26 maja 2019r. Imieniny: Filipa, Pauliny, Eweliny
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
Tajemniczość materii według Arystotelesa

 W święta Bożego Narodzenia czytania ewangeliczne i kolędy przypominają, że Słowo stało się Ciałem. Zapraszam na ćwiczenia wyobraźni, które zbliżają nas ku tej prawdzie Wiary - są one oparte na przypomnieniu podstawowej tezy filozofii Arystotelesa.

 Arystoteles nauczał, że wszystkie rzeczy są substancjami. Substancja to złożenie materii i formy (złożenie to po grecku synolon). To, że forma, idea, wzorzec nadaje materii kształt sprawia, że ta substancja staje się istniejącą rzeczą. Na przykład dzban to materia gliny o formie dzbana.

 Można natychmiast dostrzec, że glina z tego przykładu nie jest czystą materią, ale że sama jest substancją, a właściwie to zlepkiem substancji. Każda z nich ma swoją formę i materię. Jest tam np. i atom krzemu, ale i on nie jest czystą materią, tylko nukleonami i elektronami zamkniętymi w formie atomu krzemu. Elektrony zaś nie są czystą materią, tylko uformowane są z kwarków, te z drżących superstrun jakowegoś pola, o którym wiele nie wiadomo.

 Im niżej schodzimy w mikroświat, tym bardziej widać, że coś takiego jak czysta materia nie istnieje. Jest coś prawdziwego ale nieuchwytnego i tajemniczego co sprawia, że idee, formy, kształty oblekają się w ciało istnienia, ale i to coś jest równie niedotykalne jak idee. Coś, co istnieje potencjalnie. Dopiero gdy otrzymuje formę, staje się dotykalne, aktualizuje się, objawia się.

 Przed Sokratesem i jego uczniami Platonem i Arystotelesem filozofowie przyrody wierzyli, że podstawą istnienia jest materia (drobiny wody, ognia, powietrza, niepodzielne atomy, monady, energie jing i jang) która ma boską zdolność lepienia się w cudowne rzeczy, takie jak świadomy człowiek. Po odkryciach szkoły sokratejskiej wiadomo, że czysta materia nie istnieje, a prace Talesa, Heraklita, Anaksymenesa, Demokryta i azjatyckich filozofów przyrody ubranych w chińskie i indyjskie stroje można odłożyć na półki z historią filozofii. Dlatego określa się ich jako presokratyków. Dzisiejsi materialiści to też podrzędni presokratycy.

 Zapraszamy do przeczytania fragmentu książki Jana Reale "Historia filozofii starożytnej" opowiadającego o substancjach.

Martwa natura. Obrazy Zurbarana oglądane z bardzo bliska to chaos punkcików i kreseczek. Po odejściu na dystans objawiają jednak wizje przedmiotów prawdziwszych niż te widziane bezpośrednio.

 http://www.czasgarwolina.pl

 

Zagadnienie substancji

 /.../

 Podstawowe pytanie o sens trzeba będzie skoncentrować wokół substancji. Dlatego łatwo jest zrozumieć stwierdzenie Arystotelesa:

 "I rzeczywiście od dawien dawna jak i teraz wciąż aktualne i dyskutowane zagadnienie natury bytu to nic innego jak problem substancji /.../ . Toteż i my głównie i w pierwszym rzędzie i, żeby tak powiedzieć, jedynie zastanawiać się powinniśmy, czym jest byt tak właśnie pojęty."

 Należy przeto wnioskować, że ostateczny sens bytu ujawnia substancja.

 Czym zatem jest substancja? /.../

 Powiedzmy od razu, że problem substancji jest zagadnieniem bardzo złożonym, delikatnym  i nadzwyczaj zagmatwanym dla każdego, kto chce zrozumieć metafizykę Arystotelesowską bez ogólnikowych skrótów, do jakich przyzwyczaiły nas opracowania podręcznikowe.

 Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, że ogólna kwestia substancji zawiera dwa istotne, ściśle ze sobą związane problemy, z których jeden jest jeszcze dalej rozwijany w dwóch kierunkach.

 Wyjaśnijmy najpierw te problemy. Poprzednicy Arystotelesa problem substancji rozwiązywali w sposób antytetyczny: niektórzy za jedyną substancję uważali materię zmysłową; Platon natomiast wskazywał na byty ponadzmysłowe [idee, formy, kształty - AD] jako na prawdziwe substancje; według zaś powszechnego przeświadczenia substancjami były konkretne rzeczy.

 Arystoteles podejmuje kwestię ex novo  i rozważa ją w sposób wzorcowy. Sprowadziwszy ogólny problem ontologiczny do jego centralnego rdzenia, to znaczy do pytania o ousia, z całą jasnością mówi, że punktem docelowym będzie określenie, jakie substancje istnieją; czy tylko zmysłowe (jak chcą filozofowie przyrody), czy także ponadzmysłowe (jak chcą platonicy). Warto zwrócić uwagę, że jest to problem problemów i questio ultima, główne pytanie metafizyki Arystotelesowkiej, jak i w ogóle każdej metafizyki. Ostatecznie chodzi o miarodajność lub odmówienie wartości wynikom "drugiego żeglowania" Platona.

http://www.czasgarwolina.pl Żeby jednak móc rozwiązać ten ściśle określony problem, Arystoteles chce najpierw rozwiązać kwestię, czym w ogóle jest substancja.  Oto więc kolejne zagadnienie Arystotelesowskiej usiologii: Czym w ogóle jest substancja? Czy materią? Czy formą? Czy [ich] złożeniem? Dla metodologicznej poprawności należy rozwiązać ten  ogólny problem, zanim rozwiąże sie poprzedni. Z większa dokładnością będzie bowiem można odpowiedzieć , czy istnieje tylko to co zmysłowe, czy także to co ponadzmysłowe, jeśli najpierw się ustali, czym w ogóle jest ousia (substancja). Gdyby na przykład się okazało, że ousia to tylko materia albo konkret złożony z materii i formy, wtedy jest jasne, że problem substancji ponadzmysłowej zostałby eo ipso usunięty. Gdyby natomiast się okazało, że ousia jest także coś innego, a nawet przede wszystkim coś innego niż materia, wówczas pytanie o coś ponadzmysłowego pojawiłoby się w zupełnie innym świetle.

 A na jakich rzeczach oprze się Arystoteles w rozważaniach o substancji w ogóle? Oczywiście na tych substancjach, których nikt nie kwestionuje: na substancjach zmysłowych. Filozof pisze wyraźnie:

"Zgodnie przyjmuje się, że substancjami są pewne rzeczy zmysłowe i to od nich wobec tego rozpocząć należy badanie.  Korzystne jest bowiem dopiero w dalszej kolejności przejść do tego, co bardziej znane samo w sobie. To właśnie jest sposób nabywania wszelkiej wiedzy; poprzez rzeczy mniej znane co do ich natury [=rzeczy zmysłowe] przechodzić do bardziej znanych [= rzeczy inteligibilnych].

  Powiedzieliśmy, że z różnych tytułów Arystoteles przyznaje miano substancji formie, synolon [złożeniu formy i materii] i materii. Otóż Stagiryta, rozwijając problem substancji w ogólności w drugim kierunku, usiłował także określić, jakie to są "tytuły" [powody], z racji których coś ma prawo być traktowane jako substancja. Ten drugi kierunek w tekstach nie zawsze jest wyraźnie odróżniony od pierwszego i często na różne sposoby się z nim splata; jednak trzeba go koniecznie wyróżnić, aby myśl Arystotelesa zrozumieć dogłębnie.

 Wydaje się, że Stagiryta ustalił cztery cechy definiujące substancję, a nawet pięć,  jeśli doliczy się tę cechę, która jednak sytuuje się na nieco innym poziomie niż pozostałe.

1. Po pierwsze substancją można nazwać tylko to, co nie tkwi w czymś innym i nie jest orzekane o czymś innym, lecz jest podłożem tkwienia i orzekania wszystkich innych sposobów bytowania.

2. Po drugie, substancją może być tylko byt, który może istnieć sam przez się lub oddzielnie od reszty, który ma formę istnienia samodzielnego.

3. Po trzecie, substancja może być nazwane tylko to, co jest czymś określonym, nie może więc być substancja jakaś ogólna cecha ani też coś ogólnego i abstrakcyjnego.

4. Po czwarte, substancja musi być czymś wewnętrznie jednolitym, a nie czystym agregatem części lub jakąś niezorganizowana wielością.

5. W końcu należy wspomnieć cechę aktu lub aktualności; substancją jest tylko to co jest aktem lub jest w akcie. I ta cecha, która - jak powiedzieliśmy - ma nieco inny charakter, jest niezmiernie ważna.

 Przebadajmy teraz na nowo i zobaczmy, jak dalece te cechy definiujące substancję pasują do materii, formy i synolon, to znaczy do tego, o czym powiedzieliśmy, że z różnych tytułów są desygnatami ousia. W jakiej mierze materia, forma i synolon realizują te cechy?

 Materia ma bez wątpienia pierwszą z tych cech: nie tkwi w czymś innym i nie jest orzekana o czymś innym, w niej tkwi i o niej w jakiś sposób orzeka się wszystko pozostałe; nawet forma tkwi i w pewnym sensie odnosi się do materii. Materia jednak nie ma żadnej innej cechy charakteryzującej substancję. Nie istnieje ona bowiem sama przez się, ponieważ nie ma takiej materii, która by już nie miała formy. Nie jest zgoła czymś określonym, ponieważ takim może być tylko coś, co ma jakąś formę. Nie jest też czymś jednolitym, ponieważ jedność pochodzi od formy. Wreszcie nie jest tez aktem, lecz tylko możnością. Powiemy zatem, że materia jest substancją jedynie w sensie bardzo słabym i niewłaściwym. Tłumaczy to dobrze, dlaczego Arystoteles niekiedy przeczy temu, że materia jest substancją, a innym razem twierdzi, że nią jest: przysługuje jej bowiem tylko pierwsza z cech charakteryzujących substancję, a inne nie.

 Forma natomiast i synolon mają wszystkie cechy charakteryzujące substancję, aczkolwiek nie w taki sam sposób.

 Forma nie zawdzięcza swego bytu czemuś innemu i nie jest orzekana o czymś innym. Prawdą jest - zauważmy - że forma tkwi w materii i w pewnym sensie do materii się odnosi, ale właśnie w zupełnie wyjątkowym sensie (tkwi w materii jako to, co jej nadaje formę i - jak zaraz zobaczymy - ma więcej bytu niż materia; to materia zależy hierarchicznie od formy, a nie odwrotnie). Forma może być oddzielona od materii w podwójnym sensie: to forma udziela bytu materii, a nie odwrotnie, a więc forma, ogólnie, może być zawsze oddzielona od materii, przynajmniej pojęciowo; istnieją substancje, których byt realizuje się w pełni w formie i które nie zawierają materii, w tych wypadkach forma jest absolutnie oddzielona. Arystoteles wielokrotnie powtarza, że forma jest czymś określonym; więcej nawet, forma jest czymś określonym i określającym, ponieważ sprawia, że rzeczy są tym, czym są, a nie czymś innym. Forma jest w najwyższym stopniu jednością, a nawet zasadą nadająca jedność materii, której jest formą. I wreszcie, forma jest w najwyższym stopniu aktem, jest zasada udzielającą aktu, tak dalece, że Arystoteles często traktuje wyrażenia forma i akt jako synonimy.

 A synolon? Także złożenie z materii i formy ma wyżej wskazane cechy: z tego powodu, że jest właśnie całością złożoną i z materii i z formy. Synolon, który jest konkretną jednostkową rzeczą, jest podłożem tkwienia i orzekania wszystkich determinacji przypadłościowych; istnieje przez siebie i w pełni niezależnie, jest tode ti w znaczeni konkretnym; jest jednością, jako że wszystkie jego materialne części są zjednoczone dzięki formie; jest w akcie, ponieważ jego materialne części są zaktualizowane przez formę.

 Widzieliśmy, że materia jest o wiele mniej substancją niż forma i synolon. A czy między formą a synolon ma miejsce dalsze zróżnicowanie, jeśli chodzi o ich stopień bycia substancją? Kwestia jest raczej skomplikowana. W niektórych tekstach Arystoteles zdaje się traktować synolon, czyli konkretne indywiduum, jako substancję w najwyższym stopniu, natomiast w innych zdaje się za substancję uważać formę. Nie ma jednak w tym sprzeczności, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. W zależności bowiem od obranego punktu widzenia trzeba odpowiedzieć albo na pierwszy, albo na drugi sposób. http://www.czasgarwolina.plJest jasne, że z empirycznego i opisowego punktu widzenia substancja w najwyższym stopniu wydaje się być synolon, czyli konkretne indywiduum. Nie jest tak natomiast z punktu widzenia ściśle spekulatywnego i metafizycznego: forma jest bowiem zasadą, przyczyną i racją bytu, to znaczy fundamentem, i w porównaniu z nią synolon jest tym, co posiada zasadę, przyczyną, fundament; i w tym sensie forma jest substancją w najwyższym stopniu i z najważniejszego tytułu. Krótko mówiąc: quoad nos substancją w najwyższym stopniu jest konkret; in se i per naturum natomiast substancją w najwyższym stopniu jest forma.

  Z drugiej strony staje się to zupełnie zrozumiałe, jeśli zwróci się uwagę na to, dlaczego synolon nie może wyczerpywać substancji jako takiej; gdyby synolon wyczerpywało pojęcie substancji jako takiej, to nic, co nie byłoby synolon, nie byłoby substancją i w ten sposób Bóg i w ogóle to co niematerialne i ponadzmysłowe nie byłoby substancją! Można natomiast nazwać substancją w najwyższym stopniu formę: Bóg i inteligencje poruszające sferami niebios są czystymi formami niematerialnymi, natomiast rzeczy zmysłowe są formami formującymi materię. Forma jest istotna w wypadku jednych bytów i drugich, ale w różny sposób.

 I żeby sprawę zakończyć, powiemy, że w taki sposób znaczenie bytu zostaje w pełni dookreślone. Bytem w znaczeniu najmocniejszym jest substancja. A substancją w jednym znaczeniu (niewłaściwym) jest materia, a w drugim znaczeniu (bardziej właściwym) jest forma. Bytem jest zatem materia, bytem w wyższym stopniu jest synolon; bytem w znaczeniu najmocniejszym jest forma. Stąd łatwo pojąć, dlaczego Arystoteles nazwał formę po prostu >>pierwszą przyczyną bytu<< właśnie dlatego, że nadaje formę materii i ustanawia synolon.

Jan Reale

 

 Greta Maria Leśko - "Boże Narodzenie" (pracowniaikon.pl). Bóg i ład zstępują z góry ze świata form, a nie kiełkują z materii, od dołu wzwyż, jak opowiada filozof przyrody Stanisław Lem w "Solaris". (Prawda ta jest do bólu obecna w życiu społecznym. Lud nie jest wstanie stworzyć jakiejkolwiek sensownej "umowy społecznej", jakiegokolwiek ładu społecznego.)

.http://www.czasgarwolina.pl

  

Zakończenie z "Dzwonów w zimie"

/.../

Jaki dziś mamy rok? Zapamiętać łatwo.

Jest to rok kiedy eukaliptusowe lasy wymarzły na naszych górach

I każdy mógł darmo zaopatrzyć się w drzewo do kominka

Na sezon deszczów i sztormów od morza.

Rano cięliśmy kłody łańcuchową piłą,

Silny, drapieżny to karzeł, rwący w trzasku i smrodzie spalin.

Nisko pod nami zatoka, igrające słońce,

I wieże San Francisco za rdzawym oparem.

 

Ze mną nieskłonna przebaczać, ta sama świadomość.

 

Może tylko podziw uratuje mnie.

Gdyby nie on, nie odważyłbym się powtarzać zaklęcia proroków:

"Cokolwiek może być Stworzone, może być Unicestwione; nigdy Formy.

Dąb pada od Siekiery, Baranek ginie od Noża,

Ale Formy ich Wieczne Istnieją na zawsze. Amen. Alleluja".

 

"Gdyż Bóg sam zawsze wchodzi w Bramę Śmierci z tymi co tam wchodzą

I kładzie się w Grobie z nimi, razem z Wizjami Wieczności,

Aż przebudzą się & Zobaczą Jezusa & Lniane Szaty leżące

Które utkały dla nich Kobiety & Bramę do Domu Ojca."

 

A gdyby miasto, tam w dole, zgorzało

I zgorzały miasta wszystkich kontynentów

Nie powiedziałbym, ustami popiołu, że niesprawiedliwie.

 

Bo żyliśmy pod Sądem, nic nie wiedząc o tym.

 

Który to sąd zaczął się w roku tysiąc siedemset pięćdziesiątym siódmym,

Choć nie na pewno, może w którymś innym.

Dopełni się w szóstym milenium albo w następny wtorek.

I forma pojedynczego ziarna wróci w chwale.

Sądzony byłem za rozpacz, bo nie mogłem tego zrozumieć.

 

Czesław Miłosz

cytaty z pism Wiliama Blake'a

ad