14 listopada 2018r. Imieniny: Rogera, Serafina, Agaty
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Przed degradacją strefy przemysłowej

 

     Pomimo tego, że w istniejącym planie zagospodarowania powiatowych gruntów pod obwodnicą Miasto Garwolin wytyczyło i względnie małe działki usługowo-handlowe (1 - 2 ha od strony siedziby Rejonu Energetycznego), i spore działki przemysłowe (10 ha od strony restauracji McDonalds'a), i pomimo tego, że te mniejsze działki nie zostały sprzedane i zagospodarowane władze powiatowe chcą zmian planu - parcelacji dużych działek przygotowanych dziś do natychmiastowego przyjęcia dużej fabryki. Również Lechpol postuluje zmiany w mpz.

     Prośba o zmianę planu byłaby logiczna, gdyby na mniejszych działkach już wyrosły inwestycje, a nowi inwestorzy sygnalizowali chęć inwestycji na jedno-dwuhektarowych działkach, a takich nie byłoby w okolicy. Nieprawdaż?

     Zaintrygowanym tą uwagą Czytelnikom chciałbym wytłumaczyć szkodliwość parcelacji gruntu i podzielić się obawą o nierozwadze (lub złej woli) projektodawców zmian.

      Kluczem do zrozumienia sytuacji przestrzennej jest specyfika obwodnicy.

 

Logika obwodnicy

      Pięknym prezentem państwa polskiego dla Miasta było wybudowanie (za 220 milionów złotych!) obwodnicy, która wyprowadziła uciążliwy ruch drogowy z dzielnic mieszkaniowo -usługowo-handlowych miasteczka. Czy budowano ją po to, by natychmiast po jej otwarciu rozpocząć zagospodarowanie jej okolicy jako nowego centrum mieszkaniowo -usługowo-handlowego? Nie, to byłby absurd.

      Obwodnica i ludne dzielnice przeszkadzają sobie wzajemnie, i właśnie dlatego na odcinku obwodnicy w Miętnem ustawiono między zabudowaniami i drogą ekrany tłumiące hałas i rozchodzenie się zanieczyszczeń. O ile w Miętnem ta paskuda jest złem koniecznym, to na odcinku garwolińskim jeszcze nie. Konieczność zbudowania ekranów Mieście odbierałaby działkom w strefie przemysłowej walor okna wystawowego na ważny gościniec, okna jakie mają Avon, Eurocash czy Lechpol.

      Bezmyślność ludzka sprawia, że wielu inwestorów najpierw działa, a dopiero potem ocenia wartość inwestycji. Jeśli ludziom pozwoli się na budowę dzielnicy mieszkaniowo - usługowo-handlowej pod obwodnicą to skorzystają z niej, a trzy miesiące po wprowadzeniu się do budynków przyjdą z petycją do władz lokalnych wnioskując o .... budowę nowej obwodnicy odsuniętej od ich zabudowań!

      Toteż gdybyśmy żyli w dobrym państwie właściciel obwodnicy (minister infrastruktury?) nie pozwoliłby na realizację - jak tego teraz chcą władze powiatowe - nowego centrum położonego po dwóch stronach obwodnicy, konkurencyjnego dla starego centrum. Co innego zabudowa przemysłowa - ta nie "gryzie się" z drogą krajową.

 

Zbiornik z chlorem a wielkość działek

     Można spytać: "Dlaczego działki przemysłowe wyznaczone wedle umowy władz powiatowych (G. Woźniak - M. Chciałowski  - M. Niedźwiedź) z władzami miejskimi (T. Mikulski, A. Dobrowolski) są takie duże?" By  duży inwestor nie musiał w rozparcelowanym terenie skupować działek (np. na wieloczęściowej licytacji), ryzykując, że ktoś podkupi mu (złośliwie?) jedną z działek niezbędnych do inwestowania.  Projektowana parcelacja jest złem, istniejąca komasacja - dobrem.

      "Czy warto trzymać przez lata duże działki dla prawdziwego przemysłu, przecież ryzyko niepowodzenia ściągnięcia przemysłu jest duże?" Tak, ale Powiat Garwoliński jest na tyle zamożny, że stać go na podjęcie tego ryzyka na części swoich gruntów w Garwolinie. Oprócz strefy przemysłowej ma on w Mieście 200 hektarów gruntu. Więc można wyznaczyć 20-30 hektarów na choćby 30-letnie oczekiwanie na przemysł.

      "Czy warto ryzykować staranie o przemysł skoro przedstawiciele władz krajowych nie kierują do nas przemysłowców?" Warto, nawet układ tej władzy przeminie.

       "Czy warto denerwować wrogów uprzemysłowienia, którzy nie chcą konkurencji pracodawczej i logistycznej?" To niestety obowiązek dobrych władz lokalnych, trzeba dbać o kapitalistyczną konkurencyjność wymuszającą podnoszenie pensji pracownikom.

      Dodatkowego argumentu za stosownością utrzymania dużych działek dla przemysłu dostarczyli radni podczas niedawnej publicznej debaty. Zasygnalizowali oni, że nie chcieliby, by przemysł w strefie był uciążliwym sąsiedztwem dla osiedli mieszkaniowych.

       No właśnie. Mieliśmy kiedyś w Garwolinie protest mieszkańców domów przy Targowej, protestujących przeciwko ustawieniu zbiornika z chlorem na terenie ZPO Cora. Załóżmy, że jakiś taki zbiornik powinien mieć stumetrową strefę ochronną. A więc tylko na jego ustawienie trzeba mieć 4 hektary, - powiedzmy - kwadrat o boku 200 metrów w którego środku stoi zbiornik. Czy w kontekście tego może dziwić, że 7 lat temu uporczywie starałem się zastrzec duży areał działek dla przemysłu? Czy prawdziwy przemysłowiec może chcieć działki mniejszej niż 10 hektarów?  Argument dla wyobraźni: teren OSiR ma ok. 8 ha zawierając bryłę basenu (to jakby hala produkcyjna), boisko treningowe (jak parking dla pracowników), boisko główne (jak parking dla ciężarówek). Miejsca jest tu jak w sam raz dla fabryki.

       Toteż likwidację dużych działek należałoby uczciwie nazwać całkowitą rezygnacją ze starań o realne uprzemysłowienie.

 

                                                             Opłata adjacencka

       Przedstawiciele Powiatu zaproponowali, by opłata adjacencka nowelizowanego mpz wynosiła 0,1%. Jednym słowem nie za wiele, ale jednak tyle, by nic nie "zawdzięczać" miejskiej radzie.

       Przez wiele lat miejska rada wyznaczała zero-procentową opłatę adjacencką kierując się chęcią gestu zadośćuczynienia prywatnym właścicielom gruntów źle traktowanym w latach PRL, a także kierując się trzeźwym przeświadczeniem, że wyznaczenie stawki opłat za stworzenie mpz spowoduje tylko pięcioletnie jej przeczekanie przez właścicieli gruntu. Powiat nie został obciążony za mpz strefy przemysłowej, by wspomóc go w niewdzięcznym trudzie pozyskiwania wartościowych inwestorów (jedna 11-hektarowa działka przemysłowa została sprzedana za 11 mln zł bez opłaty dla Miasta).

       Ale w minionej kadencji radni miejscy zmienili podejście do tej sprawy, wprowadzono tę daninę. Działki "gospodarcze" dzielnicy pod Budzeniem zostały obciążone 30% opłatą adjacencką.

        Wobec tego i działki powiatowe powinny być po nowelizacji obłożone taką opłatą. Inna stawka byłaby niesprawiedliwa i nasuwała mieszkańcom Garwolina myśl, że rządzący miejski komitet dusi swoich obywateli wyższymi podatkami i stawkami adjacenckimi, a swoim bogatym znajomym z samorządowego świata daje przywileje.

       Mówimy tu o dużych pieniądzach - jeżeli wartość gruntów pod obwodnicą wzrośnie o 50 milionów złotych, to udział Miasta wyniósłby 15 milionów. Tyle co na spłatę długu za basen, wybudowanie parkingów pod Pomnikiem Rozstrzelanych i przy Sportowej (dla starego centrum), i chodników do szpitala i do McDonaldsa przy głównej drodze miejskiej, którą chodzimy poboczami jak w biednej wsi.

 

Pułapka na "swoich"

       Rozdrobnienie działek przemysłowych jest propagowane w naszej społeczności jako gest wobec lokalnych przedsiębiorców, których stać byłoby na kupno mniejszych działek. To akcja reklamowa korzystna dla sprzedającego ziemię, nakręcająca zainteresowanie zakupem.

       Oczywiście sami garwolińscy przedsiębiorcy mogą odnieść pod obwodnicą sukces lub porażkę biznesową.

        Ci którzy przegrają, wydawszy miliony złotych oszczędności życia oprzytomnieją kiedyś w swym szklanym budynku z napisem "Wynajmę lokal" umiejscowionym w przestworze pod obwodnicą i zrozumieją, że poddali się powabom strefy wcale im niepotrzebnym.

        Ci którzy wygrają, nie będą mieli gwarancji, że wpływowy konkurent nie wymusi na miejskiej radzie kolejnych zmian, które im udany biznes popsują: a to zakażą istnienia stacji benzynowej, a to lokalizacji takiego czy innego zbiornika z surowcem, a to handlu roślinami czy zwierzętami, itd, itp. (Czy można inwestować tam, gdzie prawo zmienia się od zachcianki do zachcianki?)

        Czy lokalni przedsiębiorcy biorą pod uwagę fakt, że kupując tu działki pod swe biznesy likwidują działki pod przemysł, w którym ich potencjalni klienci mogliby zarobić na ich towary i usługi, i sami tworzą w ten sposób strefę zastoju? Że sami podpiłowywują gałąź na której siedzą?

         Parcelację strefy można będzie skwitować gorzkim uśmiechem. Dlaczego gorzkim? Przecież ukaranie bezmyślnej chciwości powinno cieszyć?

         Gorzkim, bo działki dla prawdziwego dużego przemysłu znikną!!! Przemysłu, który właśnie dla naszych średnich przedsiębiorców mógłby stać się partnerem, kontrahentem, i pociągnąć ich firmy za sobą!

       Panowie, nie kupujcie tych działek, to diabelski podarunek! Równowartość ich ceny posłuży Wam lepiej w innym przedsięwzięciu.

 

Pożegnanie strefy

       Sądzę, że mimo swej obecnej przemysłowej wartości strefa zostanie zdegradowana i rozparcelowana. Nie doda więc nam przemysłu, stanie się po części strefą przeprowadzek już istniejących firm.

       Przedstawiciele ludu będą do końca swych dni grać ludzi głęboko przekonanych o słuszności parcelacji, a żadna grupa obywatelska nie zaprotestuje przeciwko temu. Wszak ci, którzy mogliby być pracownikami i kontrahentami dobrej fabryki nie wiedzą, że mogliby nimi być, więc widzą cały problem jako odległy od swego życia, np. od emigracji swych dzieci. Do tego dochodzi strach o zarobki odbierający ochotę publicznego sprzeciwu wobec rezygnacji z prawdziwego uprzemysłowienia, na co przełożeni tak czy inaczej zależni od władz socjaldemokratycznego państwa mogliby zareagować reprymendą.

        Społeczeństwo obywatelskie nie istnieje w świecie, w którym większość ludzi pracuje na etacie, a mniejszość "wolnych ludzi" podlega kontroli dziesiątek złośliwych instytucji układu. Demokracja, która w ograniczonym zakresie mogłaby być dobra, staje się w takich warunkach teatrem marionetek czerwonej burżuazji.

        Zaś arystokracja RP (sądy, instytucje kontrolne) nie przeciwstawi się przeciwnikom uprzemysłowienia.

 

Moje pocieszenie

        W społeczeństwie socjalistycznym konserwatyści tacy jak ja pełnią funkcję pożytecznych idiotów. Walczą z długiem publicznym (obciążenie naszych dzieci), wspierają przedsiębiorczość, blokują najbardziej absurdalne zachcianki lewicy,  przez co sprawiają, że system fałszywej równości wymyślony przez zawistników staje się wydolniejszy. To nie my konserwatyści tracimy na tym, że naszego wołania nikt nie słucha.

                                                                                                               Andrzej Dobrowolski

 

http://www.czasgarwolina.pl      Fryderyk Fellini w filmie "Niebieski ptak" pokazał szajkę oszustów przebranych za księży.

       Zjawiali się oni u prostych wieśniaków i kusili ich swą opowieścią parodiująca chrystusowe "Gdzie skarb twój, tam serce twoje.":

 

http://www.czasgarwolina.pl      "Umierający bandyta spowiadając się na łożu śmierci wyznał biskupowi, że na Waszym gruncie ukrył zrabowany skarb. Pozwolił Wam go zachować, pod warunkiem wykupienia 500 mszy w jego intencji (po 1000 lirów każda)."     Każdy skuszony biedaczysko odkopywał we wskazanym miejscu skarb (były to fałszywe klejnoty ukryte wcześniej przez bandytów) i ...



 

http://www.czasgarwolina.pl     ... dawał swe i swych dzieci drogocenne oszczędności życia na msze za rzekomego "dobrego łotra", zostając z fałszywym skarbem. Czy skuszeni wizją "świetnej działki pod obwodnicą" niektórzy garwolińscy przedsiębiorcy nie przypominają prostodusznych bohaterów filmu? Chcą oddać oszczędności za "skarb"?

 

http://www.czasgarwolina.pl       Zamiast pointy: przebrani za świątobliwych posłańców złodzieje po udanym skoku ... pokłócili się!

AD

.

.