16 listopada 2018r. Imieniny: Edmunda, Marii, Gertrudy
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Jak marksiści nas ubezwłasnowolnili.

           Dzięki Sebastianowi Jędrychowi, który poświęcił swą pracę historyczną garwolińskim genealogiom, poznaliśmy smak sensownej pracy, która mogłaby stać się wzorem dla magistrantów. Długie linie naszych przodków zapisane w księgach parafialnych uprzytamniają nam, że uczestniczymy w pochodzie naszych rodów; rodów, które okazały się silniejsze od potęg sprzysiężonych przeciw rodzinie rodzin jaką jest Polska. Płodność i żywotność naszych poprzedników zweryfikowała pozytywnie powiedzenie: "Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i radziecki."(Jednakowoż czy sprawdzi się "Przeżyliśmy hitlerowców, przeżyjemy i ormowców" - to nie wiadomo.)

           Chciałbym dziś podpowiedzieć młodym rodakom wybierającym kierunek swej magisterki ważny dla Garwolina temat nowej potrzebnej pracy historycznej.

            Potrzebnej nam, byśmy zrozumieli dlaczego jesteśmy jacy jesteśmy, a konkretnie - dlaczego będąc wnukami ludzi wolnych, będących w dużej mierze panami swego istnienia, staliśmy się w większości utrzymankami państwa, więźniami etatów, i co za tym idzie, po dwóch pokoleniach w wielu przypadkach skarleliśmy mentalnie do poziomu za nic nie odpowiedzialnych najemników upatrujących wszędzie cudzej winy. Co ciekawe, wielu z nas widząc postęp w komforcie życia i pozorach odbieranego dziś bezpłatnie wykształcenia i tzw. kultury czuje wyższość nad ludźmi przeszłości. Więc dodatkowo obciąża nas nieświadomość własnej niższości.

             Sto lat temu społeczność naszej ziemi była społecznością ludzi wolnych, gospodarnych, odpowiedzialnych. Panów szlachty, wolnych gospodarzy i mistrzów rzemieślniczych bazujących na swej własności i wolności wzajemnej wymiany, a nie na łasce władzy. Zmieniło to nie tylko uprzemysłowienie.

              Chcąc zrównać ludzi, marksiści podjęli celowe działania unicestwienia n i e z a l e ż n e j  o d  i c h  s t e r o w a n i a  przedsiębiorczości. Społeczeństwo równości i braterstwa - to znaczy społeczeństwo bezklasowe nie powstało samorzutnie w "procesie postępu" - jak fałszywie prorokował Marks - ale jego sprawcy mordem, więzieniem, konfiskatami, wydziedziczeniem i obelżywą propagandą zmiażdżyli lokalne i krajowe elity, tysiącletnią tkankę nerwową cywilizacji. Zmiażdżyli dobre hierarchie wiosek i miast, które budowały człowiekowi zakorzenionemu we własności (choćby skromnej), środowisko praktykowania osobistej wolności i odpowiedzialności. To nas zmieniło. Ponieważ przerwano ciągłość wiedzy i praktyki wolności, zmiana roku 1988 nie zaowocowała prostym odtworzeniem zdrowego społeczeństwa jako środowiska dla ludzi wolnych.

              Ten temat - póki co nieobecny w specjalnej garwolińskiej historiografii - podjął tygodnik "Uważam Rze". Sierpniowy numer poświęcił "Zapomnianym wyklętym" - polskim przedsiębiorcom zniszczonym przez komunistów. Przejrzyjmy tytułowy tekst Jakuba Wozińskiego, bo daje wstępne wyobrażenie problemu. 

http://www.czasgarwolina.pl"/.../ W ciągu ostatnich lat w Polsce dokonała się bardzo istotna zmiana, polegająca na przywracaniu pamięci o bohaterach walki z niemieckim i sowieckim okupantem. Dzięki temu Polacy dowiedzieli się wreszcie, kim był rotmistrz Witold Pilecki, co stało się z generałem Augustem "Nilem" Fieldorfem czy też jaki los spotkał innych żołnierzy wyklętych. Społeczeństwo coraz energiczniej zrywa narzuconą mu przez interesy polityczne "zasłonę niewiedzy" i upomina się o pamięć o tych, którzy walczyli za naszą wolność.

          Niestety, pomimo ogromnego postępu w dziedzinie odkłamywania historii najnowszej Polacy wciąż niewiele wiedzą na temat zagłady polskich kupców, rzemieślników, fabrykantów - przedsiębiorców wyklętych. Bitwa o handel (czyli wojna, którą w latach 1946-49 komuniści prowadzili z przedsiębiorcami i którą, niestety, wygrali) jest słabo obecna w świadomości społeczeństwa, choć można ją śmiało uznać za najważniejszy po inwazji Armii Czerwonej element przejęcia władzy w Polsce przez komunistów. Polacy wiedzą dziś już sporo o podziemiu niepodległościowym, które toczyło z sowieckim najeźdźcą nierówną walkę, lecz nie wiedzą prawie nic o tysiącach producentów, rzemieślników i handlarzy, których spotkał los nie mniej okrutny niż ludzi walczących z komunizmem z bronią w ręku. Choć polscy przedsiębiorcy ponieśli ogromną ofiarę, należny honor nadal nie został im przywrócony.

             Pamięć o żołnierzach i oficerach walczących o niepodległość Polski jest oczywiście uzasadniona, gdyż stali oni w pierwszym szeregu okrutnych zmagań, lecz równie ważna była wielka walka stoczona przez kilka milionów zwykłych Polaków, których pozbawiono całego dorobku, zdrowia, a często także życia. Spośród licznych oprawców podziemia niepodległościowego sprawiedliwość dosięgła zaledwie garstkę, natomiast spośród tysięcy urzędników, którzy w czasach stalinizmu namiętnie niszczyli własność prywatną, nie ukarano jeszcze nikogo. Co gorsza, osoby które wykazywały się wtedy szczególnym zaangażowaniem we wcielanie w życie "konieczności dziejowej", odgrywały nieraz kluczową rolę w aparacie urzędniczym III RP, wznawiając tradycję walki z własnością prywatną aż do jej wyniszczenia."

             W pierwszej po 1989 roku prywatnej, odbijanej na powielaczu Gazecie Garwolińskiej opublikowaliśmy tekst o konfiskacie młyna rodziny Filipków jakiej dokonano na początku lat pięćdziesiątych. (Starszy pan, któremu wtedy jako młodemu młynarzowi odebrano młyn opowiadał mi o radosnym błysku w oku członków komisji odbierających mu klucze. Tych komisarzy, którzy byli jego nieodległymi sąsiadami.) Tematu takich krzywd nie podjęły w stosownej skali media mainstreamowe, jak się później okazało należące do spadkobierców stalinizmu. Właściwie do dziś obowiązuje w nich idiotyczne marksistowskie założenie, że zorganizowanie ludziom pracy w przedsiębiorstwie nie jest pracą lecz wyzyskiem.

 http://www.czasgarwolina.pl             "Komunistom udało się zniszczyć nie tylko ludzi, lecz także etos przedsiębiorcy. Mimo 24 lat życia w wolnej Polsce przedsiębiorcy są postrzegani przez większość społeczeństwa jako wyzyskiwacze. Jak wynika z badań CBOS, ponad 70% stawia im zarzut, że żyją z pracy innych. Zdaniem 55% troszczą się tylko o własny interes, 54% uważa, że przedsiębiorcami zostali ci, którzy mieli znajomości w urzędach i instytucjach. Z badań GFK Polonia wynika zaś, że ponad 60% Polaków jest przekonanych [fałszywie], iż przedsiębiorcy prywatni nie wytwarzają większości dochodu Polski i nie zatrudniają większości pracowników. W rzeczywistości odpowiadają za 70% wpływów budżetowych i podobny odsetek zatrudnionych. Ten niechętny wizerunek to spadek po komunistycznej propagandzie, która ukuła obraźliwą nazwę "prywaciarz" dla osób niewłączających się w budowę państwowej gospodarki socjalistycznej. Dla ponad połowy Polaków marzeniem nie jest stworzenie własnej firmy, ale zdobycie etatu - w krajach Zachodu, m.in. USA, te proporcje są dokładnie odwrotne. To właśnie spadek po komunizmie, który oprócz eksterminacji przedsiębiorczych jednostek zaszczepił w Polakach pogardę do pracy na własny rachunek i brak szacunku dla tych, którzy są gotowi ponosić ryzyko bankructwa."

             Zgadza się, i w Garwolinie taka zmiana myślenia dokonała się. Oglądałem niedawno na szkolnym korytarzu rysunki dzieci na temat "Kim chciałbym zostać" - ani jednego przedsiębiorcy, kupca, wynalazcy, artysty, ale tylko zawody "etatowców" i celebrytów.

              "Przez cały okres PRL państwo dokonywało wielkiego wysiłku propagandowego, aby narzucić swoją wizję dźwigania kraju z powojennych zniszczeń. Komuniści posługiwali się słowem „odbudowa", lecz tak naprawdę ich działania sprowadzały się do blokowania wszelkich inicjatyw dążących do przywrócenia w kraju normalnego życia. Mimo ogromnej skali zniszczeń właściciele przedwojennych zakładów starali się jak najszybciej przywrócić produkcję. Państwo Bartkowscy z Poznania przed wojną prowadzili przy ul. Długiej piekarnię i cukiernię. Ich interes przetrwał nawet okupację, mimo że nie było to łatwe. Działalność wznowili tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej do Poznania. Choć okolice ich kamienicy były wciąż ostrzeliwane pociskami artyleryjskimi (Cytadela broniła się jeszcze przez trzy tygodnie), Bartkowscy zaczęli wypiekać chleb. Niestety, wkrótce uwzięli się na nich urzędnicy, którzy wzywali ich do coraz to innych urzędów i nakładali podatki według uznania. Codziennie zabierano im cały utarg, dlatego właściciele piekarni... zaczęli głodować. Nękani przez kolejne lata, zostali ostatecznie pozbawieni swojego zakładu pracy we wrześniu 1952 r. Matka rodziny zmarła kilka miesięcy później na niewydolność krążenia, a ojciec, przeżywszy wstrząs, zajął się hodowlą pszczół pod Poznaniem. Zmarł kilka lat później."

               Ja wiem, że przytoczony przykład nie jest upozowany. Mój garwoliński dziadek - kuśnierz, kolejną konfiskatę setki owczych skór przypłacił paraliżującą chorobą, i po miesiącu zmarł. W wielu garwolińskich domach znają taki ból.

              "Pierwsze miesiące po wojnie dawały jeszcze Polakom względną swobodę w prowadzeniu działalności gospodarczej. Ruiny polskich miast stały się nagle jednym wielkim targowiskiem, a setki tysięcy osób zakładały na nowo lub odtwarzały zakłady pracy, które nawet w czasie okupacji hitlerowskiej radziły sobie względnie dobrze. /.../ Polacy zdawali sobie sprawę, że komunizm nie toleruje własności prywatnej, lecz mało kto wyobrażał sobie to, co miało wkrótce nastąpić. Komuniści celowo zwlekali z wprowadzeniem w życie swoich planów, gdyż doskonale wiedzieli, że gdyby uczynili to tuż po „wyzwoleniu", Polacy zginęliby z głodu. Woleli poczekać, aż rodzima przedsiębiorczość odtworzy częściowo swoje struktury, aby następnie tym łatwiej wyeliminować „wrogów ludu".

               Słynna bitwa o handel rozpoczęła się w czerwcu 1947 r. wraz z uchwaleniem trzech aktów prawnych. Ustanawiały one domiar (czyli podatek o stawce ustalanej przez urzędnika), powoływały do życia obywatelskie komisje kontrolujące działalność przedsiębiorców oraz wprowadzały system zezwoleń na działalność. Na dodatek powołano też specjalne Biuro Cen, które w całkowicie dowolny sposób decydowało o tym, czy dany towar jest zbyt drogi czy zbyt tani. Władza ludowa uzyskała w ten sposób bogaty arsenał do walki z największym wrogiem komunizmu – własnością prywatną./.../

            Florian i Helena Ciupińscy prowadzili zakład masarski w Sieradzu. W 1945 r. brakowało dosłownie wszystkiego. Życie toczyło się w ogromnej nędzy, ale już w latach 1946–1948 masarstwo w Polsce stanęło na nogi. Ciupińscy pracowali dzień i noc, dzięki czemu udawało im się stopniowo rozkręcić interes. Ich zakład pracy zniszczyła jednak nie wojna, lecz komunizm. Miejscowy urząd skarbowy wprowadził tzw. kontrolę bieżącą, co oznaczało, że musieli się codziennie rozliczać ze wszystkiego. Urzędnicy drobiazgowo sprawdzali każdy wpis do ksiąg rachunkowych, czekając na choćby jedno potknięcie. W końcu dopięli swego i za parę drobnych pomyłek nałożyli kilka domiarów na astronomiczną wówczas sumę 1,8 mln zł. Ciupińscy musieli sprzedać wszystko, co mieli, a i tak spłacali swoją niezasłużoną karę aż do lat 60.

              Domiar był wtedy podstawową metodą nacjonalizacji prywatnego mienia. Kara ta, wykorzystywana bardzo intensywnie w czasach rewolucji francuskiej, dawała urzędnikowi władzę ustalania wysokości należności na rzecz Skarbu Państwa pod dowolnym pretekstem. Najczęściej powoływano się na nadmierne bogactwo, ale przyczyną mogło być dosłownie wszystko. Ponieważ przedsiębiorcy nie byli nigdy w stanie zapłacić olbrzymich kar, Skarb Państwa przejmował ich mienie na poczet kary. Domiar stwarzał  pozory legalności, jednak w rzeczywistości wszyscy wiedzieli, że stanowił tylko narzędzie wielkiego planu likwidacji własności prywatnej w Polsce./.../"

              Do opowieści Jakuba Wozińskiego dodam, że metodą walki z  n i e z a l e ż n o ś c i ą  j a k ą  d a j e  p o s i a d a n i e  m a j ą t k u  stały się wywłaszczenia z nieruchomości czynione za niesprawiedliwie niskie odszkodowania, albo też - na cele nieuczciwie umotywowane jako konieczne. Ostatnie wywłaszczenie właścicieli ziemi na przedmieściach Miasta miało miejsce w roku 1989, a ich grunty zamieniono na ... ogródki działkowe przydzielane przez miejskie władze! Mapa takich nieuczciwych wywłaszczeń - to byłby przemawiający do wyobraźni czytelników załącznik do pracy magisterskiej! (Nawiasem mówiąc - wywłaszczanym gospodarzom można było "bezgotówkowo" wynagrodzić stratę przekwalifikowaniem ich innych gruntów na cele wartościowego zagospodarowania. To, że tego nie czyniono nie było pochodną trudności finansowych, ale pochodną woli zniszczenia klasy średniej!)

              "Do walki z kapitalizmem w odradzającej się Polsce potrzebne były szerokie kadry. Komuniści doskonale potrafili wykorzystać ludzką zawiść i najczęściej członkami sławetnych komisji lustracyjnych zostawali ludzie z marginesu społecznego lub ogarnięci chorą zazdrością dawni podwładni przedsiębiorców [jak mawiali Sowieci - element socjalnie bliski rewolucji]. /.../

             Nie dość, że przedsiębiorcy płacili wyniszczające podatki oraz byli zdani na łaskę i niełaskę działających w terenie komisji lustracyjnych i kontrolnych, to jeszcze zmuszano ich do wiecznej wędrówki po urzędach.

             /.../ Najsłabiej znaną kartą wojny z przedsiębiorcami pozostaje jednak ich fizyczna eksterminacja. Wielu Polaków jest dziś przekonanych, że komuniści zabijali i zamykali w więzieniach jedynie osoby stawiające im zbrojny opór. To mit. „Kapitaliści" zostali uznani przez Polskę Ludową za głównego wroga i bardzo często spotykały ich okrutne kary tylko za to, że byli przedsiębiorcami. Bitwa o handel nie ograniczyła się niestety do podatków, komisji lustracyjnych oraz ustalania cen. Pozbawieni swojej własności przedsiębiorcy trafiali także do obozów pracy lub dostawali karę śmierci.

             Na mocy ustawy z 28 października 1950 r. o zakazie posiadania walut obcych, monet złotych, złota i platyny oraz zaostrzeniu kar za niektóre przestępstwa dewizowe możliwe było wymierzenie kary śmierci za obrót walutą lub kruszcami. Na tej podstawie wydano dwa oficjalne wyroki śmierci (jeden z nich na Samuelu Ehrenreichu). W Polsce trwała wówczas reforma pieniężna (stanowiąca kolejny wielki podatek nałożony na społeczeństwo), dlatego UB zmobilizował wszystkie swoje siły do walki ze spekulantami, którzy pomagali Polakom zachować oszczędności w obcych walutach."/.../

              Zamiast sięgać do czasów stalinizmu można u nas przypomnieć ostatniego garwolińskiego więźnia działalności gospodarczej - "nielegalnej" wymiany papierów NBP na wartościowe waluty zachodnie osadzonego w kryminale jeszcze w ostatnich latach osiemdziesiątych.

              "Do stalinowskich katowni nie trafiali wyłącznie żołnierze AK i NSZ. Spotykało to również przedsiębiorców. Na mocy ustawy o zwalczaniu drożyzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym z 2 czerwca 1947 r. każdy właściciel sklepu mógł zostać skazany na pięć lat więzienia i 5 mln zł grzywny za zbyt wysokie ceny towarów i obroty. W ten właśnie sposób do słynnego obozu pracy w Jaworznie trafił m.in. Jerzy Bujak, właściciel sklepu fotograficznego w Katowicach, a jego przestępstwo polegało na tym, że był prywaciarzem. Przetrwał, lecz nie udało się to wielu osobom, które znalazły się w stalinowskich katowniach. Bici, głodzeni i przetrzymywani w katastrofalnych warunkach często załamywali się lub umierali z wycieńczenia. Tadeusz Dąbrowski, handlujący rybami przedsiębiorca z Gdyni, trafił do katowni UB w Warszawie na rogu Alei Ujazdowskich i Koszykowej, gdyż w ocenie urzędnika zbyt dobrze szedł mu interes. Trzymany w izolatce bez przewiewu Dąbrowski załamał się psychicznie i przyznał do absurdalnych zarzutów. Był winny, gdyż był przedsiębiorcą.

              Wielu przedsiębiorców ponosiło także koszty, których nie uwzględniają żadne statystyki. Janina Przewłocka-Okęcka z Warszawy była świadkiem, jak pewien przedsiębiorca zmarł w wyniku stresu na korytarzu jednego z urzędów. Z powodu panicznego strachu przed domiarem i szykanami ludzie interesu zapadali na choroby fizyczne i psychiczne. Nie tylko odbierano im majątki, lecz także traktowano ich jak obywateli drugiej kategorii. Młodsze pokolenie, które słabo pamiętało czasy przedwojenne, umiało się lepiej dostosować do komunistycznego terroru, lecz starsze osoby przeżywały często załamanie psychiczne, kończące się tragicznie."

               Niektórzy znosili konfiskaty lepiej. Opowiadał mi śp. Edward Kotlarski o swym gdyńskim spotkaniu z właścicielem podgarwolińskich lasów i huty szkła panem Horliczką w końcu lat czterdziestych. Po konfiskacie swych dóbr przeniósł się do Gdyni, i dzięki znajomości języków obcych zatrudnił na znośnej posadzie w porcie. Nie załamał się, a przynajmniej - nie dawał po sobie znać, że tak się stało. Żartował sobie, że odżył bez majątku, którego pilnowanie nakazywało mu codzienną pobudkę na długo przed świtem. Trzymał fason, jak wielu ludzi z przedwojennego materiału.

                Podobnie potoczyły się losy dziedzica Borowia Leona Popławskiego, który wydziedziczony z gospodarstwa przeniósł się do Warszawy i pracował jako tłumacz.

                Tak straciliśmy elitę, która w nowych miastach wrosła w miazgę społeczną jako anonimowi, techniczni pomocnicy nowego systemu. I o to chodziło marksistom.

 http://www.czasgarwolina.pl              "Policzenie wszystkich przedsiębiorców wyklętych jest dziś trudnym zadaniem i wymagałoby bardzo skrupulatnych badań. Gdy jednak uwzględnimy, że według niektórych szacunków jeszcze w 1947 r. w Polsce aż 61 proc. PKB wytwarzał sektor prywatny, możemy ocenić prawdziwą skalę zniszczeń dokonanych przez bitwę o handel i nacjonalizację. Łączna liczba przedsiębiorców w okresie stalinowskim sięgała bez wątpienia kilku milionów osób – samym handlem zajmowało się wówczas ponad 135 tys. osób, a przecież w Polsce roiło się od małych i średnich zakładów rzemieślniczych. Globalnie rzecz ujmując, w mniejszym lub większym stopniu ucierpiało więc kilka milionów Polaków. Jednakże największą ofiarę ponieśli ci, którzy w wyniku walki z sektorem prywatnym zapłacili cenę zdrowia lub życia. Można dziś śmiało uznać, że było ich nawet kilka tysięcy – osób, które zginęły w aresztach UB i obozach pracy lub wkrótce po ich opuszczeniu, które mordowano bezimiennie w wyniku tajnych akcji, które umierały na skutek stresu lub chorób wynikłych z wystawienia na ciężką próbę. Wiele osób starannie skrywało swoją przedsiębiorczą przeszłość po to, by oszczędzić sobie i dzieciom problemów w ustroju wrogim kapitalistom.

              Wielką ofiarą bitwy o handel stały się także polskie marki, niegdyś posiadające sporą wartość, na którą pracowało kilka pokoleń Polaków. Choć przedwojenna Polska nie była krajem o zbyt szerokiej wolności gospodarczej (choć na pewno większej niż w czasach PRL), funkcjonowało w niej wiele przedsiębiorstw mających międzynarodową renomę. Katowicka spółka Giesche była największym producentem cynku na świecie, warszawski Wedel słynął poza granicami kraju, a dom towarowy braci Jabłkowskich uważany był za jeden z nowocześniejszych w Europie. To zaledwie kilka wybitnych przykładów polskiej przedsiębiorczości, którą w okresie stalinizmu spotkała zagłada.

               Jeżeli szukamy klucza do zrozumienia dzisiejszej postawy urzędników wobec przedsiębiorców, musimy pamiętać o tym, że ich poprzednicy mają na sumieniu całkowitą eksterminację rodzimej przedsiębiorczości w dziedzinie handlu, przemysłu i rzemiosła./.../

               Polacy muszą się wreszcie upomnieć o przedsiębiorców wyklętych, gdyż nazbyt często osoby prowadzące działalność gospodarczą traktuje się jak wrogów społeczeństwa. Starannie pielęgnowana martyrologia polskich kapitalistów potrzebna jest Polsce natychmiast. Niestety, 24 lata po upadku PRL nie brak głosów jawnie krytykujących podstawy gospodarki wolnorynkowej. Polacy świadomi poniesionej ofiary w tej dziedzinie mogliby znów nawiązać do chwalebnych osiągnięć przedwojennych przedsiębiorców. Być może udałoby się także na nowo podjąć temat niedokończonej reprywatyzacji, która wciąż utrwala krzywdę wyrządzoną tysiącom Polaków.

               Przedsiębiorcy wyklęci zasłużyli na podobną cześć i pamięć jak żołnierze wyklęci." 

              Toteż namawiam studentów z ambicjami prawdziwej i potrzebnej pracy naukowej do zainteresowania się tym tematem. Mam nadzieję, że kiedy dojdzie do oceny marksistów, zostaną ocenieni nie z własnego, lewicowego punktu widzenia, niejako dla usprawiedliwienia ich działań i co najwyżej lekkiego ich strofowania, ale z pozycji prawa rzymskiego i etyki katolickiej. Tylko taki kontrapunkt może być rzeczowy.           

Andrzej Dobrowolski

 

"Marksistowska interpretacja jakiegokolwiek człowieka drażni słuchacza tak, jak drażni go każda potwarz." 

Mikołaj Davila

 

"... I by ją znienawidził szczerze

własność każdemu się odbierze."

Janusz Szpotański, "Towarzysz Szmaciak"

 

"Historyczny eksperyment przerobienia narodu na bandę idiotów udał się nadspodziewanie dobrze." 

Jan Pietrzak, 1980

 

"Do cyrku, do cyrku, do kina,

telewizor włączyć bajka się zaczyna!

Mama w sklepie, tata w barze,

Syn z pepeszy tnie aż gra!

Na pionierskiej chuście marzeń

Gwiazdę ma!

Na mecze, na mecze, na wiece!

Swoje znać, nie rzucać w oczy się bezpiece!

Sąsiad owszem - wypić można,

lecz to sąsiad. Brat to brat.

Jak świat światem do ostrożnych kół należeć,

i uśmiechać się w ten świat!"

Jacek Kaczmarski, "Epitafium dla Wysockiego"

.