16 listopada 2018r. Imieniny: Edmunda, Marii, Gertrudy
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Próba rozgryzienia garwolińskiej mentalności.

           Od czasu gdy zapanowała demokracja niespełna siedemnastotysięczny Garwolin nie rozwija się, lecz tylko modernizuje. Tak więc od czasu, gdy rządy w Mieście w znacznym stopniu uzależnione są od myślenia jego mieszkańców proces zwiększania ilości mieszkańców i wzrostu przestrzennego zatrzymał się. Tak jakby świadomie lub nieświadomie decyzje wyborcze ważnej części naszej społeczności (wybory burmistrza, wybory rady, referenda) przeciwstawiały się rozwojowi.

           Zamiast pojmować tę sytuację jako paradoks („pomimo demokracji wzrost Miasta nie postępuje”) spróbujmy przyjąć, że zatrzymanie rozwoju jest prostym skutkiem oddania władztwa nad sytuacją w Mieście garwolakom („wzrost Miasta zatrzymał się, ponieważ nastała demokracja”).

            Rdzeni mieszkańcy Garwolina, nazywający się swoiście garwolakami, określają często swą tożsamość przede wszystkim przez pryzmat przynależności do starych rodów, odbieranej jako nobilitująca. Również wtedy, gdy mieszkają na nowych osiedlach za prawdziwy Garwolin uważają jego średniowieczne, piętnastohektarowe centrum.

            Takie samopoczucie jest rzeczą naturalną i – do pewnych granic - dobrą. Po pierwsze dlatego, że każda samoakceptacja jest zasadniczo podziękowaniem Bogu za to, że jesteśmy kim jesteśmy. A po wtóre dlatego, że mamy powody by cenić geny swych przodków i przekazane przez nich dziedzictwo. Kilkusetletnie utrzymanie statusu Miasta (co nie udało się Stężycy, Parysowowi, Borowiu), uparte odbudowywanie go z pożarów, bombardowań, fal głodu i biedy, przedsiębiorczość piwowarska i kuśnierska, przetrzymanie upadku czasów demokracji (szlacheckiej), próba sąsiedztwa z kulturą żydowskich garwolinerów, przetrzymanie komunizmu z jednej strony rozbudowującego Miasto, z drugiej zaś burzącego kulturę wiary, wolności i własności indywidualnej – to wszystko dowód siły przetrwania garwolińskości.

             Poza metafizyką i genezą powód dla poczucia wyższości leży w zapewne w socjobiologii. W okresach biedy życie w Mieście było trudniejsze niż w okolicznych wsiach, bycie mieszczaninem wymagało ideowej wiary w wyższość Miasta nad włościanami. Ci, którzy jej nie mieli, znikali z Miasta szukając lepszego bytu. (Taki był zapewne także powód ksenofobii społeczności żydowskiej – poczucie ich własnej wyższości miało zapobiec rozpuszczeniu się ich tożsamości w chrześcijańskim otoczeniu.)  

             Ponieważ w trudnych okresach historii Miasta garwolacy ocalili jego istnienie, teraz myślą z niechęcią o przybyszach, którzy zjawiwszy się u nas „znikąd” mogliby lekką ręką wprowadzić swe porządki. Tym bardziej, że w epoce PRL aparat kontrkulturowej władzy stanowili właśnie przybysze, lekceważący Miasto sprzed 1944, nienawidzący jego niegdysiejszego hierarchicznego, mieszczańskiego ładu społecznego.

             Garwolińska duma mogła jednak wyrodzić się, zdegenerować, i stać się złym przewodnikiem życiowym - zagłuszyć rozsądek rozumowania. I tak się częściowo stało. Moim zdaniem odpowiedzialna jest za to stała, stuletnia emigracja z Miasta statystycznie inteligentniejszych i wrażliwszych jego dzieci, które mogłyby dziś ewolucyjnie adoptować Garwolin do łagodnych przemian, przy zachowaniu chrześcijańskiej i sarmackiej - w dobrym tego słowa znaczeniu - tożsamości.

             Pozostali w Mieście mieszkańcy twardsi, odporniejsi, zadziorni, ale i bardziej zapiekli, zamknięci na jakiekolwiek zmiany. W krew weszło im kształtować poczucie swej wartości w opozycji do lekceważonych mieszkańców okolicznych wsi  w y ł ą c z n i e  poprzez samo „bycie garwolakiem”. O tym, że to nie wymysł przekonać się mógł ten, kto choć raz widział wybuch emocji garwolińskiego pieniacza (takich nigdzie nie brakuje) wobec braku dobrych argumentów manifestującego krzykiem swą genetyczną wyższość nad garwolinianinem „dopiero od 30 lat” mieszkającym w Mieście.

              Dla tak nieszczęśliwie uformowanego dobrego o sobie mniemania istnieją dwa zagrożenia, którym świadomie lub odruchowo można przeciwstawiać się podczas wyborów.

              Pierwsze - napływ przybyszów, którzy mogliby poprzez swą kulturę, pozycję, zamożność zakwestionować pierwszeństwo garwolaków jako patrycjuszy Miasta stanowiących jego ostoję, i zepchnąć „rodaków” na podrzędne pozycje.

              Drugie – wyprzedzenie Miasta przez okoliczne wsie w dziele modernizacji dającej lepszą jakość życia w ich przestrzeni publicznej.

             Dlaczegóżby więc mieszkańcy Garwolina nie chcieli rozwoju Miasta a chcieli je spektakularnie modernizować? By zachować dobre mniemanie o sobie samych. Dobre mniemanie podszyte czasem uzasadnioną niechęcią dla pozbawionych respektu dla garwolińskiej tradycji „rewolucjonistów”, a czasem niestety kompleksem niższości biorącym się z malejącej pozycji majątkowej, braku wykształcenia, braku otrzaskania w świecie. Kompleksem kompensowanym pohukiwaniem o „prawdziwej garwolińskości” i bajeranckimi inwestycjami czynionymi na zasadzie „postaw się, a zastaw się”, a tak naprawdę zawstydzającymi jak mercedes biedaka kupiony na kredyt.

             Garwolacy cenią sobie względnie dobre ludzkie relacje panujące w małej społeczności. Nic dziwnego, że nie chcą zamieniać Garwolina na stutysięczne miasto o odczłowieczonym ładzie osiedli bloków-mrówkowców i hipermarketów, którego ludność jest nie tyle społeczeństwem ile zbiegowiskiem. Ale popadanie w skrajność i przeciwdziałanie możliwości zaistnienia łagodnego wzrostu i kooptowania do społeczności miejskiej dobrych przybyszów, takich jak kadra nowych fabryk, szkół, lecznic; ludzie wolnych zawodów; animatorów kultury; mikroprzedsiębiorców; rzetelnych pracowników; i - naturalnie - pięknych panien i kawalerów, prowadzi Garwolin do zastoju, a nawet do wyprowadzek z Miasta dzieci garwolaków.

http://www.czasgarwolina.pl              Sąsiadujące z nami młode miasta, Ryki i Mińsk Mazowiecki, rozwijają się, bo – jak się domyślam – nie mają takiego elektoratu miejskiego. W ostatnim dwudziestoleciu powiększyły się o 30%.

              30 stycznia 2012 - Rada Miasta uchwaliła miejscowe plany zagospodarowania przedmieść pod Budzeniem i za Koszarami, odblokowała je dla budownictwa kolejnych (po obszarze za Zawadami) 600 domów. Burmistrz wreszcie dostarczył dokumenty umożliwiające podjęcie tej uchwały.

               Po 14 latach próśb, argumentacji, pracy, krytyki w czasie prac nad studium przestrzeni i planami zagospodarowania robimy krok w stronę rozwoju przedmieść i całego Miasta. Pod prąd bezwładu i niechęci.

                                              Andrzej Dobrowolski, SdG



Czy wiecie, że …

                         … dorosły mieszkaniec daje swemu miastu przeciętnie 3000 zł wpływów podatkowych rocznie?

.