17 listopada 2018r. Imieniny: Grzegorza, Salomei, Elżbiety
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Książka na Wielki Post

           Nasze parafie przygotowują wyjazdy na święto beatyfikacji Jana Pawła II do Rzymu. Pielgrzymi będą mieli okazję, by odwiedzić odległe odeń o 100 km na wschód Manoppello. Dlaczego mieliby to robić?

http://www.czasgarwolina.pl           Odpowiedź tkwi w książce Paula Badde „Boskie Oblicze - Całun z Manoppello” wydanej przez Polwen  i dostępnej w jego księgarni internetowej na stronie - http://www.polwen.pl/idk-300/boskie_oblicze . (Nie polecam jej sąsiadom-ateistom - jeśli kiedyś zmienią otworzą się na jej temat, to nie dzięki książce; tymczasem książka irytowałaby ich tylko).

           Książka opowiada o relikwii przechowywanej w kościele w małym włoskim mieście Manoppello. Jest nim bisiorowa chusta, na której jest portret mężczyzny. Tradycja stwierdza, że chusta jest jednym z czterech-pięciu płócien, które znaleziono w grobie Chrystusa w Wielką Niedzielę, i na widok których – a jeszcze przed spotkaniem ze zmartwychwstałym Chrystusem - Jan Ewangelista uwierzył w zmartwychwstanie swego nauczyciela.

            Być może płótna te to zachowane do dziś:

           Całun turyński – najbardziej znany, wielki płat płótna lnianego, na którym widać zarys ciała martwego mężczyzny odbity nieznanym sposobem; ze śladami krwi grupy AB; pełen pyłków roślin z Palestyny, Grecji i Italii.

           Całun z Oviedo w hiszpańskiej Asturii pełen plam krwi umierającego człowieka o grupie krwi AB, z obrazem charakterystycznym dla przebiegu śmierci krzyżowej (krew żywego jeszcze człowieka z ran z tyłu głowy, i wyrzut agonalnej krwi człowieka wydającego ostatnie tchnienie).

            Czepiec z Cahors we Francji, stosowany w ceremoniach pogrzebowych do podwiązania brody zmarłego.

            Chusta z Manoppello, którą autor książki identyfikuje z chustą Weroniki, mandylionem, nie-ludzką-ręką-uczynionym obrazem Chrystusa (odwzorowanym na bisiorze, na którym nie da się malować, i przypominającym technikę hologramu) przechowywanym najpierw w Edessie w Armenii, potem Konstantynopolu, a później w Rzymie.

            Analiza przekazów historycznych dotyczących chusty Weroniki skupia się na momencie zakończenia  w Watykanie około roku 1610 jej publicznej prezentacji ściągającej przez wieki rzesze pielgrzymów. (To dlatego, że artyści czerpali wzorzec portretu Chrystusa z mandylionu, jego portrety były przez wieki uderzająco podobne do siebie.) Paul Badde wysuwa hipotezę, że w tym czasie chusta zginęła z Watykanu, a ówczesny papież wstydząc się tego, nakazał sporządzenie kopii w formie olejnego obrazu.

           Prawdopodobnie wtedy w Manoppello zjawia się posłaniec, który przekazuje chustę mieszkańcom na przechowanie. Co prawda w roku 1648 stwierdza się w miejskim dokumencie, że posłaniec przybył do miasteczka w roku 1510, ale to zapewne stwierdzenie antedatujące o 100 lat przybycie chusty, by chronić ją przez koniecznością zwrotu do Watykanu, poszukującego wizerunków Chrystusa na przeziernym płótnie.

            Sceptyków ani to, ani pozostałe święte płótna nie przekonają do prawdziwości wydarzeń leżących u podstaw religii chrześcijańskiej, bo oznaczenie wieku całunu turyńskiego metodą „węglową” wypadło na XIII wiek, a oznaczenie chusty z Manoppello na III wiek; ale przecież gdyby oznaczono je na I wiek – to i tak nie byłyby dla nich dowodem w sprawie. Tymczasem ludzie wierzący w sprzeczny z fizyką cud zmartwychwstania, wyniku fizykalnego badania płócien poddanych działaniu „spoza świata” nie uznają za rozstrzygające.

            Co istotne - obrazy (np. rozkład ran, stłuczeń, rysy twarzy) i cechy czterech płócien (grupa krwi, pyłki) pasują do siebie, jeśli byłyby więc efektem mistyfikacji, musiałyby pochodzić z jednego „warsztatu”, z jednej matrycy, z jednej chwili. Technika jaką by sfabrykowano je, do dziś jest niewytłumaczalna.

           Wiele opowieści historycznych stwierdza istnienie w historii chrześcijaństwa płócien (tych?) otaczanych czcią, między innymi na dworze cesarzy rzymskich i bizantyjskich.

           Po przeczytaniu fascynującej bardziej niż kryminały Fryderyka Forsyte’a książki wyobraźnia stawia nas jakby w bliskiej obecności Chrystusa, bliskiego nam jak na wyciągnięcie ręki. Tak jak bliskim wydaje się nam człowiek sprzed tysiącleci, którego rysunek odnaleźliśmy na skale; pani w krynolinowej sukni, której spinkę zobaczyliśmy w muzeum; mężczyzna w białej peruce, którego notatki widzimy na marginesie starej książki.

            Samo to otwiera przed nami pytania.

            Kto z nas uwierzyłby w Niego, gdyby spotkał go jako wędrownego cudotwórcę, lekarza, nauczyciela? Jaka jest właściwie granica sceptycyzmu wobec Jego misji? Czy nie stawiamy się ponad Nim, kiedy chcemy pojąć Go, a nie wierzyć Mu?

            Polecam książkę Paula Badde.  

Andrzej Dobrowolski