16 listopada 2018r. Imieniny: Edmunda, Marii, Gertrudy
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Składka

            Odchodzi w zapomnienie pojęcie sąsiedzkiej składki.

           Przypomnijmy sobie, że niegdyś sąsiedzi budowali drogi i mostki; prowadzili trakcje elektryczne, wodne i gazowe; budowali kościoły, małe szkoły i domy kultury; robili melioracje pól, kupowali sezonowo potrzebne drogie maszyny - dobrowolnie opodatkowując się, zbierając od domu do domu pieniądze potrzebne na wykonanie dzieła.

          Nieliczni zazwyczaj skąpcy, niechętni do takiej składki, byli wykluczani ze społeczności sąsiedzkiej jako aspołeczni. Toteż każdy starał się sprostać potrzebie chwili, kiedy trzeba było dać coś od siebie.

          Taka składkowa realizacja inwestycji w małych społecznościach miała wiele zalet: wykonywane były możliwie tanio przy przyzwoitym poziomie wykonania; realizowane były tylko bardzo potrzebne, a nie wydumane dzieła; a po ich wykonaniu wiele osób miało baczenie na ich szanowanie.

          Oczywiście żeby dać składkę na wspólną rzecz należało mieć więcej pieniędzy, niż na jedzenie, opał i ubranie. Fakt, że ludzie mieli pieniądze na takie składki świadczy przede wszystkim o tym, że nie byli „spodatkowani” do cna.

         Wraz z rozpowszechnieniem haseł etatystycznych, to znaczy pokładających nadzieję na poprawę życia przez państwo, a nie samych wolnych ludzi, instynkty współdziałania sąsiedzkiego słabły.

         Oczywiście etatyzm – by zaspokoić oczekiwania ludzi – nakazuje sobie płacić podatki „spodatkowywując” ludzi tak, że potem na dobrowolną składkę pieniędzy już nie mają. I stają się ekonomicznymi niewolnikami państwa, i zapominają upominać się tylko o możliwość dobrego zarobku, dzięki któremu sami z sąsiadami mogliby mieć wszystko co naprawdę potrzebne. A uzyskują tylko prawo do narzekania.

          Potwierdzeniem takiej zależności jest fakt składania się na budowę asfaltowych ulic zamożnych mieszkańców nowych zakątków Konstancina - proszę, i dziś można samodzielnie zrealizować swe potrzeby jeśli ma się pieniądze. 

         Jeśli wróci normalność do życia społecznego, wróci i powszechny zwyczaj składania się na potrzebne inwestycje publiczne.

         Tymczasem naczelnik OSP Roman Maszkiewicz i jego koleżanka zbierają wśród znajomych pieniądze na pomnik patrona garwolińskiej straży. Nieliczni spośród ludzi zapatrzonych roszczeniowo na Miasto i Państwo. 

                                                                                                   Andrzej Dobrowolski

Poniżej zamieszczamy tekst polemiki Andrzeja Cendrowskiego - z podziękowaniem za jej nadesłanie:


                                        SKŁADKA - CZY ABY NA PEWNO ZAPOMNIANA ?

 

            Bardzo się cieszę Panie Andrzeju, że zechciałeś po raz kolejny poruszyć bardzo ważny problem społeczny i jakże aktualny w naszej budżetowo – basenowej rzeczywistości. Cieszę się tym bardziej, że lekkość z jaką omawia Pan trudne tematy, daje mi także sposobność zasygnalizowania innego spojrzenia na omawiany problem, a wszak chodzi o to, żeby się różnić pięknie. Aby tego dokonać spróbuję wpierw zidentyfikować to, w czym tkwi  różnica w naszych poglądach.

Po pierwsze, od bardzo dawna wspólnoty ludzkie jednoczyły się dla realizacji wspólnych potrzeb, osiągania ważnych celów, poczynając od polowania na mamuta, a na budowie ulicznego czy wiejskiego wodociągu kończąc.

           Stwierdza Pan, że aby złożyć się na rzecz powszechnie użyteczną, należy mieć nadwyżkę środków, po zaspokojeniu najpilniejszych potrzeb osobistych, rodzinnych, uiszczeniu danin publicznych.

          W dalszej części wypowiedzi ubolewa Pan nad tym, że etatyzm nas ubezwłasnowolnił, zdemoralizował obietnicą, że za obficie płacone podatki dostąpimy realizacji wszystkich naszych potrzeb, co odebrało nam chęć do jakiegokolwiek wspólnego działania na  wspólną rzecz.

         I pointa – tylko ludzie zamożni, nieubezwłasnowolnieni fiskalizmem państwa, gotowi są łożyć dobrowolne daniny na realizację wspólnych potrzeb, bez oglądania się na państwo, samorząd.  Przykładem mieszkańcy Konstancina ( w którym statystycznie przypada najwięcej milionerów na km 2 powierzchni), asfaltujący przyległe  publiczne drogi ze swych prywatnych zasobów. Ludzie o przeciętnych zasobach, zorientowani są wyłącznie roszczeniowo, wszystko im się należy, nie potrafią już wspólnie działać i nie mają  na to wolnych środków „spodatkowani”i przez władzę.

            Muszę przyznać, że tak jak w większości Pańskich wypowiedzi, kiedy dzieli się Pan ze mną, swoim czytelnikiem wnioskami z poczynionych obserwacji , jestem gotów przyznać mu rację. Z chwilą jednak, kiedy wplata Pan w swoją narrację elementy ideologiczne, budzi się mój sprzeciw. Dlaczego tak jest, spróbuję to zaraz objaśnić.

            A więc, zgadzam się z poglądem, że człowiek ma zakodowaną w genach potrzebę działania stadnego. W pełni podpisuję się pod przytoczonymi przez Pana zaletami wspólnej składki, wspólnego działania, ku potrzebie i wygodzie określonej społeczności. Popieram także pogląd, że powszechność zatrudnienia i świadczeń społecznych oraz pobieranych na nie podatków, zabija w nas instynkt kooperacji, sprzyja utracie naszej podmiotowości w życiu społecznym i publicznym. Pozwala decydentom na stwierdzenia, że można coś dla nas zrobić,  ale nie koniecznie z nami. Konsekwencją tego jest wewnętrzne przekonanie tychże decydentów , że wiedzą lepiej co nam potrzeba, a my w większości bezwolnie z tym poglądem się identyfikujemy ..

            Natomiast , nie zgadzam się z poglądem, że na wspólną realizację potrzeb, których nie jest w stanie zaspokoić państwo lub samorząd, mogą sobie pozwolić tylko ludzi bogaci dysponujący nadwyżką wolnych środków finansowych. Dla poparcia mego sprzeciwu przytoczę kilka przykładów z naszego lokalnego podwórka.

          Szesnaście lat temu na bazie  dawnych bloków komunalnych utworzono wspólnoty mieszkaniowe. Na początku ich członkowie byli nastawieni standartowo, czyli roszczeniowo. Obecnie, znakomita większość z nich już wie , że jeśli chcą liczyć na lepszy byt i standard życia muszą liczyć przede wszystkim  na siebie. Inwestują nie tylko we własną własność ale i jej otoczenie. Ponoszą koszty sprzątania, pielęgnacji zieleni wokół budynków, a więc terenów których właścicielem jest miasto, budują wiaty śmietnikowe bo dzięki nim ponoszą niższe koszty wywozu śmieci( np. Kościuszki 51,51 a, 57, osiedle Jagodzińska), a gdy przez kilka lat nie mogą się doczekać realizacji swych  postulatów odnośnie uporządkowania terenów wokół ich budynków, wspólnie z miastem finansują . budowę parkingów  (np. Żwirki i Wigury 1,3. Kościuszki 38, Aleja Legionów 44L).Mimo, że nie są to inwestycje w ich własność realizują je gdyż są dla nich bardzo użyteczne, podnoszą ich komfort życia.

         A przecież jako emeryci, pracownicy najemni nie są bogaci, Aby zainwestować w parking muszą ograniczyć realizację innych potrzeb i ograniczają je bo wybierają te  które  w ich subiektywnym odczuciu są najważniejsze .

            Myślę, że to wspólnotowe doświadczenie można przenieść na grunt samorządności miejskiej. Nie tak dawno na lokalnych forach internetowych przetoczyła się dyskusja nad poprawkami do budżetu  jak i nad samym budżetem Miasta na 2011r. Jeden z klubów radnych zaproponował nawet podjęcie uchwały o zasadach przeprowadzania konsultacji społecznych przed podjęciem ważnych decyzji.

          A może tak z puli środków na inwestycje przeznaczyć część z nich (na początek np. 20%) na wsparcie tych projektów, które uzyskają największe poparcie finansowe obywateli. Jakież emocje internautów wzbudzała sprawa remontu wiaty przystankowej na Os. Stacyjna. Czyż rozwiązaniem tego problemu nie mogłoby być otwarcie konta, na które mieszkańcy Stacyjnej mogliby dokonywać wpłat, aby wspomóc ten remont, a jednocześnie zademonstrować decydentom jego społeczną ważkość.  Za jednym pociągnięciem rozwiązuje się problem  wiarygodności prowadzonych konsultacji, zwiększa się pulę środków na inwestycje, rośnie identyfikacja   mieszkańców  z władzą, wzrasta kontrola społeczna nad procesem wydatkowania publicznego grosza. A basen, tak powszechnie poparty w referendum, czemu nie ma swego konta na które mógłbym wpłacić jakiś grosz, czynnie demonstrując poparcie dla jego budowy, dając czytelny sygnał miejskim decydentom, że będę się interesował tym jak zostanie spożytkowany, że wyciągnę konsekwencje w przypadku uchybień, wypełniając kartę do głosowania w następnych wyborach.

Aby nie przedłużać swej wypowiedzi, nie będę prezentował własnej listy priorytetowych inwestycji miejskich, oczekuję jednak, że kluby radnych lub ich przedstawiciele a być może i czytelnicy , za Pana zgodą Panie Andrzeju zechcą zaprezentować swoje pomysły na inwestycje, które w ich opinii mają szansę na największe poparcie finansowe społeczeństwa Garwolina. Oczekuję, że władze miejskie rozważą uruchomienie stosownego konta bankowego, że tegoroczny budżet przetrzyma koszt jego prowadzenia .

Pozdrawiam                                                                                                   Andrzej F. Cendrowski 

.