W poniedziałek – dzień patronki Miasta świętej Anny.

Sny – wspomnienia, pragnienia, wizje.

Mar 14, 2021

 W poprzednim tekście Czasu Garwolina poruszyliśmy temat boskich znaków dawanych ludziom, a teraz – również w oparciu o książkę Stefana Oświecimskiego „Zeus tylko daje znak, Apollo wieszczy osobiście” – przedstawiamy kilka myśli dotyczących proroczych snów, które były poważanym fenomenem kultury antycznej Grecji.

 Przypominam, że chrześcijanie powinni traktować tę kulturę ze zrozumieniem dla politeistycznych wierzeń ludzi sprzed objawienia Mojżeszowi Dekalogu, ale i dystansem do duchowości pogańskiej jakiego wymaga pierwsze przykazanie. Chrześcijanie strzegą się magii, nie próbują przewidywać przyszłości na drodze innej niż rozumowej, ale mogą przygotować się na odczytanie znaku na jawie lub we śnie, jeśli zostanie nam dany. Takiego jak sen wnuczki Oktawiana Augusta – Klaudii, która była żoną Poncjusza Piłata.

 Jeszcze jedno zastrzeżenie. Zmyślone i szeroko rozpowszechniane treści snów mogą służyć nie tylko kuglarzom-wydrwigroszom, ale i władcom w sterowaniu ludźmi, toteż wierzyć należy tylko Biblii oraz własnym i swych bliskich przeżyciom spełnionych znaków. Na przykład w Grecji Persowie przekupywali kapłanów w Delfach i Dydymie dla głoszenia złych wróżb mających podkopać morale Greków. A dziś opowieść ateistki Margerity Scalfari o tym, że jej kochanek Benito Mussolini miał wizję diabła, który pytał go o wybór między kobietami, pieniędzmi a wybraną przez niego władzą w zamian za duszę, należy uznać za odwracanie uwagi od prawdziwych mocodawców kariery Duce – turyńskich banków międzynarodowej finansjery.

 Dajmy głos Stefanowi Oświecimskiemu, który rozpoczyna opowiadanie od mistrzowskiego artystycznie cytatu pogodnego sceptyka – Horacego (tłumaczenie Henryka Sienkiewicza).

Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie,

Jaki nam koniec gotują bogowie,

I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy,

Lepiej tak przyjąć wszystko jak się zdarzy.

A czy z rozkazu Jowisza ta zima,

Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,

Będzie ostatnia, czy też nam przysporzy

Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,

Nie troszcz się o to i … klaruj swoje wina.

Mknie rok za rokiem jak jedna godzina.

Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę

W złudnej przyszłości obietnice płoche.

/…/ Daremna to przestroga: może nawet każdy przyzna jej rację, w głębi jednak duszy, przy nadarzającej się przynajmniej sposobności, nie zlekceważy żadnych mniej lub więcej sensownych wróżb. Ukryta bowiem i tym samym niepokojąca przyszłość zawsze frapowała ludzkość, budząc w niej niebłahą potrzebę poznania dalszych losów zarówno poszczególnych jednostek, jak też całych, większych czy mniejszych, ugrupowań. /…/

  Przewidywanie przyszłości było od dawien dawna dla człowieka bardzo istotnym, ale też najtrudniejszym problemem życiowym, jako że na losy świata i związane z nim życie ludzkie nie tylko wpływały liczne i w odczuciu pierwotnych i prymitywnych jeszcze ludzi kapryśne cz wręcz złośliwe i wrogie człowiekowi ciemne moce i istoty demoniczne, uosobienia wszelkiego rodzaju zjawisk przyrody, zwłaszcza groźnych i niebezpiecznych, ale nadto komplikowały je, jak zresztą i nadal komplikują, wszelkie namiętności, żądze, rywalizacje i inne nieobliczalne i przez to nie dające się przewidzieć zachowania się samych ludzi. Wszystkie te czynniki stają w poprzek ustalonemu, jak sądzili już starożytni Grecy, i niezachwianemu prawu, któremu zdaje się być podporządkowany wszechświat, i deformują jego regularne działanie, co w rezultacie uniemożliwiało człowiekowi pewne i niezawodne przewidywanie przyszłości własnymi środkami, i jako jedyny sposób zabezpieczenia się na najbliższą przyszłość przed nieprzyjaznymi siłami pozostawałaby mu tylko magia, której, mimo pozornie wspólnych, bo raczej tylko graniczących ze sobą elementów, nie należy mieszać ze sztuką wróżenia.

Różnica między nimi jest zasadnicza, wystarczy zilustrować ją jedną tylko parą spotykanych jeszcze dziś zabobonów: przebiegający drogę czarny kot to znak wróżebny, zapowiadający jakąś niepomyślność w bliskiej przyszłości, trzykrotne natomiast odpukiwanie w niemalowane drewno to magiczne zapobieganie jakiemuś niepożądanemu wydarzeniu. Magia bowiem ma na celu nie poznanie przyszłości, lecz oddziaływanie na nią przez wywoływanie lub odwracanie konkretnych wydarzeń, zarówno w życiu zbiorowym, jak i indywidualnym. Posługuje się do tego wszelkiego rodzaju środkami fatalistycznymi czy demonicznymi, to jest mającymi jakoby wrodzoną moc odpowiedniego i niezawodnego działania, jak klątwy, zaklęcia, fetysze, amulety i inne im podobne czarodziejskie ceremonie i przedmioty, przez co charakter sztuki magicznej ma wiele cech zabobonnych. Celem natomiast wieszczbiarstwa jest poznanie przyszłych wydarzeń związanych z losem zainteresowanych w tym grup czy jednostek, podyktowane przede wszystkim samą ciekawością, zwłaszcza jeżeli dotyczy dalszej przyszłości, ale też możliwością odpowiedniego dostosowania się do nich, a nawet nadzieja bardziej pomyślnego ich skorygowania przez zmianę  s w o j e g o  postępowania.

 Wprawdzie i wieszczbiarstwo nie jest wolne od pewnych elementów magicznych i zabobonnych, ale w starożytnej przynajmniej Grecji nie miały one w rzeczy samej takiego charakteru. Wszelkie bowiem poprzedzające przeważnie lub nawet towarzyszące bezpośrednio wróżbiarstwu obrzędy, obrządki lub ceremonie, jak odpowiednie dla sytuacji ofiary, akty oczyszczalne, modlitwy i temu podobne akcesoria, pełniły tylko rolę przygotowawczą i uboczną, mającą zjednać życzliwość bogów i wytworzyć odpowiednią atmosferę, nie dysponowały natomiast bynajmniej żadną magiczną siła, której udzielający wróżby bóg nie mógłby się oprzeć. Greckie więc wieszczbiarstwo nie miało cech zabobonu, lecz było istotna częścią religii, opartą na wierzeniu w to, że bogowie znają nieomylnie przyszłość i przepowiadają ja ludziom dzięki swej do nich życzliwości.

 Takie zaś przekonanie o dostępności przewidywania przyszłości również dla ludzi nastąpiło z chwilą, kiedy dzięki antropomorfizacji bogów i wyeliminowaniu z właściwej religii nieczystych sił demonicznych, pozostających odtąd przeważnie tylko w sferze mitologicznej oraz w tak zwanym nurcie podziemnym religii ludowej, zmienił się gruntownie w pojęciu religijnym Hellenów wzajemny stosunek bogów i ludzi z wrogiego na przychylny, a nawet przyjazny i współdziałający. Tę myśl, wyrażającą genetyczny związek wróżbiarstwa z wiarą w życzliwy stosunek bogów do ludzi oraz wynikająca stad wartość i użyteczność tej sztuki, wypowiada zgodnie wielu wybitnych pisarzy i myślicieli starożytnych, żeby wymienić nasamprzód Ksenofonta, który w rozprawie pt. Hipparchicos tak mówi o roli w tym bogów:

 Oni wszystko wiedzą i obwieszczają, komu chcą, zarówno przez znaki przy ofiarach, jak też w wieszczych wypowiedziach i snach. /…/

***

[Klasycy o snach]

  Cyceron zwięźle i wyraźnie wymienia poszczególne odmiany dwóch głównych rodzajów wieszczbiarstwa:

 Twierdziłeś, że są dwa rodzaje wróżbiarstwa: jedno sztuczne, drugie naturalne; że wróżbiarstwo sztuczne polega częścią na domysłach, a częścią na dokonywanych przez długi czas spostrzeżeniach; że wróżby naturalne dusza ludzka otrzymuje i przyjmuje z zewnątrz, to jest od duszy boskiej, bo z niej zostały wzięte czy zaczerpnięte i przelane w nas wszystkie dusze nasze. Wyliczyłeś następujące zwykłe odmiany wróżbiarstwa; wróżby z wnętrzności zwierząt ofiarnych, przepowiednie z błyskawic i różnych dziwnych zjawisk, wieszczby augurów oraz wyjaśnienia tłumaczy znaków ostrzegawczych i oznajmień przyszłych wypadków. Następnie do tych zwykłych odmian wróżbiarstwa sztucznego dodałeś także wszystkie przepowiednie oparte na domysłach. Natomiast o wróżbach naturalnych wywodziłeś, że albo pochodzą i jakby wylewają się z silnie wzruszonego umysłu, albo też i wypływają z duszy uwolnionej we śnie od trosk i wrażeń zmysłowych. Istotę wszelkiego wróżenia wyprowadziłeś z trzech źródeł: z mocy bogów, z przeznaczenia i z przyrodzonych właściwości duszy ludzkiej.

 Tę klasyfikację sposobów wróżenia przedstawia Cyceron przez usta Kwintusa za stoikami, którzy przejęli ją od Platona, a ten za kryterium takiego podziału wziął stopień świadomości wróżbiarza co do treści wypowiadanych przezeń wieszczeń, pisząc o tym w dialogu pt. Timajos w następującym sformułowaniu:

 A to jest wystarczająca wskazówka, że bóg wieszczą zdolnością obdarzył ludzką nieświadomość, żaden bowiem świadomy człowiek nie uprawia natchnionego przez boga i prawdziwego wieszczbiarstwa, chyba tylko we śnie, mając skrepowaną siłę świadomości albo na skutek choroby, albo ogarnięty jakimś natchnieniem. Właściwością natomiast człowieka przytomnego jest zrozumieć przypomniane wypowiedzi we śnie lub na jawie w wieszczym i natchnionym stanie i rozumowo rozważyć wszystkie, jakie ujrzał, zjawiska, w jaki sposób i dla kogo oznaczają coś z przyszłego albo przyszłego, albo teraźniejszego zła lub dobra. Nie jest zaś rzeczą opętanego i jeszcze w takim stanie trwającego człowieka osądzić własne przywidzenia i wypowiedzi, lecz słusznie i od dawna już się mówi, że robić i znać swoje sprawy i siebie samego przypada w udziale tylko rozsądnemu. Stąd właśnie i obyczaj ustanawiania klasy objaśniaczy jako sędziów natchnionych przez bóstwo wieszczeń. Ich samych niektórzy nazywają wieszczbiarzami, nie wiedząc zgoła, że są oni interpretatorami zagadkowej wypowiedzi i wizji, a nie wieszczkami, najsłuszniej więc byliby nazywani tłumaczami owych słów wyroczni.

 Tę samą myśl platońską rozwija na swój sposób również Plutarch w dialogu O zanikaniu wyroczni:

 Taką więc moc mając wrodzoną, ale ciemną i nieskłonną do wyobrażeń, często jednak dusze rozkwitają i blaskiem wybuchają we snach, a niektóre w momencie śmierci, kiedy ciało staje się czyste i przybiera odpowiedni do tego temperament, dzięki któremu słabnie rozumowanie i myślenie i uwalnia się od otoczenia, a one kierują się do irracjonalnej i fantastycznej dziedziny przyszłości. Albowiem to nie ten, jak powiada Eurpides – najlepszy wieszczek, który dobrze zgaduje, ale ów przytomny mąż, idący za tym w swojej duszy, co ma rozum i prowadzi na drogę prawdopodobieństwa. Wieszczenie zaś, jak niezapisana tablica, i irracjonalne, i nie ograniczone samo w sobie, ale zdolne do przyjęcia wrażeń z wyobraźni i przeczuć, nielogicznie uchwyca przyszłość, kiedy najbardziej jest oddalone do teraźniejszości. Oddala się zaś dzięki temperamentowi i dyspozycji ciała, będącego w zmienionym stanie, który nazywamy natchnieniem. /…/

***

 Jak odróżnić sny prorocze od reminiscencji poprzedniego dnia i projekcji własnych pragnień, jak przetłumaczyć symbole snów aby nie oszukać się? Zajrzyjmy do Odysei, gdzie Penelopa rozmawia z nierozpoznanym przez siebie wędrowcem (jest to Odyseusz!), i pyta go o treść swego snu:

A nuże posłuchaj i sen mi takowy wyjaśnij.

Gęsi dwadzieścia w domowym podwórzu wyjada pszenicę

Z wody, a ja, na nie patrząc, ogromnie się w sercu raduję.

Ale orzeł olbrzymi i krzywodzioby, wypadłszy

Z góry, za gardła je wszystkie pochwycił i zdusił, a one

W domu stłoczone leżały, on wzniósł się zaś w boskie powietrze.

Ja wszak płakałam i głośno we śnie zawodziłam,

A pięknowłose Achajki zebrały się przy mnie, żałośnie

Opłakującej swe gęsi, które mi orzeł wydusił.

Lecz on, wróciwszy z powrotem, na krańcu dachu wnet usiadł,

Głosem zaś ludzkim pocieszał i takie słowa przemówił:

„Nabierz odwagi, ty, córko Ikariosa sławnego:

To nie jest sen, ale jawa prawdziwa i która się ziści.

Gęsi to są zalotnicy, a ja przedtem byłem tym orłem,

Teraz zaś twoim małżonkiem przyszedłem tu znowu do ciebie

A na wszystkich tych gachów haniebny i nędzny los ześlę.”

Tak on mówił, a sen mnie natenczas przyjemny opuścił.

Szybko spojrzawszy, spostrzegłam swe gęsi jedzące pszenicę

Tam na podwórzu z koryta, gdzie właśnie też były i przedtem.

Jej zaś odpowiadając, przemówił obrotny Odyssej:

„O niewiasto, nie można snu tego inaczej wyjaśnić,

Przekręciwszy go jakoś, gdy sam ci Odyssej wyłożył

jasno, jak ma się on spełnić. Toć gachom tym wszystkim się jawi

Zguba – każdemu i nikt nie uniknie z nich śmierci ni losu.”

Znów zaś do niego ozwała się Penelopa roztropna:

„Gościu, zaiste bywają też sny nieudane i sensu

Zgoła wyzbyte, nie wszystko tez spełnia się ludziom śmiertelnym.

Bo też istnieją dwie bramy tych zwiewnych sennych majaczeń:

Jedna zrobiona jest z rogu, a druga z kości słoniowej.

Te zatem, które przechodzą przez ową kość rżniętą słoniową

Próżną nas łudzą nadzieją, przynosząc frazesy daremne;

Te zaś, które wychodzą na zewnątrz przez rogi gładzone,

Prawdę już temu donoszą, ktokolwiek z śmiertelnych je widzi.

Ale jak sądzę nie stąd do mnie przyszedł sen bardzo okropny,

Byłaby bowiem to radość i dla mnie, i dla syna mojego.”

 Wspomnianych wcześniej przez klasyków umiejętności interpretacji nie starczyło Penelopie, być może wypierającej ze swego myślenia nadzieję na szczęście, które mogłoby zawieść. Bo i zdawała sobie sprawę z niepewności wizji sennej.

 Święta opowieść Greków zawiera również opis reakcji pretendentów na ostrzeżenia jasnowidza Teoklimena, przepowiadającego im pogrom. To lekcja dla ludzi tępych którym nie tylko nic nigdy się nie śni, ale którzy nie wierzą, że inni od nich ludzie mają dary proroczych widzeń, i którzy tylko drwią z malowanych metaforą prognoz:

Do nich zaś bogu podobny przemówił Teoklymenos:

„O nieszczęśni, jakiegoż to zła doznajecie? Okryte

Nocą są wasze i głowy, i twarze, i w dole kolana,

Lament się podniósł okropny, a łzy po policzkach spływają,

Ściany i belki piękne pułapu są krwią opryskane.

Mar zaś jest pełen przedsionek i pełno też ich tam w podwórzu,

Wszystkich pędzących na zachód w otchłanie Erebu, a słońce

Znikło z nieba zupełnie i mrok się rozpostarł złowieszczy”.

Tak to on mówił, a wszyscy się wtedy serdecznie zeń śmiali.

Wśród nich zaś pierwszy odezwał się syn Polybosa Eurymach:

„Nie ma rozumu ten gość, skądś tutaj niedawno przybyły.

Ale wy, młodzi, natychmiast go z domu za drzwi wyprowadźcie,

Aby poszedł na plac, gdy tu wszystko podobne do nocy.”

Doń zaś znowu przemówił ów boski Teoklymenos:

„Eurymachu, nie proszę cię wszak przewodników mi dawać;

Mam ci ja przecież i oczy, i uszy, i nogi obydwie,

W piersiach zaś rozum w porządku, i nic w nim nienormalnego;

Dzięki nim wyjdę sam na dwór, gdy widzę nieszczęście idące

Na was, któremu nie wymknie się nikt ani przed nim ucieknie

Z was zalotników, którzy tu w domu boskiego Odyssa,

Mężów upokarzając, zło w samowoli knujecie.”

 Grecy znali więc pułapki naiwnej wiary w sny nie zaopatrzonej w rozsądną ich oceną, ale i głupotę odrzucenia powszechnego doświadczenia ludzi wszystkich czasów i krajów – doświadczenia przeczucia przyszłości we śnie.

 Obejrzyjmy dwie sceny Odysei Franka Rossiego pokazujące doświadczenie prorockiego snu udzielone Penelopie wbrew rozsądkowi tęskniącej za mężem, i Nauzykai, która wyśniła zaskakujące przybycie gościa na Scherię, zwaną dziś Korkyrą albo Korfu.

 

 AD

 

gospodarz strony Andrzej Dobrowolski