14 listopada 2018r. Imieniny: Rogera, Serafina, Agaty
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Koriolanizm - błąd Jana Tomaszewskiego

          Jan Tomaszewski, słusznie oburzony na zepsucie państwa polskiego, jego elit, również elit sportowych, niesłusznie zdecydował, że nie będzie kibicował polskiej drużynie piłkarskiej na Euro 2012, i stanie sercem po stronie drużyny Niemiec – a więc historycznego wroga swego kraju. Popełnił błąd zwany od czasów rzymskich koriolanizmem. Oto dwu-i-pół-tysiącletnia opowieść o niepowstrzymanym odruchu (choćby sprawiedliwej) zemsty na swym narodzie, i jego skutkach.

          Gnejusz Marcjusz szczególnie odznaczył się w czasie wojny przeciw Wolskom, gdy dzięki swemu niesłychanemu męstwu umiał zdobyć jedno z najbardziej obwarowanych miast, Koriole, które później upadło, ale wówczas było bardzo potężne. Był on przy tym w rzadki sposób bezinteresowny; nie widząc możności, jak go wynagrodzić, wymyślili Rzymianie dla niego osobny tytuł zaszczytny, a mianowicie od miasta zdobytego nazwali go Koriolanem.

          Ale Koriolan był zarazem patrycjuszem, zawziętym wrogiem plebsu oraz jego trybunów. W kilka lat po ustanowieniu trybunatu zdarzył się w krainie rzymskiej nieurodzaj; konsulowie byli zmuszeni kupować zboże na dalekiej Sycylii, aby nakarmić zgłodniały lud. Z tego nieszczęścia skorzystał Koriolan.

            - Dlaczego – mówił z senacie – mamy plebejuszów żywić za darmo? Jeżeli chcą chleba, niech zrzekną się instytucji trybunów!

            Trybuni dowiedzieli się o tych jego przemówieniach; widzieli w nich zamach na swoją uświęconą władzę, i domagali się aby Koriolan stanął przed sądem ludu. To go jeszcze bardziej podnieciło: - Cóż to za zuchwalstwo! Wy macie prawo pomocy wobec plebejuszów, ale nie macie prawa sądu nad patrycjatem! Ale trybuni byli niezłomni i wielotysięczny tłum plebejuszów stał za nimi. Zacny Agryppa Meneniusz już wówczas nie żył, umarł na krótki czas przed tym w wielkim ubóstwie, i z honorem został pogrzebany na koszt państwa.  Inni zaś mówcy, których patrycjat posłał do ludu, nie budzili zaufania. Tłum posępnie stał przy swoim, i trybuni ogłosili dzień mającego się odbyć sądu nad Koriolanem. Ale dumny Marcjusz nie zniósł tego poniżenia; jednakowo gardząc i małodusznością swoich przyjaciół, i złośliwością wrogów – opuścił Rzym i zwrócił się do Wolsków. Zaocznie został skazany na śmierć.

            Naczelnikiem Wolsków był wówczas Tullus Atiusz. Zwyciężony niegdyś przez Koriolana, czuł do niego niezgłębiona nienawiść. I oto widzi go naraz błagalnikiem u swego ołtarza. Nieszczęście tego świetnego przeciwnika wzruszyło go istotnie. Wyciągnął rękę do pojednania i prosił go do siebie na gościnę. Ale to nie wystarczało Koriolanowi; szukał on u Wolsków nie kryjówki, lecz zemsty nad swą niewdzięczną ojczyzną. Pragnął jej również i Atiusz, ale czas był nieodpowiedni, skutkiem utraty Koriolów Wolskowie musieli przystać na poniżający pokój, którego nie można było naruszyć. Trzeba było sprawy tak poprowadzić, aby ten pokój naruszyli sami Rzymianie.

          Ci właśnie niedawno odprawiali igrzyska na cześć Jowisza; przypadkowo w ten sam dzień igrzysk jakiś patrycjusz, chcąc ukarać swego niewolnika, jął go po arenie cyrku pędzić uderzeniami bicza. Wkrótce potem jednemu z prostych obywateli ukazał się we śnie Jowisz: - Powiedz konsulom, że mnie rozgniewał szybkobiegacz świąteczny. – Nie śmiał jednak nieszczęśliwiec z powodu mary sennej niepokoić konsulów, gdy naraz umarł mu syn, a potem po raz drugi ukazało mu się to samo widziadło. Obudził się – a mimo to nie zdecydował się wypełnić woli bożej, wówczas tknął go paraliż. Wtedy uprosił, aby na noszach ponieśli go do senatu, tu opowiedział wszystko co mu rozkazano. Skoro tylko skończył choroba go opuściła, i na własnych nogach wrócił do domu.

          Konsulowie zrozumieli, że nie wolno karać niewolników w dzień uroczystego święta, i postanowili przebłagać Jowisza odprawiając uroczyście te same igrzyska. Zaproszono też i przyjaciół sąsiadów, a między nimi i Wolsków, gdyż między Rzymem a Wolskami był pokój. I oto Atiusz potajemnie mówi konsulom, że nie ręczy za swoich rodaków, że w swej zapamiętałości mogliby cos niewłaściwego uczynić. Konsulowie się przestraszyli: czyżby po raz drugi miała na igrzyskach nastąpić profanacja? Wydali więc rozkaz, aby wszyscy Wolskowie przed zachodem słońca Rzym opuścili.

         Tego właśnie pragnął Atriusz. Wolskowie było oburzeni ta nową obelgą; postanowiono natychmiast rozpocząć wojnę z Rzymem. Wodzami zostali Atiusz i Koriolan. Ale od pierwszej chwili doświadczony wojownik rzymski zaćmił Wolska i Atiusz zauważył, że jest wodzem tylko z imienia, w istocie zaś wszystkim kieruje Koriolan. W prędkim czasie zostały zniszczone wszystkie korzyści Rzymian z czasów ostatniej wojny; Koriole odebrano, później i inne osiedla, i wkrótce Koriolan zatknął swój sztandar niedaleko od bram Rzymu. Położenie Rzymian stało się ciężkie. Trybuni chętnie zgodzili się na skasowanie wyroku ogłoszonego na Koriolana, byle odstąpił od miasta. Zebrał się senat; postanowiono wyprawić do Koriolana posłów, proponując mu pokój. Ale zwycięzca postawił okrutne i poniżające dla Rzymu warunki. Doznawszy niepowodzenia, Rzymianie wyprawili do obozu Wolsków poselstwo powtórne – kapłanów w uroczystych szatach swego wysokiego stanu, ale i tym razem Koriolan był nieubłagany.

          Wówczas wmieszały się do sprawy kobiety rzymskie i zebrawszy się, poszły do osieroconego domu Koriolana, gdzie w smutku i żałobie przybywały jego stara matka, Weturia, oraz młoda żona, Wolumnia, w towarzystwie dwóch nieletnich synów – Marcjuszów. Wziąwszy ich ze sobą, kobiety w posępnym pochodzie wyruszyły do obozu nieprzyjacielskiego. Wódź wygnaniec, spostrzegłszy, że trzecie poselstwo idzie ku niemu, gotów był i jemu odmówić; naraz ktoś z jego orszaku powiedział, że śród przybyłych poznał jego matkę. W istocie stała ona na czele błagalnic, cała czarna szatą odziana, mając synową po jednej ręce, wnuków po drugiej. Nie wytrzymał tego widoku Koriolan; wybiegł na jej spotkanie, ale matka powstrzymała go surowymi słowy:

           - Naprzód chcę wiedzieć, kto stoi przede mną: syn czy wróg?

           - O matko moja – w strasznej udręce ducha powiedział Koriolan – uratowałaś Rzym ale zgubiłaś syna!

           Odprawiwszy błagalnice, dał nakaz odwrotu. Wzburzyła się zwycięska armia Wolsków; najbardziej rozgniewał się Tullus Atiusz, którego Koriolan dwukrotnie poniżył, raz jako nieprzyjaciel, drugi raz jako przyjaciel. Wczoraj ulubieniec wszystkich – stał się naraz przedmiotem powszechnej nienawiści. Na próżno się tłumaczył. I czyż mógł się wytłumaczyć? Tę powtórną zdradę przypłacił życiem. Zdarzyło się to w roku 488 przed Chrystusem.”

                                         według prof. Tadeusza Zielińskiego („Rzeczpospolita Rzymska”)

http://www.czasgarwolina.pl
            
Historia Koriolana posłużyła Szekspirowi za kanwę dramatu w czasie, gdy katoliccy Anglicy stanęli przed pokusą związania się z agenturą obcych dworów, przeciwko swym protestanckim monarchom. Pochodzący z katolickiej stratfordzkiej rodziny Szekspir prawdopodobnie do końca życia pozostał w ukryciu katolikiem, ale nie dołączył do przeciwników władzy. Za to pozostawił po sobie dzieła sławiące wielkość Rzymu i kulturę Italii.

                                                                                                                          A.D.

.