25 września 2018r. Imieniny: Aurelii, Kleofasa, Władysława
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Sens wojny w mitologii

 Powszechnym przeświadczeniem współczesności jest przekonanie o bezwzględnym złu wojny. Tymczasem Grecy zawarli w micie o przyczynie wojny trojańskiej myśl, że w najgłębszym ziemskim sensie jest ona pożyteczna. Dziś, kiedy dobrobyt pokoju przewraca ludziom w głowach, ta myśl Greków kusi, by przyznać jej rację.

                                                                                                             A. Dobrowolski

 

Uczta bogów, Jan Bellini

http://www.czasgarwolina.pl.

Wielkie pojednanie

 Złote stoły uginają się na jasnym stole Olimpu, przy nich ucztują goście dawni i nowi, bogowie i Tytani. Między Zeusem a Posejdonem zasiada Prometeusz. Mówi zwrócony do Zeusa, ale i drugi bóg go słyszy.

- Pradawne to i wyroczne słowo. Objawiła mi niegdyś moja matka, Temida, i odtąd żadne męki nie mogły mi go wydrzeć z duszy przez długą kolej stuleci. To słowo, przyjaciele moi, chcę wam z dobrej woli zwiastować. Wiem ja, Zeusie, że wzięła cię w niewolę córka Nereusa, Tetyda, nie sama tylko krasą swoją: na jej promiennym czole ujrzałeś pieczęć ogromnej przyszłości. Wiem, Posejdonie, że i ty, zniewolony jej czarem, nieraz szemrałeś przeciw wszechwładnej woli twego brata. Otóż wiedzcie, jeden i drugi: tknąć się Tetydy znaczy dla was zginąć. Jej przeznaczeniem jest urodzić syna, który będzie potężniejszy od swego ojca. Jeżeli będzie to syn Zeusa albo Posejdona - to w rękach jego zabłyśnie oręż silniejszy od pioruna i od trójzęba, i Olimp lub morze ujrzą nowego władcę. Nie, Tetyda zbyt jest groźna dla bogów, tylko śmiertelnemu nie będzie ona grozić niebezpieczeństwem. Tylko śmiertelny może pragnąć dla siebie syna, który doskonałością zaćmi swojego rodzica.

 Obaj bogowie ścisnęli dłoń Prometeusza, z wdzięcznością biorąc do serc jego radę.

 - Gdzież jednak jest - zapytał Zeus - ów śmiertelny, którego uszczęśliwimy ręką Tetydy?

- Znajdziemy, gdy zaczniemy szukać. Teraz stało się możliwe to, co było niemożliwością przed paroma wiekami. Ludzkość wyszlachetniała niepomiernie od czasu, kiedy ...

- Od czasu, kiedyś ty jej przyniósł ogień, a razem z nim warunki lepszego istnienia. Pokazało się, że miałeś słuszność. Wtedy nie rozumiałem ciebie, ale dzisiaj rozumiem. Tak, przyjacielu, masz prawo być dumny z dokonanego dzieła.

 W tej samej chwili coś niecierpliwie poruszyło się i zachichotało wrogim śmiechem u stóp Zeusa. Biesiadnicy ujrzeli jakąś dziwaczna istotę. Wzrostu była karłowatego, głowę miała zakończona spiczasto i pokrytą rzadkim porostem, szare, kłujące oczy patrzyły zezem, cała twarz nosiła wyraz chytry i pełen złości - jednym słowem był to Momos, duch nagany i przeczenia.

- Nie ma najmniejszego prawa do dumy - wtrącił gniewnie, przeszywając ucztujących bogów swymi kosymi źrenicami. - Zapewne, tak na oku człowiek jest niczego sobie stworzeniem, ale dlaczego wielki Prometeusz nie wymędrkował, jak by mu wybić drzwiczki na piersiach, aby można było zazierać do serca? Dlatego to właśnie tak w nim gnieździ się fałsz, chytrość, obłuda.

 Posejdon miał już kopnąć nogą samozwańczego współbiesiadnika, kiedy Zeus stanął w jego obronie.

- Daj pokój, i on w pewnej części przyczynia się do ogólnego pożytku.. - Tak więc, twoim zdaniem, człowiek jest niedoskonały. Może uważasz, że doskonalsze jest zwierzę?

- Co to, to nie. Weźmy choćby - tu wskazał na Posejdona - ulubione jego zwierzę, byka. Co ma na przykład za sens, że rogi wyrosły mu na najsłabszej części tułowia, na łbie, i to jeszcze ponad ślepiami, tak, że jeszcze sam nie widzi, gdzie bodzie. Powinny mu sterczeć na karku.

 Czyli, że i pośród zwierząt nie znajdziesz doskonałości. A co powiesz o nas, bogach? Patrzaj, tam przed tobą siedzi Afrodyta. Jakież w niej znajdziesz usterki?

- To jest właśnie jej usterka, że nie ma żadnej.

Bogowie roześmieli się.

- Jak widzę, trudno ci dogodzić. - zauważył Zeus.

- Ze mną byłoby jeszcze pół biedy. Ale oto zbliża się ktoś ku nam. Postarajcie się, proszę, dogodzić tej, która nadchodzi.

 Istotnie, pod powierzchnią Olimpu dał się słyszeć głuchy szum, który rósł coraz i nadpływał. Co to takiego? Czyżby nowy olbrzym zjawił się, aby zamącić spokój i wesele niebianom? Nagle rozsunął się grunt na Olimpie, tworząc głęboką rozpadlinę, a gdzieś na jej dnie, w ametystowym rozblasku ukazała się tylko po pierś wyłoniona z ziemi olbrzymia postać kobieca. Oczy miała zamknięte, miało się wrażenie, jak gdyby mówiła przez sen:

- Ciężko mi ... Dławię się ... Ciało boli od ucisku. Duszę moja ranią ich zbrodnie ... O Zeusie Olimpijski! O Dziewico Ramnuncka! Dopomóżcie mi!

 Ametystowy rozblask dogasł w tej chwili, znikła rozpadlina, znikła cała zjawa. Zamilkł godowy szum wokół całej zastawy. Po biesiadnikach przebiegł trwożny szept: - Ziemia Macierz!

- Pierwszy tu ona raz przychodzi - oznajmił Zeus. - Żąda zadośćuczynienia od zwycięzców, a będzie nim wytrzebienie rodu ludzkiego, który nadmiernie się rozmnożył i ugrzązł w przestępstwach. Nie wolno lekceważyć jej świętej woli. Ale jakże ja spełnić? Czy za twoim przyczynieniem, Posejdonie, zesłać nowy potop na ziemię? Czy za twoim, Prometeuszu, spalić ja na popiół?

 Koło nóg Zeusa rozległ się znany już, chrapliwy głos:

- Dla was, bogowie, istnieją tylko okrutne, żywiołowe kary: potop, pożoga. I na co one? Czyż istnieje dla człowieka wróg bardziej zawzięty aniżeli sam człowiek? Tutaj wymierzcie, a spełnicie czyn należyty.

- A czego, wedle ciebie, potrzeba, aby człowieka obrócić przeciw człowiekowi?

- Potrzeba nie jednej rzeczy, ale dwu: bohatera wojny i przedmiotu wojny.  Potrzeba siły ponad wszelką siłę i piękności ponad wszelką piękność. Z nich to powstanie wojna ponad wszelkie wojny i zelżeje brzemię Ziemi-Macierzy.

- A jak mamy stworzyć ową siłę i piękność?

- O pierwszej jużeście tu radzili. Wydajcie Tetydę za najlepszego na świecie wojownika - przeznaczenie gotowało jej syna, który winien zaćmić swojego rodzica, a wtedy stanie się siłą ponad wszelką siłę. Do drugiej drogę pokazała sama Ziemia- Macierz: piękność będzie dziełem twoim i Dziewicy Ramnunckiej, Nemesis [bogini Przeznaczenia].

 Zaczęli bogowie dalej radzić jako wprzódy. A kiedy już dociągnęli do końca swoje narady - z godów wielkiego bożego pojednania wyrosło zarzewie wielkiej wojny, zgodnie z wolą Zeusową, aby ulżyć brzemieniu Ziemi-Macierzy.

 Niedługo potem łąki tesalijskiej Ftyi zapłonęły tysiącem ogni, radosne śpiewy niosły się przez wieczorne powietrze, barwnymi splotami sunęły pląsy po murawie, a wokół marmurowych stołów bił rozgwar hucznej biesiady. To król Peleus święcił gody swoje z córką Nereusa, Tetydą, wieńcząc wreszcie powodzeniem pieszczone przez lat tyle, gorące pragnienie duszy. Może Herakles wstawił się za nim, ubóstwiony jego towarzysz z wyprawy argonauckiej? Zostać to miało na wieki tajemnicą olimpijskich podniebi. To pewne, że pośród gości weselnych znalazł się i on, i inni jeszcze niebianie. Nie było człowieka, który nie pragnąłby z oblubieńcem cieszyć się urodą oblubienicy, z oblubienicą - siłą oblubieńca. Apollo uderzył w struny swojej złocistej cytry i dobył z nich pean uwielbienia dla przyszłego syna szczęśliwego stadła: nie będzie dla niego bohatera, nie będzie większej piękności, potęgi i sławy.

 Jednego tylko nie powiedział: że ten syn, szlachetny Achilles, padnie w kwiecie wieku od jego - Apollina - strzały. Ale i my na razie zapomnijmy o tym. Dużo nam trzeba będzie przeżyć smutków razem z bohaterami naszej nowej opowieści; odetchnijmy więc tymczasem pełna duszą na tym radosnym weselu chrobrego Argonauty Peleusa z urodziwą córą króla mórz, Tetydą.

*

 Na cyplu skalnym, wznoszącym się ponad Rahmnusem attyckim, niewidzialna dla oczu ludzkich siedzi surowa Dziewica, nieubłagana Nemesis: jej współwładczyni Prawda, jej służki Erynie. Widzi wszystkie czyny ludzkie i karze tych, którzy w pysze wynoszą się ponad dolę człowieczą.

 Pewnego dnia Zeus, opuściwszy olimpijskie progi, stanął jako podróżny w jej górskiej siedzibie. Długo radzili coś między sobą, długo stawiała opór Dziewica wymawiając się od przysługi, jakiej żądał od niej bóg dla wypełnienia świętej woli Ziemi-Macierzy. Na koniec skinęła głową: w mgnieniu oka śnieżnobiałe pióra otuliły jej dziewiczą kibić, ręce zmieniły się w skrzydła - furknęła i wzbiła się w niebiosa. Zeus poszedł jej śladem: lecieli jako dwa białe łabędzie - ani mógł się kto domyślić dokąd.

 Nadszedł czas - a w niewieściej komnacie zamku króla spartańskiego, Tyndareosa, dokonał się cud. Biały łabędź wleciał przez otwarte okno i cicho złożył wielkie jajo na kolanach siedzącej królowej Ledy. Pieczołowicie pełniła królowa, co jej było nakazane: strzegła i pieściła cudowne jajo, a kiedy dzień właściwy zaświtał, z jaja wykłuło się dziecię, dziewuszka - Helena. Wielu ludzi uważało ją, co zresztą zupełnie zrozumiałe, za córkę Tyndareosa i Ledy, a siostrę starszej od niej Klitajmestry; domyślniejsi zwali ją po cichu córką Zeusa i Ledy; ale tylko prorocy, którym jawne są tajnie czynów bożych, wiedzieli, że naprawdę była ona córką Zeusa i Nemezydy.

opowiedział Tadeusz Zieliński

 

Leda i Łabędź, Leonardo da Vinci

http://www.czasgarwolina.pl.

.