17 listopada 2018r. Imieniny: Grzegorza, Salomei, Elżbiety
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Zamiast jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu?

           Państwo polskie zadecydowało o zlikwidowaniu możliwości organizowania w naszym Mieście pięciu trójmandatowych okręgów wyborczych i konieczności wprowadzenia piętnastu okręgów jednomandatowych w wyborach do Rady Miasta.

            Dotychczas garwolińscy wyborcy głosowali stawiając 3 krzyżyki na trzech spośród kilkunastu kandydatów (a nie na partie!) w swej 1/5 Miasta. Teraz będą wybierać jednego w trzy razy mniejszym okręgu.

             Uważam, że to zmiana zła. Oto przykład pokazujący dlaczego.

             Wyborcy preferują wybór na radnego kandydata mieszkającego w ich własnym okręgu wyborczym, żeby dbał o ich okręg (a nie o całe Miasto!). To sprawia, że wolą głosować na „marnego, ale swojego” kandydata (znanego z tego, że w czynie społecznym załatał dziurę w jezdni), niż zarejestrowanego u nich „dobrego, ale obcego” kandydata mieszkającego w sąsiednim osiedlu (znanego z propagowania idei bonu oświatowego). Jeśli jednak dowiedzieli się, że głosują w okręgu trójmandatowym obejmującym i sąsiednie dwa osiedla, to głosowali i na „swojaka”, i na „dobrego obcego”, i jakiegoś „trzeciego” traktując ich jako swoich. Ponieważ osiedlowi faworyci zbierali  t y l k o  g ł o s y  s w e g o  o s i e d l a, a szerzej znani w Mieście na swym  w ł a s n y m  o s i e d l u  i  o s i e d l u  s ą s i a d ó w, to uzyskiwali w tym systemie preferencję. Na potwierdzenie przypomnę, że kilka lat temu w polskim rankingu rad rada garwolińska uzyskała wysoką ocenę za dużą liczbę radnych z wyższym wykształceniem. (Wynika z tego, że jeśli już zmieniać system wyborów do miejskiej rady, to należałoby całe Miasto uczynić jednym 15-mandatowym okręgiem, wyborcy stawialiby na karcie głosowania 15 krzyżyków wskazując swe personalne typy spośród kilkudziesięciu kandydatów.)

             Teraz zaś, po wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych będziemy więc mieli w Garwolinie zapewne mniej radnych „szerzej znanych” w Mieście, a więcej „osiedlowców”. Statystycznie rzecz biorąc.

             Wraz z zamianą, powiedzmy – trzech radnych „szerzej znanych” na „osiedlowców”, może dojść do osłabienia grupowych komitetów wyborczych, a zwiększenia liczby „pojedynczych” radnych.

              Prawdopodobnie rozdrobniona rada ze zwiększoną liczbą „osiedlowców” może formować już w trakcie kadencji doraźne skupiska radnych dla realizacji wyizolowanych ze strategii rozwoju celów, od przypadku do przypadku. W praktyce trudniej będzie identyfikowała problemy ogólno-miejskie, istniejące w perspektywie długofalowej. Rozmyciu ulegnie odpowiedzialność za decyzje, tak jak to było w Garwolinie przed 1998, gdy w miejskiej radzie nie dominowało jakiekolwiek ugrupowanie. (Potem w radzie rządziła albo Wspólnota Powiatowa, albo Stowarzyszenie dla Garwolina).

             Jeśli się nie mylę, i dojdzie do wyboru rady z większą liczbą radnych niezrzeszonych, to będzie to wariant pomagający burmistrzowi uzyskiwać poparcie dla swych pomysłów, czy one mądre, czy głupie.

               A dlaczego nie mogą go pozyskać radni z ugrupowania przeciwnego burmistrzowi? Bo jeśli oni zaproponują mu przyjęcie do programu inwestycji „chodnika przy jego ulicy”, to mimo wprowadzenia go do uchwały budżetowej, może nie zostać wykonany, bo burmistrz uchyli się od tej realizacji pod byle pretekstem (np. brak jakiegoś uzgodnienia formalnego, które utkwiło w urzędzie opiniującym inwestycję). Tak oto w obecnym ustroju Miasta burmistrz jest panem sytuacji. (Abstrahując od tego, że jest często największym pracodawcą w mieście, i może załatwić kuzynowi radnego pracę.)

           O ile więc jednomandatowe okręgi wyborcze (w skrócie – JOW) w wyborach do parlamentu są pomysłem nieco lepszym od obecnego systemu proporcjonalnego, o tyle przeniesione na skalę miejsko-gminną – nie. Inne są bowiem mechanizmy społeczne stutysięcznego powiatu - czyli okręgu do sejmu, i tysięcznego osiedla - czyli okręgu do miejskiej rady. I być może właśnie o zażartowanie z idei JOW do Sejmu chodziło elitom rządzącym państwem kreującym świadomie ordynację JOW dla miast i gmin, bo wielu Polaków nie wie, że JOW nie jest metodą uniwersalną dla różnych wyborów, i jeśli nie sprawdzi się w Mieście, nie poprze jej dla Sejmu.

            Wprowadzenie JOW w wyborach do parlamentu tworzyłoby zaś personalne zagrożenie dla liderów partii: każdy z nich mógłby przegrać w swym jednomandatowym okręgu wyborczym z lubianym lokalnie politykiem, również politykiem  z e  s w o j e j  o p c j i! To odmieniłoby skład Sejmu, i uczyniłoby go trudniejszym do sterowania przez – jak to mówiła Aleksandra Jakubowska – „grupę trzymającą władzę w Polsce”.

             Jednomandatowe okręgi wyborcze dla miast mogą więc pełnić rolę uniku przed wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu. „Chcieliście JOW? To macie, tylko że w wyborach miejskich i gminnych. Popatrzmy przez 10 lat czy ta ordynacja jest lepsza.” – powiedziano nam z góry.

                                                                                                         Andrzej Dobrowolski

.