22 listopada 2018r. Imieniny: Cecylii, Marka, Maura
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Czy sprzedawać ziemię? O dylemacie właścicieli.

                Przekształcenia prawa przestrzennego w Garwolinie o których pisaliśmy na stronie internetowej Czasu Garwolina, o ile mi wiadomo, uprawomocniły się. To sprawia, że właściciele gruntów pod Budzeniem i za Koszarami mogą je sprzedać jako grunty pod domy jednorodzinne. Mówiąc językiem przykładu: hektarowa działka dotychczas rolna zamieniła się w teren budowlany pod 10 domów. To znaczy, że można za nią zainkasować 1 - 1,5 miliona złotych. Bardzo dobrze! Lepiej żyć wśród majętnych, przy nich szybciej wzbogacą się inni sąsiedzi.

                Nie oznacza to jednak, że garwoliński rynek nieruchomości zostanie zasypany ofertami działek. Właściciele są z reguły wstrzemięźliwi w pozbywaniu się ziemi. Oto przyczyny.

http://www.czasgarwolina.pl      
Jeszcze za życia obecnych właścicieli, zazwyczaj 60- i 70-latków, ziemia była podstawą gospodarstwa domowego, również mieszczańskiego. Żywiła. Stanowiła majątek rodzinny. Integrowała sąsiadów, którzy podczas żniw pomagali sobie wzajemnie. Dzieci pracowały i bawiły się na niej latem pilnując owiec, krów i koni. Mocą odziedziczonych przyzwyczajeń sentyment dla niej trwa w sercach właścicieli.


http://www.czasgarwolina.pl       
A przecież jej status zmienił się radykalnie w związku z uprzemysłowieniem rolnictwa. Dziś garwolacy nie pracują na ziemi ani rodzinnie, a tym bardziej – razem z sąsiadami. Ludzie znikli z pól. Ich miejsce niestety zajęły bezduszne maszyny. Ziemia przedmieść posmutniała. Jeśli właściciele pomyśleliby o przywróceniu im obecności ludzi – jak tego pewnie chcieliby ich dziadkowie -  to prostą metodą jest sprzedanie swej ziemi pod domy. Niechby tym sposobem ludzie wrócili na przedmieścia, całymi rodzinami, z psami i kotami (zawsze to zwierzęta), z roślinami ogrodów. Sentymentalizm w gruncie rzeczy przemawia za sprzedażą ziemi.

                Po wtóre – w ostatnich latach ziemia drożała, i można z tego wyciągnąć wniosek, że będzie drożała w nieskończoność (czyżby?). Dlatego właścicielom najprostszą przedsiębiorczością wydaje się być oczekiwanie na kolejną falę wzrostów cen gruntów.

               Tymczasem – tak mi się wydaje – ziemia w Polsce i w Garwolinie osiągnęła cenę wysoką. Działka pod dom kosztuje 1/3 ceny domu. Jeśli miałaby jeszcze zdrożeć w Garwolinie, to potencjalni kupcy porzucą myśl o jej zakupie, i wybiorą działki w sąsiednich wsiach (wszak istnieją samochody, przez które można żyć wygodnie w oddaleniu od Miasta). Z biegiem lat kurczyć się będzie grupa chętnych do jej kupna, bo ilość ludzi na tyle zaradnych by zbudować dom nie jest nieskończona. Kto może wybudować się – wybuduje się nie czekając na łaskawy gest właścicieli żądających bardzo słonych zapłat. Za kilkanaście lat chętnych będzie mało, bo i dzieci rodzi się mało! Być może więc ze sprzedażą nie warto nawet czekać 5 lat na wygaśnięcie opłaty planistycznej (ok. 5-20 zł z metra) czynionej na rzecz Miasta.

                Kolejnym powodem przemawiającym za sprzedażą ziemi jest codzienna rentowność majątku. Półtorahektarowa działka jest źródłem kłopotu – trudno znaleźć dzierżawcę, który ją uprawi (płacąc za właściciela podatek; ot, i tyle). Tymczasem – przykładowo - mieszkania kupione w Warszawie za spieniężony majątek mogą dać właścicielowi ok. 5 tysięcy złotych miesięcznej renty. W tej sytuacji dziesięciolecia oczekiwania na właściwą porę sprzedaży wydaje się być marnowaniem szansy, którą w Ewangelii porównano do zakopywania talentów.

                Wydaje mi się, że jeszcze jedną przyczyną zatrzymywania ziemi jest trudność sprzedaży. Starsi właściciele – z moich spostrzeżeń tak wynika – nie wiedzą jak ją dobrze sprzedać. Trzeba ją  n a j p i e r w  geodezyjnie podzielić, uprawić tak by nie odstraszała potencjalnych kupców prezentując się jako kartoflisko na zadupiu (mile widziana trawa, drzewa w granicy działek, może ogrodzenie), zgłosić do sprzedaży w internecie, gazetach, na banerach i … cierpliwie czekać na dobrego kupca. Być może rok, być może dwa lata. Tak więc proces przygotowania jest kosztowny – „żeby coś zyskać, najpierw trzeba coś stracić”. Jednak kiedy pierwszy właściciel sprzeda ziemię i dobrze spożytkuje pieniądze, inni pozazdroszczą i ruszą jego śladem (nadciągający kryzys może paradoksalnie nakręcić koniunkturę na ziemię, i dać okazje do zamiany jej np. na mieszkania).

               Perspektywa pozostawienia ziemi dzieciom jako schedy do ich zgodnego podziału nie jest dobra, bo z tego biorą się kłótnie nad grobami.

               Ostatnia uwaga. Może się zdarzyć, że „nasz” rząd zmieni prawo, i przedmieścia przestaną być terenami budowlanymi. Przecież właśnie tak stało się 8 lat temu, gdy wygasły ogólne plany zagospodarowania! Może warto więc pomyśleć nad sprzedażą ziemi?

               Ta decyzja zawsze ma podłoże egzystencjalne, a nie ekonomiczne. Życie ucieka.
 
                                                                                                              Andrzej Dobrowolski

Żniwa Piotra Breugla starszego (ilustracje z internetu).

 http://www.czasgarwolina.pl























.