Fałszywa obietnica samorealizacji singli
Massmedia prezentują lawinę wiadomości gloryfikujących samotne życie. Łatwo domyślić się, że to na zlecenie rządu światowego, który chce depopulacji – zmniejszenia liczby urodzin i zalesienia dziś ludnych krain. Do tego gadanie o „wyzwoleniu” od rodzicielstwa jawi się jako część bezkrwawej propagandowej wojny przepowiedzianej przez Lema w książce Sex Wars. (Nawet Matka Boska – jako patronka macierzyństwa – stała się ostatnio przedmiotem deprecjacji w samym Watykanie.)
„Takie samotne osoby” – przekonują opłacani dziennikarze – „mają łatwiejszą ścieżkę edukacji, dowolności wyboru pracy, realizacji pasji – jednym słowem mogą być lepszymi ludźmi”.
Jest dla mnie oczywiste, że żadna z tych rzeczy nie może równać się z doświadczeniem miłości własnego dziecka i królewskiej mądrości nabytej przy opiece nad wzrastającym człowiekiem.
*
Wykształcenie? Dzisiejsza matura bez zapoznania na lekcjach greki i łaciny podstaw filozofii, kultury i prawa oraz obniżenie poziomu nauki historii, geografii i dziedzictwa myśli w lekturach dawnych mistrzów sprawiają, że dzisiejsza matura jest mniej warta niż dobre świadectwo szkoły podstawowej sprzed stu lat. To brak nie do nadrobienia bez specjalnych starań, na które mało kto decyduje się. Sto lat temu absolwenci studiów dlatego cieszyli się opinią wykształconych, że przed studiami zdali prawdziwą maturę.
Ponieważ studia mają profile techniczne (np. medycyna to biotechnika, studia rolnicze – to mechanika maszyn i chemia zwierząt, a prawo to nauka rozgrywki prawniczej) nie rozszerzają świadomości mądrości, piękna, dobra; nie pogłębiają duchowości. Posiadanie dyplomu uczelni nie jest dziś glejtem na – jak to mówiono przed I Wojną Światową – osobiste szlachectwo. Te studia to zawodówki. Sam fakt, że 40% rocznika kończy „studia” dowodzi, że są one często niewiele warte.
A poziom studiów? Gdzieniegdzie jeszcze to wygląda jako tako, ale czego może nauczyć uniwersytet, którego profesorki z wydziału filozofii udowadniają, że dwóch homoseksualistów może mieć dziecko? Przecież to dno, jak wykład teorii Łysenki w latach stalinowskich na SGGW i sadzenie drzew koroną do ziemi a korzeniami do góry.
W tej sytuacji młodzi ludzie, którzy podejmują po studiach kolejne studia robią sobie niekiedy niepotrzebne złudzenia, że one ich samych podniosą wyżej. Lepiej byłoby przeczytać popołudniami po pracy 300 książek, począwszy od greckich klasyków.
(Ciekawostka – niektóre bogate rodziny mieszczańskie we Włoszech dbają o dobre wykształcenie średnie dla dzieci, a po maturze umieszczają je w międzynarodowym biznesie i produkcji by uczyły się działania od razu w praktyce.)
W tej sytuacji pretensje singli z magisterium, którzy mają o swym wykształceniu wysokie mniemanie i nie akceptują kawalera/panny po technikum są bezpodstawne.
**
Co do pracy nadającej całkowicie sens życiu trzeba umieć rozróżnić dwie kategorie ludzi. 99,9% ludzi pracuje po to, żeby zarobić na utrzymanie robiąc dla innych coś dobrego, ale wobec trudności jakie spotykają w pracy – trudne stosunki międzyludzkie, ciągłe zmiany form pracy – wygasanie zawodów, zmiany własnej kondycji zdrowotnej – czują, że praca nie zbawia.
0,1% ludzi rzeczywiście spełnia się w misji zawodowej. Szczególnie wielcy artyści, charyzmatyczni nauczyciele, natchnieni misjonarze. Ale ich jest mało. Używanie przykładów ich żywotów dla przeciętnego Kowalskiego to błąd. Kto lubi malować, ale nie ma zadatków na mistrza, winien zdobyć sensowny zawód, a malować dla przyjemności po pracy.
***
Wbrew pozorom również i młodzieńcze pasje najczęściej nie trwają wiecznie. Mogą stać się próżnymi obsesjami. Na przykład podróże dookoła świata z biurami podróży, a bez wieloletniego zamieszkania wśród ludzi i bez gruntownego przygotowania-oczytania są zabijaniem czasu. (Mircea Eliade zafascynowany kulturą Indii wyprowadził się do nich na trzy lata, ale wrócił do Rumunii z poczuciem niemożności dobrego poznania hinduizmu przez obcych urodzonych poza Indiami.)
Kto posłucha massmediów i wybierze bez konieczności samotność w wieku pięćdziesięciu lat obudzi się z błyskiem zrozumienia co stracił, chociaż miał okazję związać z kimś sensownym. Wzorzec rodzinny dla ogromnej większości z nas jest wartościowszy od ofert mądrości z marnych szkół. A co dopiero jeśli rodzina nie wyklucza pasji, poznawania, twórczości?
AD
Ilustracje: Anna Karpowicz–Westner, Women who read are dangerous I i II, Jezioro w górach II. (uwaga! fazy księżyca!).
Przykładem kobiet inteligentnych, wykształconych, ładnych i adorowanych przez mężczyzn może być Wiktoria z Zaćmienia Antonioniego. Film można obejrzeć tu.
gospodarz strony Andrzej Dobrowolski


