17 listopada 2018r. Imieniny: Grzegorza, Salomei, Elżbiety
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
O wyborach dla młodzieży

 Wydarzenia przedwyborcze dają okazję do porównania teorii państwa jakiej uczy się młodzież w szkole do rzeczywistości politycznej.

 Pani Stanisława Prządkowa, garwolińska posłanka SLD, zrezygnowała ze startu w wyborach parlamentarnych, bo kierownictwo komitetu wyborczego Zjednoczonej Lewicy ustaliło, że miałaby zająć na jej liście miejsce nr 2, a nie nr 1.

 Takie publiczne określenie przez panią Prządkową przyczyny rezygnacji przypomina banalną prawdę, że pozycja na liście w oczywisty sposób determinuje szanse na wybór. Tak więc kto ustala kolejność na listach, ustala w dużej mierze skład przyszłego parlamentu. Bo wielu wyborców nie medytuje nad wartością poszczególnych kandydatów, tylko głosuje na pierwszego kandydata listy. Nie są - jak postuluje teoria demokracji - świadomymi obywatelami.

 Jak widać odnawiany podczas wyborów ład polityczny zstępuje między ludzi od góry, od elit partii i ich zwierzchników, od arystokracji państwa uwarunkowanej polityką zagraniczną; a nie od dołu, od obywateli, którzy mieliby - teoretycznie - dokonywać jakowejś umowy społecznej i wyrażać ją personalnymi wskazaniami prawodawców.

 Myśmy się przyzwyczaili do "walki o jedynki" jakie przebiegają między różnymi koteriami i patrzymy na nie bezrefleksyjnie jako na dopust Boży, ale warto uświadomić sobie, że ich istnienie kompromituje teorię zdolności ludu do rządu.

 Decyzja pani Prządkowej pokazuje także wyznawaną przez polityków logikę starań o mandat sprzeczną z racjonalistyczną, oświeceniową, nienaturalną teorią nauczaną na lekcjach wychowania obywatelskiego w szkołach.

 Najważniejszym kandydatom nie chodzi o zbieranie kresek dla swojej listy i dżentelmeńskie podporządkowanie się zasadzie wyłonienia kolegi/koleżanki z największym poparciem.  Praca dla partii w drugim jej szeregu jest celem jeno nielicznych idealistów, którzy - w pakiecie swej osobowości - nie mają determinacji do wewnątrzpartyjnej walki o pozycję na liście. I to oni zajmują miejsce na słabych miejscach listy, wraz z drobnymi karierowiczami, którzy wypełniają listy, żeby załatwić sobie przez partię drobniejsze sprawy osobiste, oraz z samorządowcami, pracującymi w terenie dla partii, by potem załatwiać swej gminie sprawy w parlamencie i urzędach. (Kolejny zgrzyt z teorią demokracji rzekomo merytorycznie dzielącej pieniądze dla prowincji. Tego tematu nie roztrząsa Wyborcza i Rzeczpospolita, nieprawdaż?) Ludzkie motywacje udziału w spektaklu demokracji są zwykle inne niż przedstawiane w szkole.

 Niekandydowanie Stanisławy Prządkowej do Sejmu jest korzystne dla innego garwolińskiego posła Grzegorza Woźniaka, bo wielu wyborców chce mieć posła ze swoich stron (mniejsza o barwy partyjne i program, hi, hi, hi!), znajdą się więc stali wyborcy byłej pani poseł, którzy zagłosują tym razem na reelekcję posła z PiS. (Tak jakby poseł miał załatwiać sprawy prowincjonalne, a nie ogólnopolskie. Konstytucja 3 Maja zabraniała posłom załatwiania spraw lokalnych!)

 Pan Marek Chciałowski, starosta garwoliński z PSL, wystartuje w wyborach jako kandydat do Senatu, a nie do Sejmu. Pan starosta mógłby dokonać trudnej sztuki zostania posłem nawet z dalszej pozycji listy. Domyślać się można, że właśnie dlatego nie startuje, jego możnym kolegom partyjnym z PSL nie byłoby to w smak - mógłby wyprzedzić któregoś z nich.

 To kolejny dowód na to, że praktyczna demokracja jest wymówką władzy elit zrzucającej odpowiedzialność za swe błędy na wyborców ("skoro narzekacie na rząd, to po co go wybieraliście") - tak jakby prości ludzie wybierali, a nie akceptowali myśli podsuniętych przez propagandę i techniczne mechanizmy "wyborów".

 Niekandydowanie pana Chciałowskiego do Sejmu jest również korzystne dla Grzegorza Woźniaka.

 Garwolińskim kandydatem PO (z trzecim numerem) jest pan Stefan Gora. I to jest także korzystne dla Grzegorza Woźniaka, bo zaostrza na gruncie lokalnym wyrazistość sporu między PO i PiS. Wyborców neutralnie postrzegających posła PiS - teraz gdy wahadło nastrojów oddala się od generalnie nielubianych ludzi PO - udział pana Gory może skłonić do udziału w wyborach i poparcia Woźniaka.

 Pan Grzegorz Woźniak, poseł PiS, będzie kandydował ponownie z miejsca nr 6. A z pozycji nr 8 - jego dawny polityczny wychowawca Marian Piłka (absolwent politologicznego studium Georgetown University w Waszyngtonie, obecnie warszawianin). Gdyby ci obydwaj "prawoskrzydłowi" podzielili się głosami prawicowych wyborców z powiatu garwolińskiego, np. po 5000 głosów, to mogliby przegrać z lewoskrzydłowym kandydatem PiS powiedzmy z Siedlec, który zgromadził 5001 głosów. Nie szukajmy w tym logiki, a raczej hazardu.

 Respektujmy demokrację, bo istnieje, ale jednak podchodźmy do niej ze stosownym dystansem. Pretensje o zło w państwie kierujmy w stronę elit sterujących przez media świadomością mas wyborczych, a szczególnie w stronę sądów.

                                                                                                               Andrzej Dobrowolski

.