18 listopada 2018r. Imieniny: Klaudyny, Romana, Filipiny
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Kłopoty naszych przedsiębiorców

            Od kilku miesięcy kryzys widoczny w świecie, daje o sobie znać w Garwolinie.

           Spadają obroty sklepów – są wśród nich takie, których przez cały dzień nie odwiedził klient. Ich istnienie staje więc pod znakiem zapytania.

          Najtrudniej jest tym, którzy bazują na pracowitości i entuzjazmie, a którzy wynajmują lokale dla swej działalności. Wynajem lokalu handlowego w Mieście kosztuje około 100 złotych za metr kwadratowy, to oznacza, że kupiec wynajmujący lokal „stumetrowy” musi zapłacić właścicielowi 10 000 złotych miesięcznie czynszu. Oczywiście niezależnie od tego, czy miesiąc jest „tłusty” czy „chudy”.

           W lepszej sytuacji są przedsiębiorcy działający w swoich lokalach, ale i ich dotykają koszty pracy pracowników obłożone rosnącymi podatkami, rosnące koszty energii; i koszty sprostania europejskim – niekiedy absurdalnym - wymaganiom. Po wtóre – i przeciwko nim nadciągają dobrze zorganizowane ogólnokrajowe sieci handlowe „obcych bander”, które po tym jak opanowały miasta powyżej 100 tys. mieszkańców, zaczęły ekspansję na miasta powiatowe.

            Wydawać się więc może, że słabnąca pozycja wielu garwolińskich i podgarwolińskich przedsiębiorców jest ich samych winą i bierze się z braku profesjonalizmu organizacji biznesu. Ja jednak na obronę naszych pracowitych, wspieranych rodzinnie przedsiębiorców dodam, że w czasach PRL świadomie zduszono niezależną od komunistycznego państwa dużą i średnią przedsiębiorczość (marksistowska „walka z wyzyskiem”), a mała jeszcze bardziej skarlała. Przedsiębiorczość zamiast ewoluować przez pół wieku w stronę rozbudowy firm i zdobywania nowych umiejętności przez rodzimych kupców, rzemieślników, producentów utraciła tradycyjną wiedzę. Przerwano ciągłość i rozwój.

            Peerelowskie firmy państwowe – generalnie rzecz biorąc - nie wykształciły kadr zdolnych do tworzenia produktywnych przedsiębiorstw prywatnych. Niektórzy z dawnych dyrektorów i kierowników po 1990 r. próbowali dzielnie walczyć z przeciwnościami konkurencji i biurokracji, ale tylko nieliczni obronili swe firmy jako małe biznesy.

             Dziś wytykanie garwolińskim przedsiębiorcom braków wiedzy potrzebnej dla prowadzenia firm jest dowcipem kiepskim jak rechot z bezradności ofiar okradzionych i pobitych przez rzezimieszków.

             Mam nadzieję że kryzys, szczególnie jeśli się pogłębi, paradoksalnie da szanse rodzimym firmom, w których nie obowiązuje kodeks pracy, lecz myślenie o dalekosiężnym interesie rodziny. Jednak nasi przedsiębiorcy muszą uczyć się od „obcych” zaczynając od trafnego lokowania interesów i wyposażania ich w duże parkingi, przez kooperację działania, aż do poznania złożonych form działania współczesnych firm. Dla pokolenia naszej młodzieży świetną szkołą przedsiębiorczości może być kilkuletnie zatrudnienie w firmach sieciowych. Tam można nadrobić lata pokoleniowej przerwy w zdobywaniu „know how”.

           O tym, że to praktyczna i dobra droga świadczy przykład Krzysztofa Michalika,  garwolinianina wyrosłego w rodzinie kuśnierskiej. Po ukończeniu Politechniki Warszawskiej i podyplomowych studiów zarządzania pracował kilka lat jako menedżer w Avonie. Od kilku lat jest poważnym, samodzielnym kooperantem tej fabryki kosmetyków, współwłaścicielem leżącej przy Trakcie Lwowskim „Tatra Spring” ( www.tatraspring.com ).

            Krzysztof Michalik dziś pożytecznie organizuje do produktywnej pracy ludzi niezdolnych do samodzielnego jej organizowania.

                                                                                                               Andrzej Dobrowolski

Takich obrazków jest w Garwolinie więcej.

http://www.czasgarwolina.pl



























.