17 listopada 2018r. Imieniny: Grzegorza, Salomei, Elżbiety
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Polityka Stanisława Augusta

Jakie książki czytać, stare czy nowe? Stare!

Przenoszenie nawyku oceny jako dobrego tego co nowe z technologii do wiedzy życiowej jest błędem. Prawdy ludzkie już zostały poznane, i w znacznej mierze zapisane w cennych książkach.

Jako przykład prosimy przeczytać rozdział książki Aleksandra Bocheńskiego "Dzieje głupoty w Polsce".

                                                                                                                   Andrzej Dobrowolski

 

 

Polityka Stanisława Augusta

w świetle jego pamiętników

http://www.czasgarwolina.pl.

   Pierwsze księgi pamiętników są tak osobiste i bezpośrednie, że trzeba sądzić, iż motyw ich powstania był ten sam, który tylu pamiętnikarzy przed królem i po nim pchnął do tego najciekawszego bodaj rodzaju literackiego: chęć utrwalenia swoich przeżyć, dla siebie i dla swoich czytelników, bez względu na jakiś specjalny interes. Ta część pamiętników jest par excellence dziełem politycznym i literackim i jako taka posiada dużą wartość. Na dowód, jaki był wpływ pamiętników, zacytujemy poniżej zdanie Szujskiego z r. 1866 w czwartym tomie "Dziejów" (str. 396), a potem tegoż samego autora w rok później, po przeczytaniu pamiętników ("Przegląd Polski", 1 IV, 1867).

   Szujski w "Dziejach":

http://www.czasgarwolina.pl   W Stanisławie Auguście wchodził istotnie nowy typ, niestety, typ przejściowy, a więc bez gruntu i bez hartu - na tron Polski. Syn ambitnej matki i ojca dorobkiewicza, wychowany przez cudzoziemskich szarlatanów, otarty w zagranicznych salonach, bez gruntu moralnego, bez wiedzy prawdziwej, miłośnik obcej mody, obyczaju i zbytku, był Stanisław August człowiekiem płytkim, próżnym i zniewieściałym, który lekkomyślnie i bezsumiennie przyjąwszy na siebie ciężar panowania, podołać mu nie potrafił ... w stanowczej epoce, którą sam wdarciem się na tron sprowadził, był Poniatowski pierwszym i najważniejszym z nieszczęść narodowych ...


   Szujski w rok później:

http://www.czasgarwolina.pl   Powtarzaliśmy tylekroć oklepane komunały o słabości, niedołężności, ba, nawet moralnej nikczemności króla, wystawialiśmy go sobie w teatralnej pozie lichego aktora, sądziliśmy go ryczałtowo, bez względu na trzydziestolecie jego przejścia - że jeżeli co, to taki żywy pomnik jego ducha musi każdego zastanowić, musi nas przyprowadzić do przekonania, że go bardzo mało, bardzo powierzchownie znamy. Część pamiętników ogłoszona ... zmusza tylko do uznania, że kto w ten sposób znał i sądził ludzi, nie mógł być zerem lub maszyną nakręcaną przez drugich, ale musiał być samodzielną indywidualnością.



   Konopczyński w przedmowie do polskiego częściowego wydania, mimo surowego na ogół sądu, przyznaje królowi z daleka pierwsze miejsce wśród pamiętnikarzy współczesnych.

   Ostatnie znowu rozdziały są - jak to już zostało zauważone - raczej protokołami z posiedzeń sejmowych, Rady Nieustającej czy rozmów dyplomatycznych niż pamiętnikiem. W każdym razie charakterystyczna jest znikoma ilość miejsca, jakie autor poświęcił przyczynom klęsk Rzeczypospolitej i obronie swego udziału w tych klęskach. Dodać trzeba, że w chwili, gdy je pisał, nie zdawał sobie zapewne sprawy z tego, że przez blisko sto lat Polska będzie jego właśnie i jego politykę obarczała cała niemal odpowiedzialnością za rozbiory. Ani razu, czytając pamiętniki, nie spotykamy się ze zdaniem, które by pozwoliło przypuszczać, że królowi takie posądzenie mogło przyjść na myśl. A nie jest to poza, bo tam, gdzie czuł się oskarżonym, (np. w sprawie porwania czterech senatorów przez Repnina), broni się z dużym nakładem tekstu i pracowitości. Nie pozuje również król na nieomylnego. Wprost przeciwnie, lubi niemal oskarżać sie o błędy i wykazywać, co powinien był w danym przypadku uczynić. Nie będąc więc apologetą, jest jednak król obiektywnym i krytycznym obrońcą swojej polityki zagranicznej i wewnętrznej. Jest nieszczęściem, że obrona ta, zwłaszcza o ile tyczy obrony polityki zagranicznej, nie została dostarczona społeczeństwu polskiemu wraz z oskarżeniem, jakie rzucili nań twórcy Konstytucji 3 Maja. Być może, że byłaby ona oszczędziła naszej polityce porozbiorowej wielu głupstw i niepowodzeń. Ponieważ nieliczne passusy poświęcone przez króla polityce są rozsiane wśród 1300 stron druku, uważaliśmy za pożyteczne zebrać je tu w streszczeniach lub cytatach.

   Na początku piątej księgi daje Stanisław August rzut oka na stan Polski, na jej położenie zarówno międzynarodowe, jak wewnętrzne, tak jak je widział w chwili objęcia tronu. Kapitalny - dla zrozumienia polityki królewskiej - obraz wymaga dokładnego przejrzenia.

   Za największego wroga Polski uważał król zawsze i niezmiennie Prusy. W zapatrywaniu tym nie ma ani śladu jakiejś predyspozycji ani filozofii dziejowej, ani tym mniej - jak go o to oskarżano w Berlinie - osobistej nienawiści do Fryderyka Wilhelma II. Nie pasowałoby to do pozbawionego wszelkich namiętności politycznych, zwłaszcza daru nienawiści, króla. Po prostu konstatował w całym okresie czasu, do roku 1763, stała chęć osłabienia Polski, ze strony naszego dawnego lennika pruskiego. W obrazie Polski wymienia Prusy na pierwszym miejscu wśród sąsiadów stwierdzając, iż zajęte wojną siedmioletnią zadowalały się niedopuszczaniem do powiększenia armii polskiej, o co było nader łatwo przy pomocy regularnego zrywania sejmów za pomocą liberum veto lub tez przedłużania debat aż do terminu sześcioniedzielnego, poza który sejm trwać nie mógł. Bardziej ciekawe jest w oczach króla stanowisko Moskwy:

   Piotr I potrafił w roku 1717 zredukować stopę liczebną naszego wojska do cyfry 18 000, co w proporcji do obszaru kraju jest niczym. Jednocześnie przeprowadził jako ustawy wszystkie zasadnicze wady naszego ustroju - te zwłaszcza, które najbardziej przyczyniały się do wiecznej słabości państwa i zapobiegały jego odrodzeniu. Odtąd Polska stała się dla Rosji niejako wielkim przedpolem, oddzielającym ja od wszystkich państw bardziej południowych, przedpolem służącym w walce przeciw innym, ale pozwalającym jej samej zawsze na swobodny przemarsz ...

   Passus ten, stanowiący credo zapatrywań króla na stosunek Rosji do Polski, pociągnął za sobą parę konsekwencji. Jedna z najważniejszych to przekonanie, iż w interesie Rosji leży c a ł o ś ć  dzierżaw polskich. Żeby ten punkt widzenia dobrze zrozumieć, trzeba sobie przede wszystkim jasno uprzytomnić, że ekspansja Rosji kierowała się wówczas wyłącznie niemal w kierunku Turcji i że za cel życia Katarzyna postawiła sobie zdobycie Bizancjum i koronowanie swego wnuka Konstantego cesarzem. Będziemy mieli okazję jeszcze do tego założenia powrócić. W każdym razie teza króla nie zawierała nic oryginalnego. Według tychże samych pamiętników stanowiła ona podstawę polityki zagranicznej stronnictwa "patriotycznego", które było przekonane, że "Polska nierządem stoi" i że rywalizacja sąsiadów nigdy na rozbiór nie pozwoli. Ta sama logika zabraniała wujom królewskim, starym Czartoryskim, uwierzyć w groźbę rozbioru, gdy nią Repnin, a nawet sam król straszyli, pragnąc ich skłonić do konfederacji przeciw barszczanom.

 Ja i każdy dobry Polak jest i być musi właśnie przez patriotyzm przyjacielem Moskwy raczej niż jakiegokolwiek innego sąsiada, gdyż jesteśmy przekonani, że jest prawdziwym interesem Rosji nie działać na naszą szkodę i przeszkodzić przed zamachami na nas z innej strony ...

 Tak król streszcza stały refren swych rozmów ze Stackelbergiem, który zamęczał go podejrzeniami o zdradzie, mniej lub więcej cichej, sojuszu z Katarzyną. I cytuje z uznaniem zdanie Chreptowicza do tegoż Stackelberga wypowiedziane: "Jestem dobrym moskalofilem, gdyż jestem przekonany, że bez pomocy Rosji moja ojczyzna stałaby się ofiarą sąsiadów." (Tu trzeba zaznaczyć, że tekst francuski zdania Chreptowicza brzmi: "Je suis bon Russe ..." co wówczas miało takie potoczne znaczenie, jakie mu nadajemy. Dosłowny przekład brzmiałby: "Jestem dobrym Rosjaninem ...").

   Jakże jednak Stanisław August, który lepiej niż ktokolwiek zdawał sobie sprawę i za szkodliwości ustroju, i z wagi, jaką Rosja przywiązuje do jego utrzymania, mógł być długoletnim wyznawcą i kierownikiem obozu rosyjskiego w Polsce? Wyjaśnia on nam to, wymieniając motywy forsowania projektu Rady Nieustającej przez Panina. Jako pierwszą przyczynę uważa ciasnotę wykształcenia ministra rosyjskiego, o którym parokrotnie pisze ironicznie, że poza Szwecją nigdzie nie był i uważa ustrój jaki narzucił w Szwecji, za najlepszy dla państw, gdzie Rosja pragnęłaby dzierżyć hegemonię.

   Drugi motyw, bardziej polityczny, brzmi jak następuje:

   Ponieważ zasady rosyjskie od Piotra I dążyły zawsze do utrzymywania Polski w stanie inercji, chciano przeto stale w Petersburgu zachować rozprzężenie sejmów. Skoro jednak nicość sejmów i bezsiła prawie zupełna władzy wykonawczej w przerwach dwuletnich między sejmami doprowadziła do niemożności wykonywania nawet niektórych żądań rosyjskich, przeto Rosja zapragnęła, by powstała Rada Nieustająca ...

   Stanisław August, którego nawet wielki jego krytyk nazwał nieposzlakowanym obrońcą integralności Rzeczypospolitej (...) przede wszystkim utrzymywał lenno rosyjskie, gdyż w razie przeciwnym widział pewny upadek państwowości przez rozbiór lub aneksję ze strony Prus. Ale poza tym nie rezygnował bynajmniej z pogodzenia interesu rosyjskiego z postulatem odrodzenia wewnętrznego. Stworzył nawet cała teorię tego odrodzenia na podstawie: 1) podniesienia oświaty, 2) stworzenia elity dygnitarzy.

 A więc założeniem naczelnym polityki królewskiej była opieka rosyjska. Nabytki terytorialne, jakie Rosja mogła poczynić kosztem Polski, były wszak w stosunku do jej wielkości nieduże, natomiast dzielnice, jakie by musiała oddać Austrii, a zwłaszcza Prusom, powiększały te państwa niewspółmiernie. Logika tego rozumowania była bez zarzutu. W interesie Rosji nie leżał rozbiór Polski, lecz aneksja lub protektorat nad całością. Dzieje pokazały, że Stanisław August miał rację. Nabytki dokonane przez Prusy były ostatecznie niewspółmiernie duże z zaborem rosyjskim. Ale logika Rzeczpospolitej nie ocaliła. Streściwszy analizę położenia i drogę wytyczoną tak, jak to przedstawia w swoich pamiętnikach król, przejdźmy z kolei do opisu jej realizacji.

 Sejm koronacyjny, dokonany jeszcze pod egidą Czartoryskich, był dla ustroju Polski rewolucyjnym. Zreformowano obrady sejmowe, zniesiono liberum veto i masową elekcję, naprawiono sądownictwo. Ani jedna dziedzina nie pozostała nietknięta - mówi z żalem Lelewel. Już przy forsowaniu tych reform król natrafił na opozycje Kajzerlinga. Przypadek jednak zrządził, że właśnie Kajzerling, stary przyjaciel Familii [Czartoryskich] był dawnym nauczycielem młodego Poniatowskiego w dziedzinie ... logiki. Toteż tu, po raz pierwszy i niestety ostatni, Stanisław August słowem pokonał siłę, zmusił jego własnymi sylogizmami starego Kajzerlinga do kapitulacji. Ustawę ubrano w taką formę, by ambasador mógł się tłumaczyć, że wyprowadzono go w pole ...

 Pierwsze lata panowania Poniatowskiego stały pod znakiem godności królewskiej i emancypacji króla spod zbyt ciasnej kurateli moskiewskiej. Kierunek ten jednak nie odpowiadała ani sytuacji Polski, ani polityce zasadniczej jaką powyżej Stanisław August przedstawił jako jedynie trafną.

 I to właśnie w pamiętnikach swoich król nie waha się nazwać pierwszą i zasadniczą przyczyną upadku Polski. Repnin, który objął ambasadę po Kajzerlingu, nie mogąc doczekać się ustępstw zwraca się do stronnictwa Potockich, podnosi sprawę dysydentów, potem obala wszystkie reformy Czartoryskich i w konsekwencji powstaje konfederacja barska i pierwszy rozbiór. Ochłodzenie stosunków polsko-rosyjskich gra więc w tym łańcuchu przyczyn pierwszorzędną rolę. Oto jak król maluje genezę tego błędu:

 Przede wszystkim Rosja zaczęła zdawać sobie sprawę odtąd (sejm 1764) sprawę z tego, że Stanisława Augusta znajduje mniej uległym, niż byli Augustowie II i III. Widziała upozorowanie zwlekania, przez które oddalono ze strony polskiej działania uchwały sejmu koronacyjnego, na mocy której miała powstać komisja, która miała i mogła doprowadzić do ciaśniejszego scementowania porozumienia polsko-rosyjskiego.

 To ochłodzenie stosunków ze strony polskiej nie miało innego źródła jak tylko  rady wojewody ruskiego, który bezustannie sugerował, jakoby kraj uważał zawsze jako nikczemne odwdzięczanie sie Rosji za koronę, wszelkie chociażby ograniczające się do pozorów oznaki porozumienia z Rosją.

 Król, dbały o swoją reputację, przywiązywał za dużo wagi do tych podszeptów. Wpłynęły one na linie jego postępowania w większej mierze, niżby to nakazywał rozsądek. Bo przecież dopóki Rosja nie domagała się niczego krzywdzącego czy szkodliwego dla Polski, należało właśnie z nakazu patriotycznego utrzymywać i pielęgnować z największą starannością jak najlepsze z nią stosunki.

 Mamy tu więc oskarżenie wprost skierowane przeciw Czartoryskim. Powtarza je król jeszcze przed tym, gdy opisuje pytanie, jakie mu zadał z okresie bezkrólewia Kajzerling: czy nie byłoby lepiej dla kraju, żeby królem został wojewoda ruski albo książę Adam? Po trzech dniach namysłu, łudząc się nadzieją małżeństwa z Katarzyną, król utrzymał swoja kandydaturę.  "W 8 lat później - pisze król - żałowałem gorzko tej decyzji, byłbym oszczędził sobie wszystkich strapień, a mojej ojczyźnie wszystkich nieszczęść, które - jak zobaczymy w dalszych częściach tych pamiętników - jako pierwsze źródło miały to, iż mój wuj nigdy mi nie przebaczył, że to nie on został królem."

 Tu trzeba zaznaczyć ogólnikowo, że pamiętniki mniej jasno oddają perypetie polityczne panowania niż drogę, jaką ex post autor poleca jako jedynie zbawienną, Wyjątkiem jest problem ochłodzenia stosunków króla z Familią. Sprawa ta zajmuje sporo miejsca, widać leżała królowi na sercu. Czy zachował tu równie królewski obiektywizm jak w stosunku do innych swoich wrogów, trudno to orzec. Nigdy w każdym razie nie pomija sposobności, by podkreślić, o ile starzy Czartoryscy przewyższali całą resztę ówczesnej elity politycznej Polski. Ale może tym bardziej ma im za złe kłody, które mu konsekwentnie i bez powodu rzucali pod nogi. Jeśli idzie o stosunki Czartoryskich z Repninem, to Stanisław August sugeruje, jakoby Czartoryscy, kierując jego samego na drogę opozycji antyrosyjskiej, sami nie tylko szukali zbliżenia do Moskwy, ale i oskarżali go przed ambasadorem o brak lojalności moskalofilskiej. Natomiast pomija najzupełniejszym milczeniem ofertę przymierza antytureckiego i podniesienia wojska do 50 tysięcy ludzi, która została przez kanclerza litewskiego odrzucona.

 Równie szybko i pobieżnie przechodzi nad innymi historycznymi zdarzeniami miedzy rokiem 1765 a 1768. Uchwałom sejmu Czaplica, niszczącym całe dzieło reform - uchwałom, które będzie potem dziesiątki razy wspominał jako jedno ze źródeł trudności i słabości Rzeczypospolitej - poświęca zaledwie parę stron. Nie daje nam swego punktu widzenia na sesję z 20 i 22 listopada, ani na zakulisowe rozmowy, które wszak być musiały między nim, Czartoryskimi a Repninem. Nie usprawiedliwia odstępstwa Czartoryskich od reform i unosi się oburzeniem, pisząc, że wojewoda ruski, który nigdy w życiu nie napisał dłuższego wotum niż paroliniowe, wówczas nie wstydził się odczytać trzech stron pisma, popierającego lex Wiehorski. A przecież okólnik, który król zredagował i rozpuścił anonimowo wśród posłów w nocy po wystąpieniu Repnina i który cytuje w całości, także nie doradza odrzucania żądań Repninowskich. Jak sobie Czartoryscy i król wyobrażali dalsze reformy - trudno to orzec. W każdym razie pamiętniki stwierdzają, że Czartoryscy poszli na kompromis z Repninem za cenę swoich reform, natomiast król temu odmówił. Czartoryscy wyparli się swego dzieła reformistycznego z obawy o całość państwa. Oto w przeddzień głosowania posłowie Prus i Rosji zagrozili wojną w razie odrzucenia lex Wiehorski. Król był wówczas skłonny ryzykować wojnę i całość, byle naprawić ustrój.

 Porównać proszę stanowisko stronnictwa patriotycznego przed 3 Maja, kiedy to wszyscy bez wyjątku dyplomaci zagraniczni przestrzegali przed pochopną uchwałą jako mogąca wywołać wojnę i upadek Rzeczypospolitej.

 Patrioci woleli ryzykować upadek, niż pozostawać w jarzmie. Podczas sejmów rozbiorczych król, nauczony doświadczeniem, prowadził już inną, bardziej ostrożną politykę, nie przez zrzucanie protektoratu w danym ustroju, co uważał za niemożliwe, ale przez wzmocnienie wewnętrzne nawet przy protektoracie. Łatwiej zlikwidować anarchię przy protektoracie niż protektorat przy anarchii, oto formułka, która by pasowała do całej jego linii politycznej. Historia przyznała mu rację. Próby wydobycia się spod jarzma wasalnego przy braku rządu, skarbu, moralności obywatelskiej, oświaty, armii okazały się niemożliwością. Natomiast podniesienia kraju dokonane mimo jarzma, a częściowo przy jego pomocy, dało wyniki powolne, ale bezcenne, i gdyby gorączka nie była poniosła "niepodległościowców" w czasie Sejmu Czteroletniego, byłaby Polska co dzień wzmacniająca się doczekała się śmierci Katarzyny, panowania Pawła, wojen napoleońskich, tego wszystkiego, co niszczyło fatalną koniunkturę geopolityczną w jakiej znaleźliśmy się w okresie między wojną siedmioletnią a wojnami napoleońskimi.

 Genezę sprawy dysydentów [tu znaczy to nie-katolików], którą uważa się za bezpośrednią przyczynę pierwszego rozbioru, widzi król zarówno w ambicjach wolteriańskich Katarzyny II, która pragnęła zdobyć aureolę pogromczyni przesądów, jak i w celach politycznych, a mianowicie w dążeniu do opanowania dwóch milionów dyzunitów zamieszkujących ziemie polskie. Co do Prus, to zarzuca im wprost dążenie do wywołania zamieszania i wojny domowej w Polsce dla aneksji Pomorza, podczas gdy przypuszcza, iż Petersburg łudził się nadzieją pokojowego przeprowadzenia swoich postulatów. Także Prusom przypisuje inicjatywę w obaleniu ustaw sejmu koronacyjnego.

 Omawiając porwanie czterech senatorów, król zrzuca winę za pomoc udzieloną Repninowi w tym dziele na Podoskiego i Brzostowskiego. Poza tym jednak ogranicza się do dość pobieżnej kroniki konfederacji radomskiej. Więcej znacznie szczegółów, i to sensacyjnych, znajdujemy w pamiętnikach o stosunku króla do konfederacji barskiej.

 Konfederację barską założyli radomianie, Potoccy, jednym słowem ci wszyscy, którzy nienawidzili Stanisława Augusta i Czartoryskich i nie kryli się z zamiarem detronizacji króla na rzecz księcia saskiego. Wszak obietnicą tej detronizacji zwabił ich Repnin do Radomia, za cenę tej obietnicy, obok przywrócenia anarchii sejmowej, wyrzekli się oni programu antymoskiewskiego ... . Gdy Repnin nie zdetronizował króla, a co więcej, zmusił radomian do uchwał będących w ich oczach prześladowaniem religii katolickiej, wybuchła reakcja w postaci konfederacji barskiej. Była więc ona skierowana przeciw Moskwie, przeciw dysydentom, a także przeciw domniemanym moskiewskim sojusznikom: królowi i Czartoryskim. Zła wiara przywódców, ciemnota tłumów, brak propagandy strony przeciwnej sprawiły, że konfederaci nie zdawali sobie sprawy z tego, że Repnin poniżył króla i Czartoryskich gorzej jeszcze niż samo stronnictwo Potockich i że mogliby w stronnictwie wrogim znaleźć łatwo najlepszego sprzymierzeńca. Trzeba jednak orzec, że woleliby szukać sprzymierzeńca w Moskwie, byleby wierzyli w to, że Moskwa zerwie z królem.

 Wybuch konfederacji był Czartoryskim bardzo na rękę. Przystępować do niej od razu nie mieli zamiaru, nie wierzyli w jej powodzenie militarne. Była ona natomiast namacalnym potwierdzeniem przestróg przed lekkomyślnością i gwałtowną polityka Repnina, była, z chwilą zwłaszcza wybuchu wojny turecko-rosyjskiej, potężnym argumentem, który można było wygrywać w Petersburgu przeciw Repninowi. Gorsza była dla króla, gdyż w razie zwycięstwa konfederacji nic dobrego spotkać go nie mogło, w razie zaś pacyfikacji dokonanej siłami rosyjskimi stawał się zupełnym już wasalem carowej. Najgorzej na konfederacji mógł wyjść Repnin. On był odpowiedzialny za spokojne przeprowadzenie żądań rosyjskich, a tymczasem nadmiarem gwałtowności i bezceremonialnym oszukiwaniem obydwu stronnictw wywołał zbrojną konfederację, a potem nawet wplątał Rosję w wojnę turecką, której Petersburg wcale sobie nie życzył. Toteż zdawało się Repninowi, iż jak najszybsze opanowanie sytuacji, i to o ile możliwe wyłącznie siłami polskimi, jest dla niego kwestią jego kariery.. Mnożył w nieskończoność starania o odrodzenie stronnictwa prorosyjskiego, groził rozbiorem, obiecywał koncesje. Jednak ani król, ani Czartoryscy nie zgodzili się na to.

 Stosunek króla do konfederacji barskiej jest nadzwyczaj ciekawy. Jest dokumentem jego obiektywizmu i rzadkiej zalety doszukiwania się dobrych stron u przeciwników. Cele jej był oczywiście najzupełniej obce jego linii politycznej. Jej wartość militarną ocenia nadzwyczaj nisko, jako rezultat działań stwierdza jedynie wyniszczenie kraju i rozbiór. Oczywiście uważał konfederację za skierowana wprost przeciw sobie, dybiąca na jego życie i w każdym razie pustoszącą regularnie jego dobra i pozbawiająca ja na przeciąg kilku lat jego dochodów. A jednak nie pomija nigdy okazji, by podkreślić wzniosłe motywy tych działań, które określa jako "chęć pozbycia się niesprawiedliwego jarzma moskiewskiego" lub po prostu jako "patriotyzm".

 Sam opis kapitalnego błędu związania za wczesnego konfederacji wobec zamierzonego wymarszu wojsk rosyjskich daje poznać między liniami żal i gniew takiego zmarnowania dogodnej okazji.

 W rzeczywistości rozkazy odmarszu były już wydane i niektóre oddziały rosyjskie były już w drodze do granicy, tak że gdyby odwleczono zawiązanie konfederacji o dwa miesiące, nie byłoby już znalazło się ani jednego żołnierza rosyjskiego w całej Polsce, by z nią walczyć, byłaby się szybko rozprzestrzeniła na całym obszarze królestwa i nabrałaby od początku sił, których potem nigdy nie osiągnęła.

 Zdając sobie sprawę z oporu, jaki stawił propozycjom Repnina, król wcale nie twierdzi, by kroczył wówczas dobrą drogą. Wprost przeciwnie, gdy po wybuchu wojny tureckiej Repnin proponuje królowi objęcie naczelnego dowództwa nad armią rosyjską (sic) i sam obiecuje mu służyć w charakterze adiutanta i gdy król odrzuca tę propozycję, motywując to po pierwsze - niemożnością legalizacji wojny bez sejmu, a po drugie - smutną rolą, która by odgrywał wśród obcych wojsk, pisze, co następuje:

 Książę Repnin nie uzyskał nic ponadto od króla. Nie wyznał mu król prawdziwej racji swojej odmowy. Było nią przekonanie, iż to dobycie oręża przez Turcję jest jedyną okazją, daną Polsce przez Opatrzność dla pozbycia się jarzma, które jej Moskwa niedawno narzuciła ...

  A jednak, gdy od tej krytycznej chwili przeglądamy wszystkie pro i contra, możemy powątpiewać, czy ta odmowa ze strony króla nie była błędem kapitalnym i nieodwołalnym. Była to jedyna chwila, gdy Rosja uważała jeszcze, że może potrzebować pomocy króla i jemu ją zawdzięczać.

 Następnie dowodzi, że udział w tej wojnie byłby wskrzesił militaryzm polski, nauczył Polaków nowoczesnego sposobu wojowania, dał pewne korzyści kosztem Turcji i, co najważniejsze, pozwolił na reformy ustroju.

 Gdy już Czartoryscy za pomocą Salderna wywalili Repnina z Warszawy i gdy zastępował go Wołkoński, familia dalej odmawiała rekonfederacji. Pamiętniki poczytują to za błąd:

 Gdyby (Czartoryscy) oświadczyli wprost Wołkońskiemu: "Zgadzamy się utworzyć rekonfederację z królem na czele, wciągniemy do niej naszych przyjaciół, ale pod warunkiem, ale pod warunkiem, że Rosja zwolni nam czterech senatorów i że w paru punktach cofnie gwarancje" - jest prawdopodobne, szczególnie na początku ambasady, iż byliby otrzymali to, czego pragnęli. Mogli w ten sposób pociągnąć za sobą znaczna część narodu ... i w końcu byliby odwrócili zgubny rozbiór Polski, który król i wielu Polaków i obcych im przepowiadało, ale w który nie chcieli nigdy wierzyć.

 Od końca czwartej księgi pamiętniki nie zawierają już myśli syntetycznych dotyczących polityki zagranicznej. Są tylko uwagi o sprawach wewnętrznych, które referowaliśmy poprzednio. Prokonsulat Stackelberga czyniący życie króla jednym pasmem udręczeń zajmuje cztery następne księgi.

 Parę razy tylko na marginesie tych starć powtarza król porównanie, które po raz pierwszy zanotował przy sejmie radomskim: król jest jednym z tych malowanych władców Wschodu, obok których prokonsulowie rzymscy dzierżyli całą władzę i dysponowali wszystkimi, nawet najdrobniejszymi sprawami państwowymi.

 To poddaństwo - pisze król - obniżało króla tak w oczach Europy, jak i jego własnego narodu. A jednak trzeba je było znosić królowi dla dobra tegoż właśnie narodu, gdyż byłby on na pewno jeszcze bardziej nieszczęśliwy, gdyby dwór carski mógł mieć zarzuty wobec króla polskiego.

 Pamiętniki króla, pisane po francusku, leżały w rękopisie w Petersburgu do 1921 roku, kiedy instytucje naukowe Związku Radzieckiego wydały ich kompletny, oryginalny tekst. Odtąd każdy historyk polski w każdej większej bibliotece naukowej Związku Radzieckiego, i w niektórych bibliotekach krajowych, może zaznajomić się z tym tekstem. Minęło 60 lat i wyższe uczelnie wykształciły tysiące i dziesiątki tysięcy historyków, utrzymywanych przez społeczeństwo po to, by poznawali dzieje i przekazywali ich znajomość kolejnym rocznikom młodzieży wszystkich zawodów. Ani jeden z tych historyków nie uznał za stosowne  przetłumaczyć i wydać w Polsce pamiętnika najbardziej inteligentnego z naszych królów.

 

Aleksander Bocheński

"Dzieje głupoty w Polsce", 1947, wydanie z 1988.

http://www.czasgarwolina.pl. 

 

"Inteligentna stara książka nigdy nie staje się przestarzała, gdyż nowa inteligentna książka wyłącznie uwyraźnia idee, które implicite zawierała stara książka."

 

"Współcześni myśliciele różnią się między sobą tak jak międzynarodowe hotele, których jednakową strukturę powierzchownie dekoruje się krajowymi motywami. Tymczasem naprawdę ciekawa jest jedynie lokalna mentalność wyrażona kosmopolitycznym słownictwem."

 

"Ostatecznie ważne jest nie to, by naród prowadził politykę docześnie skuteczną, lecz po to, by był godnym podziwu wydarzeniem historycznym. A tego, kto podchwytliwie spyta "Co pozostaje po tym, co przegrywa?", spytajmy ironicznie "A co pozostaje po tym, co wygrywa?".

 

Mikołaj Gomez Davila

 

P.S. dla Młodzieży:

 Zwycięskie w 1795 roku luterańskie Niemcy 120 lat później wyhodowały Adolfa Hitlera i Włodzimierza Lenina. AD

http://www.czasgarwolina.pl.

Ilustracje z Internetu: m.in. obrazy Warszawy pędzla Bernarda Belotto, zwanego tylko w Polsce Canaletto.

.