19 listopada 2018r. Imieniny: Elżbiety, Seweryny, Salomei
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Niewidzialna sieć oczerniających plotkarzy

            IPN ujawnił kilka lat temu, że w latach PRL istniał specjalny, zorganizowany dział służb specjalnych zajmujący się rozpuszczaniem plotek paraliżujących społeczną zdolność zorganizowania się przeciwko władzy.

          200 tysięcy osób wprzęgniętych było w system metodycznego rozprowadzania wieści szkalujących opozycyjne autorytety, oczerniających księży, a nawet urabiających społeczeństwo przeciwko niektórym lubianym działaczom PZPR – zbyt niezależnym wobec centrali.

          Oczywiście Garwolin nie mógł być białą plamą na mapie „departamentu plotki”.

          I u nas, oprócz zwykłych sąsiedzkich plotek, pojawiały się znienacka opowieści o aferach na plebanii, o fortunach przekazanych przez obce ambasady solidarnościowcom, o romansach „liberalnych” pierwszych sekretarzy.

          Jak każdy system i ten czasami mógł się przez bezmyślność agentów zdekonspirować, gdy np. nieopatrznie umundurowany milicjant w grupie parafian opowiedział, że po śmierci proboszcza był wzywany na plebanię by rozdzielić dwóch bijących się o jego majątek księży, co natychmiast odsłaniało przed parafianami działanie systemu.

           MSWiA ujawniło 3 lata temu, że służba ta istnieje nadal, choć ma inne zadania, zajmuje się rozpowszechnianiem potrzebnych społecznie wieści, a nie szczuciem ludzi na ludzi. Niestety w te zmienione metody trudno mi uwierzyć, plotki metodycznie rozprowadzane dostrzegam i dziś.

          Charakterystyczną cechą tych plotek odróżniających je od zwyczajnych jest to, że pojawiają się nagle w wielu punktach miasta, mają duże natężenie i (uwaga!) mają jedno kluczowe stałe hasło. Agenci rozsyłani w miasto mają operować jednym obsesyjnym zarzutem, na przykład „Abacki bije żonę”.

          Właśnie dlatego do każdego zwykłego człowieka trafia ten sam podawany z ust do ust i rozrastający się lawinowo przekaz – „Abacki bije żonę” - i słuchający go zaczyna dochodzić do wniosku, że „coś w tym musi być, bo od wielu ludzi słyszę to samo!”. I o to chodzi!

          System bazuje – jak zawsze – na ludzkiej prostoduszności.  Rozprowadza wieści tłumaczące złodziei swego układu („To swój gość, kradł żeby rozdawać biednym!”), i oczerniające jego przeciwników („Czy Pani wie co on zrobił? Przez niego kraj stracił miliony!”). Odwołują się zwykle do najprostszych skojarzeń życiowych: przemocy, seksu i pieniędzy  -  „On żonę bije!” albo „To oszust”.

           Krytykują niewygodnych ludzi argumentami obrotowymi – „Ten? Nie pije wódki! Co to za facet!”, albo „Ten? Pije wódkę! Nie może dalej być na urzędzie!”.

           Kiedy trafiają w środowisko niechętne swym faworytom mówią „Co prawda to ten stary Prezes nie jest asem, ale ten proponowany na jego miejsce jest gorszy jak Hitler! To już niechby na stanowisku został stary Prezes”.

        Ile razy słyszymy plotkę zadajmy sobie pytanie: „Kto zyskuje na rozpowszechnianiu tej wieści?”. A także: „Dlaczego autor tej wieści nie publikuje jej w gazecie podpisując się imieniem i nazwiskiem?”. To naprowadza na istnienie systemu plotkarskiego który jest, a jakoby go nie było. Jak w czasach sanhedrynu.

          Nie wierzycie? A jednak zwróćcie uwagę na charakter plotek w nadchodzącym roku wyborczym.




Andrzej Dobrowolski