Wiersz Krzysia

lip 31, 2022

Z lasu

Las nocą ro­śnie jak je­zior po­szum.
Dro­ga ko­ły­sze we mchu, we mchu.
Cięż­kie ko­lum­ny mro­ku się wzno­szą.
Ot­chła­nie pu­ste z ciem­no­ści pło­szą
krzyk zły, wy­so­ki jak ze snu.

A do­łem po­tok lu­dzi i wo­zów
i bro­ni chrzęst we mgle, we mgle.
Spod stóp jak mo­rze wy­dę­te gro­zą
nie­ujarz­mio­na pię­trzy się zie­mia
i gło­sy ciem­ne leżą w prze­strze­niach
jak to, co cze­ka obce i złe.

Żoł­nie­rze smu­kli. Twa­rzycz­ki ja­sne,
a moce ciem­ne trą się i gnio­tą,
lądy się ła­mią, sy­pie się zło­to
i chy­ba pan­cerz zie­mi za cia­sny
pęka, roz­sa­dza i grzmi, i grzmi.

Twa­rzycz­ki ja­sne! na wid­no­krę­gach
ar­mie jak cęgi gną się i kru­szą.
O moi chłop­cy, jak­że nam świa­ty
od­ku­pić jed­ną roz­dar­tą du­szą?

Ko­chać, a to się wy­da­je mało,
gi­nąć – to sła­bość tyl­ko wy­zwo­lić,
bo nie na­dą­ża chło­pię­ce cia­ło,
a ciem­ność stoi i grzmi, i grzmi.

Las nocą ro­śnie. Ot­chłań otwie­ra
usta ogrom­ne, chło­nie i ssie.
To tak jak dziec­ko, kie­dy umie­ra,
i tak jak oj­ciec, któ­ry żyć musi.
Prze­szli, prze­pa­dli; dym tyl­ko dusi
i krzyk wy­so­ki we mgle, we mgle.

27 VI 1944

Krzyś Baczyński (zm. 4.08.1944r.)

 

gospodarz strony Andrzej Dobrowolski