16 listopada 2018r. Imieniny: Edmunda, Marii, Gertrudy
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Od harcerzy - Reflesje post mortem - Anna Żochowska

           Garwolinianie winni są podziękowanie naszym harcerzom za godne reprezentowanie grodu nad Wilgą podczas dni tragedii katyńskiej. 10 kwietnia byli w Katyniu na mszy, trzymając wartę przy miejscu Prezydenta, pomagali w organizacji uroczystości pod Pałacem Prezydenckim, i czynili to potem i w Warszawie i w Krakowie.

         Poniżej publikujemy reflesje Anny Żochowskiej z czasu żałoby i kilka zdjęć naszych harcerzy zaangażowanych w organizację uroczystości pożegnania Prezydenta.

                                                                                                          Andrzej Dobrowolski

Refleksje post mortem

 

Tak dużo wydarzyło się i  zmieniło w ciągu ostatnich 2 tygodni. Temat katastrofy pod Smoleńskiem był omawiany nieustannie na najróżniejsze sposoby, zarówno w mediach, jak i prywatnych rozmowach. Były relacje, powtarzane wciąż informacje, pogrzeby, domysły co do przyczyn. Być może nadszedł już czas, by choć trochę ochłonąwszy zastanowić się nad tym, co zostanie w nas po tych tygodniach bólu, ale i zrywu, po tym wylewie patriotycznych uczuć i czynnym tworzeniu historii. Tak właśnie było - to my współtworzyliśmy historię tamtego czasu przez to, że chcieliśmy być razem i przeżywaliśmy ten czas wspólnie. Gdybyśmy pozostali w domach nie świadcząc swoją obecnością w kluczowych miejscach i momentach,  – ten czas wyglądałby zupełnie inaczej.

Dni trudne, dni piękne

Nieprawdopodobnie trudno było przyjąć fakty, oswoić się z tym, co ze swej natury jest nieoswajalne: z bólem, ze śmiercią, w skali niespotykanej w całym dotychczasowym życiu powojennych pokoleń. Z pierwszym określeniem zgodzi się więc każdy. Drugie jest kontrowersyjne, być może niejednego zbulwersuje. Ja jednak pozostanę przy nim. Ten czas był szczególny i wyzwolił szereg dobrych uczuć. Pokłady współczucia, niewymuszony patriotyzm, wspieranie się i życzliwość w trudnym , wielogodzinnym, nieprzymuszonym oczekiwaniu w wielogodzinnych kolejkach,  bezinteresowna, ofiarna służba wszystkich formacji poczuwających się do pomocy w tej sytuacji, będąca wypadkową postaw ich członków. Współpraca solidarna, ponad wszelkimi podziałami, które nagle stały się całkowicie nieistotne.  Te dni były piękne postawami i zachowaniem ludzi czyli nas Polaków jako społeczeństwa, narodu.

Bezcenny podarunek

Tak można określić czas ofiarowany prezydentowi Kaczyńskiemu i jego żonie przez stojących dzień i noc w kolejce aby oddać im cześć. To tym bardziej niesamowite, że właśnie czci i szacunku prezydentowi odmawiano jak nikomu innemu w Polsce.   

Ponieważ miałam obawę, że mojemu i starszym pokoleniom, które rozróżniają smak wolności i niewoli łatwiej wykrzesać z siebie patriotyczne postawy i gotowość do poniesienia ofiar – zapytałam o przeżycia tego szczególnego czasu młodzież. Oddzielnie wypowiadają się o swojej służbie harcerze, a tutaj przytoczę wypowiedź Doroty Tobiasz, studentki polonistyki i filologii klasycznej UW, która nie tylko z racji miejsca nauki codziennie przychodziła na Krakowskie Przedmieście:

Nie przepraszajmy za patriotyzm

„Kiedy przyszłam pod Pałac Prezydencki pierwszego dnia po katastrofie, i potem prawie codziennie aż do dnia pogrzebu, zobaczyłam z dumą gwałtownie obudzony w Polakach duch romantyzmu. Potrzeba zjednoczenia się w chwilach trudnych; zdolność do odłożenia na bok codziennych spraw, aby wspólnie zamanifestować przywiązanie do tego, co najważniejsze; powracające jak bumerang, zdawałoby się dawno zapomniane, wielkie słowa: patriotyzm, Ojczyzna, jedność, Bóg, życie wieczne. To wszystko jest polskim dziedzictwem, zakorzenionym głębiej, niż można by się spodziewać. Przez setki lat systematycznie tłamszone, a w ostatnim dwudziestoleciu chyba najbardziej podstępnie i skutecznie (bo nie ma już jednego wspólnego wroga), przeżyło pod skorupą materializmu i w krytycznym momencie wybuchło jak wulkan (notabene dla niektórych również symboliczny).

Zdaję sobie sprawę, że do tej mojej refleksji wkradło się trochę patosu, ale jest to w pełni świadome. Nie boję się patosu i nie uważam, że zawsze trzeba za niego przepraszać. Przeciwnie – o niektórych rzeczach można mówić tylko w ten sposób. A to unikalne doświadczenie narodowej jedności, które przeżyliśmy w ciągu dni żałoby, jest według mnie jednym z nich. Tak samo podkreślało to wielu komentatorów, zaznaczając, że niektóre narody nie byłyby chyba zdolne do takiej zbiorowej aktywności. Dla mnie jest to cenne samo w sobie. Nawet jeśli by nic z tego nie zostało na przyszłość, nawet jeśli mielibyśmy wrócić do starych schematów szarej rzeczywistości (jak prorokuje wielu), to i tak nie można tego przekreślać. To była chwila narodowego katharsis”.

 

Prześmiewcy i szydercy

To smutne, ale nie brakło i takich, którzy postawą społeczeństwa byli zdegustowani i kontestowali ożywienie patriotycznych uczuć wśród Polaków odcinając się od takiej „obciachowej” postawy. Nie byli to jedynie zniesmaczeni tzw. lewicowi intelektualiści pokroju prof. Środy, ale również w prywatnych rozmowach od czasu do czasu natknąć się było można na postawę ochronno- obronną i sypanie niewybrednymi żartami, marudzeniem, że żałoba za długa itp. Gorzej jeśli tak jak mężowi mojej koleżanki przyszło pracować w środowisku, w którym jedyną reakcją na katastrofę było: „Co to za kaczka, co fruwać nie potrafi”. Owszem, zdarzały się i zdarzają również takie postawy…

Czy warto żyć aby służyć?

Dla mnie jako dla matki istotne jest pytanie o postawę, jaką powinnam przekazać dzieciom. Kiedy słucha się peanów na cześć harcerzy, przychodzi nieodparcie refleksja, co robi się z tych żarliwych młodych ludzi później, w dorosłym życiu? Wychowywać do czynnej postawy obywatelskiej? Niby oczywiste, że tak, ale przecież konsekwencją służby publicznej jest rozwój w stronę pełnienia coraz bardziej odpowiedzialnych funkcji i co wtedy? Bywa, że przekroczy się niepostrzeżenie granicę przyjaznego odbioru i wcale się nie zmieniając można zostać nagle znienawidzonym politykiem, bo przecież wiadomo „wszyscy oni kradną i oszukują”. A jeżeli nawet, tak jak Lechowi Kaczyńskiemu, akurat tego  nie można było zarzucić, znalazły się o wiele dotkliwsze razy. Pytanie które pozostaje otwarte  wskazuje na jawne uproszczenie i niesprawiedliwość ludzkich sądów. A przecież można znaleźć ludzi , którzy służą dobru wspólnemu autentycznie, bez kręcenia swoich lodów. Znam kilku, a w kontekście katastrofy wspomnijmy choćby otwocczanina Pawła Wypycha, instruktora ZHR, zaangażowanego radnego Pragi Południe, a później pracownika prezydenckiej kancelarii …No właśnie. Okazało się, że zginęło tylu wspaniałych ludzi… Czy koniecznie trzeba umrzeć, by być docenionym i ocenionym z życzliwością? Być może rozwaga i roztropność w przyjmowaniu  „medialnych” prawd byłaby najbardziej wskazanym owocem tej trudnej lekcji patriotyzmu.

Anna Żochowska


http://www.czasgarwolina.pl

























http://www.czasgarwolina.pl

























http://www.czasgarwolina.pl

























http://www.czasgarwolina.pl

























http://www.czasgarwolina.pl

























http://www.czasgarwolina.pl

























http://www.czasgarwolina.pl

























http://www.czasgarwolina.pl
 























 
 

zdjęcia z albumu Jerzego Żochowskiego