20 października 2018r. Imieniny: Ireny, Kleopatry, Witalisa
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Kritiasz i Kalikles - starożytni Marks i Freud-Nietzsche

 Prezentujemy kolejny fragment Historii filozofii starożytnej prezentujący myśli dwóch sofistów-polityków z V wieku przed Chrystusem, a więc z czasu starożytnego "oświecenia", które doprowadziło do politycznego upadku Aten i do reakcji filozoficznej, która zakończyła "oświecenie ateńskie" w cyklu cywilizacyjnym starożytnej Grecji. ("Oświecenia" - jak widać - nie są wieczne, mimo swych pretensji do statusu wiedzy absolutnej i pewnej).

 

Tezy głoszone przez sofistów-polityków

  Kritiasz bardziej niż inni sofiści zdesakralizował pojęcie bóstw, uznając je tylko za postrach wprowadzony po to, by powstrzymać złych i wymóc respektowanie praw, które same z siebie nie mają wystarczającej siły wiążącej. Relacjonuje Sekstus Empiryk:

 "Kritiasz, jeden z tyranów, którzy przez pewien czas sprawowali władzę w Atenach, zaliczany był do ateistów, ponieważ mówił, że boga stworzyli starożytni prawodawcy jako nadzorcę ludzkich postępków, i dobrych, i złych.  Żeby nikt nie mógł sądzić, że może bezkarnie skrzywdzić bliźniego, jeżeli zdoła to ukryć przed ludźmi, wymyślili boga, którego kary musi się obawiać przestępca. Mówi dosłownie tak:

  <<Był czas, kiedy życie ludzi, nie rządzone prawami, podobne było do życia zwierząt i panowała brutalna przemoc, kiedy dobrzy nie otrzymywali żadnej nagrody, a źli wcale nie byli karani. I wtedy, wydaje mi się, ludzie ustanowili prawa jako narzędzie kary, aby sprawiedliwość jednakowo panowała nad wszystkimi i poskramiała występek: jeśli ktoś popełnił występek, ponosił karę. Ponieważ jednak prawo powstrzymywało ludzi tylko od jawnego dopuszczania się gwałtu, popełniano występki w skrytości. Wtedy, jak mi się zdaje, chytry i mądry człowiek wymyślił dla śmiertelników strach przed bogami, aby istniało coś, co budzi postrach w ludziach złych nawet wtedy, gdyby w skrytości mieli czynić, mówić lub myśleć coś złego. W tym celu prawodawca wprowadził istotę boską; powiedział, że istnieje bóstwo, które cieszy się wiecznym życiem, duchem widzi i słyszy, umysłem ogarnia wszystko, i naturę ma boską.  Jako że wszystko słyszy, co tylko mówią ludzie, może też wszystko widzieć, co oni czynią. Jeśli więc nawet w milczeniu zamyślasz coś złego, nie ukryje się to przed bogami. Mają oni bowiem nadzwyczajną bystrość poznania. Tworząc te doktrynę, wprowadził najprzebieglejszą ze wszystkich nauk, tając prawdę kłamliwym słowem. Aby jak najbardziej przerazić ludzi, powiedział, że bogowie mieszkają tam, skąd, jak mu było wiadomo, przede wszystkim przychodzi na ludzi strach i udręki dla ich nieszczęsnego życia - tam, w górze, skąd jak wiedział, rodzi się błyskawica i gdzie, jak słyszał, straszliwy huczy grzmot, tam, gdzie jest usiane gwiazdami sklepienie niebo, to cudowne arcydzieło mądrego stwórcy - Czasu, tam, gdzie rozpalona bryła słońca krąży i skąd spada cudowny deszcz. Tego rodzaju strachami napełnił on ludzi i stosownie do tego mądrze wymyślił miejsce pobytu dla bóstwa w odpowiednim miejscu, i za pomocą prawa wytępił bezprawie. /.../ W taki sposób myślę, ktoś na początku skłonił śmiertelnych do wierzenia, że istnieje ród bogów.>>"

 Trazymach z Chalcedonu doszedł do stwierdzenia, że <<to, co sprawiedliwe, to nic innego, jak tylko to, co leży w interesie mocniejszego>>. Z tego niemal z pewnością wyprowadził wniosek, jak informuje o tym Platon w pierwszej księdze Państwa, że wobec tego sprawiedliwość jest dobrem dla mocnego, a złem dla tego, kto znajduje sie pod panowaniem mocnego, że człowiek sprawiedliwy jest zawsze w położeniu niekorzystnym, a niesprawiedliwy w korzystnym.

 A Kalikles z platońskiego Gorgiasza (który, nawet, jeżeli nie jest postacią rzeczywistą, albo maską rzeczywistej postaci, to w każdym razie doskonale ten nurt wyraża), precyzuje:

 "Tymczasem natura sama pokazuje, że sprawiedliwe jest, aby jednostka lepsza [=mocniejsza] miała więcej niż gorsza [=słabsza], i potężniejsza więcej niż słabsza."

 Rzeczywiście, mocniejsze zwierzęta miażdżą słabsze, mocniejsi ludzie miażdżą słabszych, mocniejsze państwa zwyciężają słabsze. Prawo jest zawsze przeciwko naturze (takiej naturze) i zostało ustanowione przez słabszych, aby bronić się przed mocniejszymi i w tym sensie ma wartość całkowicie negatywną. Dlatego Kalikles gloryfikuje człowieka mocnego, superczłowieka [ubermenscha, supermana, człowieka-boga - AD], który łamie prawa i ujarzmia słabszych:

 "Ale, jeśli trafi się mąż z odpowiednią naturą, to wszystko to strząśnie z siebie, przełamie, wyrwie się i podepcze nasze formułki i kuglarskie sztuczki, i łagodne uroki świętych słów, i prawa przeciwne naturze wszystkie; powstanie i ukaże się jako pan nasz; on, niewolnik; wtedy rozbłyśnie sprawiedliwość natury."

 Życie <<sprawiedliwe według natury>> pociągnie za sobą także faworyzowanie wszystkich instynktów, ponieważ wszystkie one są zgodne z naturą; pozostawi wolną drogę w ich pobudzaniu i zaspokajaniu, w pozwalaniu sobie absolutnie na wszystko. Pociągnie za sobą czynienie tego wszystkiego ze szkodą dla słabszych, a nawet wykorzystując w tym celu słabszych, właśnie dlatego, ponieważ natura uczyniła ich odmiennymi i wydała ich we władanie mocniejszych.

 Oto słowa, które Platon wkłada w usta Kaliklesa, a które doskonale charakteryzują tę koncepcję:

 "T y l k o  to jest piękne i sprawiedliwe z natury, co ja ci teraz otwarcie mówię, że człowiek, który ma żyć jak należy, powinien żądzom swoim puścić wodze, niechaj będą jak największe, i nie powściągać ich. A kiedy będą jak największe, wystarczą wtedy wiosła odwagi i rozsądku, żeby mieć pełno, po brzegi, wszystkiego, ku czemu się żądza kiedykolwiek ruszy. Tylko tego, uważam, nie potrafią ci, których jest wielu. Dlatego ganią tylko takie typy, bo im wstyd; pokrywają nieudolność własną i powiadają; no, naturalnie, że niepowściągliwość to brzydka rzecz; tak, jak przedtem mówiłem; ujarzmiają typy co lepsze z natury i sami niezdolni zaspokoić głodu rozkoszy; chwalą niemęskim głosem rozumne panowanie nad sobą i sprawiedliwość. A tymczasem, jeśli się ktoś szczęśliwym trafem urodził synem królewskim, albo miał zdolności i dorwał się do jakiegoś berła czy tronu tyrana czy autokraty, to cóż by u takiego człowieka mogło być brzydsze i gorsze niż panowanie nad sobą? Toż wolno mu używać dobra wszelakiego, a on by sobie samemu pana miał nakładać w postaci prawa i mniemania, i szemrania tłumu? Czyż nie musiałby go nędznikiem zrobić to całe piękno sprawiedliwości i panowania nad sobą, gdyby zgoła nie przydzielał więcej własnym przyjaciołom niż wrogom, i to będąc panem we własnym państwie? Nie, Sokratesie; tak jest naprawdę, prawdę, której ty szukasz, jak mówisz. Bujne, szerokie życie, bez hamulca i bez pana nad sobą, to jest dzielność [cnota] i szczęście, a ta reszta, to świecidełka, to ludzkie konwenanse przeciwne naturze, o których i mówić nie warto."

 W ten sposób protagorejska zasada homo-mensura [człowiek miarą wszystkiego] w erystyce z kryterium przemienia się w rozpad wszelkiego kryterium. Także physis Hippiasza i Antyfonta z kryterium uzasadniającego absolutną równość ludzi, u sofistów-polityków staje się kryterium służącym uzasadnieniu absolutnej nierówności ludzi, stworzeniu nad-człowieka, kryterium prowadzącym do nieokiełznanego immoralizmu.

 Ale te nurty są tylko jednym z ujść sofistyki, nie są bowiem ujściem jedynym. Nie ujawniają one całej natury sofistyki, jak to już podkreślaliśmy, a tylko jej oblicze negatywne. Drugie oblicze sofistyki, oblicze pozytywne i bardziej autentyczne odsłoni Sokrates.

Jan Reale

  Niereligijni Kritiasz i Kalikles nie znali odkryć Hume'a i Kanta, które pokazują, że pokolenia ludzi poznając świat zauważyły w nim zależności odbijające się w ich umysłach jako pojęcia Boga, losu, ładu przyczynowo-skutkowego, wstydu; a pojęcia te wryły się tak głęboko w człowieka, że stały się narzędziem poznania wrodzonym jak poczucie kolorów. A nie wmówieniem ludzkim.

 Kalikles nie znał tez Darwina, z których wynika, że popędy są zrządzeniem gatunkowym mogącym zniewolić osobę nieświadomą realizacji przez swój popęd "cudzego" interesu. (Patrz wyznania seksoholików).

 Toteż Kritiaszowi i Kaliklesowi można wybaczyć błędy, ale nie powtarzającym ich tezy Marksowi i Nietzschemu, ani Freudowi, którzy w XIX wieku wiedzieli już o powyższym, a nie chcieli tego przyjąć do wiadomości, tworząc ideologie, które doprowadziły do uśmiercenia przez komunizm 100 milionów ludzi, zabicia 50 milionów ludzi w wojnie nad-ludzi przeciw pod-ludziom, i nieszczęścia bezdomności wielkiej liczby ludzi nauczonych bezwstydu, co odebrało im ukierunkowanie do stworzenia trwałego domu.

                                                                                                              Andrzej Dobrowolski

 

Benvenuto Cellini. Perseusz zabijający Meduzę - spojrzenie, co ludzi zamienia w drętwe przedmioty.
(Na stronie tytułowej Meduza Caravaggia.)

.http://www.czasgarwolina.pl

.