wtórną pochodną technologii panującej w danej cywilizacji. Że narzędzia pracy i ich użycie, ergologia, formują człowieka zasadniczo. Tekst jest ciekawy nie tylko poprzez sprzeciw wobec bałwochwalstwa pracy, ale także przez kilka dowcipnych złośliwości. Na przykład tej o "pruskim lejtnancie".

                                                           Andrzej Dobrowolski

 

Homo faber

http://www.czasgarwolina.pl      Wielość i różność cywilizacyj zastanawiała wprawdzie uczonych, ale z dziwnem ograniczeniem, mianowicie do przeszłości. Kombinowano sobie, ile cywilizacyj było, a wielości ich w teraźniejszości jakby się nie widzi. Nie bardzo nawet się uznaje tę mnogość współczesną. Jakimś tacito consensu przyjęło się, żeć właściwie jest tylko jedna cywilizacja, tj. "europejska", inne zaś stanowią tylko niższe szczeble tej jedynej, która i tak szerzy się coraz bardziej na cały świat, czego dowodem przyjmowanie naszych wynalazków, zaprowadzanie armij stałych z instruktorami europejskimi, import perkalików do golusów afrykańskich, itp. Widziano tedy tylko same szczeble wiodące do europejskości - i ten sam punkt widzenia stosowano do badań przeszłości. Chociaż cywilizacja "europejska" nie zawsze istniała, ale - przez jakie było trzeba przechodzić szczeble, widzi się dziś jeszcze na "dzikich", stanowiących kollekcję historyczną w przestrzeni. Cała usilność badan naukowych zwrócona była ku temu, by wykryć schemat szczebli, o b o w i ą z u j ą c y c h  j a k o b y  p o w s z e c h n i e, w pochodzie od ludożercy do pruskiego lejtnanta.

       Nie łatwo pozbyć się przesądów ... naukowych. Skoro już muszę być przygotowanym na to, że książce niniejszej grozi niesława za brak w niej [akceptacji teorii] pierwotnego komunizmu; matryarchatu i totemizmu - cóż stracę, jeśli dodam jeszcze jedna herezyę i zaprzeczę, jakoby homo faber miał tworzyć cywilizacye, i ograniczę jego rolę do stanowiska pomocniczego w wytwarzaniu szczebli cywilizacyj, których rodzaj zgoła nie zależy od wynalazków technicznych.

        A władztwo ergologii [nauki o pracy] teraz właśnie znajduje się bodajże w punkcie kulminacyjnym!

         Geneza metody ergologicznej tkwi w dawnej trichotomii, w dawnym poglądzie na ewolucję prehistoryczną według głównego sposobu walki o byt: rybołówstwo i łowiectwo, hodowla pasterska, rolnictwo. Pochodzi ten schemat z wieku XVIII, a wydoskonalano go jeszcze do końca XIX wieku. E. List np. rozróżniał pięć epok gospodarczych: łowy, pasterstwo, rolnictwo, rolnictwo z rękodziełem (manufaktury), wreszcie rolnictwo, rękodzieło i handel równocześnie. Zarzucono wprawdzie schematy podobnego pokroju, ale mamy na ich miejsce schematy ergologiczne.

        Od owych bowiem schematów krok tylko do innych, mianowicie, żeby ustanowić okresy według najważniejszych wynalazków, pomocnych w walce o byt. Pierwsze próby znajdujemy u L.H. Morgana w jego Ancient society (1877), które-to dzieło stanowiło długo istny kodeks dla niezliczonej rzeszy uczonych wszelkich języków; ale autor zastrzegał się, że to podział tymczasowy, bo okresy będą mogły być stanowione na pewno dopiero wtedy, gdy się zbada należycie całą historyę zdobywania środków do życia.

http://www.czasgarwolina.pl      Po pewnym czasie przeszło się wprost do ustanowienia okresów techniki. Już tenże Morgan (starszy) twierdził, jako ustroje społeczne zależne są ściśle od techniki. Rozróżniał trzy okresy stanu dzikości: niższy przedogienny, średni od użytku ognia z narzędziami kijem krzemieniem aż do łuku; wyższy zaś stan dzikości rozporządzał statkami drewnianemi, koszykami z wicin, jednodrewkami i umiał tkać palcami. Od zduństwa zaczyna się stan "barbarzyństwa"; najpierw łuk i maczuga, a następnie oswojenie zwierząt, aż wreszcie w wyższym stanie barbaryi początki metalurgii i drobnego rolnictwa. Następuje epoka cywilizacyi, której cechą istotną (zdaniem Morgana) produkcya przerabiająca, wybijająca się coraz bardziej na pierwszy plan.  Morgan przypuszczał, jako dopiero dzięki rolnictwu wytworzyła się własność prywatna, a przez nią powstała rodzina monogamiczna, ta zaś wiodła do państwa itd. Okresy rozwoju własności były według niego zgodne mniej więcej z okresami walki o byt, która zawisła od narzędzi, a zatem wszystko zawisło ostatecznie od techniki. Jakkolwiek przyznawał, że w dziejach własności tkwi pod niejednym względem najważniejszy dział duchowego także rozwoju ludzkości - jednakże w ostatecznej konsekwencji jego wywodów wyzierała ta niekonsekwencja, iż ten rozwój duchowy zawisł od ... postępów zduństwa, tkactwa etc.

      Ograniczając się do najwybitniejszych uczonych, zwrócę uwagę, jako potem E. du Bois Reymond dzielił historię na trzy epoki. Pierwszą z nich cechuje budownictwo, topienie kruszców i odlewanie z nich, tudzież rżnięcie kamienia. Stopień drugi zaznaczają trzy odkrycia: busola. proch strzelniczy i drukarstwo. Trzeciego stopnie cechą maszyny poruszane ciepłem. Jedną z najważniejszych przyczyn upadku świata klasycznego jest u niego to, że nie wzniósł się ponad pierwszy stopień techniki.

         Słusznie odparł na to Paul Barth, żeć Germanie nie rozporządzali techniką wyższą niż Rzymianie, którzy zresztą technikę swą stale udoskonalali. Zwrócił też uwagę na znany fakt, jako ludy prymitywne wymierają nieraz w sam raz po zaopatrzeniu ich w lepsze narzędzia!

        Francuska i katolicka szkoła prehistorji i etnologii, utworzona przez słynnego socjologa Frederica Le Play, wprowadziła jakąś syntezę rozwoju ustroju rodziny z rozwojem techniki. Najwybitniejszy jej przedstawiciel, J.R. Maurice Vignes dzieło swe główne: Le science sociale d'apres les principes de La Play et des ses continuateurs (1897) dzieli na takie części: I. L'age des productions spontanees, l'age des machines, II. L'age des machines (fin), l'age da la houille, de la vapeur et de l'electricite. Ustrój życia rodzinnego zawisł od sposobu walki o byt i od techniki wytwórczej; czego rozróżnia trzy okresy historyczne: narzędzia ręczne, maszyna, węgiel. Ponieważ rolnictwo wykonywane było nie samemi tylko ręcznemi narzędziami, należy przeto już do okresu maszynowego. Zdobywanie żywności zaczyna się jednak od łowów i rybołóstwa, a przy tych formach gospodarstwa rodzina (zdaniem Vigne'a) była luźna i władza ojcowska słaba; własność zaś indywidualna była do łuku i narzędzi wogóle , rodzinna do chaty, rodowa lasu czy stepu. Skutkiem przechowywania żywego łupu wytworzyła się z łowów hodowla na stepach, z rodzina patryarchalną, przy czem ziemia była niepodzielna. W rolnictwie wytworzyło się niewolnictwo itd. (...)

         Oczywiście nie należy lekceważyć narzędzi i całej wogóle techniki; bez niej gdzieżbyśmy byli! Dobrze to określił Erazm Majewski, mówiąc: "Dopiero przez narzędzia sztuczne człowiek doprowadza do równości fizyczność swoją, niewystarczającą do czynu odpowiedniego woli, z psychicznością, która wyraża sie w jego woli." Ale stąd jakżeż daleko do tego, żeby uważać narzędzia za główne motory historyczne!

          Lacombe i Weber (Le rhytme du progres) ograniczyli to do pierwszej fazy ludzkości, która miała być techniczna, a nie teologiczna jak mniemał Comte. Czyż to nie modernistyczne somnia vigilantium?

        Ergologia stawała się fundamentem wszelkiej syntezy protohistorycznej tak dalece, iż nie śmieli wątpić o tem najwięksi nawet przeciwnicy dawnej szkoły Morgana (starszego). Prof. Graebner w Bonn próbował tego samego , co Morgan i du Roy-Reymond, zastrzegając tylko, że granice okresów nie dadzą się oznaczyć z cała ścisłością, gdyż zlewają się. Katolicka niemiecka szkoła etnologiczna  wymyśliła "kręgi kulturalne" których ilość ostatecznie oznaczyła na siedem-osiem. Ksiądz Wilhelm Schmidt, jeden z najznakomitszych wogóle etnologów, zakonnik werbista w St. Gabriel pod Medling w Austryi, autor licznych prac, a który rozpoczął w 1925 publikacyę swego pomnikowego działa syntetycznego: Voelker und Kulturen. Szkoła ta także łączy pewien stan techniki z pewnym stanem rozwoju społecznego i duchowego. Np. krąg pierwszy: kij, kość, łuk, obok czego ślady animizmu i monogamia; krąg drugi: kamień maczuga, dzida, fletnia trzcinowa, zalążek rysunku i obok tego animizm i magia. Zawiązywanie rodziny i jej urządzenia należą do cech istotnych każdego "okręgu". /.../

           Z całym szacunkiem dla tej szkoły od Graebnera do księdza Schmidta przemawia mi jednak bardziej do przekonania K. Buechner: Arbeit und Rhytmus (1896) gdy pisze:

           "Nie może być nic niesłuszniejszego nad owe uczone konstrukcje, nawiązujące nowe epoki kultury z pojawieniem sie zduństwa lub obróbki żelaza, z wynalazkiem pługa lub młynka ręcznego. Ludy umiejące doskonale obrabiać żelazo na siekiery, a nawet na cybuchy, używają dziś jeszcze drewnianych dzid i strzał, lub też uprawiają rolę drewnianą łopatą, choć nie brak im bydła, które mogłoby ciągnąć pług."

          Trudno doprawdy o silniejszy argument przeciwko ergologicznej systematyce cywilizacyj.

          Nie da się utrzymać ani nawet chronologia jakaś ergologii, bo w różnych stronach świata wynalazki nie w takiej samej występowały kolejce. Etnologia zna plemiona, posiadające ceramikę, a wojujące dzidami.

            Do jakiego stopnia cywilizacja materyalna urąga wszelkiemu prawidłowemu układowi, znać najbardziej może na tem, że na ziemiach polskich nie było okresu bronzowego. W Afryce murzyńskiej nastał również wiek żelaza bezpośrednio po kamiennym; podobnież w Australii i Oceanii, w przeważnej części Ameryki i północnej Azyi. Już z tego samego wynikają jakby dwa systemy!        

      Jeżeli ergologia nie przyda się do oznaczenia kolejności faz, które by były nieuchronnie pewne i tożsame dla wszystkich cywilizacyj, tem mniej posłużyć może do kwesty i zróżniczkowania cywilizacyj. Czyż jest choć jeden wynalazek, któryby nie mógł przechodzić z jednej cywilizacyi do drugiej? czy choć jeden wpłynął gdziekolwiek na istotę pewnej cywilizacyi?

        Czyż możnaby podzielić ród ludzki według jakiegokolwiek momentu ergologicznego? a choćby nawet pośrednio? np. według użytku brzytwy? Średniowieczne prawosławie, uważające golenie za grzech, stałoby blisko Ainosów, tudzież  ... Anglików z czasów Dickensa; gdy tymczasem dzisiejsi Anglosasi byliby tedy zbliżeni cywilizacyjnie do Mongołów. Trzeba raz na zawsze zrezygnować z pomocy ergologii w kwestyach istotnych, zasadniczych nauk o cywilizacyi.

        Przenoszenie pewnego przedmiotu z kraju do kraju może być nieraz wskazówką dróg, jakiemi kroczyły wpływy cywilizacyjne - lecz nie musi! Np. znany powszechnie przykład o talarach "Marii Teresy" w Abisynii i Sudanie. Albo: zasiąg wina i oliwki oznacza nieźle zasiąg wpływów dawnej cywilizacyi rzymskiej, gdy tymczasem zasiąg herbaty jest bardzo różny od zasiągu cywilizacyi chińskiej, a już picie herbaty nie ma nic wspólnego z szerzeniem nauk Konfucjusza. A co ciekawe, że Korea, tak bliska Chin, herbaty nie używa. Czy z ziemniakami przewędruje świat dużo [prekolumbijskiego] amerykanizmu? Lecz dość o tem.

        Wynalazki - od kija do aeroplanu - stanowić mogą o szczeblach cywilizacyjnych w każdej cywilizacyi oddzielnie, w każdej też sprawa ta wymaga specyalnych badań. Np. koleje żelazne zmieniły wiele w natężeniu życia w zachodniej Europie, lecz w Rosyi nic zgoła. Garnek, studnia i młynek, te trzy epoki ergologii, nie wszędy dopomogły kobiecie; w licznych krajach utwierdziły tem mocniej służebność żon. Ale studnia umożliwiała regularną komunikację w krajach pustynnych, z czego ileż poważnych następstw cywilizacyjnych! I tak o każdym wynalazku: trzeba orzekać osobno w rozmaitych krajach i czasach.

        Rzecz szczególna, jak nie orjentujemy się w zagadnieniu ergologii, która powszechnie uchodzi za coś "archeologicznego". Istnieje ona również atoli dobrze za dni naszych, wiecznie młoda i coraz nowe rodząca owoce. Należy do niej telefon, radjo i to wszystko, co jeszcze jutro ma być wynalezione! Ale czyż zmieniła się na jotę cywilizacya bramińska, odkąd Hindusi bywają urzędnikami kolejowymi? czyż za pomocą samochodów zmieni się co w pojęciach japońskich? A co ważniejsze, czy zmieniło się co w nas od wszystkich naszych wynalazków? Zmiana koło nas nie stanowi zmiany w nas.

         Natomiast "wynalazki" humanistyczne np. testamentu i nazwisk dziedziczonych, jakżeż zmieniły świat! Stosowanie matematyki do wytworów fizycznych jest zaiste imponujące w rezultatach, ale o ileż donioślejsze jest stosowanie jej w zakresie humanistycznym! Instytucye społeczne oparte na rachunku prawdopodobieństwa[1] zmieniają życie zbiorowe bardziej od elektryfikacyi, a odkrycie kredytu amortyzacyjnego (zmarnowanego i stłumionego niestety w Polsce) zdziałało bez porównania więcej, niż wszystkie wynalazki techniczne razem.

 

        Cywilizacyi nie ustanawiał homo faber, ani też nie różniczkował cywilizacyj. Przyczyniał się tylko do osiągania wyższych szczebli."

Prof. Feliks Koneczny, 1934

 

O MENTALNOŚCI TYPU "HOMO FABER"

 

"http://www.czasgarwolina.plPrzez cały kraj, idziemy dwaj,

Czy słońce, czy śnieżek, czy słota,

Niezbędna jest, czy ktoś chce czy nie,

W pionie usług fachowa robota.

Czy to sens ma, kląć, że ten świat.

Z kiepskiego zrobiony surowca?

Bo dobry Bóg, już zrobił co mógł,

teraz trzeba zawołać fachowca!"

 

Jonasz Kofta i Stefan Friedmann

 

        "W cywilizowanym społeczeństwie technicy spożywaliby posiłki w jadalni dla służby."

Mikołaj Davila



[1] Te instytucje społeczne oparte na rachunku prawdopodobieństwa, to takie zasady życia społecznego, które jednostce je przestrzegającej nie dają bezpośrednich korzyści, ale całe społeczeństwo dźwigają wyżej. (Patrz teoria gier/rachunek prawdopodobieństwa) AD