20 listopada 2018r. Imieniny: Anatola, Rafała, Edmunda
Gospodarz strony: Andrzej Dobrowolski     
 
 
 
 
   Starsze teksty
 
55 lat domu kultury
W roku 1954 rozpoczął w Garwolinie działalność dom kultury.

Z okazji 55-lecia jego istnienia ukazała się książka Zbigniewa Gnata-Wieteski „Działalność Kulturalno-Oświatowa Garwolińskiego Ośrodka Kultury w Garwolinie (1954-2009)”. Autor sporządził w nim faktograficzny rejestr półwiecza placówki.

Pozwolę sobie na dwie dygresje co do tematów nieobecnych w tej książce.

Po pierwsze – dom kultury w latach stalinowskich zbudowano na skonfiskowanej działce mieszczan garwolińskich, państwa Piesiewiczów, jako alternatywę dla kulturalnego centrum jakim był kościół. Działkę – jak wiele innych w podobnych okolicznościach, np. ogród plebanii, na którym stoi osiedle Żwirki i Wigury – skonfiskowano z premedytacją po to, by obdarować lud „dobrodziejstwami” rewolucji, i przeciągnąć na stronę myślenia rewolucyjnego. Piękno projektu domu kultury miało stać się świadectwem tryumfu nowej idei odrzucającego „złą” zasadę własności.

Na szczęście zgodnie z zasadą, że „człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi” efekty jego działań były inne od zamierzonych. Dzięki mądrym i dobrym ludziom działanie domu kultury (a właściwie tego małego pałacu – o czym za chwilę) nie było obrócone przeciw świątyni, ale nienajgorzej z nią współbrzmiało.

Kształcenie, w kołach zainteresowań dzieci,  ludzkiej wrażliwości i smaku przysparzało lepszego rozumienia świata. Występy estradowe – sztuki niskiej i wysokiej – przypominały o skarbach tradycji kulturowej, ponadczasowych i ogólnoludzkich wartościach niezależnych od „prawd czasu”.

W bibliotece aż roiło się od klasyki przekonującej do mądrości tradycji, o której z pogardą mówiła pieśń komunistów Międzynarodówka „przeszłości cień dłoń nasza zmiata” . 

Jednak dom kultury nigdy nie przyjął do siebie prawdziwej kultury ludowej Garwolinian, i to różni go od niemieckiego kulturhausu czy włoskiego casa della villa. Huczne święta rodzinne nie przyjęły się w nim. Nawet bale – przez 20 lat obecne na sali widowiskowej – znikły z niego, po nieszczęsnej przeróbce głównej sali.

Po drugie – chciałbym wspomnieć o planie domu kultury. To prawdziwe cacko! Ech, widać w nim mistrzowską rękę starego przedwojennego architekta, który nadał mu rozkład … arystokratycznego pałacu! Jest w nim piękny hall z eleganckimi schodami, sala balowa i koncertowa z balkonem dla orkiestry i garderobą dla publiki, galerią obrazów na piętrze, i biblioteką na parterze. Cieszy jego dziedziniec i ogród. Takie – sprawdzone przez tysiące lat - funkcje wpisane w bryłę budynku zawsze będą praktyczne i piękne dla jego użytkowników.

Odejścia od założeń oryginalnego projektu zawsze kaleczyło dom kultury (pochyła podłoga w sali głównej, zabudowanie garderoby, przeniesienie galerii do kotłowni). Na szczęście Rada Miasta odrzuciła ostatnio pomysł dobudowania do jego bryły toalety miejskiej.

Oby w przyszłości dyrekcja domu kultury respektowała dawny plan nieznanego mi z nazwiska mistrza architektury, plan, który szczególnie w pierwszych latach istnienia placówki cieszył Garwolinian.


Architektowi i wszystkim pracownikom dobrze pracującym w domu kultury winniśmy wdzięczność!

http://www.czasgarwolina.plAutor z dyrektorem CSiK Jarosławem Kargolem.


















http://www.czasgarwolina.plWojciech Baduchowski z żoną Justyną, obok Małgorzaty Kargol. Jego koncerty w tym roku szczelnie wypełniły salę widowiskową, i były przykładem funkcjonowania w CSiK "otwartej przestrzeni" dla występów.
Andrzej Dobrowolski