4 kwietnia 2020r. Imieniny: Izydora, Wacława, Platona
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Błędy Jędrzeja Bieleckiego przy ocenie śmiertelności epidemii

 Na stronie dziennika Rzeczpospolita rp.pl ukazał się tekst Jędrzeja Bieleckiego przedstawiający hipotezy tłumaczące wysoką śmiertelność Włochów podczas epidemii koronawirusa.

 Wśród głównych przyczyn tego fenomenu autor wymienia włoski model rodziny wielopokoleniowej, zachowanie poszanowania życia ludzi do naturalnej śmierci (brak dobijania chorych - nie mylić z eutanazją!), i kulturę pogrzebową.

 Częstym zachorowaniom starych Włochów ma sprzyjać życie w wielopokoleniowych rodzinach.

 Autor nie zestawia swej hipotezy z chińskim Wuhan, gdzie w warunkach wielkiego miasta przemysłowego ludzie żyją zatomizowani samotnie lub w małych rodzinach, którym wolno mieć jedno dziecko. A przecież to tam rozwinęła się szeroko choroba, której prawdziwego zasięgu i współczynnika śmiertelności nie znamy.

 Autor nie zestawia swej hipotezy z obszarami świata o kulturze rodzin wielopokoleniowych, gdzie choroba nie rozwija się (np. Indie).

 Rodziny wielopokoleniowe są normalnością ludzkiego rodu. Na naszych oczach wali się system ubezpieczeń emerytalnych, który przecinał dobre więzy wielopokoleniowych zależności, i skłaniał ludzi do zakładania małych albo wręcz samotniczych gospodarstw domowych. Życie w rodzinie wielopokoleniowej jest nie tylko wygodniejsze, głębsze egzystencjalnie, ale i tańsze.

 Rząd światowy zaprowadzający nowy ład światowy, zamiast brnąć w zbilansowanie finansowe obecnego modelu "nowoczesnego" poprzez zaprowadzanie zabijania osób "za starych" winien przełożyć zwrotnice życia tak, by ludzie w świecie uprzemysłowionym wrócili do życia w rodzinach wielopokoleniowych, gdzie starzy ludzie są stróżami i gosposiami domu. Kryzys ekonomiczny wybuchający na naszych oczach również tego dowodzi.

 Inną przyczyną specyficznie włoską może być według pana Bieleckiego brak legalnej eutanazji  we Włoszech. Zaznaczam, że eutanazja to śmierć na życzenie przytomnego, świadomego pacjenta wyrażona w sytuacji istnienia choroby nieuleczalnej a bolesnej,  i w sytuacji spokoju wewnętrznego pacjenta i lekarzy go otaczających. Zakańczanie żywotów pacjentów nieprzytomnych, albo błędnie poinformowanych o niemożności leczenia (np. "ze względu na tłok w szpitalu"), albo w sytuacji presji okoliczności społecznych to nie jest eutanazja, to zabijanie ludzi. To postawa bratnia wobec rozumowania hitlerowców, leninowców i amerykańskich progresistów.

 O możliwości dobijania ludzi nie należy nawet myśleć.

 I jeszcze jedna myśl pana Bieleckiego. Otóż wspominając o tym, że zmarło już 10 księży którzy prowadzili pogrzeby zmarłych na koronawirusa, poddaje on w wątpliwość sens świętego pożegnania zmarłych.

 Ale po co żyć w świecie, w którym ludzie nie kochają się, nie cenią, nie święcą rozstania, lecz w którym zwłoki człowieka wrzuca się do zbiorowego dołu, z którego później pobierze się materię na kompost, na chwałę i pożytek genetycznie udoskonalonych i pachnących bydląt ludzkich hodowanych przez Antychrysta?

 Czyż ci księża nie zginęli jak oficerowie razem ze swoimi żołnierzami? Należy się im salwa honorowa a nie gderanie biotechnika.

                                                                                                                      Andrzej Dobrowolski

 

"Boża opatrzność powoduje katastrofy, aby najbardziej inteligentni współcześni pisali niedorzeczności."

Mikołaj Gomez Davila, Scholia

.