22 lipca 2018r. Imieniny: Magdaleny, Bolesławy, Marii
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Kompromitacja >charytatywności<

   Wicepremier III RP profesor Gliński wyraził publicznie opinię, że nie powinno się krytykować udziału w pracach instytucji dobroczynnych rodzin rządzących polityków, nawet kiedy bliżej lub dalej powiązane z tymi politykami instytucje państwowe dotują działalność "charytatywną" pieniądzem publicznym.

   To oczywista bzdura. Ponieważ pieniędzy dla organizacji pozarządowych nie wystarcza wedle życzenia ich aktywistów, to ich wnioski są załatwiane dla jednych w stu procentach, dla drugich w dwudziestu procentach, a dla trzecich - całkiem odmownie. Jeśli organizacja, w której radzie zasiada pani Komorowska, pani Rzeplińska lub pani Glińska otrzymuje dziesiątki milionów dotacji, a organizacja bez układu z władzą nie otrzymuje ich wcale to powstaje uzasadnione podejrzenie, że politycy użyli nieformalnych wpływów, żeby dotacje publiczne trafiły do organizacji swych kochanych żon i córek.

   Ten wicepremier nie rozumie tego? (Piszę "ten", bo ten drugi nie rozumie czego innego.)

   A teraz coś a propos z mojego własnego  doświadczenia.

   Byłem kiedyś świadkiem powoływania organizacji charytatywnej. Słuchałem rozmowy o zakresie działania tej inicjatywy garstki entuzjastów i zauważyłem zaskoczony, że planuje się jej działanie od samego początku z wielkim rozmachem.

    Zauważyłem, że lepiej byłoby rozbudować bazę pomagających, a zredukować plany pomocy dla potrzebujących. Potem zaś - w razie powodzenia inicjatywy - ewolucyjnie ją rozwijać. Konkretnie: stu powinno pomagać dziesięciorgu, a nie dziesięcioro stu. Wtedy można by sprostać wyzwaniu. "Mierz zamiary na siły."

   "Tak to w ogóle nie warto zaczynać i brnąć przez morze biurokracji." - odpowiedziano mi. Co niestety skutkuje "koniecznością" starań o dotacje.

                                                                                                                 Andrzej Dobrowolski

 

.