26 września 2018r. Imieniny: Justyny, Cypriana, Euzebiusza
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Anglik o Niemcach

 Przedstawiamy fragmenty "Trzech Panów na włóczędze" Jeremiasza K. Jerome'a - książki sprzed z górą stu lat, z czasów kajzera Wilhelma - opisujące charakter Niemców.

                                                                                                                      Andrzej Dobrowolski

                                                            .http://www.czasgarwolina.pl

 /.../ Między Berlinem a Dreznem George, który przez ostatni kwadrans wyglądał oknem, powiedział:

 - Dlaczego Niemcy mają zwyczaj wieszania skrzynki na listy na drzewie? Dlaczego nie umieszczą jej tak jak my, na drzwiach frontowych? Nie chciałbym wchodzić po list na drzewo. Poza tym to nie jest w porządku wobec listonosza. Na dodatek jak bardzo wyczerpujące musi być dostarczanie listów w wietrzne noce. Dla tęgiego mężczyzny musi to być niebezpieczna praca. Jeżeli przytwierdzają je do drzewa, dlaczego nie zrobią tego niżej? Dlaczego zawsze mocują je wśród górnych gałęzi? Ale, być może, źle oceniam ten kraj - ciągnął, kiedy nowa myśl przyszła mu do głowy - Być może Niemcy, którzy nas wyprzedzają w wielu sprawach, udoskonalili gołębią pocztę. Ale nawet jeśli tak jest, nie mogę oprzeć się myśli, że mogliby być mądrzejsi przyuczając ptaki, aby dostarczały listy bliżej ziemi. Wyjmowanie listów ze skrzynek musi być ciężką pracą, nawet dla przeciętnego Niemca w średnim wieku.

 Podążyłem za jego spojrzeniem i powiedziałem:

 - To nie są skrzynki pocztowe, to budki dla ptaków. Musisz zrozumieć ten naród. Niemcy kochają ptaki, ale lubią, kiedy są schludne. Ptak pozostawiony sam sobie buduje gniazdo gdziekolwiek. Zgodnie z niemieckim kanonem piękna to nie jest miły obiekt. Nie ma nigdzie na sobie ani łaty farby, ani plastra tynku, który wszystko zaokrągla, nie ma nawet flagi. Zbudowawszy gniazdo, ptak żyje na zewnątrz. Upuszcza na trawę: gałązki, resztki robaków i różne inne rzeczy. Jest niedelikatny. Uprawia miłość, sprzecza się z żoną i karmi dzieci całkiem publicznie.  Niemiecki właściciel nieruchomości jest wstrząśnięty. Mówi do ptaka: "Lubię cię z wielu powodów. Lubię patrzeć na ciebie. Lubię słuchać twego śpiewu. Ale nie lubię twoich zwyczajów. Weź tę skrzynkę i trzymaj swój śmietnik wewnątrz tak, żebym go nie widział. Wychodź śpiewać kiedy chcesz, ale twoje domowe sprawy ogranicz do wnętrza budki. Weź tę skrzynkę i nie zaśmiecaj ogrodu."

 W Niemczech ludzie rodzą się z zamiłowaniem do porządku; dzieci odmierzają tam czas grzechotkami, a niemiecki ptak musiał polubić skrzynkę i patrzeć z pogardą na kilku niecywilizowanych wyrzutków, którzy nadal budują gniazda na drzewach i żywopłotach. Należy ufać, że z biegiem czasu każdy niemiecki ptak zajmie właściwe miejsce w chórze. To rozwiązłe i nieplanowane szczebiotanie musi być, jak mi się wydaje, irytujące dla ścisłego, niemieckiego umysłu. Nie ma w tym żadnej metody. Kochający muzykę Niemcy jakoś to zorganizują. Jakiś mocny ptak ze szczególnie dobrze rozwiniętym wolem zostanie przeszkolony, by poprowadzić chór, i zamiast marnować się w lesie o czwartej rano, o zapowiedzianej porze będzie śpiewać w ogródku piwnym przy akompaniamencie pianina. Rzeczy idą ku temu.

 Niemiec lubi naturę, ale jego pojęcie natury jest pochwałą Walijskiej Harfy. Bardzo interesuje się swoim ogrodem. Sadzi siedem krzaków róż od północy i siedem od południa, a jeśli nie urosną wszystkie do tej samej wysokości i nie osiągną takiego samego kształtu, martwi się tym tak, że nie może spać po nocach. Każdy kwiat przywiązuje do palika. To wprawdzie psuje mu wygląd kwiatu, ale ma satysfakcję, wiedząc, że on tam jest, i zachowuje się właściwie. Oczko wodne mieści się w cynkowanej wanience i niemiecki ogrodnik raz na tydzień podnosi ją, dźwiga do kuchni i czyści. W geometrycznym środku trawnika, który czasami jest tak duży jak obrus i przeważnie jest ogrodzony, umieszcza porcelanowego psa. Niemcy bardzo lubią psy, ale z reguły wolą te z porcelany. Porcelanowy pies nigdy nie wykopuje dziur na trawniku, żeby zagrzebać kości, i nigdy nie niszczy rabatek tylnymi łapami. Z punktu widzenia Niemca jest idealnym psem. Zatrzymuje się tam, gdzie go postawisz, i nigdy nie ma go tam, gdzie go nie chcesz. Możesz kupić idealnego w każdym calu przedstawiciela jakiejś rasy, zgodnie z najnowszymi wymaganiami Towarzystwa Kynologicznego, albo możesz puścić wodze fantazji i zdobyć coś unikatowego. Nie jesteś zmuszony, jak to bywa z innymi psami, go wyhodować. Pies z porcelany może być niebieski albo różowy. Wydawszy trochę więcej możesz mieć psa z podwójną głową.

 Pewnego ustalonego dnia na jesieni Niemiec przygina swoje kwiaty i krzewy do ziemi i przykrywa je chińską matą, a pewnego ustalonego dnia na wiosnę odkrywa je i prostuje. Jeśli zdarzy się wyjątkowo piękna jesień lub wyjątkowa późna wiosna, tym gorzej dla nieszczęśliwej rośliny. Żaden prawdziwy Niemiec nie pozwoli zakłócać swoich planów przez tak niesforną rzecz jak układ słoneczny. Nie mogąc regulować pogody, ignoruje ją.

 Wśród drzew ulubienicą Niemca jest topola. Inne, nieporządne narody, mogą opiewać uroki chropowatego dębu, rozłożystego kasztana lub falującego wiązu. Dla Niemca wszystkie one z ich rozmyślnym, nieporządnym wyglądem są brzydactwami. Topola rośnie tam gdzie ją posadzono. Nie ma żadnych niewłaściwych, własnych pomysłów. Nie chce falować ani się rozrastać. Po prostu rośnie prosto i pionowo tak, jak niemieckie drzewo powinno rosnąć; w ten sposób, stopniowo, Niemiec karczuje wszystkie inne drzewa i zastępuje je topolami.

 Niemiec lubi wieś, ale woli ja na sposób pewnej damy. która myślała, że może uszlachetnić dzikusa, ubierając go. Lubi spacer przez las - ale do restauracji. Ścieżka nie może być zbyt stroma i musi mieć po jednej stronie ceglany rowek, żeby ją osuszyć, a co dwadzieścia jardów lub coś koło tego musi mieć siedzisko, na którym mógłby odpocząć i obetrzeć czoło. Twój Niemiec nie jest w stanie pomyśleć o siedzeniu na trawie, podobnie jak angielski biskup nie marzyłby o stoczeniu się w dół One Free Hill. Lubi widok ze szczytu wzgórza, ale chciałby znaleźć tam kamienną tablicę mówiącą, na co ma patrzeć, i ławkę, na której mógłby usiąść i zjeść skromny posiłek z odrobiną piwa, które przezornie wziął za sobą. Jeśli w dodatku znajdzie na drzewie policyjna notatkę zabraniającą robienia tego lub tamtego, ogarnia go poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Niemiec nie jest przeciwny dzikiej scenerii pod warunkiem, że nie jest zbyt dzika. W takim wypadku zabiera się do pracy, żeby ją oswoić. Pamiętam, że w sąsiedztwie Drezna odkryłem malowniczą i wąską dolinę wiodącą w dół do Łaby. Kręta droga biegła obok rwącego potoku, który przez jakąś milę chlupotał i pienił się wśród skał i otoczaków między zarośniętymi brzegami. Oczarowany szedłem wzdłuż niego, aż nagle za zakrętem spotkałem gromadę osiemdziesięciu lub stu robotników. Byli zajęci porządkowaniem doliny, regulując brzeg strumienia. Wszystkie kamienie hamujące bieg wody wybierali ostrożnie i wywozili daleko. Brzegi strumienia z obu stron brukowali i cementowali. Zwisające drzewa i krzaki obrośnięte winem i pnączami wycinali i wydzierali z korzeniami. Trochę później zobaczyłem efekt ich pracy - górską dolinę taką, jaka powinna być, zgodnie z pomysłem Niemców. Obszerny, ospały strumień płynął płaskim, żwirowym łożyskiem między dwiema ścianami zwieńczonymi kamiennymi ławami. Co sto jardów łagodnie schodziły w dół trzy płytkie, drewniane podesty. Po obu stronach oczyszczono grunt i w regularnych odstępach posadzono młode topole. Każde młode drzewko było chronione tarczą plecionej łoziny i przywiązane do stalowego pręta. Lokalny komitet ma nadzieję "skończyć" w ciągu paru lat dolinę na całej długości, przystosować ją do schludnych umysłów miłujących naturę Niemców i uczynić odpowiednią do spacerów. Będą tam miejsca do siedzenia co pięćdziesiąt jardów, komunikaty policji co sto i restauracje co pół mili. Robią to samo od Kłajpedy do Renu. Oni po prostu sprzątają kraj.

 Pamiętam dobrze Wehrthal. Kiedyś był tam najbardziej romantyczny wąwóz w Szwarcwaldzie. Kiedy ostatni raz nim szedłem, około setki włoskich robotników było zajętych ciężka pracą, zmuszając mały, dziki Wehr, żeby płynął, tak jak powinien; brukowali jego brzegi, wysadzali skały i budowali wzdłuż niego cementowe stopnie. Dlatego w Niemczech nonsensem jest rozmowa o nieskrępowanej naturze.  W Niemczech natura musi się dobrze sprawować i nie dawać złego przykładu dzieciom. Niemiecki poeta, gdyby zauważył wodę zachowującą się tak jak to opisał Southey, nieco nieporządnie płynącą w Lodore, byłby zbyt wstrząśnięty, żeby zatrzymać się i napisać aliteracyjny wiersz.  Śpiesznie odszedłby złożyć raport na policji. A wtedy pienienie się i bulgotanie miałoby krótki żywot. "Co to wszystko znaczy?" - zapytałby wodę głos niemieckiej władzy. "Nie możemy tolerować rzeczy tego rodzaju. Czy nie możesz spływać spokojnie? Jak myślisz? Gdzie ty jesteś?". I niemieckie władze lokalne poprowadzą te wody cynkowanymi rurami, drewnianymi korytami, kręconymi stopniami i pokażą im jak spływać sensownie, po niemiecku.

 Niemcy - to jest schludny kraj. /.../

.http://www.czasgarwolina.pl

 Na niemieckich ulicach nie wolno strzelać z kuszy. Niemiecki prawodawca nie zadowala się przestępstwami przeciętnego człowieka - zbrodniami, które ktoś chce popełnić, ale nie musi - dodatkowo martwi się wyobrażeniami tych wszystkich rzeczy, które wędrowny maniak może chcieć zrobić.

 W Niemczech nie ma paragrafu przeciwko ludziom stojącym na głowie na środku drogi: na to jeszcze nie wpadli. Ale być może w najbliższym czasie jakiś niemiecki mąż stanu, będąc w cyrku i widząc akrobatów, zastanowi się nad tym niedopatrzeniem. Wtedy natychmiast zabierze się do pracy i naszkicuje klauzulę zabraniającą ludziom, pod karą grzywny, stania na głowach na środku drogi.

 Urokiem niemieckiego prawa jest ustalona cena za każde wykroczenie. Nie musisz jak w Anglii nie spać po nocach, zastanawiając się, czy skończy się na grzywnie, powiedzmy, czterdziestu szylingów, czy trafiając na sędziego w nieszczęśliwym dla ciebie momencie, dostaniesz siedem dni odsiadki. Tu wiesz dokładnie, ile cię będzie kosztować cała zabawa. Możesz położyć pieniądze na stole, otworzyć policyjny przewodnik i zaplanować swoje wakacje z dokładnością do pięćdziesięciu fenigów.  Na rzeczywiście tani wieczór polecałbym spacer niewłaściwą stroną chodnika po ostrzeżeniu, że tak nie można robić. Obliczam, że wybierając twoją dzielnicę i trzymając się bocznych ulic, można spacerować cały wieczór po złej stronie chodnika za nieco ponad trzy marki.

 W niemieckich miastach nie wolno chodzić grupami "po zmroku". Nie jestem całkiem pewien, jak wielu ludzi tworzy grupę, i żaden urzędnik, z którym rozmawiałem na ten temat nie czuł się kompetentny, żeby określić dokładną liczbę osób.

 Pewnego razu spytałem mojego niemieckiego przyjaciela, który wybierał się do teatru z żoną, teściową, pięciorgiem swoich dzieci, siostrą, jej narzeczonym i z dwiema siostrzenicami, czy nie sądzi, że ryzykuje podpadnięcie pod to prawo. Nie przyjął mojej sugestii jako żartu. Rzucił okiem na całą grupę.

 - Och, nie przypuszczam. - powiedział. - Widzisz, my wszyscy jesteśmy jedną rodziną.

 - W paragrafie brak wzmianki o tym, czy rodzina to tez grupa - odpowiedziałem. - Wspomina się po prostu o "grupie". Nie mówię tego w jakimś niepochlebnym sensie, ale ujmując to etymologicznie, osobiście jestem skłonny określić wasze zgromadzenie jako "grupę". Czy policja przyjmie taki sam punkt widzenia, czy nie, to się okaże. Tylko cię ostrzegam.

 Przyjaciel był skłonny zlekceważyć moje obawy, ale jego żona zdecydowała, że lepiej będzie nie ponosić żadnego ryzyka rozbicia towarzystwa przez policję na samym początku wieczoru, więc rozdzielili się, planując spotkanie wszystkich razem w holu teatru.

 Inną pasją, która musisz powstrzymać w Niemczech jest wyrzucanie rzeczy przez okno. Koty nie są żadnym usprawiedliwieniem. W czasie pierwszego tygodnia mojego pobytu w Niemczech byłem ciągle budzony przez koty. Pewnej nocy ogarnęło mnie szaleństwo. Zebrałem mały arsenał - dwa albo trzy kawałki węgla, kilka twardych gruszek, parę ogórków, jakieś jajko, które znalazłem na kuchennym stole, butelkę po wodzie sodowej i jeszcze kilka przedmiotów tego rodzaju - i otworzywszy okno, zbombardowałem miejsce, skąd zdawał się dochodzić hałas. Nie przypuszczam, żebym w cokolwiek trafił. Nie znam człowieka który trafiłby w kota, z wyjątkiem być może przypadku, kiedy celuje w coś innego. Znałem snajperów, zdobywców nagrody królowej, ludzi tego rodzaju, którzy strzelali do kotów z rewolwerów z odległości pięćdziesięciu jardów i nigdy nie trafili. Często o tym myślałem. Nie jestem strzelcem wyborowym, który trafia byka między oczy lub biegnącego jelenia, ale ten, kto mógłby się pochwalić, że zastrzelił kota.

 Tak czy owak przepłoszyłem je. Być może jajko je rozdrażniło. Kiedy je brałem, zauważyłem, że nie wygląda na świeże. Potem wróciłem do łóżka, mając nadzieję, że skończyłem sprawę. Dziesięć minut później gwałtownie zadzwonił elektryczny dzwonek. Starałem się to zignorować, ale dzwonił zbyt natarczywie, więc włożywszy szlafrok, zszedłem do bramy. Stał tam policjant. Miał wszystkie rzeczy, które wyrzuciłem przez okno zebrane na stosik, naturalnie z wyjątkiem jajka. Najwyraźniej je pozbierał.

 - Czy te rzeczy są pańskie? - zapytał.

 - Były moje, ale osobiście skończyłem z nimi. Każdy może je mieć - pan także.

 Zignorował moja ofertę - powiedział:

 - Pan wyrzucił te rzeczy przez okno.

 - Ma pan rację - przyznałem. - Wyrzuciłem je.

 - Dlaczego wyrzucił pan je przez okno? - zapytał.

 Niemiecki policjant kieruje się swoistym kodem zadawania pytań, ułożonym specjalnie dla niego; nigdy ich nie zmienia ani żadnego nie omija.

 - Rzucałem przez okno w jakieś koty - odpowiedziałem.

 - Jakie koty? - zapytał.

 Takie pytanie mógł zadać tylko niemiecki policjant. Orzekłem z takim sarkazmem, jaki mi się udało wyrazić swoim akcentem, że jest mi wstyd, ale nie potrafię powiedzieć, jakie to były koty. Wyjaśniłem, że dla mnie osobiście były obca, ale jeśli policja zbierze razem wszystkie koty na posterunku, zrobię przegląd i spróbuję rozpoznać je po wrzasku.

 Niemiecki policjant nie zna się na żartach, chociaż wierzę, że jest wyznaczona spora grzywna za żarty z niemieckiego munduru; nazywają to "znieważeniem urzędnika".

 Odpowiedział, że nie jest obowiązkiem policji pomagać mi w rozpoznaniu kotów. Jej obowiązkiem jest tylko nałożenie na mnie grzywny za wyrzucanie przedmiotów z okna.

 Zapytałem, co powinien zrobić w Niemczech człowiek budzony przez koty noc po nocy. Wyjaśnił, że mógłbym złożyć skargę przeciwko właścicielowi kota, a wtedy policja mogłaby go upomnieć i, jeśli to konieczne, nakazać zlikwidowanie kota. Kto miałby zlikwidować kota i co kot miałby robić w czasie procesu - nie wyjaśnił.

 Poprosiłem, żeby zaproponował, jak miałbym znaleźć właściciela kota. Pomyślał chwilę, a potem zasugerował, że mógłbym śledzić kota aż do domu.

 Nie byłem skłonny dalej się z nim sprzeczać, gdyż mógłbym powiedzieć coś, co tylko pogorszyłoby sprawę. Tak czy owak, nocna zabawa kosztowała mnie dwanaście marek. Od początku do końca żaden z czterech niemieckich urzędników, którzy przesłuchiwali mnie w tej sprawie, nie widział nic absurdalnego w tym postępowaniu.

 Ale w Niemczech większość ludzkich wad i głupoty ginie jako błahostki w porównaniu z ogromem winy, jaką stanowi chodzenie po trawie. Nigdzie, w żadnych okolicznościach i nigdy nie możesz w Niemczech chodzić po trawie. Trawa jest tam prawdziwym fetyszem. Położenie stopy na niemieckiej trawie może być tak wielkim świętokradztwem jak taniec na mahometańskim dywaniku modlitewnym.

 Prawdziwe psy szanują niemiecką trawę. Żaden niemiecki pies nie może marzyć o położeniu na niej łapy. Jeśli w Niemczech widzisz psa pędzącego po trawie, z cała pewnością jest to pies jakiegoś niezbyt obytego obcokrajowca.

 W Anglii, kiedy nie chcemy wpuścić gdzieś psów, stawiamy drucianą siatkę na wysokość sześciu stóp, z kolcami na wierzchu. W Niemczech stawia się na środku tabliczkę z ogłoszeniem "Hunden verboten", a pies, który ma niemiecką krew, patrzy na tę tabliczkę i odchodzi daleko.

 Pewnego razu widziałem w niemieckim parku, jak ogrodnik stąpał ostrożnie po trawie w fioletowych butach i przeniósł stamtąd chrząszcza, umieszczając go łagodnie, lecz stanowczo na żwirze, po czym czuwał surowo nad owadem, patrząc, czy aby nie próbuje wracać na trawę, a chrząszcz, który wyglądał na trochę zawstydzonego, szedł pospiesznie rynsztokiem i skręcił na ścieżkę oznaczoną Ausgang.

 W niemieckich parkach osobne drogi są przeznaczone dla różnych członków społeczeństwa i żadna osoba, pod groźbą utraty wolności lub majątku, nie może chodzić po drodze przeznaczonej dla innych.

 Są specjalne ścieżki dla "rowerzystów", i specjalne ścieżki dla "pieszych", aleje dla "jeźdźców, drogi dla ludzi w lekkich pojazdach, szlaki dla dzieci i "samotnych pań". To, że nie ma jeszcze tras dla "łysych panów" albo "nowoczesnych kobiet", zawsze uderzało mnie jako przeoczenie.

 W Grosse Garden w Dreźnie natknąłem się na starszą panią, oszołomioną i stojącą bezradnie u zbiegu siedmiu szlaków. Każdy z nich był strzeżony przez groźny napis ostrzegający wszystkich poza tymi, dla których był przeznaczony.

 - Przepraszam, że pana fatyguję - odezwała się starsza pani, słysząc, że mówię po angielsku i czytam po niemiecku - ale czy mógłby pan powiedzieć mi, kim jestem i którędy mogłabym pójść?

 Przyjrzałem się jej dokładnie. Doszedłem do wniosku, że jest "dorosła" i "piesza" i wskazałem jej ścieżkę. popatrzyła na nią i wydała się rozczarowana.

 - Ale ja nie chcę tam iść - stwierdziła. - Czy nie mogę iść tamtędy?

 - Wielkie nieba, skądże, proszę pani. Ta ścieżka zarezerwowana jest dla dzieci.

 - Ale ja im nie zrobię żadnej krzywdy. - powiedziała starsza pani z uśmiechem.

 Nie wyglądała na taką, co mogłaby wyrządzić im jakąkolwiek krzywdę.

 - Proszę pani - odpowiedziałem. - Gdyby to zależało ode mnie, zaufałbym pani i puścił panią tą ścieżką, choćby mój pierworodny był na jej drugim końcu, ale ja mogę panią tylko poinformować co do praw, jakie obowiązują w tym kraju. Dla pani, dorosłej kobiety, ryzykowanie spaceru po tej ścieżce prowadzi do pewnej grzywny, jeśli nie uwięzienia. Oto jest pani ścieżka, wyraźnie oznakowana: "Nur fur Fussganger." i jeśli posłucha pani mojej rady, uda się pani wzdłuż tej dróżki. Nie wolno pani tu stać i się wahać.

 - Ale ona prowadzi trochę nie w tym kierunku, w którym chcę iść - zauważyła starsza pani.

 - Ona prowadzi w kierunku, w którym powinna pani chcieć iść. - odpowiedziałem i się rozstaliśmy.

.http://www.czasgarwolina.pl

 /.../KAŻDY mógłby rządzić tym krajem. - powiedział George - Nawet ja.

 Siedzieliśmy w ogrodzie Keiser Hoff w Bonn, spoglądając na Ren. Był to ostatni wieczór naszej wyprawy; poranny pociąg miał być początkiem końca.

 - Spisałbym na kartce papieru to wszystko, co chciałbym, żeby ludzie robili - ciągnął George. - Dałbym do dobrej drukarni, żeby wydrukowali tyle kopii, aby je wysłać do wszystkich miast i wsi, i to by była cała moja robota.

 Trzeba przyznać, że w dzisiejszym spokojnym, potulnym Niemcu, którego jedyną ambicją jest płacenie podatku i robienie, co mu każe ten, którego Opatrzność postawiła u władzy, trudno jest, trzeba przyznać, dopatrzyć się jakiegoś śladu jego dzikich przodków, dla których indywidualność była potrzebna jak powietrze, którzy wyznaczali urzędników w celu sprawowania doraźnej władzy sędziowskiej, ale prawo egzekucji było zachowane dla plemienia; plemienia, które szło za wodzem, ale gardziło posłuszeństwem.

 Dużo się dzisiaj słyszy w Niemczech o socjalizmie, ale tutaj socjalizm byłby tylko despotyzmem o innej nazwie. Indywidualizm nie przemawia wcale do niemieckiego wyborcy.  Pragnie on kontroli i regulacji we wszystkich dziedzinach. Spiera się nie o rządy, ale o ich formy. Policjant jest dla niego świętością i czuje się, że zawsze tak pozostanie.

 W Anglii postrzegamy naszego stójkowego w błękitnym uniformie jako nieszkodliwą konieczność.  Przeciętny obywatel traktuje go głównie jako drogowskaz, chociaż w ruchliwych rejonach miasta uważa się, że przydaje się do przeprowadzania starszych pań przez ulicę.  Poza uczuciem wdzięczności dla niego za te usługi, wątpię, czy zbytnio o niego dbamy. W Niemczech przeciwnie, jest on czczony jak mały bożek i kochany jak anioł stróż. Dla niemieckiego dziecka jest kombinacją Świętego Mikołaja i Straszydła. Wszystko co dobre, pochodzi od niego: ogródki do zabawy zaopatrzone w huśtawki, olbrzymie szczudła, stery piasku, na których można się bić, pływalnie i jarmarki.

 Złe zachowanie jest przez niego karane. W tym nadzieja każdego niemieckiego chłopca i dziewczynki, aby podobać się policji. Uśmiech policjanta budzi w nich zarozumiałość. Trudno żyć z dzieckiem pogłaskanym po głowie przez policjanta, jego zarozumiałość jest nieznośna.

 Niemiecki obywatel jest żołnierzem, a gliniarz jego oficerem. Na ulicy policjant kieruje nim, gdzie ma iść i jak szybko. Na początku każdego mostu stoi policjant, aby pouczyć Niemca, jak ma go przekroczyć. Gdyby nie było tam gliniarza, prawdopodobnie obywatel usiadłby i czekał, aż rzeka go minie.

 Na stacji kolejowej policjant zamyka obywatela na poczekalni, gdzie nie może sobie zrobić żadnej krzywdy. Kiedy nadchodzi właściwy czas, wypuszcza go i przekazuje konduktorowi, który też jest gliniarzem, tylko w innym uniformie. Konduktor mówi mu, gdzie wysiąść, i pilnuje, żeby to zrobił.

 W Niemczech nigdy nie możesz wziąć za siebie odpowiedzialności. Władza wszystko robi dla ciebie, i to robi dobrze. Nie przypuszcza, abyś zadbał sam o siebie; to nie twoja wina, że nie jesteś zdolny zadbać sam o siebie. Troska ta jest obowiązkiem niemieckiego policjanta.  Fakt, że możesz być bezradnym kretynem, nie usprawiedliwia go, gdyby coś ci się stało. Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz, jesteś pod jego opieką i on troszczy sie o ciebie - dobrze się troszczy, nie da się temu zaprzeczyć.

 Jeśli się zgubisz, on cię odnajdzie, a jeśli zgubisz cokolwiek, co do ciebie należy, on to dla ciebie odzyska. Jeśli nie wiesz, czego chcesz, on ci to powie. Jeśli chcesz czegoś, co jest dla ciebie dobre, on to znajdzie.

 Prywatni prawnicy nie są w Niemczech potrzebni. Jeśli chcesz kupić albo sprzedać dom lub ziemię, państwo bierze to na siebie. Jeśli zostałeś oszukany, państwo bierze sprawę w swoje ręce. Państwo żeni cię, ubezpiecza, a nawet uprawia z tobą hazard dla rozrywki.

 "Urodziłeś się", mówi niemiecki rząd do niemieckiego obywatela, "my zrobimy resztę. W domu i na zewnątrz, w pracy i czasie wolnym powiemy ci, co masz robić i dopilnujemy, żebyś to zrobił. Sam nie musisz o nic się martwić."

 I Niemcy się nie martwią. Tam, gdzie nie można znaleźć żadnego policjanta, Niemiec szuka tak długo, aż znajdzie na ścianie notatkę zostawioną przez policję. Czyta ją, a potem idzie i robi co mu kazano.

 Pamiętam, w pewnym niemieckim mieście - zapomniałem, w którym, to nieistotne, mogło się to zdarzyć w którymkolwiek - spostrzegłem otwartą bramę ogrodu, gdzie odbywał sie koncert. Nie było niczego, co by broniło wejścia przez bramę, aby posłuchać koncertu bez płacenia za wstęp. Druga brama była w odległości ćwierć mili, a ta była dogodniejsza. Ale nikt nie usiłował przez nią przejść. Ludzie stali cierpliwie na palącym słońcu przed tą inną bramą, gdzie pobierano pieniądze za wstęp.

 Widziałem niemiecką młodzież stojącą tęsknie na brzegu samotnej tafli lodu. Mogłaby ślizgać się na tym lodzie przez całe godziny i pies z kulawą nogą by o tym nie wiedział. Tłum i policja były w innym końcu, więcej niż pół mili stamtąd, i to za rogiem. Nic ich nie powstrzymywało oprócz wiedzy, że nie powinni tego robić.

 Rzeczy takie jak te sprawiają, że trzeba się poważnie zastanowić, czy Teutoni należą do grzesznej ludzkiej rodziny, czy nie. Czy to możliwe, że ten spokojny, delikatny lud jest w rzeczywistości zbiorowiskiem aniołów, które zstąpiły z niebios, żeby wypić szklankę piwa, które, jak dobrze wiedzą, tylko w Niemczech jest warte wypicia? /.../

 Niemcy są dobrymi ludźmi. Być może w ogóle najlepszymi na świecie; mili, bezinteresowni, dobrzy ludzie. Jestem przekonany, że w większości idą do nieba. Faktycznie, porównując ich w innymi narodami chrześcijańskimi, dochodzi się do wniosku, że niebo jest głównie produktem niemieckim. Ale nie mogę zrozumieć, jak oni się tam dostają.  Nie wierzę w to, że dusza jakiegoś pojedynczego, indywidualnego Niemca ma na tyle własnej inicjatywy, by polecieć sama do góry, i zapukać do drzwi św. Piotra. Osobiście sądzę, że są tam zbierani w małych grupach pod opieką martwego policjanta. /.../

 Ciekawą rzeczą jest to, że ten sam człowiek, bezradny jak dziecko, z chwilą kiedy wkłada mundur, staje się istotą inteligentną, zdolną do odpowiedzialności i inicjatywy. Niemiec może rządzić innymi i być rządzony przez innych, ale nie może sam się rządzić. Ratunkiem wydaje się wyszkolenie każdego Niemca na oficera i oddanie go pod swoje rozkazy. To pewne, że będzie posłuszny swojemu rozsądkowi i rozkazom, i ze zręcznością oraz precyzją będzie wykonywać swoje polecenia.

Jeremiasz K. Jerome

.http://www.czasgarwolina.pl

.