16 listopada 2018r. Imieniny: Edmunda, Marii, Gertrudy
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
>>Drugie żeglowanie<< Platona

 Nauczono nas tego w dzieciństwie i jest to dla nas oczywiste, że kula stacza się po równi pochyłej, bo nakazuje jej to tkwiąca niejako poza kulą i równią  s i ł a  grawitacji. Ideę tę, rządzącą ruchem ciał wyraża  i d e a  matematyczna zapisana odpowiednim wzorem. Ale ludzie nie zawsze to rozumieli.

 Przed Sokratesem i Platonem filozofowie chcący zrozumieć dlaczego przedmioty scalają się z cząsteczek w siebie same uważali, że te cząsteczki wody (Tales), albo ognia (Heraklit). albo bezkresu (Anaksagoras) nie są bierne, ale mają duchową, boską cechę wewnętrzną, która pozwala im scalać się, wzrastać duchowo i różnorako zachowywać się (staczać po równi) niejako z własnej wewnętrznej woli. Byli to filozofowie przyrody. Ich myślenie przełamali uczniowie Sokratesa: Platon i Arystoteles i odtąd filozofów przyrody nazywa się stosownie do rangi presokratykami, a tych ze szkoły Sokratesa - filozofami klasycznymi.

 Platon konieczność zrozumienia rządów idei nad rzeczami wyraził metaforą "drugiego żeglowania". O ile łatwe rozumowanie presokratyków odkrywa świat zmysłowy i przypomina najwygodniejsze dla Greków żeglowanie na rozstawionych żaglach zwane "pierwszym żeglowaniem", o tyle trudne rozpoznawanie świata niewidzialnych idei rządzących światem zmysłowym przypomina sytuację bezwietrzną, kiedy trzeba się wziąć za wiosłowanie, zwane "drugim żeglowaniem".

 Posłuchajmy opowiadania Historii filozofii starożytnej.

                                                                                                       Andrzej Dobrowolski

http://www.czasgarwolina.pl






















 

2. Konfrontacja z Anaksagorasem

i stwierdzenie niewystarczalności umysłu kosmicznego w takiej postaci, w jakiej został przezeń przedstawiony

 

 Zanim Platon podejmie nowy typ badań, który prowadzi do rozwiązania poruszanych problemów, sprawdza wartość przedstawionej przez Anaksagorasa koncepcji >>umysłu<<. Mogła ona wnieść wiele do rozwiązania tych właśnie problemów, a jednak całkowicie zawiodła z powodów, które zobaczymy. Anaksagoras bowiem miał rację twierdząc, że przyczyną wszystkiego jest umysł. Nie potrafił jednak tego swojego twierdzenia adekwatnie podbudować i spójnie przedstawić, ponieważ nie pozwalała mu na to metoda badań filozofów przyrody, którą on także stosował.

 Oto bardzo ważne motywy przytoczone przez Platona.

 Twierdzenie, że umysł kieruje wszystkim i jest przyczyną wszystkiego, równa się twierdzeniu, że rozporządza on wszystkim w możliwie najlepszy sposób. Zakłada to, że >>Umysł<< i >>Dobro<< są ze sobą strukturalnie powiązane, tak, że nie można mówić o jednym, nie mówiąc o drugim. Dlatego też uznanie umysłu za przyczynę pociąga za sobą eo ipso uznanie tego co najlepsze (dobra) za warunek powstawania, ginięcia i bytowania rzeczy. W szczególności Anaksagoras, głosząc tezę o kierującym umyśle, powinien był wyjaśnić kryterium tego co najlepsze, ze względu na które umysł ten działa. Na podstawie tego kryterium powinien był wyjaśnić warunki, to znaczy sposób działania, doznawania i bytowania ziemi, słońca, księżyca i gwiazd, ich ruchy oraz związki między nimi zachodzące, jednym słowem, wszystkie zjawiska. Krótko mówiąc, Anaksagoras powinien był wyjaśnić, jaka jest struktura różnych zjawisk ze względu na to co najlepsze, a zatem z dokładnością tego co najlepsze i tego co najgorsze. Anaksagoras jednak tego nie zrobił. Wprowadził umysł, ale nie przyznał mu wyżej opisanej roli i zamiast temu co najlepsze, nadal rolę przyczyny przypisywał elementom fizycznym (powietrzu, eterowi, wodzie, itp.) Chociaż jednak te fizyczne elementy są konieczne do ukonstytuowania zjawisk wszechświata, to jednak nie są one >>prawdziwą przyczyną<< i nie można ich z nią mieszać.

 Krótko mówiąc, Anaksagoras popełnił taki sam błąd, jaki popełniłby ktoś, kto by utrzymywał, że Sokrates czyni wszystko kierując się rozumem, ale potem chciałby wytłumaczyć przyczynę, dla której poszedł do więzienia i w nim pozostał, odwołując się do jego organów motorycznych, kości, nerwów, itd., a nie do prawdziwej przyczyny, którą był dokonany przez rozum wybór >>tego, co sprawiedliwe<< i >>najlepsze<<. Jest oczywiste, że gdyby Sokrates nie miał organów fizycznych, nie mógłby robić rzeczy, które czyni; nie mniej jednak on działa za pośrednictwem organów, a nie z powodu organów. >>Prawdziwą przyczyną<<, czyli >>przyczyną rzeczywistą<< jest jego >>rozum<<, który działa ze względu na to co najlepsze.

 Tak więc umysł i elementy fizyczne nie wystarczają do >>związania<< i >>utrzymania razem<< rzeczy. Dlatego tez trzeba znaleźć inny wymiar, który dostarczy nam wiedzy o >>prawdziwej przyczynie<< (to aition to onti), to znaczy o tym właśnie, do czego umysł się odwołuje. Jest to wymiar tego, co inteligibilne, który można osiągnąć tylko po zastosowaniu innego typu metody aniżeli ten, który stosowali filozofowie przyrody. Metodę te Platon ukazuje za pomocą wielkiej metafory >>drugiego żeglowania<<, która stanowi najwspanialszy symbol filozofowania. Oto modelowy tekst:

 "To [łączenie umysłu z elementami fizycznymi, a nie z tym co najlepsze] by znaczyło nie umieć rozróżnić, że czymś innym jest [prawdziwa] przyczyna czegoś, co istnieje, a czymś innym to, bez czego przyczyna nie mogłaby być przyczyną. Mam wrażenie, że to właśnie wielu ludzi, jakby po ciemku macając, nazywa przyczyną samą, choć ta nazwa czemu innemu przynależy.

 I tak też jeden wirem nieba ziemię otacza i przez to jej stać każe, drugi ją na powietrzu podpiera niby płaskie niecki na stołku. A tej  s i ł y , dzięki której wszystko to tak leży, jak najlepiej można było te rzeczy ułożyć - tej ani nie szukają, ani nie przypuszczają, żeby w tym była jakaś dziwna moc duchowa. Zdaje im się, że wynajdą na to kiedyś mocniejszego Atlasa niż ten i bardziej nieśmiertelnego, który lepiej wszystko w garści trzymać potrafi, a Dobro, które to wszystko wiązać powinno, mają za nic. A ja, żeby się o tej przyczynie uczyć, poszedłbym najchętniej na naukę do kogo bądź.

 Więc kiedy mi tej przyczyny brakło ani sam jej dojść, ani się o niej od drugiego nauczyć nie mogłem - to może chcesz, opowiem ci, jakiem się do tego wybrał na wyprawę [podjąłem drugie żeglowanie] (deuteros plous) w poszukiwaniu za przyczyną, jeżeli chcesz, Kebesie?

- Ależ bardzo nawet - powiada - bardzo chcę." (z książki Platona pt. Fedon)


                  http://www.czasgarwolina.pl

 

3. Wielka metafora >>drugiego żeglowania<<

jako symbol dotarcia do tego co ponadzmysłowe.

 

>>Drugie żeglowanie<< jest metafora wziętą z języka żeglarskiego, a najjaśniej wydaje się tłumaczyć jej znaczenie Eustatios, który powołując się na Pauzaniasza, wyjaśnia: ">>Drugim żeglowaniem<< nazywa się to, które ktoś podejmuje wtedy, gdy nie mając już wiatru w żaglach, płynie posługując się wiosłami.". >>Pierwsze żeglowanie<< pod pełnymi żaglami, odpowiadałoby zatem drodze, którą Platon przebył, idąc za filozofami przyrody i stosując ich metodę. >>Drugie żeglowanie<<, z użyciem wioseł, a zatem o wiele bardziej męczące i absorbujące, odpowiada nowemu typowi metody, który prowadzi do odkrycia sfery tego, co ponadzmysłowe. Pchanymi wiatrem żaglami filozofów przyrody były zmysły i wrażenia zmysłowe; wiosłami "drugiego żeglowania" są rozumowania i postulaty, to na nich właśnie opiera się nowa metoda. A oto jak ona wygląda:

 "Otóż wydało mi się - powiada tamten [Sokrates] - później, kiedym się zmęczył rozpatrywaniem rzeczywistości, żem się powinien strzec, aby mnie nie spotkało to, co się przytrafia tym, którzy słońce czasu zaćmienia oglądają i rozpatrują. Niejeden sobie przy tym oczy psuje, chyba że tylko w wodzie albo w czymś podobnym obraz słońca ogląda. Coś takiego wziąłem i ja pod rozwagę i zacząłem się bać, żeby mi dusza całkiem nie oślepła, jeżeli będą na rzeczy patrzał oczyma i każdym zmysłem po kolei będę ich próbował dotykać [zamiast oświecenia oślepienie - przypis AD]. Więc wydało mi się, że trzeba się uciec do słów [rozumowań] i w nich rozpatrywać prawdę tego, co istnieje. Być może, ta przenośnia moja nieco kuleje, bo ja wcale nie przyznam, żeby ten, który rzeczywistość w słowach [postulatach] rozpatruje, bardziej ja w obrazach oglądał niż ten, który ja w jej dziełach widzi.

 Więc tak; tędy ci ja poszedłem i w każdym wypadku zakładam jakieś słowo [postulat], które oceniam jako najmocniejsze, i cokolwiek mi się wyda z nim zgodne, to przyjmują za prawdę, czy to o przyczynę chodzi, czy o cokolwiek innego, a co sie nie zgadza, to biorę za nieprawdę."

 W ten sposób przesłanie Platona staje się bardzo jasne: metoda stosowana przez filozofów przyrody, oparta na zmysłach, nie rozjaśnia, lecz zaciemnia poznanie; dlatego nowy typ metody będzie sie musiał oprzeć na logoi i za ich pomocą będzie musiał próbować ująć prawdę rzeczy. A oto na czym polega ta >>prawda rzeczy<<:

 "Ale chciałbym ci jaśniej powiedzieć, co mam na myśli. Bo zdaje mi się, że w tej chwili nie wiesz, o co mi chodzi.

- Nie, na Zeusa - powiada Kebes - nie bardzo wiem.

- Widzisz - powiada - ja tak mówię, nic nowego, tylko to samo, co zawsze zresztą, i w tym także wciąż miałem na myśli, com poprzednio mówił.

 Bo przecież zacząłem ci tłumaczyć istotę przyczyny, jak ja sobie w myśli wypracowałem, a wracam do tego, o czym się tyle razy mówiło, i znowu od tego założenia [postulatu] zaczynam, że istnieje jakieś piękno samo w sobie i dobro, i wielkość, i inne takie rzeczy [...].

  - Ano, zobacz - powiada - co z tego wyjdzie, czy ci się tak samo wyda, jak i mnie. Bo mnie się wydaje, że jeśli istnieje coś pięknego, oprócz piękna samego, to ono przez nic innego nie jest pięknem, jak tylko przez to, że ma w sobie coś z owego piękna. I o wszystkim tak mówię. Takiego rodzaju przyczynę dopuszczasz?

- Dopuszczam - powiada.

- Wobec tego, mówi tamten, już nie rozumiem i nie umiem pojąc innych przyczyn, tych mądrych bardzo. Tylko, jeśliby mi ktoś mówił, przez co to coś jest piękne, więc na przykład przez to, że barwę ma jak ładny kwiat, albo kształt, albo coś innego w tym rodzaju, ja zgoła nie dbam o takie rzeczy, bo ja się gubię w tym wszystkim, a tylko tego jednego po prostu i nieuczenie, i może naiwnie się u siebie trzymam, że nie co innego czyni cos pięknym, jak tylko owego piękna obecność czy uczestnictwo, czy jakkolwiek się ono tam w nim zaznacza. Bo jeszcze o to się nie będę spierał, tylko tak myślę, że to przez piękno wszystkie rzeczy piękne staja się pięknymi.

 Wydaje mi się, że jest najbezpieczniej tak odpowiadać i sobie samemu, i drugim; tego się trzymam i myślę, że nigdy z tym nie upadnę, tylko że to bezpiecznie tak odpowiadać sobie i komukolwiek innemu, że przez piękno staje się pięknym wszystko co piękne. Czyż tobie się tak nie wydaje?

- Wydaje.

- Więc i przez wielkość to, co wielkie, a większe to, co większe, a przez małość jest mniejsze to, co mniejsze?

- Tak.

- Więc i ty byś się nie zgodził, gdyby ktoś mówił, że ktoś tam przewyższa drugiego głową, a inny, mniejszy, jest przez to samo mniejszy, tylko byś się upierał przy tym, że nic innego nie mówisz, jak tylko to, że cokolwiek jest od drugiego większe: dzięki wielkości; a cokolwiek jest mniejsze; dzięki małości. Bo obawiałbyś się, żeby cię może przeciwna rzecz nie zaskoczyła, gdybyś mówił, że to na przykład głowa sprawia większość jednego i mniejszość drugiego; naprzód ta myśl, że jedno i to samo sprawiałoby większość większego i mniejszość mniejszego; następnie ta, że dzięki głowie która jest mała, ten większy miałby być większy, a to by był cud prawdziwy, żeby przez coś małego ktoś był wielki. Czy też może nie obawiałbyś się tego?

 A Kebes się uśmiechnął [i ja też - AD] i powiada: - Owszem, ja tak.

- Nieprawdaż - mówi tamten - powiedzieć, że dziesiątka jest od ośmiu dwójką większa i dzięki tej przyczynie ją przewyższa, bałbyś się może; tylko że dzięki ilości i przez ilość. I tak samo, że coś, co ma dwa łokcie, połową przerasta długość łokciową, a nie wielkością? Tu przecież może ta sama obawa.

- Tak jest - powiada.

 - No cóż? A kiedy się do jednego dodało jeden, czyż nie bałbyś się mówić, że to dodanie jest przyczyną powstania dwójki, tak samo jak owo rozcięcie, kiedy się go rozcięło? Czyż nie wołałbyś wielkim głosem, że nic ci nie wiadomo o tym, jak może cokolwiek powstawać inaczej niż przez wzięcie udziału w istocie sobie właściwej, w której to coś udział brać może i na tym polu nie znasz jakiejś innej przyczyny powstawania dwóch, jak uczestniczenie w dwoistości; musi w niej koniecznie zacząć uczestniczyć coś, co się ma stać dwójką; podobnie jak w jedności coś, co się ma stać jednym; a tamte rozcinania i przykładania, i inne takie figle zostaw lepiej i daj im pokój; niech się na nie w odpowiedziach powołują mądrzejsi od ciebie. A ty, bojąc się jak to mówią, własnego cienia i własnej niewiedzy, trzymałbyś się tego bezpiecznego stanowiska i tylko tak byś odpowiadał, jak mówię."

http://www.czasgarwolina.pl















 

4. Dwa etapy >>drugiego żeglowania<<:

teoria idei i teoria zasad

 

 Widzieliśmy, że zdobyczą >>drugiego żeglowania<< jest odkrycie nowego typu >>przyczyny<<, którą jest rzeczywistość czysto inteligibilna. Za postulowaniem istnienia takiej rzeczywistości idzie wyjaśnienie wszystkiego właśnie ze stanowiska takiej rzeczywistości oraz wykluczenie, aby to, co jest zmysłowe i fizyczne, mogło być traktowane jako >>prawdziwa przyczyna<<, a więc sprowadzenie tego, co zmysłowe do roli środka i narzędzia, za pomocą którego realizuje się >>pierwsza przyczyna<<. W konsekwencji rzeczy piękne staną się zrozumiałe nie dzięki elementom fizycznym (kolor, kształt, itp.), ale ze względu na piękno-w-sobie; rzeczy wielkie i małe staną się zrozumiałe nie dzięki porównaniu ze sobą jakichś części fizycznych, ale ze względu na wielkość-w-sobie i małość-w-sobie; stanie się zrozumiałe, że dziesiątka jest większa od ósemki nie dzięki dwójce, ale ze względu na wielość; stanie się też zrozumiały sposób, w jaki otrzymuje się dwójkę i jedynkę: nie dzięki fizycznej operacji >>dzielenia<< i >>dodawania<<, ale dzięki uczestnictwu w dwoistości i w jedności, jak przeczytaliśmy w długim tekście przytoczonym wyżej.

 Ogólnie więc, pierwszy etap >>drugiego żeglowania<< sprowadza się do przyjęcia za podstawę bardziej solidnego postulatu, który polega na uznaniu za >>prawdziwą przyczynę<<  rzeczywistości ujmowalnej tylko intelektem (inteligibilnej) i w konsekwencji na uznaniu, że prawdziwe jest to, co się z tym postulatem zgadza, a nieprawdziwe to, co nie jest z nim zgodne (a zatem na odrzuceniu tych wszystkich rzeczy fizycznych, które są błędnie uważane za >>prawdziwe przyczyny<<.

 W tym miejscu kończy się pierwszy etap >>drugiego żeglowania<<, a kończy się pozytywna aluzją do Jednego [patrz rozdział o filozofii Parmenidesa -AD] w nowym wymiarze, to znaczy odesłaniem do tego, co - jak zobaczymy - jest centralnym punktem >>nauk niepisanych<<, [czyli sedna filozofii, protologii, której Platon nie zapisał w pismach, tylko ustnie przedstawiał zaufanym uczniom. - AD].

 Jeszcze wyraźniej Platon odsyła do protologii w wywodzie, który następuje zaraz potem.

 Co trzeba będzie zrobić, jeżeli ktoś zaatakuje sam postulat, na którym opiera się teoria idei? Zanim się odpowie, to znaczy, zanim odeprze się zarzuty, trzeba będzie rozważyć wszystkie konsekwencje, które wynikają z postulatu, aby sprawdzić, czy są ze sobą zgodne, czy nie. W celu zaś uzasadnienia postulatu trzeba będzie szukać postulatu jeszcze wyższego i trzeba będzie postępować w ten sam sposób tak długo, dopóki nie uzyska się postulat adekwatnego, to znaczy takiego, który już nie potrzebuje żadnego innego postulatu.

 "A gdyby ktoś na samo to stanowisko [postulat] nastawał, nie byś sobie nic nie robił z tego i nie odpowiadałbyś prędzej, ażbyś zobaczył, czy to, co z niego wynika, zgadza ci się jedno z drugim, czy nie; a gdybyś samo to stanowisko [postulat] miał usprawiedliwić, tak samo byś je usprawiedliwiał, inne znowu założenie [postulat] przyjmując, które by ci się spośród ogólniejszych najlepszym wydawało, ażbyś do jakiegoś odpowiedniego doszedł."

 Tradycja pośrednia informuje, że Platon ponad ideami umieszczał pierwsze i najwyższe zasady. Ale to sam Platon w naszym tekście, w urywku bezpośrednio następującym po tym, który dopiero co przytoczyliśmy, używa właśnie terminu >>zasada<< (arche), tyle że w sposób aluzyjny, jedyny, na jaki pozwala mu jego decyzja nieprzekazywania na piśmie tej nauki, to znaczy nadając wywodowi znaczenie bardzo ogólnikowe, a mimo to niezwykle wymowne:

 "A tylko byś nie mieszał jednego z drugim, rozprawiając o pierwszej zasadzie i o tym, co z niej wynika, jak to robią ci, którzy się antynomiami bawią, jeżeli byś chciał znaleźć coś z tego, co istnieje. Tamtym to może ani w głowie, ani im o to chodzi w ogóle. Z wielkiej mądrości umieją wszystko możliwie pomieszać i to im wcale nie psuje zadowolenia z siebie. Ale ty, jeżeli się liczysz do przyjaciół mądrości [jeśli jesteś filozofem], myślę, że będziesz robił, tak jak mówię."

 I jakby nie wystarczał cały przebieg argumentacji w dialogu, opartej właśnie na postulatach idei, kończąc Platon potwierdza w sposób wywierający wrażenie, co następuje:

 "Ależ nie - powiada Simiasz - ja też i sam nie mam jak: nie wierzyć - po tym przecież, co sie powiedziało; tylko to są tak wielkie rzeczy to, o czym mówimy, a moc ludzka wydaje mi się tak znikoma i marna, że trudno - musi się we mnie taić jeszcze jakaś niewiara w to wszystko, co się powiedziało.

 - Nie tylko to Simiaszu - powiada Sokrates - ty masz zupełna słuszność, ale i te pierwsze założenia (hipotezy), chociaż one budzą u was zaufanie, to jednak potrzeba je rozpatrzyć jaśniej, Jeżeli je roztrząśniecie, jak należy, to pójdziecie, sądzę, za ich myślą najbardziej, jak tylko człowiek iść potrafi. A jeśli ona tylko się jasna stanie, nie będziecie niczego szukali dalej."

 Oczywiście, jedynie najwyższe zasady mogą być tym, po odkryciu czego nie potrzeba szukać niczego ponad nimi.

 W przytoczonych słowach Platon wyraźnie wskazuje, jaką to płaszczyznę ze względu na wybór etyczno-pedagogiczno-moralny chciał zachować w wymiarze przekazu ustnego. to znaczy owe >>rzeczy najważniejsze<<, których filozof, właśnie dlatego, że jest filozofem, nie umieszcza w swoich tekstach. Przedostatni z przytoczonych tekstów, po omówieniu >>zasady<< i tego, jak należy ją traktować, kończy się właśnie objaśnieniem terminu >>filozof<<, mówiąc doprawdy w sposób emblematyczny: >>Ale ty, jeżeli się liczysz do przyjaciół mądrości [jeśli jesteś filozofem], myślę, że będziesz robił tak, jak mówię." A widzieliśmy już w Fajdrosie, że filozofem jest ten, kto rzeczy najważniejszych, to znaczy nauki o pierwszych i najwyższych zasadach (bo je ma na myśli) nie powierza pismu, lecz tylko przekazuje je ustnie.

Jan Reale

 

http://www.czasgarwolina.pl 





Wszystkie ludy indoeuropejskie pochodzą od Ariów, którzy pięć tysięcy lat temu mieszkali pod Uralem, skąd rozeszli się po świecie. Pamiątką z tego czasu jest obecność bardzo podobnych słów w naszych językach.





 Na przykład w języku greckim słowo oznaczające mądrość ma brzmienie podobne do polskiego słowa oznaczającego ptaka symbolizującego mądrość. Sofia, sowa.

 





http://www.czasgarwolina.pl
























 Genialny Platon stworzył wizję rozumienia istnienia, która pomogła Grekom uwierzyć Ewangelii, ale jego przedstawienie różni się istotnie od biblijnego. O ile on uważał, że Bóg-Stworzyciel stworzył świat przy użyciu matrycy ideowej przedstawionej powyżej (matrycy jaka miałaby istnieć niezależnie od Boga), o tyle Biblia naucza o stworzeni świata z niczego, a więc i o stworzeniu widzialnego świata zmysłowego i niewidzialnego świata inteligibilnego, który zawierał wzorce. Wizja platońska oznacza, że Stwórca nie był do końca wszechmogący, bo postępował według zastanego wzorca; a Biblia mówi, że Bóg jest wszechmogący, a przed stworzeniem nie było świata wzorców, idei.

 Aby wierni nie mylili wierzeń platońskich z chrześcijańskimi w modlitwie "Wierzę w jednego Boga ..." spisanej w czasach Konstantyna co tydzień powtarzamy: "Wierzę w jednego Boga, Ojca  w s z e c h m o g ą c e g o, Stworzyciela Nieba i Ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i  n i e w i d z i a l n y c h ..."

 Aby nie mylić Trójcy świętej z Zeusem, Hermesem i Ateną mówimy, że Pan Jezus jest "współistotny Ojcu", że jest - w zakryty dla nas sposób - Bogiem z nim (Przedwieczna Światłość z Przedwiecznej Światłości), a nie innym bogiem.

 Istnieje więc tu zasadnicze rozróżnienie rozumienia Boga i świata. Jeśli ktoś wyznaje platonizm albo religię bogów olimpijskich, to powinien wystąpić z Kościoła, a nie zmieniać go wedle swego poglądu. Również wtedy, gdy jest czcicielem Apolla, który lubił uwodzić chłopców ...

 Poniżej: Platon stworzył model rozumienia rzeczywistości, który jest fundamentem wyobrażeń ludzi Zachodu. W naszym pośrednim świecie, na ziemi, mieszają się dwa inne: byt z niebytem.

 Czy przedstawiony tu tekst powinien być w programie lekcji religii dla liceów?

http://www.czasgarwolina.pl           

 

 

 





Ilustracje z Internetu:

obiekty sztuki: Sowa Durera, Ulisses i syreny Jana Waterhouse'a.

obiekty sztuczki: iluzja różnych kolorów kół, iluzja ruchu.

.