14 listopada 2018r. Imieniny: Rogera, Serafina, Agaty
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Strategiczna szansa ziemi garwolińskiej

1.

 Radni ziemi garwolińskiej stają przed możliwością stworzenia strategii otwarcia na przemianę naszych stron w odległe przedmieście Warszawy. Ten cel może dać lepsze możliwości zatrudnienia, dać rynek zbytu dla naszych towarów i usług, zbliżyć nas do centrum kulturalnego i duchowego. Jednym słowem poprawić jakość życia w garwolińskiem i pozwolić naszej młodzieży żyć z rodzinami w swoich stronach. Warszawianom z beznadziejnych blokowisk może dać okazję urządzenia się w lepszym środowisku.

 Zatwierdzona rozbudowa szosy nr 17 i naprawa "nadwiślanki" da nam wkrótce lepszą możliwość komunikacji samochodowej ze stolicą. "Przybliży" nas to do Pragi, Śródmieścia i pozostałych dzielnic grodu naszych książąt.

 Poprawa funkcjonowania kolei podmiejskiej byłaby kolejnym krokiem w tę stronę. Obecnie jeździmy pociągiem do Śródmieścia (60 km) prawie 2 godziny, gdyby czas ten skrócono do 45 minut, mieszkańcy naszych stron mogliby wygodnie dotrzeć do pracy. Samo otoczenie naszych stacji przy linii kolejowej powinno umożliwić w przyszłości wygodne parkowanie auta którym dojeżdża się do stacji.

 Rozbudową sieci Internetu zajmą się niewątpliwie koncerny telekomunikacyjne.

 Ale najważniejszym krokiem cywilizującym wrastanie w stolicę byłoby stworzenie przestrzennych planów zagospodarowania umożliwiających realizację i bezkonfliktową koegzystencję dzielnic mieszkaniowych; dzielnic rolnictwa przemysłowego; stref rekreacji, ekologii i ochrony przyrody i krajobrazu; dzielnic przemysłowych (!!!). Potem zaś wsparcie rozwoju ich infrastruktury.

 Jak z tym jest obecnie? Źle. Bo do pustoszejącej wsi sprowadzają się "koloniści" z Warszawy (emeryci) i osiadają w opuszczonych domostwach pomiędzy tradycyjnymi gospodarstwami rolnymi. Te małe gospodarstwa łączą wiele funkcji: mieszkaniową, hodowlaną, usługową. Ponieważ skala działania była niegdyś mała, tworzyło to przestrzeń dobrą funkcjonalnie: sąsiedztwo domu i obory z trzema krowami nie było kłopotliwe a zagroda ludzi i zwierząt była wygodna dla rodziny gospodarza. I dla sąsiednich gospodarstw, w których "kolonista" może i dziś trzymać drobne zwierzęta domowe (to coraz popularniejsza moda z Zachodu) i mieć ogród i bociana (na umowę-zlecenie).

 Teraz to się niestety zmienia. Przemysłowa produkcja hodowlana umiejscawia się w halach dla zwierząt, a te są sąsiedztwem uciążliwym dla domów.

 W tradycyjnej wsi sytuacja psuje się więc, bo przeciw budowaniu dużych farm hodowlanych będą tu protestować słusznie starzy mieszkańcy i "koloniści", a przeciw budowom osiedli mieszkaniowych, ci którzy utrzymują tradycyjne gospodarowanie i nowocześni farmerzy. Kłótnia. Klincz. Impas.

 A jeśli gorączka konfliktu nie wybucha i nie ostrzega przed zbliżającą się chorobliwą sytuacją - to jeszcze gorzej. Bo niepasująca do otoczenia inwestycja jest realizowana i powstaje anarchia przestrzenna. Na długo, prawie "na zawsze".

 Przestrzeń należy podzielić w planach na strefy gdzie właściciele otrzymają gwarancje spokoju od pretensji sąsiadów. Niech każdy korzysta z własności tak, by nie kaleczyć własności sąsiada. Władze powiatowe mogłyby w tej sprawie inspirować i koordynować gminy.

2.

 Co nie jest szansą strategiczną poprawy kondycji powiatu garwolińskiego?

 Nie jest nią kolejna rozbudowa publicznej bazy sportu i rekreacji, nie jest nią niekończąca się rozbudowa publicznych szkolnictwa i lecznictwa, nie jest nią budowa dodatkowych świetlic i ośrodków postępu, i sto innych celów lansowanych przez ludzi żyjących z realizacji pomników gminnej i powiatowej chwały, przez politycznych pozorantów rozwoju i ludzi nieświadomych błędu takiego kierunku.

 Gdyby na ich pomysły istniało autentyczne zapotrzebowanie, to byłyby opłacalne i w związku z tym zostałyby już zrealizowane przez prywatnych przedsiębiorców.

 Ich realizacja obciąża wydatki publiczne i grozi finansowaniu już istniejących pożytecznych instytucji publicznych, takich jak na przykład wiejskie szkoły podstawowe (!!!), pomniejsze drogi i linie kolejowe, sprawna administracja urbanistyczna, itd.

3.

 Jeszcze jedno ostrzeżenie. Strategia rozwoju polskiej prowincji nie powinna być ukierunkowana na pozyskiwanie dotacji Unii Europejskiej. Dotacje te są bowiem tak pomyślane przez Niemców i Francuzów aby hamować rozwój mocy witalnych w konkurencyjnych wobec nich krajach. Ich regułę można streścić tak:

 "Pieniądze jakie Polska wpłaciła Brukseli zwrócimy wam w formie dotacji, ale  p o d   w a r u n k i e m, że na pewno zmarnujecie te dotacje i dodatkowy wkład własny na inwestycyjne bzdury i promocję kontr-kultury, a nie przeznaczycie ich na zakłady przemysłowe, elektrownie jądrowe, bazy wojskowe, i na tworzenie warunków rozkwitu kultury i religii dzięki którym chce się sensownie żyć i mieć dzieci."

 Od dotacji trzeba się odciąć. To nie boli. Nasi dziadkowie radzili sobie sami. I my sobie możemy poradzić. Propaganda konieczności pozyskiwania dotacji to trucizna.

                                                                                                             Andrzej Dobrowolski

 

Polecam urbanistyczną lekturę Języka wzorców Krzysztofa Alexandra, wiele fragmentów tej książki opublikowanych od września 2012 odnajdziecie Państwo w starszych tekstach Czasu Garwolina. Na przykład - tu.

http://www.czasgarwolina.pl.

.