14 listopada 2018r. Imieniny: Rogera, Serafina, Agaty
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Krótka refleksja o konkubinacie - polemika D. Henrykowskiej

           Po przeczytaniu tekstu pana Andrzeja Dobrowolskiego "Rozpowszechnienie konkubinatu" (zamieszczonego na stronie głównej poniżej tejże polemiki) nie mogę pozostawić go bez odpowiedzi. 

              Zgodzę się z autorem, iż partnerskie związki (zwane konkubinatem) są coraz popularniejsze. Jednakże opis przyczyn oraz skutków tego zjawiska przedstawiony przez pana Dobrowolskiego moim zdaniem jest dość jednobarwny.

            Na początek trochę historii. Tak, małżeństwo jest instytucją istniejącą od setek lat. Pragnę jednak przypomnieć, iż przez setki lat było ono traktowane jako kontrakt, czy to przez arystokrację (umowy „przedwstępne” dotyczyły nawet dzieci, chodziło głównie o majątki i pozycje), czy to przez chłopów (tu bardziej chodziło o posagi, ręce do pracy bądź – jakbyśmy to dziś ujęli - „wpadkę”, czyli ciążę). Oczywiście nie twierdzę, iż nie było małżeństw z miłości, z własnego wyboru. Pamiętajmy jednak, iż głównie chodziło o to by usankcjonować jakąś umowę, kontrakt – gdyż ustne czy pisemne zapewnienie dwóch stron uważano za niewystarczające. Tu z pomocą przyszła instytucja, która w dawnych czasach była uznawana za nieomylną i umocowaną przez siłę wyższą – czyli kościół (w postaci księdza, szamana, rabina). Przysięgę pod okiem takowego księdza uznawano za trwalszą, trudniejszą do złamania. Dziś rolę szamana przejmuje (ewentualnie uzupełnia) urzędnik.

           Pan Dobrowolski ma rację, życie osób w związkach partnerskich nie jest łatwe. Jednak najwięcej problemów i przykrości przychodzi od stron, które utożsamiają swoją egzystencję z istnieniem małżeństw – głównie od religii, a raczej od ludzi z nią związanych. Ta presja religijno-tradycyjna pragnie wmawiać, co dla ludzi jest lepsze. Ma to wpływ często na relacje rodzic-dziecko. Tu też rację ma pan Dobrowolski, iż rodzice czasami odbierają jako porażkę brak wnuków – ale ich brak nie jest winą związków konkubenckich. Liczba małżeństw bezdzietnych również rośnie. Nad przyczynami tego zjawiska można również dyskutować. Wracając jednakże do owych rodziców – nie powinni oni zapominać, że to oni wychowali swoje dzieci, to oni wpoili im konkretne wartości, to oni nauczyli dzieci wchłaniać opinie innych jako autorytety lub odwrotnie – krytycznie patrzeć na wszystko, co każe się nazywać prawdą objawioną. Jeśli dziecko wychowane jest w kulcie autorytetu zawsze ryzykujemy, iż któregoś dnia jako autorytet wybierze nie to co chce rodzic i wtedy tłumaczenie mu, iż trzeba krytycznie potrzeć i myśleć racjonalne będzie już spóźnioną nauką.

            Odnosząc się do innych twierdzeń pana Dobrowolskiego. Dzieci rodziły się i rodzą bez małżeństw. Instytucja małżeństwa w stosunku do rodzenia dzieci jest istotna, gdy strony sobie nie ufają i chcą, by religia bądź państwo przypilnowało lojalności partnera. Według mnie, bezsporną rzeczą jest fakt, iż jeśli ktoś pragnie mieć dziecko, wychowywać je, uczyć świata – takim, jakim jest on w rzeczywistości, to będzie je miał w małżeństwie czy też bez. Do tego, by być dobrym rodzicem, żaden dokument potrzebny nie jest. Dalej, kto panu Dobrowolskiemu powiedział, iż związek partnerski jest niezobowiązujący dla obu stron? Czy zobowiązanie powstaje, tylko dlatego, że ksiądz lub urzędnik tak powie i wpisze do jakiejś księgi? Czy może dlatego, iż strony czują się zobowiązane? Autor tutaj za jednym zamachem spłyca wszystkie uczucia jakie dwoje ludzi do siebie czuje – zarówno tych, którzy decydują się na małżeństwo, jak i tych niedecydujących się. Jak również, tych decydujących się na dziecko i tych, którzy mieć dzieci z różnych powodów nie chcą.

            A co do „strony laickiej”, może ona po prostu nie czuje potrzeby promowania małżeństw. Być może dlatego, że owe argumenty, przytaczane przez autora są zbyt słabe i instytucji małżeństwa jako takiego nie warto promować. Może warto wspierać edukację i rozwój człowieka. A ruchy równościowe, wcale nie walczą o małżeństwa homoseksualne, a o równe traktowanie związków partnerskich i małżeństw – niezależnie od tego czy mają pieczątkę urzędnika czy nie.

           Tak, kultury upadają, ale dzieje się tak dlatego, iż społeczności oceniają instytucje danej kultury jako nieadekwatne do ich potrzeb, jako pasujące raczej do czasów, ludzi, którzy setki lat wcześniej je tworzyli. Płynącej rzeki nie zatrzymamy. Choć niektórzy chcieliby, aby pozostała niezmiennym jeziorem, to w naturze człowieka jest chęć, by po prostu żyć, być wolnym od przymusu, rozwijać się i z uśmiechem patrzeć w przyszłość.

                                                                                                                                           Dorota Henrykowska

          Poglądy autorki nie przekonują gospodarza Czasu Garwolina, ale są ciekawym odkryciem sposobu myślenia adwersarzy konserwatystów i ich szkoły ideowej. 
                                                                                                                                                      
 A.D.               

 

.