21 listopada 2018r. Imieniny: Janusza, Marii, Konrada
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Okcydentalizacja świata, czyli jego >>uzachodnienie<<.

   Patrząc na życie Europy możemy dojść do wniosku, że cywilizacja europejska umiera. W świadomości ludzkiej gaszona jest świadomość królowania prawdy; obumiera duch prawa rzymskiego dającemu pojedynczym ludziom w pakiecie wolność i odpowiedzialność; choruje religia katolicka.

   Jednak dominikanin ojciec Józef Maria Bocheński powiedział 30 lat temu, że wszystkie cywilizacje Ziemi umierają, a cywilizacja Zachodu tylko choruje. Otóż to - warto spojrzeć na sześć kontynentów i porównać się ze starymi cywilizacjami Ziemi.

   Pięćset lat temu Europa zaprowadziła dobry ład w Amerykach, Australii i znacznej części Afryki (kto uwierzył lewicy, że była to zmiana na gorsze niech obejrzy film "Apocalypto" o cywilizacji azteckiej, albo poczyta o okrucieństwie wojen plemiennych w "rajach" Amazonii czy Polinezji). W cywilizowanej Azji Zachód uchwycił tylko przyczółki portowe.

   Na połączeniu Azji, Afryki i Europy przetrwała cywilizacja islamu, w Indiach cywilizacja bramińska, w Chinach - najstarsza na Ziemi - chińska. Czy one istnieją? Ich folklor tak, one same jako sposób życia zbiorowego ludzi - już nie.

   Elity polityczne tych światów zadecydowały, że dla przeciwstawienia się politycznej dominacji białego człowieka należy wprowadzić te części jego cywilizacji, które wzmocnią ich własny potencjał, zakładając, że można (?) wprowadzić u siebie nowe części systemu i dopasować je do rdzenia tożsamości starego systemu. Przypomnijmy sobie przykład chiński.

http://www.czasgarwolina.pl   Na miejsce instytucji rodzinnej klanów rodowych uformowała się w Chinach rodzina monogamiczna. (Dotykają ją niedoskonałości, ale jednak jest wzorcem). A że z niej wyrasta konieczność istnienia własności prywatnej, to została i ona przyjęta, na razie w formie wieczystych dzierżaw. Wprowadzono prawo dziedziczenia wykorzystywane najczęściej w obrębie rodzin monogamicznych. Między mononuklearnymi rodzinami w miejscu komun rodowych może zacząć wzrastać lokalne społeczeństwo obywatelskie.

   Szkoły chińskie uczą nauk przyrodniczych z zastosowaniem klasycznej metafizyki i logiki ukierunkowanych na sokratejskie i platońskie poszukiwanie obiektywnej Prawdy, a opartych na arystotelesowskiej wierze w realne, substancjalne istnienie poznawalnego częściowo świata (to teza anty-buddyjska). To myślenie przenika do myślenia codziennego Chińczyków, zastępując pojęcia starych wyobrażeń, równoległych genetycznie do greckich presokratyków z VI wieku przed Chrystusem.

   Prawo Chin przyjmuje pojęcia i rozwiązania prawa rzymskiego opartego na indywidualnej wolności i odpowiedzialności, i to z mniejszą częścią kontrkulturowego błędu socjalizmu, niż obecnie w Europie. (Obowiązuje tam kara śmierci, a więc przywracanie metafizycznego ładu po zakłóceniu go przez mord.) To także przenika do całościowego pojmowania życia przez ludzi.

   Chińczycy ubierają się po europejsku, budują domy po europejsku i przejęli wiele z kultury pop Zachodu (z czego akurat trudno się cieszyć).

   Doszło do tego, że kilka lat temu prawo chińskie dało możliwość zaskarżenia przez zwykłego Chińczyka rządu Chin do Sądu Najwyższego w Pekinie. To niesie wyobraźni zbiorowej pozbawienie władzy cech boskich, tak jakby władze w Pekinie za namową Chrystusa pozwalały ludziom oddawać cesarzowi tylko to co cesarskie, a pozostawić Bogu co boskie. Prawo staje się dla Chińczyków nie tylko czymś różnym od woli władzy, ale i czymś wyższym. Boskością z małej litery, którą powinni uznawać wszyscy rozsądni ludzie.

   Zmiany te pomagają Chińczykom rozpoznać w sobie istoty żyjące własnym indywidualnym życiem, persony, osoby (dla buddyzmu to fałsz.) Jeśli nad Żółtą Rzeką ocalała mądra konfucjańska potrzeba uznania hierarchii społecznej (a nie równości), Państwo Środka będzie zmierzać w dobrą stronę. Cywilizacja Zachodu nie zabija cech narodowych swych ludów, wchłania je, Chiny nie muszą obawiać się zatraty specyficznej chińskości po okcydentalizacji.

   (Całość tych zmian zakłócana jest przez uprzemysłowienie depersonalizujące ludzi zepchniętych z domów do mrówkowców, i z gospodarstw, szkółek i warsztatów do fabryk i korporacji; oraz przez centralne zarządzanie rwące ekonomiczne i społeczne zależności międzyludzkie małych społeczności. Nie są one koniecznością historyczną - Chińczycy wiedzą o tym najlepiej, że są skutkiem decyzji władzy, a nie "Ducha Dziejów" -  i po przejściu fazy przemysłowej i rządów centralnych warunki mogą złagodnieć.)

   Tak więc w Chinach życie zbiorowe rządzi się prawami mieszanymi, ale w większości już zaczerpniętymi ze świata Zachodu. Podobnie dzieje się w świecie islamu, Indiach, Indochinach i w cywilizacji turańskiej czyli Rosji (gdzie od kilkunastu lat można mieć prywatną ziemię). Świat na własną prośbę europeizuje się. Stan mieszaniny prawnej jest przejściowy, bo - jak uczy Feliks Koneczny, a co ignorują elity Azji - nie mogą obowiązywać dwa systemu cywilizacyjne jednocześnie, części systemu w kulturze muszą pasować do siebie.

   Wygląda na to, że za życia naszych dzieci świat obejmie chorująca cywilizacja Zachodu, z filozofią grecką i prawem rzymskim, ale bez hegemonii choćby pogańskiej wiary religijnej, za to z władzą cyników, stoików i socjotechników oświecenia. Terroryzm zjawił się jakby na zamówienie humanistycznego totalitaryzmu, bo usprawiedliwia nasilenie inwigilacji, biurokracji i mechanizacji "człowieków" sprowadzonych do poziomu mas.

   Jednak taka konstrukcja jest niestabilna ekonomicznie i demograficznie, jak niestabilne było cesarstwo rzymskie V wieku pełne chaosu pojęciowego, praw socjalnych, sportu, tolerancji, ucisku fiskalnego wolnych obywateli, niewolnictwa.

   Dawne zdegenerowane cesarstwo dobili barbarzyńcy z zewnątrz, a jak będzie trwało takie cesarstwo obejmujące Ziemię?

   Czy spełni się przepowiednia katastrofistów i ludzie zostaną poddani sile technicznego super-państwa? Taka machina - powtórzę się - zrównoważyłaby odśrodkowe procesy rozkładu grożące prywatnymi bombami atomowymi, ale świat zamieniłby się w ochronny obóz koncentracyjny humanizmu.

   A może na skutek trudnych do przewidzenia wydarzeń, władza pozwoli ludziom praktykować wolność personalną, o s o b i s t e  s a m o s t e r o w a n i e  s i ę  d e k a l o g i e m, za cenę osobistej odpowiedzialności, do kary śmierci i potępienia włącznie?  Doczekamy nowego Konstantyna?

   Chrześcijaństwo - a nie lansowany i posłuszny wobec władzy świata buddyzm dla którego świat i jednostka ludzka są złudzeniem - jest sprawdzonym dopełnieniem duchowym cywilizacji Ziemi. Dlatego ojciec Bocheński mówił, że jedynie chrześcijaństwo choruje, a nie umiera. To ono jest alternatywą dla monstrualnego systemu oświeceniowego redukującego człowieka do poziomu rozbawionego ruchliwego nastolatka, nieświadomego głębi istnienia.

                                                                                                                  Andrzej Dobrowolski

 

 

Alternatywa dla światowego ładu demokratycznego w scholiach

 

Arystokracja broni wolności nie po to, aby zapewnić autonomię własnej woli, lecz po to, aby zagwarantować autonomię norm właściwych dla osobistej doskonałości każdej jednostki.

 

 

W gospodarce mieszczańskiej ludzie są środkami do zdobywania dóbr.

W gospodarce feudalnej dobra są środkami do zdobywania ludzi.

 

 

Demokratycznemu społeczeństwu wystarczy - w najlepszym razie - zabezpieczenie wspólnego życia.

Społeczeństwa arystokratyczne natomiast wznoszą na ludzkim podłożu pałac ceremonii i rytuałów, aby wyedukować człowieka.

 

 

Demokratyczne święta upamiętniają zwycięskie bunty. Arystokracja wolała pompę liturgiczną.

Święto Federacji zakończyło się dzielnicowymi potańcówkami. Cesarska etykieta znalazła przedłużenie w gallikańskim rycie mediolańskiej mszy.

 

Zwiększanie się liczby ludzi niepokoi demografa wyłącznie wtedy, gdy obawia się on, że ów przyrost zakłóci postęp gospodarczy albo utrudni wyżywienie mas.

Ale że człowiek potrzebuje samotności, że ludzkie multiplikowanie się wytwarza okrutne społeczeństwa, że - aby duch mógł złapać oddech - potrzebny jest dystans między ludźmi, o to demograf się nie troszczy.

Jakość człowieka nie ma dla niego znaczenia.

 

 

Mikołaj Gomez-Davila

 

 

Marko Polo o Buddzie

http://www.czasgarwolina.pl.


/.../    Był to człowiek najlepszy, jaki kiedykolwiek żył wśród nich według ich praw. Jego pierwszego wynieśli do godności świętego i jego imieniem nazwali pierwszego bożka. Był to syn pewnego wielkiego, bogatego i potężnego króla. I ów królewicz takie życie święte wiódł, że odrzekł się wszelkich ziemskich rzeczy i nie chciał zostać królem. Ojciec jego widząc, że syn jego nie chce być królem, ani słyszeć nie chce o żadnej rzeczy tego świata, wpadł w wielką rozpacz. I czynił mu wspaniałe obietnice, gdyż mówił, że chce go koronować na króla całego królestwa i uczynić z niego absolutnego władcę. Chciał zrzec się korony i wszelakiej władzy, aby on tylko był jedynym panem. Syn jego odpowiedział, że nie chce nic z tego. Gdy ojciec widział, że syn nie chce za nic wziąć władzy, rozpaczał tak, że mało nie pomarł z boleści. Nie było to nic dziwnego, gdyż nie miał żadnego syna krom tego i nie miał komu pozostawić państwa.

   Więc wziął się do rzeczy w ten sposób: Powiedział sobie, że dokona tego, aby syn jego powrócił do spraw tego świata i wziął po nim koronę i królestwo. Umieścił go w przepięknym pałacu, dał mu do usługi trzydzieści panien bardzo pięknych i miłych. Żaden mężczyzna nie miał tam wstępu, tylko owe panny; gdyż panny kładły go do łoża, usługiwały mu przy stole i ciągle dotrzymywały mu towarzystwa. Śpiewały i tańczyły przed nim i dostarczały mu wszelkich możliwych rozrywek i przyjemności, jak król im nakazał. Lecz mówię wam, cokolwiek czyniły, na nic się nie zdało, nie przywiodły królewicza do rozpusty, lecz utwierdził się jeszcze w stałości i czystości. I żył bardzo świątobliwie wedle ich praw.

   Trzeba zaś wiedzieć, był on tak delikatnym młodzieńcem, że nigdy jeszcze nie wyszedł z pałacu, nie widział nigdy nieżywego człowieka ani też człowieka, który by nie był zdrów na całym ciele. Ojciec jego bowiem nie dopuszczał doń żadnego starca ani kaleki.

   Zdarzyło się raz, że młodzieniec ten,  jadąc konno drogą, ujrzał martwego, którego niesiono w licznym orszaku na grzebanie. Osłupiał jak ten, którego nigdy zmarłego nie widział. Zapytywał tych, którzy mu towarzyszyli, co by to miało znaczyć; ci odpowiedzieli, że to człek umarły. "Jak to - zawołał syn królewski - więc ludzie umierają?". "Tak, zaprawdę" - odpowiedzieli oni. Nic na to nie rzekł młodzieniec i jechał dalej w zamyśleniu. Skoro ujechali dobry kawał drogi, spotkali bardzo starego człowieka, który iść nie mógł, nie miał zupełnie zębów, wszystkie bowiem z powodu wielkiej starości utracił.. Skoro królewicz tego starca zoczył, zapytał kto to był, i dlaczego iść nie może. I towarzysze jego rzekli, iż iść nie może dla wielkiej starości i że ze starości utracił wszystkie zęby. I zapytał: "Czy każdy człowiek staje sie starcem i pochylonym jak ów człek?" Słudzy odpowiedzieli: "Panie, każdy kto długo żyje na tym świecie, musi być stary jak ten człowiek i musi umrzeć".

   Kiedy to królewicz usłyszał o umarłym owym i o starcu, zawrócił do pałacu i powiedział sobie, ze nie pozostanie dłużej na tym złym świecie, gdzie musi postarzeć się tak, , aby obcej potrzebować pomocy i umrzeć, lecz pójdzie szukać tego, który nie umiera i który świat stworzył. I opuścił pałac i ojca swego.

   Udał się na bardzo wysokie niedostępne góry; i tam spędził całe życie w wielkiej świętości i czystości, czyniąc wielką pokutę, i żywiąc się korzonkami, ziołami i jagodami i żyjąc bardzo wstrzemięźliwie.

   I zaiste, gdyby był chrześcijaninem, byłby bardzo wielkim świętym przy Panu naszym Jezusie Chrystusie.

http://www.czasgarwolina.pl. 

Marko Polo, Opisanie Świata, ok. 1280 r.

Książka "Opisanie Świata" i film Bertolucciego "Marko Polo" dostępne na Allegro po 10 zł

.

.