14 listopada 2018r. Imieniny: Rogera, Serafina, Agaty
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Parkinson o pięknych siedzibach władzy

http://www.czasgarwolina.plWirtualny Garwolin poinformował o decyzji rozpoczęcia budowy nowej siedziby starostwa przy ulicy Mazowieckiej w Garwolinie.

Ponieważ informowaliśmy już o słabych stronach tego pomysłu, dziś ograniczymy się do przedstawienia kolejnego Prawa Parkinsona, tłumaczącego dowcipnie jak patrzeć na realizacje siedzib władzy.

Andrzej Dobrowolski

 

Plany i budowle czyli gmach administracyjny

           Każdy kto bada instytucje ludzkości, dobrze zna typowy test, według którego można ustalić znaczenie poszczególnego urzędnika. Liczba drzwi które należy przejść, liczba jego osobistych sekretarzy, liczba aparatów telefonicznych na jego biurku - te trzy cyfry wzięte razem z grubością dywanu w centymetrach dały nam prosty wzór, zgadzający się niemal na całym świecie. Jest sprawą mniej znaną, że ten sam rodzaj obliczeń stosuje się, lecz na odwrót, do samej instytucji.

           Weźmy na przykład organizację wydawniczą. Wydawcy okazują - jak wiemy - silną tendencję do życia w chaotycznym niechlujstwie. Przybysza, który zwraca się ku prawdopodobnemu wejściu, wyprowadza się na zewnątrz i prowadzi wokół bloku, poprzez zaułki i trzy kondygnacje schodów. Zakład badawczy jest z reguły usytuowany podobnie - na parterze czegoś, co było niegdyś domem prywatnym; waląca się drewniana sień prowadzi stąd do baraku z falistej blachy, gdzie był niegdyś ogród. A czyż wszyscy nie znamy - co więcej - wyglądy międzynarodowego lotniska? Kiedy wynurzamy się z samolotu, widzimy (po prawej lub po lewej) wysoką budowle otoczona rusztowaniem. Potem stewardessa prowadzi nas do wysokiego baraku z azbestowym dachem. Nawet przez chwilę nie przypuszczamy, że mogłoby być inaczej. Z chwilą, kiedy budowa gmachu zostanie ukończona, lotnisko zostanie przeniesione gdzie indziej.

           Wspomniane instytucje - jakkolwiek bardzo żywotne i produktywne - pracują w tak podłych i prowizorycznych warunkach, że z ulgą chcielibyśmy zwrócić się do instytucji urządzonej od samego początku wygodnie i z godnością. Zewnętrzne drzwi z brązu i ze szkła umieszczone są pośrodku symetrycznej fasady. Wyglansowane buty prześlizgują się łagodnie po błyszczącej posadzce do lśniącej i cichej windy. Niezwykle kulturalna panienka z recepcji powie coś szeptem karminowych warg do śnieżnobiałej słuchawki. Wskaże ci chromowany fotel, przepraszając olśniewającym uśmiechem za krótką, lecz nieuniknioną chwilę czekania. Kiedy podniesiesz wzrok znad barwnego magazynu, zauważysz, jak szerokie korytarze wiodą promieniście ku departamentom A, B i C. Spoza zamkniętych drzwi dobiega stłumiony szmer zdyscyplinowanej pracy. W minutę później grzęźniesz po kostki w dywanie w gabinecie dyrektora, brnąc wytrwale ku jego odległemu, schludnemu biurku. Zahipnotyzowany niewzruszonym spojrzeniem szefa, onieśmielony obrazem Matisse'a, wiszącym na ścianie, poczujesz, że nareszcie znalazłeś ośrodek prawdziwie sprawnej działalności.

            W rzeczy samej nie odkryłeś niczego w tym rodzaju. Wiadomo, że doskonałość zaplanowanego układu osiągają tylko instytucje znajdujące się w stanie upadku. Ten wyraźnie paradoksalny wniosek oparty jest na bogatych badaniach archeologicznych i historycznych, których bardziej poufnymi szczegółami nie mamy tu potrzeby się zajmować. Za ogólną zasadę przyjęto jednak metodą wybierania i oznaczania dat powstania tych gmachów, które, jak się zdawało, były doskonale zaprojektowane do celów, którym miały służyć. Studia porównawcze nad nimi skłoniły do przyjęcia wniosku, że doskonałość planowania jest oznaką upadku. W okresie pasjonujących odkryć i postępu nie ma czasu na planowanie doskonałych siedzib. Czas na to przychodzi później, wtedy gdy cała ważna praca została już wykonana. Doskonałość, wiemy o tym, jest ostatecznością, a ostateczność jest śmiercią.

 http://www.czasgarwolina.pl          Przypadkowemu turyście, przejętemu nabożną czcią przed Bazyliką Świętego Piotra w Rzymie, musi się wydawać, że Bazylika i Watykan tworzyły idealną oprawę dla władzy papieskiej u samego szczytu jej prestiżu i potęgi. Tutaj - rozmyśla turysta - musiał Innocenty III rzucać swe grzmiące klątwy. Tutaj musiał Grzegorz VII układać prawa. Ale rzut oka do przewodnika przekona turystę, że naprawdę potężni papieże rządzili na długo przedtem, zanim wzniesiono obecną kopułę, a nierzadko panowali gdzie indziej. Więcej jeszcze, późniejsi papieże utracili połowę swego autorytetu, gdy prace nad budową jeszcze trwały. Juliusz II, który zadecydował o podjęciu budowy i Leon X który zaaprobował szkic Rafaela, zmarli na długo przedtem, zanim budowle przybrały obecny kształt. Pałac Bramantego był budowany aż do roku 1565, wielki kościół został poświęcony dopiero w roku 1626, a plac kolumnowy skończony w roku 1667. Wielkie dni papiestwa minęły, zanim w ogóle jeszcze zaprojektowano tę doskonałą siedzibę. W czasie kiedy jej budowę kończono, już o nich niemal zapomniano.

 http://www.czasgarwolina.pl           Łatwo można udowodnić, że to następstwo wydarzeń wcale nie jest wyjątkowe. Taka właśnie kolejność możemy dostrzec w historii Ligi Narodów. Od początku, od roku 1920, koncentrowały się wokół niej wielkie nadzieje aż mniej więcej do roku 1930. Najpóźniej około roku 1933 okazało się, że eksperyment sie nie udał. Jednakże fizyczne ucieleśnienie Ligi, Pałac Narodów, otwarto dopiero w roku 1937. Była to z pewnością budowla godna podziwu. Głęboka myśl ożywiała plany budowy sekretariatu i sal obrad, pomieszczeń dla komisji i restauracji. Było tam wszystko, na co stać ludzka pomysłowość, z wyjątkiem, rzecz jasna, samej Ligi. W roku, w którym Pałac oficjalnie otwarto, Liga właściwie przestała istnieć.

            Można by zauważyć, że Pałac Wersalski jest dowodem czegoś zupełnie przeciwnego - architektonicznym odbiciem monarchii Ludwika XIV u jej szczytu. Ale tu znowu fakty zaprzeczają teorii. Bo chociaż tryumfalny duch epoki może być uosobiony w Wersalu, to przecież ukończono go już pod koniec panowania Ludwika XIV, a częściowo nawet za następnego króla. Gmach Wersalu powstał w latach 1669-1685. Król przeprowadził sie tam w roku 1682, a nawet wtedy prace jeszcze trwały. Słynna królewska sypialnia była nie zamieszkana aż do roku 1701, a kaplicę ukończono w dziewięć lat później. Nie wcześniej niż w roku 1756 zaczęto uważać Wersal za siedzibę rządu, ale jeszcze nie za królewską rezydencję. Z drugiej strony, istotne tryumfy Ludwika XIV miały miejsce przeważnie przed rokiem 1679, szczyt swej kariery król osiągnął w 1682, a około 1685 jego potęga zaczęła upadać.

.http://www.czasgarwolina.pl














 



         
Według słów jednego z historyków Ludwik, przenosząc się do Wersalu, "pieczętował już kres swego losu i życia". Inny powiada o Wersalu, że "całość została ukończona właśnie wtedy, gdy rozpoczął się upadek Ludwika". Trzeci milcząco popiera tę teorię, opisując okres 1685-1713 jako "lata upadku". Innymi słowy, turysta który sądzi, że Wersal był miejscem, skąd Turenne wyruszał ku zwycięstwom, myli się zasadniczo. Bardziej poprawne historycznie byłoby wyobrażenie sobie, jak bardzo zakłopotani musieli być w tych murach ci, którzy przybyli z wieściami o klęsce pod Blenheim. W pałacu błyszczącym emblematami zwycięstw, nie bardzo zapewne wiedzieli, w którą stronę patrzeć.

 http://www.czasgarwolina.pl           Kiedy wspomina się o Blenheim, trzeba naturalnie pomyśleć o pałacu tak nazwanym zbudowanym dla zwycięskiego księcia Marlborough. Tu znowu mamy budynek idealnie zaplanowany, tym razem przeznaczony na miejsce wypoczynku bohatera narodowego. Heroiczne proporcje budowli są może bardziej dramatyczne niż wygodne, ale ogólne wrażenie jest takie, jakie było zamierzeniem architektów. Żadna inna sceneria nie byłaby bardziej odpowiednia jako tło dla legendy. Żadna inna siedziba nie byłaby właściwszym miejscem dla spotkań dawnych towarzyszy w rocznicę bitwy.

          Przyjemność, jaka znajdujemy w wyobrażaniu sobie tej sceny, psuje jednak świadomość, że nigdy się ona nie zdarzyła. Książę nigdy tu nie mieszkał i nigdy nawet nie widział tej siedziby po jej ukończeniu. Jego rzeczywista rezydencja mieściła się w Hollywell w pobliżu St. Albans i (kiedy był w Londynie) w Marlborough House. Umarł w Windsor Lodge, a wiadomo, że jego dawni towarzysze spotkali sie i ucztowali w namiocie. Budowa Blenheim trwała długo nie ze względu na opracowywanie jej planów - te były bowiem zupełnie dostatecznie opracowane - lecz dlatego, że książę był w niełasce, a nawet dwa lata spędził na wygnaniu, i to właśnie w okresie, w którym mógłby być świadkiem ukończenia pałacu.

           A cóż powiedzieć o monarchii, której książę Marlborough służył? Podobnie jak teraz turyści z przewodnikiem w ręku wędrują poprzez Oranżerię lub Galerie des Glasec, tak archeolog w przyszłości może kiedyś zwiedzać to, co niegdyś było Londynem. I może się zdarzy że w ruinach Pałacu Buckingham ujrzy prawdziwe oblicze monarchii brytyjskiej. Będzie kroczył Wielka Aleją od Łuku Admiralicji do bramy pałacowej. Odtworzy sobie przedni dziedziniec i centralny balkon, myśląc przez cały czas o tym, jak bardzo była odpowiednia ta siedziba dla potężnego władcy, którego siła oddziaływania sięgała do najodleglejszych części świata.  Nawet dzisiejszy Amerykanin ma ochotę pokiwać głową nad zarozumiałością Jerzego III, intronizowanego z tak uroczysta pompą. Ale znowu stwierdzamy, że wszyscy naprawdę potężni monarchowie mieszkali gdzie indziej, w gmachach, które od dawna już nie istnieją - w Greenwich czy w Nonesuch, w Kenilworth czy Whitehall.

 http://www.czasgarwolina.pl            Budowniczym Pałacu Buckingham był Jerzy IV, którego nadworny architekt John Nash ponosi odpowiedzialność za to, co w swoim czasie nazwano "ogólnym zepsuciem i strywializowaniem smaku".  Ale sam Jerzy IV, który mieszkał w Carlton House lub w Brighton, nigdy nie widział ukończonej budowli, tak samo Wilhelm IV, który nakazał jej wykończenie. Dopiero królowa Wiktoria przeniosła tam swą rezydencję w roku 1837, wychodząc za mąż już w nowym pałacu w roku 1840. Ale początkowy entuzjazm królowej dla Pałacu Buckingham był stosunkowo krótkotrwały. Jej mąż o wiele bardziej lubił Windsor, a i ona sama wolała później Balmoral lub Osborne. Jeśli więc mamy być dokładni, to splendory Pałacu Buckingham należy łączyć z późniejszym już okresem monarchii ściśle konstytucyjnej, kiedy władza przypadła parlamentowi.

             Dlatego w tym miejscu czymś naturalnym byłoby pytanie, czy Pałac Westminsterski, w którym Izba Gmin odbywa swoje zebrania, jest sam w sobie rzeczywistym wyrazem władzy parlamentarnej? Przedstawia on - bez wątpienia - wspaniałe dzieło planowania, umiejętnie przystosowane do odbywania debat, a ponadto są tam wszelkie inne pomieszczenia umiejętnie przystosowane do wszelkich innych celów - spotkań komisji, spokojnych studiów, pokrzepiania sie i picia herbaty (na tarasie). Ma on wszystko, czegokolwiek ustawodawca mógłby zapragnąć, i wszystko to urzeczywistnione w budowli pełnej godności i komfortu.

 http://www.czasgarwolina.pl            Powinien on - choć zaledwie ośmielamy się to przypuszczać - pochodzić z okresu, w którym władza parlamentarna była u szczytu potęgi. Ale raz jeszcze daty nie zgadzają się z tym schematem. Pierwotna Izba, w której Pitt i Fox prześcigali się w krasomówstwie, została zniszczona przez pożar w 1834 roku. Zdaje się, że była ona równie sławna ze swych niewygód, jak z wysokiego poziomu debat. Obecna budowle rozpoczęto w 1840, częściowo oddano do użytku w 1852, lecz nie była ona jeszcze ukończona, gdy w roku 1860 zmarł architekt. Swój obecny wygląd przybrała wreszcie około roku 1869. Otóż nie możemy juz dłużej uważać tego za zbieg okoliczności i upadek parlamentu należy przypisać - bez wszelkiej dyskusji - wydaniu ustawy o reformie w roku 1867. W następnym roku cała inicjatywa w prawodawstwie przeszła z parlamentu do gabinetu. Prestiż związany z literami "MP" zaczął gwałtownie spadać i odtąd można jedynie powiedzieć, że "pewne znaczenie, jakkolwiek skromne, zachowali prywatni posłowie". Wielkie dni minęły.

             Nie można powiedzieć tego samego o rozmaitych ministerstwach, które zdobywały sobie znaczenie proporcjonalne do upadku parlamentu. Droga odpowiednich badań można stwierdzić, że działalność Ministerstwa Indii osiągnęła szczyt, kiedy znalazło ono pomieszczenie w Westminster Palace Hotel. Jednakże bardziej jeszcze znamienny jest ostatnio obserwowany rozwój Ministerstwa Kolonii.

             Albowiem podczas gdy Imperium Brytyjskie zostało zbudowane głównie w okresie, w którym Ministerstwo Kolonii (jeśli w ogóle już istniało) zajmowało przypadkowe pomieszczenia przy Downing Street , to w okresie, gdy przeniosło się ono do budynków rzeczywiście na ten cel przeznaczonych, rozpoczęła się nowa faza polityki kolonialnej. Stało się to w roku 1875 i budowla została nieźle zaprojektowana jako tło dla klęski w wojnie burskiej. Ale Ministerstwo Kolonii zaczęło nowe życie podczas drugiej wojny światowej. Wraz z przeprowadzka do prowizorycznych i bardzo niewygodnych lokali przy ulicy Great Smith - lokali wydzierżawionych od Kościoła anglikańskiego i przeznaczonych na cel zupełnie inny - brytyjska polityka kolonialna weszła w te fazę mądrej działalności, która bez wątpienia zakończy się wraz z ukończeniem nowego gmachu, projektowanego na miejscu starego Szpitala Westminsterskiego. Pocieszające, że prace nad ta budową jeszcze się nie zaczęły.

          Ale żaden inny brytyjski przykład nie może dorównać znaczeniu historii z New Delhi. Nigdzie indziej nie powierzono brytyjskim architektom zaprojektowania tak wielkiej stolicy jako siedziby rządu tak bardzo licznej ludności. Zamiar wybrania New Delhi na stolicę ogłoszono w czasie Imperial Durial w roku 1911, kiedy to król Jerzy V był następcą Mogoła na tak zwanym Pawim Tronie. Wtedy sir Edwin Lutyens zaczął opracowywać plany brytyjskiego Wersalu, wspaniałego w koncepcji, rozległego w szczegółach, mistrzowskiego w rysunku i potężnego w skali. Jednakże etapy postępu robót nad jego wykończeniem odpowiadają licznym stadiom załamywania się polityki.

 http://www.czasgarwolina.pl           Ustawa o utworzeniu rządu Indii z roku 1909 stanowiła preludium do wszystkiego co nastąpiło: zamachu na życie wice-króla w roku 1912, deklaracji z roku 1917, raportu Montagu-Chelmsford z roku 1918, i jego urzeczywistnienia w roku 1920.  Lord Irwin rzeczywiście wprowadził się do swojego nowego pałacu w roku 1929, w tym samym, w którym partia Kongresu zażądała niepodległości oraz otwarto Konferencję Okrągłego Stołu, i na rok przed rozpoczęciem kampanii biernego oporu wobec władz brytyjskich. Można by - choć byłoby to nudne - prześledzić całą te historię aż do dnia, w którym Brytyjczycy wreszcie się wycofali, i wykazać,  jak każda faza odwrotu dokładnie pokrywała się z nowym tryumfem budowlanym. To, co w końcu powstało, było ni mniej, ni więcej tylko mauzoleum.

             Upadek brytyjskiego imperializmu rozpoczął sie w rzeczywistości od powszechnych wyborów w roku 1906 i od zwycięstwa - przy tej okazji - idei liberalnych i na pół socjalistycznych. Dlatego nikogo nie powinna dziwić uwaga, że rok 1906 jest datą ukończenia wykutych w niezniszczalnym granicie drzwi w gmachu Ministerstwa Wojny. Bitwą pod Waterloo można było kierować z marnych biur wokół Horse Guards Parade. Ale plany zaatakowania Dardaneli zaakceptowano dla kontrastu - w pomieszczeniach pełnych godności. Czyżby kunsztowne rozplanowanie Pentagonu w Arlington w Wirginii (USA) miało dać nową znamienną nauczkę projektantom? Nieładnie byłoby dopatrywać się elementu logiki w usytuowaniu Pentagonu obok Cmentarza Narodowego, lecz sprawa ta wydaje się co najmniej godna zbadania.

             W każdym razie to pewne, że wpływowy czytelnik niniejszego rozdziału mógłby przedłużyć życie umierającej instytucji, pozbawiając jej pysznej siedziby. Z całą pewnością zaś mógłby zapobiec zadławieniu się danej organizacji już w chwili jej narodzin. Aż roi się od przykładów nowych instytucji, już z pełnym sztabem dyrektorów, konsultantów i urzędników, zebranych razem w gmachu specjalnie dla nich przeznaczonym. Doświadczenie poucza, że taka instytucja ginie. Dławi się własną doskonałością. Nie może zapuścić korzeni z powodu braku gleby. Nie może rosnąć w sposób naturalny, ponieważ już jest dorosła. Bezpłodna z samej swej natury, nie może nawet kwitnąć.

Cyryl Northcote Parkinson

http://www.czasgarwolina.pl.

.