14 listopada 2018r. Imieniny: Rogera, Serafina, Agaty
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Siedem grzechów głównych

     Czas Garwolina zaprasza we Środę Popielcową do przeczytania fragmentów rozdziału "Saligia" z "Ogrodu nauk" Czesława Miłosza. Tekst jest rozważaniem o siedmiu grzechach głównych.

     Grzech jest pożytecznym pojęciem. Umożliwia ono nazwanie zła w człowieku, które nie jest nim samym. Określa go jako zły wtręt od którego można się uwolnić - nie jest się skazanym na jego obecność w sobie jako nieusuwalną przypadłość.

      Obecne oświeceniowe elity świata nienawidzą pojęcia grzechu i jak mogą eliminują go ze świadomości zbiorowej, bo "grzech to zły wybór wolnego człowieka", a one nie uznają wolnego człowieka osobnego od  i c h  społeczeństwa,  i c h  hodowli człowieków!

       W tegorocznym Wielkim Poście toczy się kampania prezydencka. Który z kandydatów (oprócz - ma się rozumieć - Korwina) ośmieli się powiedzieć ludowi, że leń powinien być biedny, że "sprawiedliwość społeczna" to zawiść, że przeświadczenie o kompetencji politycznej wielu prostych ludzi jest ich pychą?

                                                                                                     Andrzej Dobrowolski

 

SALIGIA

 

http://www.czasgarwolina.pl   Superbia - [pycha]

   Avaritia - [chciwość]

   Luxuria - [rozwiązłość]

   Invidia - [zawiść]

   Gula - [łakomstwo]

   Ira - [gniew]

   Acedia - [obojętność]

 

     W Średniowieczu pierwsze litery siedmiu grzechów głównych składały się na słowo saligia, uważane za podwójnie użyteczne, bo i pozwalało łatwo nazwy siedmiu grzechów czy raczej wad (vitia capitalia) zapamiętać, i podkreślało ich łączność. Tyle wiedziałem, ale skusiło mnie niedawno, żeby zajrzeć do paru encyklopedii i sprawdzić, co też maja one o saligii do powiedzenia. W żadnej z nich nie znalazłem o tym słowie nawet wzmianki. Co więcej, milczą o nim encyklopedie katolickie i słowniki teologicznych terminów. osoby duchowne nie lubią się grzechami już zajmować, jakby chciały przeprosić świat za to, że przez wiele stuleci to właśnie uważały za jedno ze swych głównych zadań. Nawet o pojęciu grzechu odzywają sie półgębkiem, nie są więc skłonne w redagowanych przez siebie kompediach i katechizmach przypominać o dawnych klasyfikacjach.

     W poszukiwaniu pewnej księgi poświęconej dziejom grzechów głównych udałem się tedy na Pagórek Teologiczny. Gdyż Berkeley oprócz ze wszech miar sławnego uniwersytetu posiada również kilka wyższych szkół teologicznych różnych wyznań, niedaleko siebie położonych, z pięknym widokiem na Zatokę San Francisco. Współpracują ze sobą w duchu ekumenicznym i z bogatych swoich zbiorów bibliotecznych korzystają wspólnie. Najbardziej znana z tych szkół jest międzywyznaniowa Pacific School of Religion. Jej to profesorem był nieżyjący już Earl Morse Wilbur, który żeby napisać swoją dwutomową History of Unitarianism nauczył się po polsku, nie bez racji, skoro niemal połowę jego dzieła wypełniają podróże i dysputy polskich arian.


http://www.czasgarwolina.pl












     Księgę o grzechach głównych znalazłem, ale była na składzie (in storage) gdzie potrzebne są książki rzadko potrzebne, skąd należy wyciągnąć wniosek, że przedmiot nie cieszy się popularnością ani u przyszłych pasterzy, ani u ich nauczycieli. W istocie lista grzechów głównych, ułożona przez eremitów Egiptu w czwartym wieku, zawsze była po trochu zabytkiem historycznym, skoro zostawały nazwy, a ciągle zmieniały się znaczenia. Z dzieła dowiedziałem się, że słowo saligia upowszechnił Henryk z Ostii w trzynastym wieku; ale że długo współzawodniczyło z nim inne: siiaagl (superbia, invidia, ira, acedia, avaritia, gula, luxuria), a więc wynikłe z innej kolejności tych samych wad. Jednakże saligia miała wyższość, przynajmniej ze względów mnemotechnicznych, i w okresie kontrreformacji przejęli ją jezuici.

     Jako dziecko z lekcji katechizmu nie wyniosłem większych moralnych korzyści. Może w ogóle dzieci do przyjęcia tak zawiłej wiedzy nie są przygotowane, a poza tym, jeżeli weźmiemy za przykład polskie nazwy grzechów głównych, zbyt dużo na tych lekcjach nasuwało się dziwacznych skojarzeń. [Kto słyszał w garwolińskiej kolegiacie mszalne rozmowy dzieci z kaznodzieją ten wie, że to szczere wyznanie - przypis AD]

http://www.czasgarwolina.pl     1. Pycha zamiast superbia. Pych, puch, pyza? Pyszałkowaty-pyzaty? Dęcie się ponad stan? To ktoś inny, pan jakiś, pyza-pycha w kryzie, na pewno nie ja - czyli do siebie nie da się tego stosować. Pycha od razu, przez sam swój dźwięk, jest zaszeregowana, natomiast superbia, jako właściwość Lucyfera, ma i cechy poważne, podobnie jak angielskie pride, francuskie orgeil, niemieckie stolz, starocerkiewne gordost'. [hardość? - AD]

     2. Łakomstwo jako avaritia. Widziałem w tym wykroczenie polegające na wylizywaniu słojów po konfiturach czy też na nieposkromionej żądzy deseru, który może dzisiaj nie stanowi problemu, ale w moim dzieciństwie na stole pojawiał się rzadko. I któż by mi wtedy wyjaśnił, że taka chętka słodyczy była dźwignią ponurych dziejów naszej cywilizacji, że ona to popchnęła do lichwy i zakładania manufaktur, do podboju Ameryki, do uciemiężenia chłopa w Polsce, do genialnego pomysłu, na jaki wpadli pobożni mieszkańcy Amsterdamu używając swoich okrętów do handlu niewolnikami? Deseru zawsze chcieli możni tego świata, pewnie. Gdyby to jednak były przynajmniej łakomczuchy, a więc istoty goniące za zmysłowymi przyjemnościami, byłoby jeszcze pół biedy. Avaritia jest jednak namiętnością raczej ascetyczną, jak wskazuje francuskie avarice i niemieckie getz. http://www.czasgarwolina.plCzyżby L'Avare Moliera należało tłumaczyć Łakomczuch? Angielskie covetousness bliższe jest chciwości niż skąpstwa, ale także surowa to żądza, na pieniądz wyłącznie skierowana. Oba znaczenia, , skąpstwa i chciwości, przekazuje starocerkiewne sriebrolubie, dosłowny przekład greckiego filarguria.


http://www.czasgarwolina.pl     3. Nieczystość zamiast luxuria. To chyba ma coś wspólnego z niemyciem się? Z dotykaniem "miejsc nieskromnych"? Ale łaciński wyraz oznaczał bujność, płodność, obfitość, roślinności przede wszystkim, później bujność nadmierną na przykład w sposobie wyrażania się, także zbytek, nadmierny przepych i rozpustę. Francuskie luxure coś z tych znaczeń zachowało, choć oznacza tyle co polska rozwiązłość, i rozwiązłość, a nie nieczystość byłaby lepszym polskim odpowiednikiem. Porzucając tutaj łacinę i posługując sie starogermańskim lust, język angielski zanadto się od pierwotnego sensu oddalił, choć naprowadza na ten sens przymiotnik lusty - bujny, krzepki, kiedyś tez używany jako igrający, wesoły. Angielskie lust, czyli pożądliwość, wskazuje jakim przemianom ulegały zbliżone do siebie pojęcia zależne od języka i obyczajów zwłaszcza jeżeli zestawimy to ze starocerkiewną  nazwą tego grzechu: błud (a więc po prostu błąd), wziętą, z pominięciem łaciny, wprost z greckiego porneia. Nieczystość zdaje się zaś być przekładem z niemieckiego Unkeuschheit.

http://www.czasgarwolina.pl     4. Zazdrość zamiast invidia. Zupełnie niejasne było dla mnie to słowo. Dzisiaj wiem, że dało mu początek łacińskie in-videre , czyli za-źrzeć, a więc to samo co za-widzieć ( w starocerkiewnym zawist'). Inne języki mniej lub bardziej podkreślają wolę , pragnienie, choć trudno orzec, czy francuskie envie, angielskie envy, , niemieckie Neid, dostatecznie oddają sens łacińskiego terminu obejmującego też nienawiść i obmowę.

      5. Obżarstwo i pijaństwo zamiast gula. Pierwotnie po łacinie szyja, później też żarłoczność albo i łakomstwo. Obżarstwo i pijaństwo nasuwały obraz  zastawionych stołów, brzuchatych rechoczących i bełkoczących mężczyzn; najoczywiściej grzech dorosłych. Teraz dopiero zastanawiam się, dlaczego w języku polskim użyto aż dwóch słów, żeby gula przetłumaczyć. W żadnym ze znanych mi języków pijaństwo wśród grzechów głównych nie figuruje. Starocierkiewne czrewougodje, czyli dogadzanie brzuchowi, ułożone zostało na wzór greckiego gastrimargia i najbliższe byłoby polskiemu "popuszczaniu sobie pasa" zarówno w jadle, jak w napitkach. W ogóle z tą wadą coś się w trakcie historii niespodziewanego stało, może dlatego, że kiedyś, dawno, więcej ludzi mogło sobie na gulę pozwolić niż w ciągu następnych stuleci. Różne chudogęby oblizywały sie na myśl o raz kiedyś napchaniu sobie brzucha i powstała cała poezja półgęsków, kiełbas, wędzonych szynek, baryłek piwa. Niby grzech, ale nagroda za wstrzemięźliwość Wielkiego Postu co było, jeśli  nie obżarstwo i pijaństwo?http://www.czasgarwolina.pl I czyż naprawdę cos ujemnego jest we francuskim gourmandise? Przeciwnie, jeśli ktoś jest gourmand, to bardzo dobrze, znaczy to, że rumiany, serwetę zawiązuje pod szyję i zna się na kuchni oraz winach, czyli nie nędzarz. To jeszcze nie gourmet, czyli smakosz, ale prawie. Nie korzysta z takich przywilejów niemiecki unmassig, a jeszcze inny jest angielski glutton, gardziel nienasycona, oddający sie gluttony, czyli wszystkożerstwu.

http://www.czasgarwolina.pl     6. Gniew zamiast ira. "Wybuch gniewu" - nie było trudno sobie przedstawić, co to jest. Był to więc krótkotrwały stan fizyczny wyładowujący się w gwałtownych czynach (król Bolesław Śmiały wpadający do kościoła i w przystępie gniewu mordujący Stanisława Szczepanowskiego). Zresztą ira w przekładzie nie nastręcza większych trudności. Anger, colere, Zorn, starocerkiewne gniew.

http://www.czasgarwolina.pl      7. Lenistwo zamiast acedia. Polski język nie jest tutaj odpowiedzialny za śmieszne nieporozumienie. Wyraz nie jest łaciński, tylko wprost przez łacinę z greki zapożyczony: akedia, i dałby się przetłumaczyć jako obojętność. Ale dla eremitów czwartego wieku akedia była głównym niebezpieczeństwem, pokusą demona najbardziej dotkliwą w południe, kiedy pod wysokim słońcem cała natura odpoczywa w ciszy i bezruchu. Wtedy mnicha nawiedzały smutek i nuda. Próbował z tym walczyć modlitwą, ale dręczyło go poczucie bezsensu wszystkich jego starań i umartwień.  Jeżeli dał się pokonać, porzucał swoją grotę i biegł chociażby do groty sąsiedniej, żeby nie być sam ze sobą.  Jeżeli ulegał takim atakom często, musiał wrócić między ludzi, do miast. Akedia była więc groźną przeszkodą dla ludzi oddanych intensywnemu życiu duchowemu. http://www.czasgarwolina.plNiemało miejsca udzielały jej i później, w Średniowieczu, instrukcje zakonne. Łączono je często z tristitia czyli lupe, czyli smutkiem, jako że najłatwiej wyrazić ja słowami: "nic nie warto". Tylko stopniowo nastąpiło przekształcenie akedii (fizycznej?) do ospałości i gnuśności. Pierwotnego znaczenia nie przekazuje ani francuskie paresse, ani angielskie sloth, ani niemieckie Tragheit. Doskonale przekazuje tylko starocerkiewno-słowiańskie unynje. Oczywiście co takiego lenistwo nie miałem [jako dziecko] pojęcia, poza jedną jego odmianą, moją zrozumiałą odrazą  do "twardej konieczności", czyli do odrabiania lekcji.

/.../

       Nikt już nie potrafi nazwać tej wady po prostu lenistwem i kiedy jak kiedy, ale dzisiaj wróciła do swego pierwotnego znaczenia; strachu przed pustką, apatii, smutku. Nie samotni eremici doznają jednak jej ukąszeń, ale wielomilionowe masy. Doskonały reakcjonista powiedziałby, że dla ich dobra powinno się było trzymać w niedostatku i analfabetyzmie, tak, żeby bicz elementarnej potrzeby zostawiał im krótkie chwile odpoczynku, ale nie rozmyślań, i żeby uchroniły sie od wpływu półinteligentów posługujących się słowem drukowanym. Stało się inaczej i choć model zmienia się zależnie od kraju i ustroju, w ogólnych zarysach zostaje ten sam, tj. pojawił się człowiek przeciętny umiejący pisać, czytać, posługiwać się motocyklem czy samochodem tudzież nie przygotowany do duchowego wysiłku i podległy władzy półinteligentów, ładujących mu głowę podrobionymi wartościami.

      Nie wzdychajmy do dawnych dobrych czasów, bo dobre nie były. Sakralne bytowanie średniowiecznego miasta, nie urojone, bo przecie został ślad w architekturze i sztuce, może najwyżej dostarczyć wskazówki na odległą przyszłość, kiedy po obecnej fazie przejściowej możliwy będzie ruch wstępujący, podobny, ale drugiego stopnia.

http://www.czasgarwolina.pl      Na razie trwa era znieprawiania umysłów, co może być nieuniknioną ceną, płaconą za otwarcie dostępu wielu ludzkim istotom, nie tylko, jak dawniej, z wąskiej warstwy uprzywilejowanych. Dostępu do czego? Nie do "kultury"- ta w najlepszym razie przypomina szczelnie zamknięty żelazny kufer, do którego zapomniano dostarczyć klucza, Jeżeli wolno spodziewać się dostępu, to do "samodzielnych bojów" ludzkiej osoby. Pogrążona w plemiennych obyczajach, jednostka tego nie potrzebowała, ale dzisiaj już każdy zaczyna być eremitą [pustelnikiem] na pustyni Egiptu [materializmu] i podpada pod prawo wyboru: albo wspinanie się w górę, albo zejście w takie czy inne, że posłużę się rosyjskim słowem skotstwo, co chociaż znaczy zbydlęcenie, gotowi jesteśmy, wbrew lingwistom, łączyć z greckim skotos, to znaczy ciemność.

     Chaos ocen uniemożliwia dzisiaj wyraźne rozróżnienia, tak że hołdy składane są wartościom pozornym, rozsławionym, bo jaskrawie i dobitnie przedstawiają modne tendencje. Ten wiek jest poza tym wiekiem potworów, rzadko takie oglądała ludzkość - ale także, jakby dla równowagi wydał niemało postaci olbrzymiego formatu, którym nie wstyd jest składać hołdy w pokorze. Umysłowy dystans pomiędzy nimi a zmotoryzowanym człowiekiem tłumu jest prawdopodobnie większy niż pomiędzy średniowiecznym teologiem i na przykład członkiem cechu bednarzy. Dla ścisłości: nie przesądza jeszcze o niczym poziom wykształcenia, bo również wielu laureatów Nobla w jednej dziedzinie nauki nie różni sie umysłowo, poza swoja specjalnością, od swoich najmniej wyćwiczonych bliźnich. Jacques Maritain mówił, że nadają ton tej epoce ludzie o słabej głowie i czułym sercu albo ludzie o mocnej głowie i nieczułym sercu, natomiast mało jest takich, którzy by czułe serce łączyli z mocną głową. Nie ma lepszego na to przykładu niż rynek w Ameryce, rządzący i językiem słów i językiem obrazów. Głupia szlachetność i nieszlachetna chytrość handlowa tak ze sobą zostały sprzężone, że mierząc pisma, książki, filmy. programy telewizyjne ich wpływem wychowawczym, trzeba mówić po prostu o masowej zbrodni przeciwko temu, co niedokładnie, ale nie bez racji, nazywa się "godnością człowieka".

      Niestety, kto nie zleniwia się, bo wie, że czyha na niego, jak na każdego, acedia czyli unynje, spostrzega wkrótce, że dystans pomiędzy nim a jego współczesnymi rośnie z każdym rokiem, jeżeli nie miesiącem. Praca umysłu ma to do siebie, że te same czynności wymagają coraz mniej czasu, tj. wyrabia zdolność skrótów, dróg na przełaj. Wskutek tego traci się smak do słów i obrazów dostarczanych przez rynek, stąd też niemałym problemem jest nowy arystokratyzm umysłów wybrednych, które jednak, jak to juz napomknąłem gdzieś indziej, poruszają się jednak w innej strefie niż pół wieku temu - wtedy była to "awangardowa" literatura i sztuka, która więcej obiecywała, niż udało się jej spełnić.

     Z temperamentu gorliwy i pilny, pracowałem tak dużo, że zdawałoby się, nie powinienem siebie obwiniać o unynje. Jednakże nie zrobiłem tego co mógłbym, a przyczyną było i wadliwe wykształcenie, i stany depresyjne, które uniemożliwiały skuteczny opór wobec urojeń mojego czasu. Nie znaczy to oczywiście, że lepiej bym wyszedł na wczesnym przybraniu zbroi, tak żeby nic z dwudziestego wieku mnie nie zarażało, jak to zrobił pewien mój znajomy z młodości, zajmujący się już wtedy wyłącznie Platonem. Błędny i jałowy byłby to wybór. Tutaj notabene należałoby powołać się na burzliwości historii mało przychylne lepszemu rozeznaniu. Ale leniwiec tylko ośmieli się zrzucać odpowiedzialność na coś, co jest poza nim.

      Zmaganie się z otaczającą nas nicością nie jest nowe i człowiek był wystawiony na te próby w ciągu tysiącleci. Nigdy jednak chyba, od czasów cesarskiego Rzymu i cywilizacji hellenistycznej, nie był tak bezbronny. Są to następstwa przewrotu naukowego rozmienionego na drobne i działającego na wyobraźnię ludową w tej postaci. Możliwe, że olbrzymia większość ludzi podda się takim znijaczającym naciskom, szukając najwyżej pociechy w cudownych eliksirach sprzedawanych przez hinduistycznych, buddyjskich czy satanistycznych kaznodziejów. /.../

Czesław Miłosz

 

Ilustracje z Internetu (m.in. fragmenty grafik Piotra Breughela i Albrechta Durera).

http://www.czasgarwolina.pl.

,