14 listopada 2018r. Imieniny: Rogera, Serafina, Agaty
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Placyk w mieście - Język wzorców

 

             Dziś przedstawiamy fragment książki Język wzorców zawierający piękne konserwatywne umotywowanie zależności między dobrze zaprojektowanym miejskim placykiem a naturą ludzką.

 

             Tak jak nie można dowolnie ustalić rozmiarów placyku, tak nie wolno zmieniać innych urządzeń ludzkiego życia zbiorowego, bo biorą się one z zastanej przez nas konfiguracji istnienia (w tym przypadku - zasięgu wzroku, głosu).

 

            Być może kiedyś placyk za Samem w Koszarach otrzyma formę zalecaną przez urbanistów? 

                                                                                                            Andrzej Dobrowolski 

 

Publiczne placyki

 

          ...ten wzorzec jest rdzeniem, który tworzy węzeł aktywności. Gdy stwo­rzymy publiczny placyk we właściwym miejscu, przy skrzyżowaniu ścieżek, z których ludzie korzystają najczęściej, to w naturalny sposób, już przez samo swoje istnienie, stworzy on pożądany węzeł. Dzięki aktywności ludzi, którzy się zbierają na takim placyku, może on też pomóc w kształtowaniu promena­dy, wspólnoty pracy i rozpoznawalnego sąsiedztwa. Najważ­niejsze jest, aby w żadnym wypadku publiczny placyk nie był zbyt duży. 

* * *

           Miasto potrzebuje publicznych placów - są one największymi i najbardziej publicznymi „pokojami" w mieście. Gdy jednak są zbyt duże, wyglądają na opustoszałe i tak też są odbierane.

       To naturalne, że każda publiczna ulica będzie nabrzmiewać i poszerzać się w tych ważnych węzłach, gdzie coś się dzieje. Tylko na poszerzonych placykach mogą się odbywać wystąpienia publiczne, gromadzić się tłumy, mogą być obchodzone różne uroczystości, rozpalane ogniska, rozstawiane wesołe miasteczka, tylko tu można tańczyć, krzyczeć, okazywać żałobę - wszystko, co musi się dziać w mieście. 

       Ale z jakiegoś powodu występuje pokusa, żeby robić je zbyt duże. Ar­chitekci i urbaniści stale budują w nowoczesnych miastach place, które są zbyt duże. Dobrze wyglądają na rysunku, ale w rzeczywistości okazują się wyludnione i martwe. 

 http://www.czasgarwolina.pl       Stwierdziliśmy, że otwarta przestrzeń przeznaczona na publiczny plac powinna być bardzo mała. Najlepiej gdy ma średnicę około 18 metrów. Pla­cyki tej wielkości są często odwiedzane, stają się ulubionym miejscem, a lu­dzie czują się tam swobodnie. Gdy średnica przekracza 21 metrów, placyki zaczynają sprawiać wrażenie opuszczonych i nieprzyjemnych. Jedynymi zna­nymi nam wyjątkami są plac Świętego Marka w Wenecji i Trafalgar Square w Londynie, które są ważnymi centrami miast i roją się od ludzi. 

          Jaka przyczyna funkcjonalna wpływa na taki wynik naszych obserwacji? Po pierwsze, wzorzec intensywność ruchu pieszego dowodzi, że teren zaczyna wydawać się wyludniony, gdy na osobę przypada ponad 30 me­trów kwadratowych. 

          Z jednej strony plac o średnicy 30 metrów będzie się wydawał opustoszały, jeżeli znajdą się tam mniej niż 33 osoby. W mieście jest tylko kilka miejsc, co do których można być pewnym, że zawsze będą tam więcej niż 33 osoby. Z dru­giej strony wystarczą jedynie 4 osoby, żeby ożywić placyk o średnicy 10 me­trów, a tylko 12 - o średnicy 18 metrów. Ponieważ oczywiście znacznie bar­dziej prawdopodobne jest to, że w jednym miejscu zbierze się 4 lub 12 ludzi niż 33, mniejszy plac znacznie częściej będzie sprawiał wrażenie przyjaznego. 

          Drugie możliwe wyjaśnienie naszych obserwacji wiąże się ze średnicą. Ludzką twarz można rozpoznać z odległości 21 metrów. Z tej samej odle­głości można - niestety dosyć słabo ze względu na miejski hałas - usłyszeć donośny głos. Może to oznaczać, że ludzie czują się na poły świadomie związani ze sobą na placyku, którego średnica nie przekracza 21 metrów -tam mogą dostrzegać twarze otaczających osób i niemal słyszeć ich rozmo­wy. To uczucie swobody zostaje zagubione na większych placach. Podobnie twierdzą Philip Thiel i Hans Blumenfeld. Ten ostatni podaje następują­ce argumenty: twarz ludzka może zostać rozpoznana z odległości nieprzekraczającej 21-24 metrów, choć wszystkie szczegóły „portretu" da się do­strzec dopiero z odległości zaledwie 15 metrów. 

           W trakcie naszych nieformalnych badań uzyskaliśmy następujące wyni­ki. Dwie osoby bez wady wzroku mogą się bez problemu komunikować z odległości maksymalnie 23 metrów. Są wówczas w stanie rozmawiać pod­niesionym głosem i widzą nawzajem ogólny zarys wyrazu twarzy. Ta nie­przekraczalna granica 23 metrów nie budzi żadnych wątpliwości. Powta­rzając doświadczenia, za każdym razem otrzymywaliśmy tę samą odległość z tolerancją ±10 procent. Z odległości 30 metrów rozmowa staje się trudna, a wyraz twarzy nieczytelny. A powyżej 30 metrów wszystko to staje się wręcz beznadziejne. 

           Dlatego [urbanisto]: 

          Niech publiczne placyki będą dużo mniejsze, niż założyłeś sobie na początku, zwykle nie większe niż o szerokości 14-18 metrów, nigdy ponad 21 metrów. Wartości te dotyczą jedynie szerokości placu, jego długość z pewnością może być większa. 

             By jeszcze dokładniej obliczyć wielkość placu, załóż, ile zazwyczaj będzie się na nim znajdować ludzi (powiedzmy P). Niech powierzchnia twojego placyku nie przekroczy wartości P pomnożonej przez 14-28 metrów kwa­dratowych (intensywność ruchu pieszego). Otocz placyk „kieszeniami aktywności", gdzie będą się gromadzić ludzie (kieszenie aktywności). 

           Spraw, by budynki wokół placyku nadały mu wyraźny kształt, pozostawiając widok na inne miejsca (pozytywowa przestrzeń zewnętrzna, fa­sady budynków, siedzenie na schodach). Aby centrum placu by­ło wykorzystane równie pożytecznie jak jego krańce, stwórz COŚ z grubsza w środku... 

                                                                                   red. Christopher Alexander

http://www.czasgarwolina.pl.

 

 

.