18 listopada 2018r. Imieniny: Klaudyny, Romana, Filipiny
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Posłowie Garwolina nie przyłożyli ręki do eugeniki

     9 kwietnia Sejm opiniował wstępnie projekty ustawy o stosowaniu technologii in vitro, to znaczy metodzie laboratoryjnego poczynania życia ludzkiego. Do dalszych prac zakwalifikowano projekty umożliwiające bio-inżynierom tworzenie po 6 zarodków dla każdej pary, zamrażanie ich, selekcjonowanie do życia, i aborcję niewykorzystanych zarodków dzieci po 20 latach przechowywania w zamrażarkach.

     Grzegorz Woźniak z PiS głosował przeciwko tym propozycjom. Stanisława Prządkowa z SLD nie była obecna przy zatwierdzaniu przyjętych projektów. Posłowie ziemi garwolińskiej nie przyłożyli więc ręki do złych planów.

 

     Ciekawą propozycję prezentował w ostatnim czasie krakowski poseł Jarosław Gowin. Proponuje on by dopuścić metodę in vitro dla tych, którzy akceptują u swego dziecka poczęcie techniczne, ale bez prawa do gestapowskiej selekcji i zamrażania zaistniałych już zarodkowych ludzi, to znaczy z natychmiastowym umieszczaniem w ciele matki tak poczętych dzieci. Dzięki temu unikano by zabijania zarodkowych ludzi, a dzieci urodzone z in vitro nie miałyby wyrzutów sumienia, że ich życie oparte zostało na fundamencie śmierci zarodkowych braci i sióstr. Jeśli technicy medyczni nie umieją tak działać, to winni nauczyć się tego.

 

      Technicy, w tym technicy - przyrodnicy medyczni, żądają od rządzących światem i od autorytetów moralnych by naginać moralność do możliwości ich technik. Tymczasem nawet techniczni profesorowie z nagrodą Nobla są ludźmi prostymi jak hydraulik, mechanik, dentysta; operują podrzędną wiedzą przyrodniczą a nie nadrzędną wiedzą filozoficzną (metafizyka, logika) - więc powinni słuchać tych, co są ponad paradygmatem nauk przyrodniczych. Od kiedy jednak rewolucja we Francji wyniosła ich na piedestał opróżniony z filozofów i teologów panoszą się, i urządzają światu hekatomby na gilotynach, w łagrach i obozach koncentracyjnych. Swe sumienie chcą jednak sprytnie uspokoić oparciem o ustanowione "prawo pozytywne", dlatego domagają się demokratycznej regulacji techniki in vitro. Ale Prawdy nie można ustanowić przez głosowanie.

 

     W dniach dyskusji na ten temat w reżimowych mediach brutalnie zaatakowano Kościół Katolicki upominający się o szansę życia dla każdego zarodkowego człowieka. Postkomunista Wiesław Dębski ze strony Wirtualnej Polski posunął się nawet do kretyńskiego stwierdzenia, że dzisiejsza fala emigracji młodzieży spowodowana jest obskurantyzmem i zepsuciem Kościoła (a nie niskimi pensjami, widmem bankructwa ZUS-u, złem rządzących służb, i służalczym stosunkiem polskich elit wobec mędrców z Paryża i Nowego Jorku skutkującym zaplanowanym po himmlerowsku wymieraniem narodu polskiego).

      Atak ten jest swoistym wyrazem uznania dla Kościoła katolickiego. W przestrzeni publicznej słyszalny jest tylko protest katolicki. Cerkiew, Zbór, Synagoga, Świątynie islamu, hinduizmu czy buddyzmu milczą, chociaż w każdej z nich uznaje się absolutną wartość życia jednostki ludzkiej, co sprawia, że jest ona postulatem uniwersalnym, a nie wyłącznie konfesyjnym (jak posty, święta, modlitwy). Gdyby dziennikarze szukali Prawdy o problemie in vitro, o początku i końcu człowieka - pytaliby o nią i mniejszości innowierców. 

     Również przedstawiciele szkół filozoficznych na co dzień dumni ze swej niereligijnej mądrości milczą w kwestii abortowania zarodkowych ludzi. Szkoda, moglibyśmy poznać głębie filozofii stoickiej, która poucza, że dobre jest to co powiększa dobro całości istnienia, choćby opierało się o jednostkowe krzywdy. Albo filozofii neo-marksistowskiej, która poucza, że prawdziwy jest tylko człowiek jako gatunek, a nie jako "przypadkowe" egzemplarze tego gatunku, więc dla takiego Człowieka - Boga można poświęcać miliony konkretnych osób. Milczą, bo popierając nieskrępowane in vitro ujawnialiby pogardę dla osób i kompromitowaliby swe harde filozofie. A gdyby jednak sprzeciwili się selekcjonowaniu i zabijaniu zarodków? O, to niemożliwe, oni są etatowymi filozofami Antykościoła a nie wolnymi ludźmi, nie za to im płacą.

 

       Złem jest nie tylko abortowanie "niewykorzystanych" zarodków, ale rozprzężenie w świadomości zbiorowej prostego określenia początku i końca człowieczeństwa osób. Rodzice decydujący się na urodzenie jednych dzieci z in vitro i zabicie innych będą tłumaczyli swym dzieciom, że ich zarodkowe rodzeństwo, zwane przyrodniczym językiem embrionami, nie było ludźmi. Kiedy starość obedrze ich z części rysów człowieczeństwa tak wyedukowane dzieci staną przed oczywistością "przekonania" do eutanazji niehigienicznych, półprzytomnych rodziców. Do czego będą namawiać fundusze emerytalne. Zdajecie sobie sprawę z tego?

                                                                                                           Andrzej Dobrowolski


"Apollo i Dafne" z Wilanowa. Bezprawna wiedza pojmując człowieka unicestwia go.

.

.