20 listopada 2018r. Imieniny: Anatola, Rafała, Edmunda
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Czas na prywatne przedszkole?

             Trzy lata temu właścicielka przedszkola „Puchatkowo” z gminy Pilawa czyniła rozeznanie co do możliwości uruchomienia prywatnego przedszkola w Garwolinie. Właściciel prywatnego przedszkola miałby prawo do otrzymania od Miasta 75% kosztów opieki jakie przeznacza ono w miejskich placówkach na utrzymanie przedszkolaka, oczywiście pod warunkiem zapewnienia cywilizowanego standardu działania. Rodzice z własnej kieszeni musieliby opłacić pozostałe 25%, koszty: wyżywienia, zajęć ponad podstawę programową, a także dobrowolnych zajęć dodatkowych. Starania właścicielki "Puchatkowa" nie doprowadziły do realizacji jej zamiaru. Garwolin więc, w przeciwieństwie do Józefowa i Otwocka, pozostaje miastem bez takiej placówki.

            Tymczasem w roku 2009 setka dzieci nie dostała się do żadnego publicznego przedszkola miejskiego z powodu braku miejsc. Pomimo tego, że rok wcześniej w miejskich przedszkolach utworzono 7 dodatkowych grup, i że Miasto zrobiło dużo dla poprawy bazy lokalowej istniejących już przedszkoli. W 2010 roku SdG wprowadziło do budżetu miejskiego sporządzenie projektu przebudowy (nowe skrzydło) Przedszkola nr 2 w Koszarach, które ma standard dużo gorszy niż pozostałe, ale celem tej rozbudowy ma być przede wszystkim podniesienie jakości bazy, a nie znacząca rozbudowa placówki rozwiązująca ostatecznie problem przedszkolny.

            W roku przyszłym zgodnie z zamierzeniami rządu każdy pięciolatek będzie miał prawo do objęcia wychowaniem przedszkolnym. Odbije się to niestety na dostępności miejsc w przedszkolach dla młodszych dzieci. Wydaje się więc, że zaistniała świetna koniunktura dla inicjatywy stworzenia prywatnego przedszkola. Nawet bowiem po przejściu przez przedszkola roczników wyżu demograficznego chętnych do korzystania z przedszkoli będzie przybywać na skutek rozrostu Miasta i zmian cywilizacyjnych, które sprawiają, że dzieci mogą się uczyć życia społecznego właśnie w przedszkolach, bo już nie na podwórzach i gościńcach.

            Inicjatywa taka nie tylko nie byłaby zagrożeniem dla istniejących przedszkoli, ale – przeciwnie – pomogłaby odciążyć już przeładowaną bazę. Mam nadzieję, że Panie Przedszkolanki czytające ten tekst też mają takie zdanie. Do tego zaistnienie prywatnego przedszkola pomogłoby znaleźć za dopłatą miejsce dla dziecka rodzicom bardzo wymagającym, np. indywidualnego traktowania swej pociechy, których trudno zadowolić w miejskich placówkach. To uspokoiłoby pracę.

            Jakie są więc psychologiczne bariery blokujące przedsiębiorców mogących rozwinąć taką pożyteczną i dochodową firmę? W Garwolinie nie brak przecież ludzi operatywnych, i to związanych rodzinnie z przedszkolankami posiadającymi kwalifikacje metodyczne i kierownicze, dla których rodzinnie prowadzona placówka byłaby sposobem na pożyteczne życie! Z moich obserwacji wynika, że są to nierozsądne uprzedzenia potencjalnych inwestorów.

            Po pierwsze – jest to garwolińska „konserwatywna” obsesja inwestowania tylko w starym, „prawdziwym” Garwolinie, w którym … nie ma miejsca na inwestowanie! Przedszkole (jak sklep czy restauracja) potrzebuje działki na budynek, parking i ogródek jordanowski. I dlatego jak wszystkie nowe sensowne inwestycje musi być zlokalizowane na przedmieściach! Tak jak Tesco, Avon, Oregano. Położenie to byłoby atutem, a nie słabą stroną przedszkola – łatwiej byłoby doń dojechać. Może to być nawet lokalizacja wiejska – Niecieplin, Sulbiny, Lucin, Wola Rębkowska, Miętne – Miasto Garwolin i tak będzie dopłacało do „swych” dzieci ewentualnie zeń korzystających.

            Drugie uprzedzenie – niechęć do ewolucyjnego rozwijania przedsięwzięcia, lecz planowanie go w kategoriach „jak robić, to od razu z rozmachem”. Prowadzi to do zetknięcia się z wysokim kosztem ryzykownego pomysłu i odrzuceniem go. Jest dla mnie oczywiste, że prowadzenie prywatnego przedszkola należy rozpocząć od małej grupy, i poszerzać ją w miarę możliwości (tak czyniło KLO). Budowę docelowego budynku należałoby przeprowadzić po okrzepnięciu małego przedszkola. Budynek docelowy – asekuracyjnie – powinien móc podjąć inną funkcję, w razie niepowodzenia samego przedszkola (hotel, szkoła).

            Po trzecie – „socjalistyczne” opory środowiska pedagogicznego przed prowadzeniem przedszkola jako firmy na której się zarabia. Przedszkolanki, które rozmawiały ze mną o takim pomyśle pojmowały prowadzenie prywatnego przedszkola jako „grę o sumie zerowej” w której, jak jedna strona korzysta (właściciel), to druga (dzieci) - traci. Oznaczałoby to – przykładowo – że, jeżeli właściciel takiej placówki miałby zarabiać dużo więcej od dyrektora placówki publicznej, to musiałoby to odbić się na standardzie opieki nad dziećmi, na którą byłoby mniej pieniędzy. A to nieprawda.

            Kto pierwszy przełamie te uprzedzenia, i odważy się założyć prywatne przedszkole w Garwolinie, zyska firmę na pokolenia pożyteczną dla siebie i dzieci. W przeciwieństwie do kolejnego sklepu monopolowego albo mięsnego. Namawiam!














Andrzej Dobrowolski