25 września 2018r. Imieniny: Aurelii, Kleofasa, Władysława
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
O Atenie

   Poznając świat, jakkolwiek to czynimy, spotykamy religijność odmienną od naszej. Ponieważ żyjemy w czasie gdy nihilizm zdeprawowanego przyrodoznawstwa zagarnia wyobraźnię wielu ludzi i sprowadza ich do poziomu chemików w galerii cudów istnienia, darzymy wyrozumiałością religie przez naszych poprzedników po prostu odrzucane. Rozumiemy, że wyobrażenie ludzi żyjących zanim Wielki Duch podyktował Mojżeszowi tekst Biblii, było odmienne od prawd objawionych mu z Góry. Ze wzruszeniem patrzymy na suszone kwiaty rzucone do grobu neardentalczyka ułożonego w jamie ziemi w pozycji embrionalnej, twarzą na wschód, tak by kiedyś obudziło go Wschodzące Słońce.

   Ustanawiamy sobie piramidę religii hierarchizując je, jej szczyt stanowi ta z ofiarą Chrystusa, blisko są te z monoteistyczne, potem politeistyczne, i tak dalej. Ale, ale! Dlaczego politeistyczni Grecy przyjęli posłanie Chrystusa, a żydzi i buddyści nie? Co w greckości było zgodnego z Ewangelią? Czym była grecka mądrość, Hagia Sofia?

   Grecki mit opowiada, że bogini mądrości Atena zrodziła się na Olimpie z głowy boga Dzeusa. Zanim w wyobraźni greckiej Atena stała się zwalistym bożyszczem państwowym ateńskiej polis, w imię którego skazano Sokratesa, była istotą autentycznie adorowaną przez ludzi, na co dowodem są odnajdywane domowe figurki, przed którymi palono kadzidełka i zanoszono modlitwy. Zapewne wielokrotnie wysłuchane.

   Człowiek masowy naszych czasów reaguje na opowieść o Atenie prostackim stwierdzeniem, że jest nieprawdą, bo na górze Olimp nie stwierdzono obecności bogów, istnienia Dzeusa nie da się udowodnić naukami przyrodniczymi, więc i Atena jest zmyśleniem.

   (Mitem atomów, które tak naprawdę nie istnieją, ale są hipostazami, modelami sprytnie opisującymi zależności w mikroświecie człowiek masowy nie łamie sobie głowy. Tak! "Materia" jest abstrakcyjnym pojęciem, a nie rzeczą samą w sobie. Więc co istnieje, koteczku? Drżenia super-strun pierwotnego pola formujące kwanty? Jakiego pola? Nie wiadomo, otacza nas Tajemnica Istnienia).
http://www.czasgarwolina.pl

   Niewierzący kulturoznawca zamiast wyzłośliwiać się tłumaczy, że Atena jest przedstawieniem mądrości leżącej w istnieniu nad światem, tzn. nadrzędnie, sprawczo wobec świata. Takie przedstawienie przewija się w postaci innych opowieści o tym samym sensie w innych religiach, jako metafora ukrytej prawdy. Mit opowiada o tym co rzeczywiste, ale trudne do uchwycenia inaczej niż poprzez metaforę.


   Kilka lat temu byłem na wycieczce w Grecji i uderzyła mnie tam tandetność pamiątek sprzedawanych turystom. Szczególnie dużo było fajansowych penisów i figurek kopulujących ze sobą mężczyzn. Widocznie to się sprzedaje wychowankom bezpłatnego szkolnictwa z Niemiec, Anglii i Japonii.

   Ponieważ lubię wiersz Miłosza "Lektury", pomyślałem, że dobrą pamiątką byłaby Ewangelia po grecku, z równoległym tekstem angielskim. W żadnej księgarni nie było ani takiej jak chciałem, ani żadnej innej.

   Poprosiłem panią z recepcji hotelu o ściągnięcie książki pocztą. Następnego dnia spotkała mnie niespodzianka: miejscowe towarzystwo biblijne - działające jako sieć wśród ludzi - dało mi dwa egzemplarze Ewangelii, z tekstem greckim, i z równoległymi tekstami francuskim, angielskim, niemieckim.

   Jak widać nasze chrześcijaństwo zeszło do podziemia wydawniczego.

   Zapraszamy do przeczytania pierwszej pieśni Odysei Homera. Wszelkie podobieństwa Itaki do obecnej Polski nękanej pod nieobecność króla przez oligarchicznych zalotników są czysto przypadkowe.

                                                                                                              Andrzej Dobrowolski

 

Pieśń pierwsza

 

Atena i Telemach

 

   Męża głoś, Muzo, wielce obrotnego, który zburzył święty gród Troi, a potem wiele wędrował, widział miasta ludzi tak wielu i ducha ich poznał. Wiele swym sercem wycierpiał na morzu, walcząc o własna duszę i powrót towarzyszy. Ale i tak ich nie zbawił, choć bardzo pragnął. Zginęli przez własną zuchwałość - głupi - gdy zjedli krowy Hyperionowego Heliosa. On to odebrał im dzień powrotu.

   I nam coś z tego opowiedz, a zacznij skąd chcesz, boska córko Dzeusa.

   W on czas wszyscy inni, ilu z nich umknęło zagłady, wyrwawszy się wojnie i morzu, byli już w domu - on jeden, stęskniony za powrotem i żoną, siedział u czcigodnej nimfy, arcyboskiej Kalipso. Trzymała go w głębokich pieczarach chcąc go mieć za małżonka. A kiedy po upływie lat nadszedł rok, w którym bogowie wyprzędli mu powrót do domu, do Itaki, nawet tam, wśród swoich najbliższych, nie miał uniknąć walki.

   Litowali się nad nim wszyscy bogowie prócz Posejdona - jego to gniew ścigał boskiego Odyssa aż do ziemi ojczystej.

   Lecz Posejdon przebywał właśnie u dalekich Etiopów, którzy dzielą się na dwa szczepy - jeden tam, gdzie Hyperion zapada, drugi tam, gdzie wschodzi, na kresach ludzkości. Przed hekatombą z byków i baranów weselił się i ucztował, a tymczasem inni bogowie zgromadzili sie w domu Dzeusa Olimpijskiego. On pierwszy, ojciec ludzi i bogów, przemówił. Mając na myśli nieskazitelnego Ajgista, którego zabił przesławny Orestes, syn Agamemnona, w takich słowach zwrócił się do nieśmiertelnych;

   - Hej, jakże to dziś łatwo ludzie bogów oskarżają! Mówią, że od nas idzie zło, a w istocie sami swą butą sięgają ponad ludzki los i sprowadzają na siebie nieszczęście. Oto patrzcie Ajgista: ponad los poślubił prawa małżonkę Agamemnona, a jego samego zabił, ledwo ów powrócił. I wiedział, że czeka go zguba! Zawczasu posyłaliśmy doń Hermesa, świetlistego tropiciela, ostrzegaliśmy, żeby go nie zabijał i nie uwodził jego żony, bo przyjdzie zemsta z rodu Atrydów, skoro tylko Orestes dorośnie i za swą ziemią zatęskni. Tak mówił Hermes, lecz umysł Ajgista dobrej rady nie przyjął, a teraz za wszystko zapłacił.

   Odpowiedziała mu jasnooka bogini Atena:

   - Ojcze nasz, Kronido, władco najwyższy! Słuszna zaiste, poległ ów śmiercią i oby każdy tak zginął, kto by podobnie postąpił. Lecz mnie z powodu boskiego Odyssa serce się kraje. Nieszczęsny, z dala od swoich, cierpi na wyspie wokół oblanej. Na tym pępku morza, w ostrowiu lesistym mieszka bogini, córka zgubnego Atlasa, który zna wszystkich mórz czeluście, a sam dźwiga wielkie słupy, rozdzielające niebo od ziemi. Jego to córka więzi nieszczęśliwego. On płacze, a ona wciąż miękkimi, pieszczotliwymi słowami czaruje, izby zapomniał Itaki. Lecz on śmierci raczej wygląda i chciałby zobaczyć bodaj dym wznoszący się z jego ziemi. Czyż nawet w tobie nie poruszy sie czułe serce, panie Olimpu? Czyż nie przyjmowałeś łaskawie ofiar, które ci składał Odys przy okrętach argiwskich w Troi szerokiej? Za co gniewasz się dziś na niego, Dzeusie?

   Odpowiadając je rzekł Dzeus chmurozbiórca:

   - Jakież to słowo, moje dziecko, wymknęło się z zagrody twych zębów? Jakże mógłbym zapomnieć boskiego Odyssa, który, ze wszystkich śmiertelnych najmędrszy, najwięcej ofiar dawał nieśmiertelnym panom niebios szerokich? Lecz pan ziemi, Posejdon, nieubłagany jest w swym gniewie za boskiego Polifema, najpotężniejszego z Kiklopów, którego Odys oka pozbawił. Polifema zrodziła nimfa Toosa, córka Forkisa, opiekunka morskiej topieli, gdy się złączyła z Posejdonem w głębokich pieczarach. Z jego to przyczyną, Pan co ziemią wstrząsa, nie zabija wprawdzie Odyssa, ale go trzyma z dala od ziemi ojczystej. Lecz my tutaj omówimy, kiedy by i jak powrócił. Posejdon powściągnie swój gniew, bo nie sposób jednemu stawać przeciw wszystkim bogom i działać wbrew ich woli.

   Odrzekła bogini jasnooka Atena:

   - Ojcze nasz, Kronido, władco najwyższy, jeśli się tak podoba bogom szczęśliwym, żeby Odys przemądry wrócił do domu, wyślijmy Hermesa, świetlistego gońca, na wyspę Ogigię i niech jak najprędzej nimfie o pięknych warkoczach obwieści wyrok niecofniony o powrocie wytrwałego Odyssa. Ja tymczasem pójdę do Itaki. Synowi Odyssa dodam otuchy i w jego łonie myśl położę, by na wiec zwołał bujnowłosych Achajów i zgromił zalotników, którzy mu bez ustanku zjadają trzody owiec i włókonogie woły o rogach pokrętnych. Wyślę go do Sparty i piaszczystego Pylos - może coś usłyszy o powrocie miłego ojca i niechaj zyska sławę szlachetną wśród ludzi.

   To mówiąc uwiązała pod stopami piękne sandały, ambrozyjskie, złociste, które ją niosą i ponad wodą i ponad nieobeszłą ziemią równo z wiatru powiewem. Wzięła włócznie potężną, spiżem ostrym okutą, ciężką i okrutnie wysoką, która kładzie mężów zastępy, gdy gniew ją unosi - córkę wszechwładnego ojca.

   Zerwała się z wierchów Olimpu i w lot stanęła w Itace, u wejścia w dom Odyssa, na dziedzińcowym progu. Z włócznią spiżową w dłoni, była podobna do gościa, Mentesa, wodza Tafijczyków. Zastała mężnych zalotników przed domem. Siedząc na skórach wołów, które sami porżnęli, zabawiali się grą w kamyki. Dokoła krzątali się heroldowie i słudzy - jedni wino z wodą mieszali w kraterach, inni porowatymi gąbkami zmywali stoły, inni je zastawiali krojąc niezliczone mięsiwa.

   Ze wszystkich pierwszy spostrzegł ją Telemach o boskim wejrzeniu: siedział on wśród zalotników z sercem strapionym i w duchu oglądał szlachetnego ojca, jak wraca i tym oto zalotnikom kres kładzie w swym domu, a potem cześć odbiera i władzę. Z tymi myślami siedząc wśród zalotników zobaczył Atenę i poskoczył do wrót, gniewny, że gość tak długo stoi u wejścia. Zbliżył się, uścisnął prawą dłoń, odebrał włócznie spiżową i witał słowem skrzydlatym:

    - Raduj się gościu! Będziesz u nas mile przyjęty, a po wieczerzy powiesz, czego ci potrzeba.

   To mówiąc szedł naprzód, za nim kroczyła Pallas Atena. Gdy znaleźli się w sali o stropie wysokim, włócznię wstawił do gładzonego stoiska, gdzie było wiele włóczni wytrwałego Odyssa, a boginię podprowadził do tronu, który nakrył płótnem. Tron był piękny, rzeźbiony, z podnóżkiem na stopy. Dla siebie wziął krzesło malowane. Usiadł z dala od zalotników, żeby ich wrzaski nie obrzydziły gościowi wieczerzy i żeby na uboczu od zuchwalców pomówić o nieobecnym ojcu.

   Służąca wodę im lała na ręce z pięknego złotego dzbanka nad srebrną miednicą. I ustawiła stół gładzony. Chleba przyniosła i rozmaite potrawy czcigodna klucznica, rada z domowych zapasów. Krajczy postawił misy wszelkiego mięsiwa, a obok złote puchary. Herold nalał im wina.

   A oto weszli mężni zalotnicy. Zasiedli rzędem na krzesłach i tronach, heroldowie polewali im ręce wodą, służące chleb roznosiły w koszykach, chłopcy kratery napełniali napojem. I wraz wszyscy wyciągnęli ręce do zastawionych potraw.

   A gdy się pozbyli głodu i pragnienia, zachciało się zalotnikom śpiewu i pląsów, które są uczty okrasą. Herold więc przepiękną kitarę włożył w ręce Femiosa, który z musu śpiewał zalotnikom. Biorąc kilka dźwięków zaczął piękna pieśń, a Telemach zbliżył piękną głowę ku jasnookiej Atenie, tak żeby go tamci nie słyszeli:

    - Drogi gościu, czy nie pogniewasz się o to, co powiem? Widzisz, im tylko w głowie kitara i śpiew, a lekko im to przychodzi, bo cudzy dobytek jedzą bezkarnie. Tymczasem gospodarza białe kości albo gdzieś leżą na ziemi albo butwieją na deszczu, albo fala je toczy po morzu. Ach, gdyby zjawił sie on w Itace, każdy z nich wolałby mieć rącze nogi niż skarby złota i drogich szat! Ale dziś, kiedy on sczezł złą dolą, znikąd dla nas pociechy, choćby mi nie wiem kto z ludzi mówił, że on przyjdzie. Przepadł jego dzień powrotu. Lecz ty powiedz szczerze i dokładnie: ktoś jest i skąd? Gdzie twój gród i ród? Na jakim przybyłeś okręcie? Jacy żeglarze dowieźli ciebie do Itaki? Co to byli za ludzie? Bo nie sądzę, żebyś tu przyszedł piechotą. Powiedz mi jeszcze - chciałbym znać prawdę - czy jesteś tu po raz pierwszy, czy też jako gość ojcowy. Wielu mężów odwiedziło nasz dom, bo i on sam był ludziom przychylny.

   Rzekła bogini jasnooka Atena:

   - Odpowiem ci szczerze, Jestem Mentes i szczycę się być synem mądrego Anchialosa. Panuję nad Tafijczykami, miłośnikami wioseł. A teraz tu zawinąłem z okrętem i drużyną, bo płynę po ciemnym morzu hen, do ludzi dalekich, do Temesy, po miedź, a wiozę błyszczące żelazo. Okręt mój stoi wśród pól z dala od miasta, w zatoce Rejtron, pod lesistym Nejonem. Jesteśmy sobie nawzajem ojcowymi druhami z dawnych lat. Zapytaj przy sposobności staruszka Laertesa. Mówią, że nie zachodzi on wcale do miasta, siedzi gdzieś na wsi ze swoją zgryzotą. Ma przy sobie starą służącą, która mu jadło i napój podaje, gdy zmęczenie obejmie kolana. Wciąż jeszcze łazi dokoła swojej winnicy. A ja przyszedłem, bo mówiono mi, że on już jest w domu, twój ojciec. Ale widać bogowie zatrzymują go w drodze. Nie, boski Odys nie umarł - żyje! Tylko gdzieś więzi go jakaś wyspa na morzu szerokim, jacyś okrutni i dzicy ludzie powstrzymują go gwałtem. I choć nie jestem wieszczkiem ani sie nie znam na ptakach, powiem ci wróżbę, która nieśmiertelni wrzucają mi w serce i o której wiem, że się spełni. Nie będzie on juz długo poza ukochaną ziemią ojczystą i nie zatrzymają go nawet żelazne pęta. Znajdzie sposób, żeby wrócić - wiesz, jaki jest przemyślny. Lecz ty powiedz szczerze i wiernie: - Czyś ty rodzony syn Odyssa? Strasznie do niego jesteś podobny - z głowy, z pięknych oczu. Często bywaliśmy ze sobą, , póki nie ruszył na Troję, a z nim kwiat Argiwów na wydrążonych okrętach. Odtąd ani on mnie, ani ja nie widziałem boskiego Odyssa.

   Odpowiedział roztropny Telemach:

   - Szczerze ci powiem gościu. Matka mówi, że jego jestem synem, sam nie wiem. Jakże może sam ktoś poznać swój ród? Obym się raczej urodził synem szczęśliwego męża, który pośród swoich dóbr dożyłby starości! A tak, zrodził mnie pono najnieszczęśliwszy ze śmiertelnych - jeśli chcesz wiedzieć.

   Rzekła bogini jasnooka Atena:

   - Nie zostawią bogowie twojego rodu bez sławy, gdy takiego syna urodziła Penelopa. A teraz powiedz: co to za uczta? Co to za tłum się zbiera? W jakim celu? Na święto czy na wesele? Widać, że to nie biesiada składkowa. I zdaje mi sie, że oni zbyt zuchwale w tym domu ucztują. Każdy człowiek rozsądny który by tu przyszedł, oburzyłby się na taki bezwstyd.

   Odrzekł roztropny Telemach:

   - Gościu, skoro o to tak troskliwie pytasz, powiem, że dom ten był pono kiedyś zamożny i bez skazy, dopóki był w kraju ów mąż. Teraz inaczej postanowili bogowie na naszą zgubę, czyniąc go niewidzialnym w całym ludzkim świecie. Doprawdy, nie tak bolała by mnie jego śmierć, gdyby był poległ pod Troją, wśród swoich towarzyszy, albo po skończonej wojnie na rękach drogich osób. Mogiłę by jemu usypali Panachajowie i byłaby stąd wielką chwała dla syna na później. A teraz niesławne porwały go harpie. Znikł bez śladu, bez wieści, a mnie zostawił zgryzotę i płacz. I nie tylko za nim płaczę i jęczę, bogowie mi sprawili inne złe troski. Jacy bowiem są najznakomitsi panowie na wyspach, w Dulichionie, na Same, w lesistym Dzakyncie, ilu też ich panuje w górzystej Itace, tylu o moją matkę się stara i mój dom objada. A ona ani nie odpycha złowrogich ślubów, ani spełnić nie może. I tak mój dom niszczeje. Prędko i mnie samego rozszarpią.

   Odparła oburzona Pallas Atena:

   - Niestety! Bardzo brak tu Odyssa, żeby swe ręce położył na tych bezwstydnych zalotnikach. O gdyby tak wszedł i stanął w drzwiach - w hełmie, z tarcza i włóczniami, taki, jakim go pierwszy raz widziałem, gdy w naszym domu pił i weselił się wróciwszy z Efiry od Ilosa, syna Mermerosa. Bo i tam boski Odys popłynął na chyżym okręcie, szukając mężobójczego jadu do zatrucia swych strzał okutych spiżem. Lecz Ilos mu nie dał, rzekomo ze wstydu przed bogami, dał natomiast mój ojciec, który go strasznie miłował. O, gdyby taki Odys wszedł między zalotników, krótki byłby ich los i gorzkie gody! Ha, czy wróci zemścić się w swym własnym domu, czyli nie - to leży na kolanach bogów. Ty zaś musisz pomyśleć, jak się stąd pozbywać zalotników. Posłuchaj i zważ moje słowa. Jutro zwołaj na wiec herosów achajskich i przemów do wszystkich, biorąc bogów na świadectwo. Zalotnikom każ się rozproszyć po swoich domach, matka, jeśli ja serce skłania do małżeństwa, niech idzie natychmiast do swego wielmożnego ojca. Oni tymczasem przysposobią gody i zniosą podarki tak liczne, jakie się należą umiłowanej córce. A dla ciebie mam radę mądrą, której posłuchaj. Weź najlepszy okręt o wiosłach dwudziestu i jedź rozpytać się o nieobecnego ojca - może ci ktoś z ludzi powie albo posłyszysz od Dzeusa wieść, która najwięcej nowin nosi po świecie. Najpierw zajedziesz do Pylos i wypytasz boskiego Nestora; stamtąd do Sparty, do płowego Menelaosa, który powrócił ostatni z Achajów spiżem okrytych. Jeśli się dowiesz, że ojciec żyje i wraca, znoś jeszcze przez rok, że cię będą objadać - a jeśli usłyszysz że umarł i już go nie ma, wracaj do miłej ojczyzny, usyp mu kurhan i spraw uroczysty pogrzeb, a całą hojnością jaka się godzi, a matkę oddaj nowemu mężowi. A kiedy to spełnisz i wykonasz, rozważ w swym sercu i umyśle, jak zabić tu w domu zalotników, podstępem czy otwarcie. Porzuć dzieciństwo z którego wyrosłeś. Czyś nie słyszał, jakiej sławy u ludzi dostąpił Orestes, gdy zabił ojcobójcę, podstępnego Ajgista? I ty, mój drogi, jak cię widzę w tej urodzie, w tym wzroście, w tej sile, bądź taki, żeby i o tobie dobrze mówili potomni. A ja już pójdę do swego okrętu i towarzyszy, którzy się tam niecierpliwią. Pomyśl o tym i zapamiętaj moje słowa.

   Odpowiedział roztropny Telemach:

   - Zaiste, gościu, mówisz to z głębokiej życzliwości, jak ojciec do syna - ani słowa nie zapomnę. Lecz chociaż tak spieszysz w drogę, zostań, gościu. Wykąpiesz się, posilisz i wziąwszy upominek, z radością w sercu pójdziesz do okrętu. Chciałbym ci dać rzecz cenną i bardzo piękną, jaka druhowie druhom ofiarują - byłaby to dla ciebie pamiątka.

   Odparła jasnooka bogini Atena:

   - Nie zatrzymuj mnie teraz, naprawdę bardzo się spieszę. Jeśli cię lube serce skłania dać mi upominek, wezmę go za powrotem. Z pewnością będzie on bardzo piękny i godny, bym się odwzajemnił.

   To mówiąc odeszła jasnooka Atena i jak ptak uleciała przez dymny otwór.

   Sercu Telemacha dodała siły i odwagi i pamięć ojca uczyniła żywszą niż wprzódy. Myśl się poruszyła, serce zdumiało: poznał boga. I sam do boga podobny wszedł między zalotników.

   Siedzieli oni w milczeniu, gdyż śpiewał im pieśniarz znakomity. Śpiewał smutny powrót spod Troi, jakim obarczyła Achajów Pallas Atena.

   Na górze boską pieśń posłyszało serce córki Ikariosa, mądrej Penelopy. Po wysokich schodach zeszła ze swojej komnaty - nie sama, towarzyszyły jej służebne kobiety. Lecz na widok zalotników zatrzymała się boska niewiasta i stanęła w głębokim obramieniu podwoi. Na twarz spuściła świetlistą namiotkę. Z jednej i drugiej strony stała przy niej służąca. Penelopa ze łzami odezwała się do boskiego aojda:

    - Femiosie, znasz przecie wiele innych pieśni, które czarują śmiertelnych, o czynach ludzi i bogów, sławionych przez aojdów. Siedź więc i śpiewaj, a oni niech piją w milczeniu. Tylko tej jednej pieśni zaniechaj, przesmutnej, która mi zawsze serce w łonie rozdziera. Spadł na mnie ból nieugaszony. W wiecznym rozpamiętywaniu opłakuję najdroższą głowę - mojego męża, którego sława szerzy się w Helladzie i pośrodku Argos.

   Odpowiedział jej roztropny Telemach:

   - Matko moja, czemuż wzbraniasz wiernemu aojdowi, cieszyć nas tym, ku czemu duch go skłania? Nie aojdowie są winni, winny jest Dzeus, który każdemu z trudzących się ludzi, co chce odmierza. Nie można się gniewać, że on śpiewa niedolę Danaów, zawsze bowiem najnowszą pieśń najwięcej ludzie sławią. Niechże twe serce śmiało jej wysłucha, boć nie sam Odys stracił pod Troją dzień powrotu, wielu też innych wojów zginęło. Wracaj do siebie i pilnuj swojej roboty, krosien i kądzieli, i służbę zapędzaj do pracy. Słowo do mężów należy, a ze wszystkich do mnie najbardziej, bo moja władza w tym domu.

   Wróciła do swej komnaty zdumiona i rozumne słowo syna wzięła sobie do serca. Wszedłszy ze służebnymi niewiastami na górę, opłakiwała Odyssa, drogiego małżonka, póki jej na powieki sny słodkiego nie rzuciła jasnooka Atena.

   Zalotnicy podnieśli wrzask w cienistym megaronie - wszyscy chcieli z nią iść do łożnicy!

   Przemówił do nich roztropny Telemach:

   - Matki mej zalotnicy, bez granic zuchwali! Dalej ucztujmy wesoło i przestańcie krzyczeć, bo lepiej słuchać tego aojda, który swą pieśnią z bogami się równa. O świcie pójdziemy wszyscy i zasiądziemy w agorze, gdzie ja wam powiem szczere słowo: odejdźcie z tego domu, o inne postarajcie się uczty, zjadajcie nawzajem własne majątki. A jeśli wam dogodniej i milej zostać i łupić bezkarnie dobytek jednego człowieka, żryjcie, a ja będę wołał do bogów wiecznie żyjących, aż Dzeus każe wam zapłacić za zbrodnie. Obyście w tym domu zginęli nie pomszczeni!

   Tak mówił, a oni zagryzając wargi dziwili się, że Telemach tak śmiało przemawia. Z kolei odezwał się Antinoos, syn Eupejtesa:

   - Doprawdy, Telemachu, chyba sami bogowie nauczyli ciebie tak górnie i śmiało przemawiać. Byleby tylko Kronion nie uczynił cię królem tej wkoło oblanej Itaki, oddając w twe ręce ojców dziedzictwo!

   Odparł roztropny Telemach:

   - Antinoosie, czy nie pogniewasz się za to, co powiem? Owszem, chciałbym wziąć berło, jeśli Dzeus pozwoli. Czy sądzisz, że jest to najgorsze, co może spotkać człowieka? Nie, nie jest złą rzeczą królowanie: od razu dom się wzbogaca i mąż rośnie w cenie. Lecz w naszej Itace jest wielu królów, młodych i starych, niech więc ktoś z nich weźmie to królestwo, skoro umarł boski Odys. Ale ja będę panem w naszym domu i nad ta czeladzią, która mam z łupów wojennych boskiego Odyssa.

   Odpowiedział mu Eurymachos, syn Polibosa:

   - Telemachu, jeszcze to leży na kolanach bogów, kto z Achajów ma królować na morzem oblanej Itace. Majątek sobie zatrzymaj i panuj w swym domu. Niechaj się nikt nie waży gwałtem, przeciw twej woli, wydzierać tobie mienia, jak długo Itaka stoi, a ludzie w niej żyją. Lecz chciałbym cię o najlepszy, o gościa zapytać: skąd był ten człowiek? Z jakiej ziemi pochodzi? Gdzie jego ród i niwa ojczysta? Czy przyniósł jakieś wieści o wracającym ojcu, czy też z własną sprawą tu przychodzi? Tak nagle odleciał, że nie było czasu go poznać, a z pozoru nie wyglądał na lichego człowieka.

   Odpowiedział roztropny Telemach:

   - To prawda Eurymachu, że przepadł dzień powrotu mojego ojca. Już mnie żadna wieść nie przekona, skądkolwiekby przyszła, ani się troszczę o wróżby, jakich moja matka szuka i wciąż wieszczków wzywa do domu. A co do gościa, był to przyjaciel ojca, z Tafos, szczyci się być synem Anchialosa. Nazywa się Mentes i panuje nad Tafijczykami, kochającymi wiosła.

   Tak mówił Telemach, lecz w duchu poznał nieśmiertelną boginię.

   Tamci zaś wrócili do zabawy, do tańców i pieśni, i przy tym zaskoczył ich czarny wieczór. Wtedy rozeszli sie do domów na spoczynek.

   Był w pięknym dziedzińcu, w miejscu obronnym, pokój wysoki i tam poszedł spać Telemach z duszą pełną myśli. Towarzyszyła mu z płonąca pochodnią skrzętna Eurykleja, córka Opsa Pejsenorydy. Kupił ją własnym kosztem Laertes, gdy była jeszcze pierwszej młodości, dał za nią dwadzieścia wołów, i szanował w swym domu na równi z troskliwą małżonką, lecz nie wszedł do jej łoża unikając gniewu swej żony. Ona to niosła pochodnię przed Telemachem i ona z całej służby kochała go najwięcej i piastowała w dzieciństwie.

   Telemach otworzył drzwi komnaty o grubych murach i usiadł na łożu. Zdjął chiton i rzucił na ręce mądrej staruszki. Ona chiton złożyła, wygładziła fałdy i powiesiła na kołku przy łożu rzeźbionym Wyszła z komnaty, drzwi zawarła ciągnąc za srebrny pierścień, po czym zasuwę przesunęła rzemieniem.

   Tam leżał Telemach, okryty owczym runem, i cała noc rozmyślał o drodze, którą raiła mu Atena.

 

Odyseja, tłumaczenie - Jan Parandowski

 

Link do prologu najlepszej ekranizacji Odysei - filmu Franco Rossiego.

Cały film z polskimi napisami można podobno ściągnąć z serwisu chomikuj.pl za około 30 zł. W sklepach z płytami film ten jest nieosiągalny.

 

Penelopa, Euryklea i domowniczki modlą się do Ateny o ocalenie Telemacha,  on sam zaś gdy przybywa do Pylos, widzi procesję i składanie ofiary dla Posejdona. Składa ją druh spod Troi ojca Telemacha, Nestor.

http://www.czasgarwolina.plhttp://www.czasgarwolina.pl













http://www.czasgarwolina.plhttp://www.czasgarwolina.pl





 






http://www.czasgarwolina.pl













http://www.czasgarwolina.plAtena ratuje Odyssa i nawiedza we śnie Nauzykaę polecając jej pójść na brzeg, gdzie królewna pomoże rozbitkowi.










http://www.czasgarwolina.plhttp://www.czasgarwolina.pl








 



http://www.czasgarwolina.plHermes ostrzega Odyssa i daje mu odtrutkę na czar nimfy Kirke zamieniającej ludzi w świnie.
Odys ratuje przyjaciół.

Kultura grecka była na wskroś religijna.









http://www.czasgarwolina.plhttp://www.czasgarwolina.pl











 

http://www.czasgarwolina.pl http://www.czasgarwolina.pl







 






Lektury

 

Zapytałeś mnie jaka korzyść z Ewangelii czytanej po grecku.

Odpowiem, że przystoi abyśmy prowadzili

Palcem wzdłuż liter trwalszych niż kute w kamieniu,

Jak też abyśmy, z wolna wymawiając głoski,

Poznawali prawdziwe dostojeństwo mowy.

Przymuszonym uwagą, nie dalszy niż wczoraj

Wyda się tamten świat, choć twarze cezarów

Inne dziś na monetach. Ciągle trwa ten eon,

Lęk i pragnienie te same, oliwa i wino

I chleb znaczą to samo. Również chwiejność rzeczy

Chciwej jak niegdyś cudów. Nawet obyczaje,

Uczty weselne, leki, płacze po umarłych

Różnią się tylko pozornie. Na przykład i wtedy

Pełno było tych, których w tekście nazywa się

"Daimonizomenoi", czyli biesujący

Albo i biesowatych (gdyż "opętanymi"

Język nasz ich mianuje z fantazji słownika).

Drgawki, na ustach piana, zgrzytanie zębami

Nie uchodziły wtedy za znamię talentów.

Biesowaci nie mieli pism ani ekranów,

Rzadko tykając sztuki i literatury.

Niemniej przypowieść o nich pozostaje w mocy:

Że duch nimi władnący może wstąpić w wieprze,

Które zdesperowane tak nagłym zderzeniem

Dwóch natur, swojej własnej i lucyferycznej,

Skaczą w wodę i toną. Co wciąz się powtarza.

I tak na każdej stronie wytrwały czytelnik

Dwadzieścia wieków widzi jako dni dwadzieścia

Kres mającego raz kiedyś eonu.

 

                                                        Czesław Miłosz

 

 

Motto "Biesów" Dostojewskiego,

książki o rewolucjonistach.

 

A była tam duża trzoda świń, pasących się na górze. Prosiły go więc (złe duchy), żeby im pozwolił wejść w nie. I pozwolił im. Wtedy złe duchy wyszły z człowieka i weszły w świnie, a trzoda ruszyła pędem po urywistym zboczu do jeziora i utonęła. Na widok tego, co zaszło, pasterze uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach. Ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Przyszli do Jezusa i zastali człowieka, z którego wyszły złe duchy, ubranego i przy zdrowych zmysłach., siedzącego u nóg Jezusa. Strach ich ogarnął. A ci którzy widzieli opowiedzieli im w jaki sposób opętany został uzdrowiony.

 

 

Ewangelia św. Łukasza, VIII, 32-36.

Atena, Muzeum Mares, Barcelona.

.

opr. AD