22 listopada 2018r. Imieniny: Cecylii, Marka, Maura
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Pułapka na Kościół

            Przeżyliśmy właśnie Święto Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Przeżywanie tajemnicy istnienia poza czasem, w Bogu, ma swoje odpowiedniki we wszystkich kulturach Ziemi, nawet wśród mało religijnych Chińczyków. Kultura jest więc dobra - wiedza powtarzana w kulcie wzbogaca człowieka, odkrywa w nim personę wzorowaną na Bogu.

            Tymczasem dziś rządzą światem lewicowe elity racjonalistyczne, a więc wrogie pojęciom tradycji-kultury – np. celebrowaniu sacrum, wstydowi, własności - i same siebie w przypływach szczerości nazywające się kontrkulturowymi. Ich polityka jawi się jako spisek przeciw „ciemnogrodowi” kultury. Ponieważ to one mają media w znacznej mierze kształtujące myśl mas ludzkich, rozmiękczają kulturę. Do tego dołączają politykę sądów, przyzwalających w imię wolności na profanowanie sacrum (genitalia na krzyżu, krzyż w sikach – jako dzieła sztuki), a broniących przed krytyką kontrkulturowców – np. przed negatywną oceną aborcjonistki (proces „Niedzieli”).

             Wśród wielu ataków na obyczaje znalazło się również medialne nakierowanie błazenady Halloween na dni Wszystkich Świętych. Młode pokolenie uczy się na Halloween niepoważnego traktowania spraw arcypoważnych, i to ma zmienić je w „ludzi nowych”.

              Jeszcze raz zastanówmy się, kto rządzi mediami. Teoretycznie są wolne, należą do obiektywnego właściciela państwowego i właścicieli prywatnych zobowiązanych do obiektywizmu. Kto jednak obserwuje je od dawna wie, że są posłuszne niewidzialnemu centrum decyzyjnemu (dawne służby specjalne internacjonalistycznej marksistowskiej PRL?), i współuczestniczą w sterowaniu narodem począwszy od akcji politycznych (np. afirmacja demokracji, a nie republiki) do akcji kontrkulturowych (np. wbicie do głów „normalności małżeństw homoseksualnych” według recept Gramsciego).

           Co na to strażnicy kultury i kultu? Skoro sądy nimi nie są, pozostają kościoły.

           Kościół znalazł się po 1989 w sytuacji zrehabilitowanej ofiary marksistowskich kontrkulturowców. Duchowni zostali zaproszeni do przestrzeni publicznej, z której w 1939 socjaliści niemieccy, a potem komuniści wypchnęli ich i religię w ogóle. Odebrali to jako zwycięstwo Prawdy. Manifestacyjne i głośne nawrócenia wczorajszych śmiertelnych wrogów potraktowali jako autentyczne akty skruchy, a nie gesty koniunkturalne – przedsięwzięte na czas przejęcia banków, przedsiębiorstw, umocowania w nowych strukturach władzy. Generalnie – Kościół przyjaźnie odniósł się do tego państwa polskiego jakie jest, co widać jasno podczas świąt państwowych, wyborów czy nawet odległych misji wojskowych prowadzonych w interesie sojusznika naszych sojuszników. To zrozumiałe - Kościół pragnął osiąść w normalności.

             Dzięki temu lekcje religii mogły wrócić do szkół, audycje katolickie znalazły się w telewizji, małe katolickie rozgłośnie otrzymały koncesje na nadawanie. Rodziny funkcjonariuszy państwowych mogły wreszcie rozpocząć jawnie praktykować religię. Księża zapraszani są na uroczystości otwarcia instytucji publicznych, na opłatki do biznes-klubów, na święcenie sztandarów – co niekiedy związane jest z pozyskiwaniem datków na odnowienie świątyni czy stworzenie ośrodka opieki. Fundacje kościelne otrzymują dotacje na działania charytatywne, na odnowę zabytkowych budowli sakralnych, gospodarstwa kościelne jak inne dostają dotacje z Unii Europejskiej, szkoły i uniwersytety katolickie mają bez łaski dotację edukacyjną jak inne szkoły.

            Umożliwia to wiele dobrych działań i tworzy uzasadnienie dla dalszej współpracy z państwem.

            Ale również krępuje!

            Bo to samo niewidzialne centrum decyzyjne, które jedną ręką demontuje kulturę i kult (mass-media i prawo), drugą - przez swoich lokalnych i resortowych przedstawicieli - wspiera Kościół stawiając go w sytuacji zobowiązania wobec swego systemu! To działa jak pułapka!

            Tymczasem wyraźnie widać, że Polsce dobiega końca czas tolerowania postulatów Biblii (tych uniwersalnych, a nie konfesyjnych jak post - tego będzie coraz więcej). Pisałem o tym, że wypromowanie Partii Palikota ma wszelkie cechy socjotechnicznej rozgrywki. A teraz jeszcze – w radiu i telewizji - politolodzy „wróżą Partii Palikota powodzenie w przyszłości”. Wygląda na to, że dostali z niewidzialnego centrum decyzyjnego wskazówkę, komu propaganda będzie sprzyjać, i że ta partia będzie wzmacniana politycznie. (Swoją drogą – jakże nisko upadł Antykościół z poziomu prometejskich pretensji Alberta Camus’a buntującego się przeciw cierpieniu dzieci, do poziomu Alicji Tysiąc skarżącej RP za utratę zdrowia przy niechcianej ciąży w obecności słuchającej tej skargi córki! Toż to kpina ze swego proroka, sprzedanego za srebrniki dotacji z Brukseli!)

http://www.czasgarwolina.pl             Kościół to u nas jedyna poważna, tysiącletnia instytucja. Porównajmy: w ciągu ostatnich 100 lat przeżyliśmy istnienie 6 państw (Cesarstwo Rosyjskie, Królestwo Polskie 1916-18, II RP, Generalna Gubernia III Rzeszy, podmoskiewska PRL, podbrukselska III RP). Skoro przyszło nam chrześcijanom żyć znów w państwie wrogim naszemu Bogu, powinniśmy to sobie uświadomić. I zdystansować się od takiego państwa pamiętając, że czym innym jest kraj zawsze kochany, a czym innym państwo. Oprócz powodów kulturowych są też inne: rozgrabianie majątku narodowego przez czerwoną burżuazję, wielkie marnotrawstwo dóbr na szczeblu państwowym i samorządowym, bezkarność ludzi układu władzy częstokroć ze służb specjalnych, brak perspektyw dla młodzieży, zduszenie klasy średniej. W oczach ludzi przytomnych chrześcijanie nie byliby w swym negatywnym stosunku do państwa ekscentryczni, przeciwnie – postawa nasza stałaby się wreszcie zrozumiała. Jak postawa śp. prymasa Stefana Wyszyńskiego.



                                                                          A
ndrzej Dobrowolski

 



            
O mechanizmie okiełznania społeczeństwa w PRL, narzuceniu rozumowania „my was ranimy, ale my was leczymy” – kolejkowy wiersz.

 

Niech Pan mi zajmie miejsce

 

Niech pan zajmie mi miejsce,

którego tak mało

między tym ze świecznika

a tym ze śmietnika

(bo stoją bliżej siebie, niż na to wygląda,

z ich ciał zbratanych ściskiem, ten sam śpiewa pot:

 

chociaż cię dławimy

chociaż cię dławimy

ale cię zbawimy

ale cię zbawimy);

 

niech Pan to miejsce trzyma

dla mnie, ja tu wrócę

między tych z samogonem

a tych z samochodem

(mimo że obie strony odmówią mi wstępu,

z oczu, bliźniaczo obcych, ten sam zabrzmi wzrok:

 

chociaż cię ranimy

chociaż cię ranimy

ale cię chronimy

ale cię chronimy);

 

nie pomoże ucieczka

w podróż, w sen czy w siebie:

między tytułowanych

a tatuowanych

i tak powrócę, Panie (bo jedni i drudzy

gdzieś z pokrewnego środka skandują tę krew:

 

choć cię kaleczymy

chociaż tratujemy

ale cię leczymy

ale ratujemy

choć cię kaleczymy

chociaż tratujemy

ale cię leczymy

ale ratujemy)

 

Stanisław Barańczak

.